Wywiad: Melissa Darwood: kontakt z przyrodą jest dla mnie bardzo ważny i nie wyobrażam sobie życia z dala od natury.

Melissa Darwood: Piszę książki dla siebie i wszystkich czytelników, którzy, bez względu na wiek, czują się młodo, poszukują w literaturze romantycznych uniesień, nieprzewidywalności, elementów nadprzyrodzonych, filozofii i psychologii.

Przybrany pseudonim pozwala mi zatrzeć granicę między rzeczywistością a fikcją literacką. Gdy piszę zatracam się całkowicie w nierzeczywistym świecie swoich bohaterów. Przeżywam z nimi radości, namiętności, ale też smutki i rozczarowania. Dzięki nim żyję podwójnie.

Kocham przyrodę. Wychowałam się w otoczeniu lasów, które emanują mrocznością, czarem i tajemniczością. Klimat ten wyczuwalny jest również w moich powieściach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

M.P.: „Luonto” to pierwsza Twoja powieść, która zagościła na Szufladzie. Nie jest to jednak Twoja pierwsza książka. Opowiedz nam o swojej dotychczasowej karierze literackiej i wyjaśnij, dlaczego czytelnik Szuflady ma sięgnąć właśnie po Twoje książki?

M.D.: Moją pierwszą powieścią, która ukazała się na rynku wydawniczym, była „Larista”. Zadebiutowałam nią w 2013 roku, a w tym roku powieść doczekała się uzupełnionego wznowienia i kontynuacji jako seria „Wysłannicy” (II tom „Guerra” ukazał się w październiku tego roku, a III tom „Cedyno” planowany jest na maj 2019 roku). Pozostałe moje dzieła to książki jednotomowe: „Pryncypium”, „Tryjon” i wspomniane „Luonto”. Ich odbiorcami są czytelnicy, którzy szukają w literaturze romantycznych uniesień, niebanalnych wątków nadprzyrodzonych, szczypty filozofii, psychologii, fantastyki… Trudno jest przypisać moje książki do jednego gatunku. Myślę, że dzięki temu uważane są właśnie za unikatowe i oryginalne. Lubię zaskakiwać i często otrzymuję od czytelników informację zwrotną, że właśnie za tę nieprzewidywalność cenią moją twórczość.

M.P: „Luonto” łączy w sobie kilka literackich gatunków. To na pewno powieść młodzieżowa z elementami romansu, ale również powieść społeczna i – może przede wszystkim – utopijna. Skąd wzięło się u Ciebie zamiłowanie do łączenia gatunków?

Luonto11

M.D.: Piszę książki, które sama chciałabym przeczytać. Zabieg łączenia gatunków nigdy nie był celowy. Staram się nie ograniczać własnej wyobraźni, nie ulegać sztampowym nurtom, piszę to, co podpowiada mi mój instynkt, daję upust temu, co mnie porusza i wzbudza we mnie emocje.

Jak powinniśmy odczytywać znaczenie utopii w „Luonto”? Czy sądzisz, że problemy ekologiczne we współczesnym świecie są spychane na margines społecznej świadomości?

Uważam, że jest to niewygodny temat dla współczesnego człowieka. Stopniowo i świadomie doprowadzamy do zagłady świata, w którym żyjemy, a tym samym do unicestwienia wszystkich gatunków zwierząt i roślin. Jesteśmy krótkowzroczni, widzimy tylko to, co nas otacza tu i teraz. Jest nam wygodnie, lecz jeśli w porę się nie opamiętamy, nie będzie już przyszłości dla naszych prawnuków i ich dzieci. Wypieramy tę prawdę, nie chcemy jej dostrzegać, choć każdy z nas jest jej świadomy.

M.P.:„To, co stworzyła ludzkość, jest diabelską maszyną, której nie zdoła powstrzymać nic i nikt” – to cytat z Twojej książki. Co zatem sądzisz o tzw. „ ekoterroryzmie”? Czy ludzkość powinna podporządkowywać swój rozwój naturze?

M.D.: Terroryzm kojarzy się z ofiarami, które są ponoszone na skutek danych działań. Ja jestem za oddolnymi pokojowymi akcjami ograniczającymi ekspansję człowieka, wspominam o nich w powieści. Istnieje wiele organizacji, które podejmują działania na rzecz ekologii, ochrony przyrody, świadomego gospodarowania zasobami naturalnymi, lecz podejmowane przez nich kroki są skutecznie zagłuszane przez bogate korporacje, a nawet rządy państw. To jest ostatni dzwonek. Jeśli nie zaczniemy już teraz aktywnie sprzeciwiać się degradacji środowiska, wyniszczaniu tego, co ofiarowuje nam Ziemia, jeśli nie zaczniemy żyć w większej symbiozie ze środowiskiem naturalnym, czeka nas nieuchronna zagłada.

M.P.: Czy sama jesteś zaangażowana w działalność proekologiczną? Który ekologiczny problem jest dla Ciebie najbardziej istotny w obliczu coraz bardziej postępujących zmian społecznych, przemysłowych i politycznych?

M.D.: Nie działam aktywnie w żadnej organizacji proekologicznej, wspieram jednak finansowo inicjatywy, które najbardziej mnie poruszają. Na co dzień staram się żyć świadomie, wybierać mniejsze zło. Robić to, co każdy człowiek może i powinien robić. Ograniczam zużycie plastiku, segreguję odpady, staram się jeździć na rowerze zamiast autem, wybieram bardziej świadomie żywność, nie marnotrawię jedzenia, sprzątam śmieci w lesie. Co do najbardziej istotnego ekologicznego problemu – nie jestem w stanie wybrać jednego. Patrzę na naszą planetę globalnie, holistycznie. Wszystko, o czym wspominam w „Luonto”, jest ze sobą nierozerwalnie związane, ma na siebie wpływ. Zasoby naturalne, traktowanie zwierząt, produkcja żywności, odpady… Ubolewam nad tym, że możliwość korzystania z odnawialnych źródeł energii w naszym kraju jest tak mocno ograniczona i droga. Irytuje mnie nadprodukcja dóbr, których człowiek nie jest w stanie skonsumować. Być może dzięki mojej książce więcej osób spojrzy na problem ekologii z innej perspektywy i zacznie zmiany od samego siebie.

Tryjon2

M.P.: Co sądzisz o tzw. „ekoturystyce”? Czy sama wybrałaś się kiedyś na takie wakacje?

M.D.: Jeśli chodzi o turystykę nastawioną na poznawanie rejonów o znaczących walorach przyrodniczych, to w okresie studiów każde wakacje były połączone z wędrówkami po górach, rezerwatach, parkach krajobrazowych. Wychowałam się i mieszkam obecnie poza miastem, kontakt z przyrodą jest dla mnie bardzo ważny i nie wyobrażam sobie życia z dala od natury. Podczas studiów i po ich ukończeniu mieszkałam w dużym mieście. Czułam się wtedy przytłoczona, czegoś mi brakowało. Gdy tylko nadarzała się okazja, uciekaliśmy z mężem do naszej przyczepy kempingowej w lesie, gdzie upajaliśmy się bliskością przyrody, bez prądu, bieżącej wody i cywilizacji.

M.P.: Niesforna Chloris i silny, nieprzystępny Gratus to elektryzująca para, z której perspektywy poznajemy historię i działalność utopijnego „Luonto”. Jak wpadłaś na pomysł stworzenia tej pary? Wzorowałaś się na już istniejących postaciach czy był to oryginalny pomysł?

M.D.: Staram się unikać bezpośredniego wzorowania na postaciach, które już zostały wykreowane. Oczywiście, jak każdego pisarza, inspirują mnie bohaterowie książek czy filmów, lecz czerpię od nich zazwyczaj pojedyncze cechy, na bazie których buduję własne charaktery. Jako pierwszy w mojej wyobraźni pojawił się Gratus. Mężczyzna oddany sprawie, uczciwy, szlachetny, zrównoważony, żyjący blisko natury, Homanil – człowiek przemieniający się pod wpływem silnych emocji w zwierzę należące do gatunku zagrożonego wymarciem. Ponieważ lubię przeciwieństwa, chciałam, aby dziewczyna, którą napotka na swojej drodze, była rozkapryszona i niepokorna. Cenię sobie bohaterów, przechodzących wewnętrzną przemianę. I cieszę się, że taka nastąpiła w przypadku Chloris, która z buntowniczej, samolubnej, niezważającej na otaczający ją świat nastolatki stała się świadomym człowiekiem, walczącym o przetrwanie gatunku ludzkiego.

M.P.: Jaki jest twój ulubiony wątek romansowy w literaturze bądź filmie?

M.D.: Oj, dużo tego się znajdzie. Uwielbiam romanse, co zresztą widać w moich książkach. Nie potrafię wybrać jednej relacji miłosnej, która byłaby moją ulubioną. Wiem na pewno, czego nie toleruję. Odrzuca mnie od książek i filmów, w których wątek romansowy zbudowany jest na przemocy, braku szacunku do kobiety – gwałcie, ubliżaniu, ubezwłasnowolnieniu.

M.P.: Wracając do tematu utopii – jaka jest twoja ulubiona powieść eksponująca ten wątek? Osobiście uwielbiam komiks Alana Moore’a „V jak Vendetta”, choć koncentruje się on bardziej na politycznej stronie utopii.

M.D.: „Luonto” tylko z pozoru jest krainą perfekcyjną. Nie postrzegałam go nigdy jako świata utopijnego, bowiem daleko mu społecznie i politycznie do ideału. Jedyne, co jest w nim perfekcyjne, to harmonia, w jakiej Homanile współżyją z naturą. Reszta – wzajemne relacje mieszkańców Luonto, ustrój panujący w wiosce czy władze – bardzo przypominają naszą rzeczywistość. Nie przypisywałabym tej powieści do jednego gatunku, tym bardziej że po połowie książki mamy do czynienia z totalnym zwrotem akcji. Co do ulubionej powieści utopijnej, nie zaczytuję się w tego typu książkach. Ze znanych i wartych przeczytania przychodzi mi do głowy klasyk: „Podróże Guliwera”.

LiG

M.P.: Czy jesteś fanką filmów katastroficznych z lat 70 i 80? „Tragedia Posejdona”, „Płonący Wieżowiec”? W trakcie czytania nie mogłam się pozbyć wrażenia, że oglądam właśnie któryś z tych filmów.

Wolę współczesne kino, a jeśli chodzi o filmy katastroficzne, moim faworytem jest „2012”.

M.P.: Czy zamierzasz kontynuować dzieje „Luonto”? Jakie są twoje literackie plany na najbliższą przyszłość?

„Luonto” nie powinno mieć kontynuacji, gdyż cały przekaz powieści straciłby sens. Pokusiłam się o napisanie krótkiego opowiadania – dalszego ciągu losów bohaterów – które ma znacznie bardziej pozytywny wydźwięk niż końcówka książki. Jest ono jednak zbyt mocnym zaprzeczeniem przesłania powieści, mydleniem oczu, słodkim happy endem, na jaki liczy większość czytelników. Tylko że w tej książce nie chodzi o szczęście fikcyjnych bohaterów, lecz o realne przetrwanie – nas, ludzi żyjących naprawdę, w rzeczywistym świecie. Jeśli nie zaczniemy działać, czeka nas taki sam koniec jak w „Luonto”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Co do moich literackich planów, to w 2019 roku pojawi się moja pierwsza erotyczna powieść „Gordian” oraz wspomniany trzeci tom „Wysłanników” z gatunku young adult fantasy pt. „Cedyno”. Liczę również na wydanie powieści psychologicznej new adult: „Schizis”.

Rozmawiała: Magdalena Pioruńska

Niech żyje Matka Natura –„Luonto” Melissy Darwood

About the author
Magdalena Pioruńska
twórca i redaktor naczelna Szuflady, prezes Fundacji Szuflada. Koordynatorka paru literackich projektów w Opolu w tym Festiwalu Natchnienia, antologii magicznych opowiadań o Opolu, odpowiadała za blok literacki przy festiwalu Dni Fantastyki we Wrocławiu. Z wykształcenia politolog, dziennikarka, anglistka i literaturoznawczyni. Absolwentka Studium Literacko- Artystycznego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Sama też próbuje swoich sił w roli nauczyciela kreatywnego pisania. Dotąd wydała książkę poświęconą rozpadowi Jugosławii, zbiór opowiadań fantasy "Opowieści z Zoa", a także jej tekst pojawił się w antologii fantasy: "Dziedzictwo gwiazd". Autorka powieści "Twierdza Kimerydu". W życiu wyznaje dwie proste prawdy: "Nikt ani nic poza Tobą samym nie może sprawić byś był szczęśliwy albo nieszczęśliwy" oraz "Wolność to stan umysłu."

komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *