Wywiad z Joanną Godecką: Równość to brak hierarchii.

Joanna Godecka: 

-terapeutka TSR – ukończony I i II stopień certyfikowanej szkoły terapeutycznej LETSR,
-członkini Polskiego Stowarzyszenia Terapeutów Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach,
-dyplomowany life coach – absolwentka Studiów Podyplomowych z akredytacją ICF uczelni Collegium Civitas,
-coach oddechu (absolwentka Nowej Szkoły Oddechu) z tytułem Diploma Master Practicioner,
-Praktyk Integracji Oddechem i Integrującej Obecności – IV stopniowe seminarium Colina P. Sissona (Nowa Zelandia),
-Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego z tytułem mgr.

M.P.: Miłość – co to w końcu jest? Naprawdę jest nam aż tak bardzo potrzebna?

Jest wiele słów na określenie miłości i wiele jej rodzajów. Możemy czuć miłość do człowieka, zwierzęcia, świata, do natury, sztuki, do bliźnich i siebie samego. Istnieje miłość romantyczna, rodzicielska, braterska, zmysłowa, platoniczna itp. Używamy również określenia „miłość toksyczna”, jakkolwiek w tym wypadku chodzi raczej o typ uzależnienia od pewnego schematu uczuciowego, który jest dla nas niszczący.

W znaczeniu, w jakim ja go używam w książce, jest stanem emocjonalnej bliskości, związanym z intencjami osiągnięcia harmonii, szczęścia, z zaufaniem, szacunkiem i troską.

Czy miłość jest nam potrzebna? Nie wyobrażam sobie życia bez niej. Czym byłoby ono poza trwaniem i spełnianiem elementarnych potrzeb?

M.P.: Na czym polega równość w związku we współczesnych relacjach, a na czym powinna polegać?

J.G.: Równość to brak hierarchii, wykorzystywania przewagi emocjonalnej, materialnej i fizycznej oraz brak dążenia do władzy. Jest to założenie, że budujemy relację na jednakowych zasadach dotyczących obu stron. Zapominamy o rolach towarzyszących stereotypom, a w ich miejsce dajemy to, co w danej chwili możemy ofiarować, i to, co jest potrzebne. Jesteśmy elastyczni. Jest to uczciwe podzielenie się obowiązkami, tak aby nikt nie czuł się wykorzystywany. W równości nie ma miejsca na cierpiętnictwo, dominację ani manipulację.

M.P.: Co zrobić w sytuacji, kiedy wchodzi się w związek, a potem zaczyna się robić wszystko, żeby zaspokoić partnera, przy okazji zapominając o swoich potrzebach? Jak się obudzić?

J.G.: Taka postawa jest typowa dla osób, którym nadmiernie zależy na aprobacie. Wiąże się to z niską samooceną, a sposób myślenia jest następujący: „Taki/taka, jaki/jaka jestem, nie zasługuję na akceptację i miłość. Muszę się więc nieustannie starać, by na nią zasłużyć. Partner nie może zobaczyć mojego prawdziwego oblicza. Gdy bowiem pozna prawdę, odrzuci mnie”. W swoim mniemaniu „oszukujemy”, udając lepszych, życzliwszych i bardziej pomocnych.

Żyjemy w stresie, że gdy nie spełnimy oczekiwań, związek nie przetrwa. To sprawia, że relacje, które nawiązujemy, nie są autentyczne, a my nie czujemy się w nich szczęśliwi.

Jeśli działasz z perspektywy niskiej samooceny:

– Zdobywasz miłość i utwierdzasz się w przekonaniu, że to, co otrzymałaś, jest bezcenne. Musisz chronić ten skarb.
– W ten sposób zaniedbujesz to, co w przeszłości było twoim źródłem siły i radości. Nie masz na to czasu. Zapominasz o własnych potrzebach.
– Wszelkie sygnały, które wywołują u ciebie zagrożenie (w towarzystwie pojawiła się atrakcyjna kobieta, on wraca później z pracy itp.), prowokują cię do zdwojenia wysiłków.
– Partner wyczuwa twoją desperację (która naprawdę jest dostrzegalna), więc jego poczucie władzy się umacnia.
– Ty też to zauważasz i poziom stresu rośnie.
– Zmierzacie do katastrofy, a przynajmniej do sytuacji, w której twój komfort będzie minimalny.
Jeśli działasz z pozycji adekwatnej samooceny:
– Obdarzasz kogoś miłością, więc ze spokojem i radością patrzysz, jak miłość ta się rozwija.
– Wiesz, że on/ona kocha ciebie, więc… jesteś sobą.
– Jeśli pojawia się coś, co czego nie rozumiesz, rozmawiasz o tym, bo nie boisz się prawdy.
– Partner wie, że go kochasz, ale też kochasz siebie. Nie wystawia twojego uczucia na próbę.
– Zmierzacie do relacji opartej na miłości, szacunku i obopólnym komforcie.

Jak się obudzić? Zauważyć, że działamy w schemacie i nasze motywacje wynikają nie z miłości, lecz z lęku.

M.P.: Czy każda miłość musi się kończyć happy endem?

J.G.: Byłoby miło, niestety, codzienne życie tego nie potwierdza. Na drodze do happy endu czekają nas także zawody miłosne. Samo uczucie bowiem nie wystarczy, żeby żyć długo i szczęśliwie. Potrzebujemy również sprzyjających okoliczności – to znaczy oboje powinniśmy być wolni, niezależni w swoich życiowych wyborach, mieć chęć i możliwość stworzenia relacji. No i oczywiście do happy endu potrzebna jest także świadomość siebie, własnych potrzeb, szacunek do partnera, wierność, lojalność i umiejętność szczęśliwego życia we dwoje, bo rozumiem, że to właśnie oznacza miłosny happy end.

M.P.: Jeśli nie happy endem, to czym?

J.G.: Kiedy zabraknie happy endu, bywa, że zostajemy z uczuciem zawodu, a nawet złamanym sercem, ale najlepszym zakończeniem byłaby refleksja. Może w tym pomóc zadanie sobie następujących pytań:
– Z jakiego powodu związek się rozpadł?
– Czego się nauczyłam/nauczyłem?
– Co następnym razem mogę zrobić inaczej?
Wyciągnijmy konstruktywne wnioski, to znaczy zamiast obiecywać sobie „już nigdy nie pozwolę się zranić”, powiedzmy: „następnym razem będzie inaczej”. Nie składajmy deklaracji w stylu „teraz to ja będę górą”, ponieważ to nie jest prawdziwe otwarcie, tylko próba odwetu.

M.P.: Co wpływa na to, że niektórzy ludzie tworzą zdrowe, udane związki, a niektórzy nie robią tego wcale albo wręcz formują toksyczne relacje?

J.G.: Toksyczne relacje powstają w wyniku destrukcyjnych schematów zakodowanych w procesie dorastania. Jest ich wiele, więc wymienię tylko niektóre elementy sprzyjające tworzeniu trudnych, raniących związków:
– niska samoocena

Adekwatne poczucie własnej wartości pozwala nam odczuwać szacunek do siebie samego. Obniżone sprawia, że partner, jego akceptacja bądź odrzucenie stanowią o tym, co myślimy o sobie, więc dajemy sobą manipulować.
– brak funkcjonalnych granic
Mówiąc skrótowo: granice pozwalają nam zachować w związku odrębność, a także powstrzymać kogoś przed naruszaniem naszej strefy komfortu i zachowaniem, którego nie akceptujemy.

Gdy ich brak, nie umiemy mówić: nie. Nie czujemy swojej odrębności i sprawczości. Dlatego myślimy: „on/ona marnuje mi życie, niszczy mój spokój” itp. A przecież ludzie mają nad nami tyle władzy, ile im dajemy.

– trudności w definiowaniu obrazu sytuacji
Jeśli jest coś, czego nie akceptujemy, będąc osobą pozostającą w kontakcie ze swoimi uczuciami, definiujemy to jasno.
Nie mając tej umiejętności, zaczynamy przeczyć niewygodnym sytuacjom. Tłumaczymy przemoc psychiczną lub fizyczną jako wyraz miłości, udajemy, że wszystko jest w porządku, słowem, słyszymy to, co chcemy słyszeć, i widzimy to, co chcemy widzieć.

– trudności w zaspokajaniu potrzeb

Dorosły człowiek rozpoznaje swoje potrzeby i potrafi je zaspokoić. Począwszy od podstawowych, takich jak uczucie głodu, skończywszy na emocjonalnej bliskości z drugim człowiekiem.

Trudności oznaczają, że jesteśmy zależni, znamy swoje potrzeby, ale liczymy na to, że partner je zaspokoi. Nie bierzemy odpowiedzialności za swoje życie. Bądź też nie potrafimy sygnalizować potrzeb i czekamy, aż inni domyślą się, czego potrzebujemy.

Zdrowe i szczęśliwe związki tworzą osoby świadome, które biorą odpowiedzialność za swoje uczucia i zachowania. Bo warto dodać, że powyższe schematy są nabyte i można z nich wyjść.

M.P.: Jaki jest przepis na udany seks?

J.G.: Nasze życie seksualne to nie tylko estrogeny i testosteron. Pożądanie to jedno, a uczucia i emocje to drugie.
Dlatego seks po raz pierwszy i kolejny będzie tym lepszy, im mniej w nas będzie zakłóceń pochodzących z niepewności.

Szkodzi mu lęk – o to, czy się spodobamy, czy dobrze wypadniemy, czy partner przeżyje orgazm, czy potem nasz związek się utrzyma itd..

Pomaga świadomość, że źródło szczęścia zawsze jest w nas, że możemy partnera czymś obdarować, czymś się podzielić. I bez względu na to, jak wiele mu ofiarujemy, źródło się nie wyczerpie.

Jeśli zdarza się nam, że poczucie bezpieczeństwa w sytuacjach intymnych zawodzi, warto odpowiedzieć sobie szczerze na następujące pytania:
– Jakich trzech rzeczy najbardziej chcę od bliskiego związku?
– Jakich trzech rzeczy najbardziej nie chcę?
– Czego boję się w każdej z tych rzeczy, których nie chcę?
– Czy coś w związku moich rodziców wzbudziło moje obawy?
– Jaki jest mój największy lęk związany z bliskim, seksualnym związkiem?

Jeśli poszukamy prawdziwych odpowiedzi, wiele się o sobie dowiemy, a własne reakcje przestaną stanowić zagadkę.

M.P.: Czy prawdziwa miłość rzeczywiście trwa latami i się nie wypala? Zawsze jest taka sama?

J.G.: Miłość dorasta razem z nami. O ile na początku definiujemy ją przez pryzmat silnych emocji (tak zwanych „motyli w brzuchu”), namiętności i radości z bycia razem, to z czasem zazwyczaj doceniamy wypracowaną jakość relacji, komfort emocjonalny, małe przyjemności. Oczywiście miłość „udomowiona” nie wyklucza namiętności, a nawet wielkich uniesień. Jednak żeby tak było, musimy pielęgnować bliskość i nie zamieniać bycia razem na „zarządzanie codziennością”, czyli skupianie się wyłącznie na tym, co trzeba zrobić, kupić, naprawić.

Okazywanie uczuć buduje emocjonalne bezpieczeństwo. Ważne jest więc, aby partner wiedział, że nam na nim zależy. Na co dzień potrzebne są małe gesty i wspólne aktywności tworzące bliskość. Sekretem udanych związków jest też celebrowanie sukcesów i udzielanie sobie wsparcia oraz zachęty do realizacji marzeń.

M.P.: Kiedy w związku pojawia się magia? Czy nadal mamy na nią szansę w dzisiejszych, szybkich, praktycznych czasach?

Magia to zauroczenie, moment, w którym patrzymy na świat przez różowe okulary, w dodatku trochę zamglone. Oczywiście, że mamy na nią szansę, ponieważ ta magia jest w nas, nie na zewnątrz. Ona jest naszą umiejętnością spojrzenia przez pryzmat uczuć, a także pozwoleniem sobie na to. Bo jeśli mocno trzymamy się pragmatyzmu, to sami staniemy sobie na przeszkodzie. Nie świat.

M.P.: Jak opisze Pani związek idealny? Jak on powinien według Pani wyglądać?

J.G.: Związek idealny z mojej perspektywy to związek, w którym obie strony czują się szczęśliwe, kochane i mogą być sobą. Pamiętajmy, że miedzy bliskimi osobami istnieje wzajemna zależność, więc ważne jest bycie godnym zaufania i niezawodnym. Dotrzymujemy obietnic i dzielimy się prawdą. Może to czasami oznaczać rozmowę o czymś, czego partner nie chce usłyszeć, jednak otwartość pomaga zbudować emocjonalną intymność i zażyłość w związku, co pomoże miłości.

Nikt nie jest doskonały i każdy popełnia błędy. Szanowanie partnera to dawanie mu prawa do tego. Ważne jest też, aby mówić „przepraszam” lub „wybaczam” i to powinno naprawdę coś znaczyć. Cierpliwość i przebaczenie to jedne z najsilniejszych form wsparcia.

About the author
Magdalena Pioruńska
twórca i redaktor naczelna Szuflady, prezes Fundacji Szuflada. Koordynatorka paru literackich projektów w Opolu w tym Festiwalu Natchnienia, antologii magicznych opowiadań o Opolu, odpowiadała za blok literacki przy festiwalu Dni Fantastyki we Wrocławiu. Z wykształcenia politolog, dziennikarka, anglistka i literaturoznawczyni. Absolwentka Studium Literacko- Artystycznego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Dotąd wydała książkę poświęconą rozpadowi Jugosławii, zbiór opowiadań fantasy "Opowieści z Zoa", a także jej tekst pojawił się w antologii fantasy: "Dziedzictwo gwiazd". Autorka powieści "Twierdza Kimerydu". W życiu wyznaje dwie proste prawdy: "Nikt ani nic poza Tobą samym nie może sprawić byś był szczęśliwy albo nieszczęśliwy" oraz "Wolność to stan umysłu."

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *