Wywiad z Agatą Suchocką: U mnie miłość jest obsesyjna, zaborcza i silniejsza niż czas i śmierć.

Agata Suchocka – animatorka kultury, pisarka, rysowniczka i songwriterka, z lubością poruszająca w swojej twórczości literackiej tematy kontrowersyjne, nie stroniąca od obrazoburczości, a jednocześnie kultywująca formatywne piękno stosowanego języka. Autorka cyklu „Daję Ci wieczność”, który jest ukłonem w stronę jej ukochanej autorki – Anne Rice.

M.P.: „Woła mnie ciemność” to twój debiut literacki na polskim rynku. Za to na rynku anglojęzycznym wydajesz już czwartą książkę. Jak się czujesz w roli autorki dwujęzycznej?

A.S.: Angielski towarzyszy mi od wielu lat, potrafiłam komunikować się płynnie w tym języku jeszcze w szkole podstawowej. Ponad dwadzieścia lat temu zaczęłam pisać teksty do piosenek właśnie po angielsku, przyłapuję się na tym, że myślę w tym języku. Studiowałam tłumaczenia literackie. Naturalnym następstwem tych wszystkich doświadczeń było spróbowanie swoich sił w pracy z dłuższym tekstem. Tom szósty serii „Daję ci wieczność” został napisany po angielsku, a premierę będzie miał już w przyszłym roku. W chwili, gdy piszę te słowa, myślę o sobie jako o pisarce anglojęzycznej, gdyż każda moja kolejna powieść będzie pisana w pierwszej kolejności na rynki zagraniczne.

45376337_328086377775775_5535179050210820096_n

M.P.: Opowiesz nam, jak to się stało, że zadebiutowałaś na rynku anglojęzycznym?

A.S.: Jakieś dwa lata temu pewne zagraniczne wydawnictwo prowadziło intensywny nabór polskich autorów do swojej stajni. Byłam na uprzywilejowanej pozycji, gdyż dysponowałam przełożonym na angielski tekstem pierwszego tomu mojego cyklu. Po jakimś czasie zdecydowałam się odejść z tego domu wydawniczego i zacząć współtworzyć Cheeky Kea Printworks. Ten nowozelandzki projekt to nie tylko wydawnictwo, ale i instytucja pomagająca twórcom rozwijać własną działalność artystyczno-biznesową. Mamy u siebie kilku uznanych, rodzimych pisarzy i mam nadzieję, że jeszcze kilku uda nam się pozyskać.

M.P.: Jaka jest największa różnica między naszym rodzimym poletkiem a rynkiem zagranicznym?

A.S.: Na rynku anglojęzycznym zniknął podział na wydawnictwa tradycyjne i self-publisherów. Dla czytelników sposób wydania książki nie ma najmniejszego znaczenia. Autorzy budują własną markę i na niej zarabiają, bez pośredników. Rynek zdominowany jest przez e-booki, więc koszt wydania powieści to redakcja, szałowa okładka i promocja tytułu. Nikt nie siedzi na kartonach pełnych książek i nie zamartwia się, czy zdoła je sprzedać, oddając ponad połowę zysku pośrednikom. To chyba zdrowszy model wydawniczy, który pozwala autorom zarabiać godziwe pieniądze za ich ciężką pracę i nie piętnuje nikogo za jego własne decyzje.

45377536_349196648981914_1504681198754988032_n

M.P.: Bohaterowie „Woła mnie ciemność” przeżywają wzloty i upadki w dziewiętnastowiecznym Londynie pod okiem groźnego lorda Huntingtona. Co cię zainspirowało do osadzenia akcji właśnie w takich realiach? Dlaczego nie zdecydowałaś się na środowisko polskie?

A.S.: Wampiry Zygmunt i Zdzisław przeżywający wzloty i upadki we współczesnym Bytomiu…? Bez żartów! Pilipiuk już to zrobił i efekt był dla mnie tylko przez chwilę zabawny. Nie zamierzałam napisać komedii. Od zawsze poszukiwałam w literaturze ucieczki od rzeczywistości i codzienności, chciałam przenosić się w czasie i przestrzeni. A czy jest bardziej gotyckie i klimatyczne miejsce niż dziewiętnastowieczny Londyn? Wybrałam czasy tuż przed tak zwaną drugą rewolucją przemysłową, epokę romantyzmu, kiedy z nostalgią spoglądano w przeszłość i jednocześnie z ekscytacją obserwowano świt nowej ery. Potrzebowałam też świec i lamp gazowych do budowania odpowiedniego nastroju. Netflix będzie mógł tego użyć przy kręceniu serialu!

M.P.: Armagnac i Lothar przypominają mi moich dwóch idoli z czasów nastoletnich – Louisa i Lestata z „Wywiadu z wampirem” wybitnej pisarki Anne Rice. Jak bardzo zainspirowała cię twórczość tej autorki i w których momentach książki możemy się przede wszystkim tej inspiracji doszukiwać?

A.S.: Seans „Wywiadu z Wampirem” i późniejsze lektury „Kronik Wampirów” Anne Rice wiele w moim życiu zmieniły. Zaczytywałam się w jej twórczości jako nastolatka i wiele konceptów w niej zawartych mocno wpłynęło na kształtujący się we mnie świadomy światopogląd. Na pewno nie byłabym takim człowiekiem, jakim jestem teraz, gdybym wówczas nie przeczytała tych wszystkich książek albo gdyby bileter stwierdził, że nie wpuści trzynastolatki na horror. Nie ukrywam inspiracji twórczością Anne Rice, nawet ją niejednokrotnie podkreślam. Pisząc „Woła mnie ciemność”, nawiązywałam świadomie do jej twórczości, choćby pochodzeniem narratora, ale dopiero po wydaniu książki zorientowałam się, że Armagnac jest bardzo podobny charakterologicznie do Louisa, a Lothar ze swoją nonszalancją i arogancją mógłby być młodszym bratem Lestata. Wybór pierwszoosobowej narracji również był nieprzypadkowy. Na tym jednakże podobieństwa się kończą. Moi Łowcy, choć ewidentnie inspirowani krwiopijcami Anne Rice, są chyba nieco bardziej ludzcy, mniej posągowi, a przede wszystkim wciąż zdolni do uprawiania fizycznej miłości. Anne Rice pozbawiła swoje postaci tej przyjemności, czyniąc akt picia krwi doznaniem ultymatywnym. Ja w swoich postaciach chciałam zostawić jak najwięcej z człowieka.

M.P.: Kto jest twoim ulubionym bohaterem książki i dlaczego?

A.S.: Choć całą historię opowiada Armagnac, najbardziej lubię pewnego siebie, uwodzicielskiego i skutecznego we wszystkim, co robi, Lothara. Uwielbiam też rozkapryszoną divę Uccellina, ale jego gwiazda zaświeci najjaśniej dopiero w tomie trzecim.

M.P.: „Woła mnie ciemność” obfituje w gorące sceny erotyczne. Bohaterowie są rozdarci między własną próżnością a wewnętrznym pragnieniem odnalezienia nieskalanej miłości. Sądzisz, że jest ona możliwa w wykreowanym przez ciebie świecie? A jeśli tak, to jaką przyjmuje postać?

A.S.: U mnie miłość jest obsesyjna, zaborcza i silniejsza niż czas i śmierć. Jest uczuciem toksycznym, napędzanym trudnym do opanowania pożądaniem. Bohaterowie, uwolnieni od ludzkiej moralności, nieskalani piętnem grzechu i nie obawiający się kary za niego, mogą pozwolić sobie na zdecydowanie więcej niż ludzie. Czy tak nasycone fizycznością uczucia mogą być opisane jako prawdziwa miłość? Odpowiedź na to znaleźć będzie można po przeczytaniu kilku tomów, gdyż pierwszy – celowo – nie daje odpowiedzi na wszystkie mogące nękać czytelnika pytania.

45412823_506493999871294_3108485556892336128_n

M.P.: Skąd wzięło się zamiłowanie twoich bohaterów do muzyki? Czy ma to związek z twoim wykształceniem muzycznym?

A.S.: Jestem osobą bardzo emocjonalną, nawet nadwrażliwą, i to właśnie muzyka najszybciej potrafi doprowadzić mnie do łez. Uczyłam się gry na kilku instrumentach i wiem, ile samozaparcia, siły charakteru i godzin ćwiczeń wymaga opanowanie choćby podstaw. Darzę muzyków wielkim podziwem i szacunkiem, jak zresztą wszystkich artystów. Nieustanne dążenie do perfekcji, potrzeba uznania i radość tworzenia to uczucia, które są mi bliskie, które potrafię wiarygodnie opisać, czyniąc moje postaci – choć fantastyczne – prawdziwszymi. Sztuka i muzyka ubogacają, a do tego cyklu potrzebowałam postaci o naprawdę szerokich horyzontach i otwartych sercach. Wybór muzyków był jedynym możliwym wyborem.

M.P.: Czy dowiemy się czegoś więcej na temat dziejów lorda Huntingtona? Uchylisz rąbka tajemnicy?

A.S.: Tom czwarty serii – „The Patron” – pozwala spojrzeć na losy lorda Huntingtona od siedemnastego wieku po współczesność. Narracja prowadzona jest dwutorowo: podróżujemy z Edgarem po Europie i jednocześnie wysłuchujemy wspomnień Lothara z czasów, gdy po raz pierwszy się spotkali.

M.P.: Moim osobistym faworytem w trakcie lektury był jednak Lothar. Jestem ciekawa, czy planujesz tom, w którym to on będzie głównym bohaterem?

A.S.: Wszyscy, którzy przeczytali epilog „Woła mnie ciemność”, stracili już chyba na to nadzieję, ale mogę zapewnić, że za bardzo lubię Lothara, by w ten sposób się z nim rozstać!

45359137_1231907996947756_4942217334203875328_n

M.P.: Kiedy zamierzasz opublikować kolejne części „Woła mnie ciemność”? Czy planujesz też wydać inne powieści?

A.S.: Mam nadzieję, że tom drugi ukaże się po polsku na początku przyszłego roku, a życie pokaże, co będzie dalej. Mogę zapewnić, że w przyszłym roku czytelnicy anglojęzyczni dostaną tomy 5 i 6. Kolejne dwa już są pisane, a staram się tworzyć tyle wątków pobocznych, aby starczyło ich jeszcze na kilka książek. Jeśli chodzi o inne moje powieści, to obecnie szukam wydawcy dla dwóch książek obyczajowych utrzymanych w klimacie urban fiction i powieści science fiction będącej hołdem dla kultowych produkcji filmowych zeszłego wieku, takich jak „Blade Runner” czy „Matrix”. Wszystkich, którzy nie mogą się doczekać, zapraszam na blog agatasuchocka.blogspot.com, gdzie można przeczytać kilka moich nowel w odcinkach.

Rozmawiała: Magdalena Pioruńska

Woła mnie ciemność Agaty Suchockiej

About the author
Magdalena Pioruńska
twórca i redaktor naczelna Szuflady, prezes Fundacji Szuflada. Koordynatorka paru literackich projektów w Opolu w tym Festiwalu Natchnienia, antologii magicznych opowiadań o Opolu, odpowiadała za blok literacki przy festiwalu Dni Fantastyki we Wrocławiu. Z wykształcenia politolog, dziennikarka, anglistka i literaturoznawczyni. Absolwentka Studium Literacko- Artystycznego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Sama też próbuje swoich sił w roli nauczyciela kreatywnego pisania. Dotąd wydała książkę poświęconą rozpadowi Jugosławii, zbiór opowiadań fantasy "Opowieści z Zoa", a także jej tekst pojawił się w antologii fantasy: "Dziedzictwo gwiazd". Autorka powieści "Twierdza Kimerydu". W życiu wyznaje dwie proste prawdy: "Nikt ani nic poza Tobą samym nie może sprawić byś był szczęśliwy albo nieszczęśliwy" oraz "Wolność to stan umysłu."

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *