Witold Szabłowski – Tańczące niedźwiedzie

szabłowskiReportaż, Europa, transformacja – to słowa-klucze, które odsyłają do dobrze już znanych nazwisk, stylów i pozycji wydawniczych, a tym samym nie brzmią jak zapowiedź niczego nowego. W istocie, Tańczące niedźwiedzie nie rozczarują zwolenników tego typu pisarstwa – skoncentrowanego na problemach Europy Środkowej, Wschodniej i Południowo-Wschodniej, na ich rozrachunku z przeszłością, niezapełnioną luką po minionym. Z fanami gatunku przeważnie jednak nie ma kłopotu. W większym stopniu nastręczają go ci, którzy oczekują nowych propozycji i rozwiązań narracyjnych. Na wpół retorycznie (w końcu autor niejednokrotnie już został doceniony) zapytać można, czy Witold Szabłowski ma coś do zaoferowania także im?

Koniec wschodnioeuropejskiej tradycji, jaką był niedźwiedzi „taniec”, jest zasadniczym tematem książki Szabłowskiego. Nie o zwykłą nostalgię tu jednak chodzi, nie o żal za ginącym folklorem i kolorytem lokalnym, nie o fascynację (naciąganą) innością bułgarskich Romów od nas, światłych Europejczyków ze światłej, europejskiej Unii. Chociaż chwilami czytelnik (a przynajmniej tak się stało z czytelniczką piszącą te słowa) może wpaść w konsternację, wywołaną zbyt wyrazistym podziałem na bohaterów pozytywnych i czarne charaktery, ostatecznie Szabłowski dochodzi do sedna problemu. To nie wina organizacji broniącej prawa zwierząt, że polityka państwa zawiodła jego obywateli. To nie wina Romów, że po upadku komunizmu robili, co mogli – i co potrafili – żeby przetrwać w nowym systemie. Losem tych ostatnich ostatecznie nie przejął się nikt. Nic więc dziwnego, że żyjący w sąsiedztwie dotowanego Parku Tańczących Niedźwiedzi „mieszkańcy dodają do siebie te duże kwoty, dochodzą do nieprzyjemnej konkluzji, że o niedźwiedzie dba się dużo bardziej niż o nich. Że kiedy one są uczone zaradności, rozwiązywania konfliktów, hibernowania; kiedy budowane są dla nich baseny i przystosowywane do ich potrzeb place zabaw, mieszkańcy Belicy zostawieni są sami sobie. Choć uczą się wolności dłużej niż niedźwiedzie, nie mają zespołu specjalistów, którzy by ich w tej transformacji wspomogli” (s.81).

Niedźwiedzie i niedźwiednicy, czyli ci, dla których wolność jest trudna lub za trudna, są metaforą zjawisk, które dały o sobie znać po transformacji w krajach zależnych od ZSRR. Tańczące niedźwiedzie podzielone zostały na dwie części. Pierwsza z nich to reportaż o ratowaniu/odbieraniu niedźwiedzi w Bułgarii. Warto zauważyć, że to historia zupełnie niedawna – ostatnie niedźwiedzie zostały odebrane właścicielom w 2007 roku. Temat, sam w sobie interesujący, okazał się doskonale nadawać do odczytania symbolicznego. Druga część książki – podzielona na rozdziały komplementarne wobec tych z „niedźwiedziej” części – opowiada o sytuacji wielu państw, w których ludzie zmuszeni zostali do dostrojenia się do nowych warunków. Tym, co łączy większość bohaterów reportaży Szabłowskiego, jest brak utożsamienia z odgórnymi decyzjami, któremu trudno się zresztą dziwić. Zamiana jednych wartości innymi, reorganizacja życia społecznego, gospodarczego, a więc i rynku pracy, gry z narodową tożsamością – to wszystko stanowi ogromne wyzwanie psychologiczne, tym bardziej dla osób niezaangażowanych bezpośrednio w podejmowanie decyzji i wprowadzanie owych zmian. Tańczące niedźwiedzie są więc opowieścią o pragnieniu stabilizacji, bezpieczeństwa, nie tylko ekonomicznego. Rezultatem transformacji, ustanawiania nowych granic lub ich otwierania, jest bowiem ogromny dysonans poznawczy, wymagający opowiedzenia sobie świata na nowo. Nie potrafią tego pracownice muzeum Stalina w Gori ani co niektórzy Kubańczycy, przygotowujący się na odejście el Comendante. Nie wszyscy są też w stanie zobaczyć w Karadżiciu/Dabiciu zbrodniarza wojennego. Mieszkańcy Kosowa niekoniecznie są skłonni traktować sąsiadów (Serbowie Albańczyków, Albańczycy Serbów) jako obcych. Podobnie w estońskiej Narwie, chociaż obostrzenia dotyczące obywatelstwa wyłączyły wielu Rosjan z życia zawodowego. U podłoża zawsze leży konflikt wartości i nawet, jeżeli wygrywają te, którym jesteśmy skłonni przyznać rację, nierozwiązana zostaje kwestia – co z ludźmi?

Walka o chleb powszedni z reguły odwraca uwagę od politycznych igrzysk. Jak niedźwiedzie przystosowujące się do życia w parku, zdobywające nowe umiejętności adaptacyjne, tak ludzie – robią co mogą, żeby utrzymać się na powierzchni. Albańskie bunkry na przykład, relikt paranoicznej przeszłości, okazują się pomysłem na biznes: jednorazowy, bo ich stalowe zbrojenia można sprzedać na złom z niemałym zyskiem lub długofalowy – bo bunkier, przerobiony na bar, jest świetną atrakcją turystyczną. Przykładu nieco bliższego dostarcza wioska hobbitów w popegeerowskim Sierakowie Sławieńskim, gdzie – jak mówi Gandalf – gdyby nie bieda i bezrobocie, „nikt by z siebie głupiego nie robił” (s.163). O ile jednak hobbici okazują się dla wielu szansą i w pewien sposób symbolizują przedsiębiorczość, etycznie dwuznaczny jest belgradzki „biznes karadżiciowski”, począwszy od trasy wycieczek (Pop-art Radovan), na ulubionych naleśnikach zbrodniarza skończywszy. To dopiero konsternacja.

Witold Szabłowski stworzył kolaż, który czyta się znakomicie. W lekturze mogą się jednak pogubić ci, dla których czarne jest czarne, a białe jest białe. Jedyne, co pozostaje pewne, to to, że życie jest życiem, ludzie są ludźmi, a „biznes is biznes”. Granice pomiędzy bezradnością, wyparciem, cynizmem i przedsiębiorczością wydają się dosyć zatarte i niejednoznaczne, tak jak niejednoznaczna jest wolność w Parku Tańczących Niedźwiedzi.

 

Joanna Bierejszyk

Autor: Witold Szabłowski

Tytuł: Tańczące niedźwiedzie

Wydawnictwo: Agora SA

Miejsce: Warszawa

Rok: 2014

Liczba stron: 221

About the author
doktorantka literaturoznawstwa US, absolwentka psychologii US. Na portalu Szuflada redaguje dział Literatura Świata, przez słowo „świat” rozumiejąc nie tylko zróżnicowaną przestrzeń, lecz miejsce burzliwego i mało romantycznego współżycia kultur podporządkowanych wspólnej, ludzkiej naturze. Interesuje się między innymi literaturą postjugosłowiańską oraz recepcją Bałkanów w literaturze polskiej, regionalizmem, geopoetyką, postkolonializmem. Publikuje tu i ówdzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *