WIERSZE: Ewa Kuberska

0

SZUFLADA poleca:

Huawei 218

Nie chciałam

nie chciałam być aktorką

nie taki miałam plan na przyszłość

 

wciągnął mnie podstępnie

teatr

osobliwości

osobistości

osobowości naprzemiennej

 

w roli głównej ja

każda z nas

z kwestią wyuczoną na pamięć

i odrobiną improwizacji na wszelki wypadek

stoimy na scenie w blasku ramp

odgrywając wymyślny monodram

 

zawsze inna mimika i poczucie humoru

tożsamości nietożsame

w jednym ciele

coraz bardziej zmęczonym

 

walczymy z czasem

żadna nie odpuszcza

na drzwiach niezmiennie karteczka

zaraz wracam

 

10 maja 2016 r.

 

 

A miało być tak pięknie … (abecedariusz)
A miało być tak pięknie …
Bal, mój pierwszy w życiu!
Czekam na niego z wypiekami na twarzy.
Dni odliczane niecierpliwie.
Ech ten czas, niech płynie szybciej!
Falbany przy czerwonej sukni pysznią się na wieszaku.
Gdy wybije północ, weźmiesz mnie w ramiona.
Huki petard podsycą nasz entuzjazm; tej nocy nie zmarnujemy na sen.
Istnieć będziemy tylko my, sami w tłumie ludzi.
Jeszcze tylko dwie ostatnie niedziele i Nowy Jork będzie nasz!

Każdy ma swoje pięć minut, a może nawet piętnaście?
Ludzie tak mówią.
Łatwo uwierzyć w niezwykłe zrządzenia losu.
Mnie od pełni szczęścia dzieliły trzy dni.
Nie spodziewałam się, nie tym razem.
Oczy miałeś wilgotne, gdy wziąłeś mnie za rękę.
Przykro mi, Słońce, naprawdę nie chciałem.

Roztrzaskane marzenia, odłamkami małymi jak ziarenka piasku wbijają się w serce.
Staram się nie ulec rozpaczy.
Tak trudno walczyć z rosnącym żalem.
Ulegam mu zbyt łatwo, jakby był niedawnym kochankiem.
Wybrałeś inną, w tandetnych różowościach podbija z tobą metropolię.
York, New York, New York … dla mnie, już tylko w piosence.
Zapewniałeś, że poczuję się wyjątkowo, nie dodałeś, że … podle.
Żałuję, że ci uwierzyłam.

6 Stycznia 2016

 

 

one

rząd bezimiennych istot
z krótkim terminem ważności
tłoczy się przy wejściu
słaby uśmiech
bardziej żałosny niż zalotny
powoli gaśnie na ustach

wybrakowane egzemplarze
mistrzynie drugiego gatunku
wypełniają przepastne magazyny
pod grubą warstwą skóry
skrywają resztki godności

kilka poziomów niżej
w pudłach z odpadami
leżą  bezkształtne manekiny
nietknięte nawet przez kurz
czekają na to co nigdy nie przyjdzie

29 listopada 2015

 

 

 

souveniry (4)

 

zapach który przyniosło lato oszołomił i odurzył

 

leżę na trawie

źdźbła muskają skórę

szelest liści brzóz obłędnie hipnotyzuje

 

kartki z pamiętnika unoszą się na wietrze

w zwolnionym tempie

jesteś znów na wyciągnięcie dłoni

 

Adam Lambert* na dobrą noc

białe wino i rozmowy nieuczesane

prowadzone półszeptem

 

pocałunki niewinne i te bardziej śmiałe

plany

perspektywy

ależ byliśmy twórczy

 

otrzeźwiające poranki

pojawiały się zawsze zbyt wcześnie

przeklęty rytm natury

 

wraz z kroplami jesiennego deszczu odpłynęła nadzieja

zostałam sama w mieście duchów**

 

*Adam Lambert – amerykański wokalista

„Miasto Duchów” – „Ghost Town” (ang.) – tytuł piosenki Adama Lamberta

27 lipca 2016

 

 

 

kiedyś wrócimy do…

 

tej przestrzeni która była tylko nasza

nocnej enklawy na krańcu rzeczywistości

magii unoszącej się w oparach cynamonu

 

multimedialny furor poeticus

i ja

 

otoczona wirtualnym snem

oddawałam się tobie w całości

nie czekając na świt

nie marząc o jutrze

 

27 lutego 2017

 

Podziel się

O autorze

Kinga Młynarska

Mama dwójki urwisów na pełny etat, absolwentka filologii polskiej z pasją, miłośniczka szeroko pojętej kultury i sztuki. Stawia na rozwój. Zwykle uśmiechnięta. Uczy się życia...

Odpowiedz