PATRONAT SZUFLADY: Sekta z wyspy mgieł – Mariette Lindstein

1

SektaNie lubię thrillerów. Nie jestem odpowiednią osobą do recenzowania tego typu książek, ponieważ trudno mi przebrnąć przez multum wyświechtanych zwrotów, jednowymiarowych bohaterów i na siłę wrzuconych tu i ówdzie scen erotycznych. Najgorzej jest zaś, kiedy autor ma wyjątkowe ambicje literackie i pragnie udowodnić, że jest prawdziwym pisarzem. Do sięgnięcia po tę książkę skłoniła mnie autentyczność doświadczenia autorki – naprawdę była w sekcie i naprawdę ryzykowała życie, uciekając, a następnie opisując swoją historię. I dzięki autentyczności ta książka broni się na tyle skutecznie, że uważam ją za godną polecenia.

Co ciekawe, największa siła tej książki jest też powodem jej największej słabości. Autorka ma bowiem problem z ukazaniem, co ją samą, a tym samym jej bohaterkę, tak urzekło w sekcie. W przeciwieństwie do 19-letniej Mariette, Sofia ma licencjat z literatury, ale podobnie jak autorka szuka czegoś więcej w życiu. Dlatego też wybiera się na prelekcję Franza Oswalda z ViaTerra. Czym jest ViaTerra, trudno powiedzieć. Najłatwiej określić ją jako kolektyw reprezentantów różnych warstw społecznych, próbujących żyć w zgodzie z naturą. Jego członkowie mieszkają na wyspie, gdzie sami uprawiają rośliny, łowią ryby i uczą się skupiać na chwili obecnej. Wszyscy mają dwuletnie kontrakty i niby mogą odejść, kiedy chcą, ale rzeczywistość nie jest taka prosta.

Franz Oswald rządzi ViaTerrą twardą ręką. Z początku ciepły i kulturalny, z czasem robi się coraz bardziej wymagający i nieprzewidywalny. Pobyt na cudownej wyspie i terapeutyczne sesje szybko zastępuje rzeczywistość rodem z „Władcy much”, w której wszyscy trzymają się określonej hierarchii, chociaż trudno powiedzieć dlaczego. Franz nie jest przecież wszechpotężny, a siła kolektywu mogłaby go spokojnie obalić. Tu jednak znów powraca główny problem powieści – relacje między członkami sekty i zmiany w nich zachodzące są w większości oczywiste dla autorki, a przez to tak trudne do przekazania czytelnikowi. Chociaż odżegnuje się ona od podobieństw postaci do prawdziwych osób, właśnie takie szczegóły  ukazują realizm „Sekty z Wyspy Mgieł”.

Bardzo dobrze natomiast pokazane jest to, jak Oswald traci rozum. Coraz bardziej absurdalne żądania i narastająca paranoja przywódcy sekty z „Wyspy Mgieł” są bardzo przekonujące. O ile samo przywiązanie do sekty i jej wpływ na stan psychiczny bohaterki są przedstawione z dystansem, może nawet sceptycyzmem, powieść nabiera rozpędu, gdy Sofia staje się pełnoprawnym członkiem ViaTerry. Jej próby ucieczki również są opisane w sposób niepozwalający odłożyć książki na półkę. Tym bardziej czekam na pozostałe części trylogii. Zachęcam również do przeczytania wywiadu z autorką, w którym bardzo otwarcie dzieli się swoimi doświadczeniami z czasów, gdy była członkinią Kościoła Scjentologicznego.

Tytuł: Sekta z wyspy mgieł

Tytuł oryginalny: Sekten på Dimön

Autor: Mariette Lindstein

Przekład: Urszula Pacanowska Skogqvist

Liczba stron: 541

Rok wydania: 2017

Wydawca: Wydawnictwo Bukowy Las

Wywiad z Mariette Lindstein: nigdy nie myślisz o tym, że przyłączasz się do sekty.

Podziel się

O autorze

Łukasz Muniowski

Doktorant w Instytucie Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Autor artykułów i prezentacji naukowych o literaturze, sporcie i grach video. Pisze również dla WhatCulture i Hong Kong Review of Books. Scenarzysta komiksowy. Opiekun psów.

1 komentarz

  1. Pingback: Wywiad z Mariette Lindstein: nigdy nie myślisz o tym, że przyłączasz się do sekty.

Odpowiedz