Równość w związku – Anita i Jean-Claude, uniwersum Laurell K. Hamilton

Równość w związku. To znaczy co?

Ostatnio mało piszę, więcej myślę, a to zwykle nie wychodzi mi na zdrowie. Dlatego przymuszona okolicznościami i zwykłym poczuciem obowiązku zamierzam podzielić się z wami kilkoma refleksjami na temat życia i literatury. Z góry przepraszam, że nie pytam was o zdanie – potrzebuję wyrzucić z siebie myśli, żeby oczyścić umysł. I tak mam w nim już bardzo mało miejsca.

A zatem równość w związku. Zabrzmiało bardzo poważnie. Wręcz pompatycznie. Co ciekawe, moje rozważania na ten temat wzięły się z powodu powrotu do serii książek autorstwa Laurell K. Hamilton z egzekutorką wampirów Anitą Blake w roli głównej. Pierwszy raz zetknęłam się z Anitą i jej wampirzym adoratorem Jean-Claude’em jeszcze w liceum, kiedy z godnym pozazdroszczenia uporem przedzierałam się przez wszelkie paranormalne romanse traktujące o wampirach. Pamiętajcie jednak, że to były raczej czasy „Wywiadu z wampirem” i enigmatycznego buntownika Lestata, którego stworzyła wyobraźnia Anne Rice, nie zaś przesłodzonego Edwarda Cullena i jego romansowych dylematów rodem z „Mody na sukces”.

anita1

Nie będę was oszukiwać – proza Laurell K. Hamilton nie jest najwyższych lotów i nie wszyscy wykreowani przez autorkę bohaterowie zasługują na zainteresowanie. W tym momencie mojego życia nie jestem w stanie polecić tej lektury jako pasjonującej i w sumie nie taki jest cel niniejszych rozważań. Wystarczy, że będziecie wiedzieć, iż Anita jest pewną siebie, wyemancypowaną kobietą, która na co dzień trudni się nekromancją i legalnym zabijaniem wampirów. Ściśle współpracuje też z policją, a konkretnie z jednostką do spraw paranormalnych. Po godzinach wychodzi na randki z wilkołakiem Richardem albo ucieka przed zakusami wampirzego Mistrza Miasta Jean-Claude’a, którego życiowym celem stało się uwiedzenie naszej bohaterki.

Powieści emanują przemocą, widowiskowymi scenami walki i erotycznym napięciem, głównie za sprawą żywej i w miarę autentycznej relacji pomiędzy Anitą a Jean-Claude’em. Nigdy nie dotarłam dalej niż siódmy tom, choć wszystkich części jest już dwadzieścia. Zrobiłam to z premedytacją, ponieważ – jak to zwykle z tasiemcami bywa – autorka traci wyczucie realizmu i dokłada swojej bohaterce coraz to nowe moce; mnoży też jej nadprzyrodzonych kochanków, psując tym samym całkiem nieźle zbudowaną atmosferę grozy i udaną kreację postaci.

Mimo to Anita i Jean-Claude na stałe zapisali się w mojej pamięci. Dlaczego? Bo są sobie równi – pod każdym względem. Są też wystarczająco do siebie podobni, ale także, co najważniejsze, wystarczająco się od siebie różnią. To naprawdę ciekawe, jak Hamilton udało się wymierzyć te proporcje i zmieszać je w metaforycznej probówce, z której na zakończenie powstaje prawdziwa chemia. Niewielu autorom udaje się takie doświadczenie, chociaż z pozoru dysponują podobnymi składnikami, co pani Hamilton.

Składnik 1 – równość pod każdym względem.

Anita nie lubi się nad sobą użalać, choć w typowo babski sposób sypia z pluszowymi pingwinkami i wskutek ostrożności graniczącej z paranoją wkłada pistolet pod poduszkę. Nie wiem, jak można się wyspać z pistoletem pod poduszką – na pewno na drugi dzień boli od tego głowa. Ponadto Anita wyznaje kilka ważnych życiowych zasad: nigdy nie rozczula się nad potworami – szczególnie nad wampirami, nie jest też skora do wchodzenia w lekkomyślne związki tylko dla zaspokojenia fizycznych potrzeb. Zresztą nie ma na to czasu – jako wykwalifikowana animatorka spędza go więcej na cmentarzach, przywołując zombie, bądź na miejscach zbrodni paranormalnych, rozwiązując kryminalne zagadki. Taka praca raczej nie przysparza jej męskich wielbicieli. Jakby tego było mało, jej wrodzona złośliwość i cięta riposta potrafią wyprowadzić z równowagi nawet najgroźniejszego wampira, mimo że na początku jedyną skuteczną bronią Anity jest tylko naładowany Browning. Kobieta, która utrzymuje się z ożywiania zombie i ma irytującą skłonność do mieszania się we wszelkie podejrzane awantury z bronią palną w tle, jest pewna tylko jednego – aby przetrwać, musi sama o siebie zadbać, musi też umieć bronić własnego zdania bez względu na cenę.

Anita18

Jean-Claude jest wampirzym Mistrzem Miasta, jego władza roztacza się na całe St. Louis, co oznacza, że żaden wampir nie może nic zrobić bez jego pozwolenia. Uroczy, tajemniczy, kulturalny, a przy tym przewrotny i z natury bezwzględny twardą ręką utrzymuje porządek w swoim rejonie. Przyzwyczajony do sięgania po wszystko, co tylko wpadnie mu w oko, i zdobywania tego w niecałą minutę, nie potrafi zrozumieć, dlaczego ta mała, warcząca kobietka nie chce się poddać jego woli. Podejrzewa ją o dodatkowe moce, dzięki którym jest odporna na jego hipnozę, i dlatego coraz bardziej pragnie przejąć nad nią kontrolę. Kiedy z czasem dostrzega, że nie zdobędzie jej siłą ani wampirzymi sztuczkami, zmienia taktykę i do swojego uwodzicielskiego repertuaru dodaje również odrobinę szczerości i otwartości na jej inność. Bez względu na to, jak wielka dzieli ich przepaść, Anita i Jean-Claude od początku darzą się ostrożnym szacunkiem, biorącym się z mimowolnego wyczuwania w drugiej osobie godnego przeciwnika. Oboje grają też pierwsze skrzypce. Nic więc dziwnego, że prędzej czy później odnajdują się w samym środku kolejnej zawieruchy. Jean-Claude posiada większą moc, lecz mimo to Anita nigdy nie ustępuje mu pola. Ich ostateczne zwycięstwo jest zwykle wynikiem kombinacji jej brutalnej siły i jego sprytu.

Składnik 2 – wystarczająco do siebie podobni.

Zawsze na pierwszej linii frontu, skazani na przywództwo i jego gorzkie konsekwencje. Nie da się być liderem i unikać odpowiedzialności. Anita i Jean-Claude zawsze są odpowiedzialni – za porażkę, za zwycięstwo, za krwawą łaźnię i niepotrzebną śmierć najbliższych, za prowokację i jej skutki, ale również za mniejszy lub większy happy end. Oboje stanowią siłę napędową zdarzeń, lecz równocześnie mogliby istnieć bez siebie i w równym stopniu determinować rozwój fabuły. Wybierają bycie razem nie dlatego, że dzięki temu stają się silniejsi, ale dlatego, że mogą sobie na to pozwolić. Oddzielnie są już wystarczająco silni i poza byciem dla siebie idealnymi przeciwnikami potrafią też być dla siebie idealnymi partnerami. Ponadto oboje rozumieją, że ich siła to również słabość. Łatwo się nią zachłysnąć, łatwo ulec iluzji, że jest się niezwyciężonym, a wtedy tylko krok dzieli od druzgocącej porażki. Zarówno Anita, jak i Jean-Claude są przyzwyczajeni do podejmowania trudnych, wiążących decyzji – takich, które pociągają za sobą życie bądź śmierć. Muszą wybierać, muszą być czujni, muszą być twardzi.

BloodyJean

– Wątpię, aby do zwabienia Jean-Claude’a wystarczył wam tylko pukiel moich włosów.
– Racja, nawet nie próbowaliśmy. Jean-Claude wiedziałby, że i tak zamierzamy cię zabić. Zjawiłby się ze wszystkimi swoimi wampirami i lojalnymi wilkami. Rozpętałaby się krwawa łaźnia.

Ostateczne rozwiązania są lepsze niż żadne, a ostrze noża zwykle przecina skórę.

Składnik 3 – wystarczająco się od siebie różnią.

Piękny Jean-Claude uwielbia koronkowe koszule rodem z siedemnastowiecznej Francji i obcisłe, skórzane spodnie, które niewiele pozostawiają wyobraźni. Za to Anita wybiera praktyczne, sportowe ubrania i wysłużone buty Nike. Już sam styl ubierania i wypowiadania się bohaterów mocno ich ze sobą kontrastuje. Pochodzą z różnych epok, a co za tym idzie, kierują się też innymi wartościami. Jean-Claude wiedzie żywot rozpustnika i nie waha się wykorzystywać seksu do picia krwi. Anita obiecała sobie wstrzemięźliwość, odkąd została porzucona na studiach przez narzeczonego. Jego wysublimowaną kokieterię niweczy jej brutalna bezpośredniość. Jego romantyzm topnieje pod wpływem jej bolesnego praktycyzmu, a jej kompleksy wydają się nie mieć większego znaczenia w konfrontacji z jego niewyczerpanym, acz interesownym uwielbieniem.

Jean

Patrzył na moje nogi. Nie wiem, jakim cudem udało mi się wytrzymać jego spojrzenie.

– W czerwonym jest ci do twarzy, ma petite. – Zbliżył się do mnie, ale nie próbował mnie dotknąć. Zbyt dobrze mnie znał, aczkolwiek jego spojrzenie zdradzało, co chciałby robić teraz z rękami. – Bardzo mi się podoba. Masz piękne nogi.
– Przestań, Jean-Claude. Jestem za niska, aby mieć piękne nogi.
– Nie rozumiem tej współczesnej obsesji na punkcie wzrostu. Masz okropny nawyk, ma petite, odbierania mi wszelkiej radości z uwodzenia ciebie.
– Świetnie. To może przejdziemy wreszcie do rzeczy?

Poza tym nie ma chyba bardziej wzruszającej złośliwości, niż ma petite Jean-Claude’a. Pieszczotliwy przydomek Anity jest zarazem przytykiem do jej niskiego wzrostu i nietuzinkowej urody.

– Ile ci zajmie lot?
– Myślisz, że przylecę tu o własnych siłach, jak ptak?
– Tak założyłam.
Zaśmiał się, a na moich ramionach pojawiła się gęsia skórka.
– Och, ma petite, ma petite, jesteś nieoceniona.
To właśnie chciałam usłyszeć.
– To jak tu dotrzesz?
– Moim prywatnym odrzutowcem.
Oczywiście, miał prywatny odrzutowiec.
– Kiedy przylecisz?
– Najszybciej, jak to tylko możliwe, mój niecierpliwy kwiatuszku.
– Wolę „ma petite” niż „kwiatuszku”.

Finalna mikstura.

– Śmiało, ma petite, raduj się swym wielkim podbojem.
– Nie podbiłam cię. Nie zostałeś pokonany.
– Podobnie jak ty, ma petite. Zaczynam uświadamiać sobie, że ty nigdy nie zostaniesz zdobyta, i to jest najwspanialszy afrodyzjak, jaki można sobie wyobrazić.
– Wieczne wyzwanie – powiedziałam.
– Na całą wieczność – wyszeptał.

anitavamp

A zatem? Równość w związku to wieczne wyzwanie? Te same priorytety? Ta sama siła i determinacja w dążeniu do celu? A może to tylko składniki, które ją ostatecznie gwarantują? A jeśli to możliwe tylko w idealnym świecie, gdzie wampiry i ludzie współistnieją na tych samych prawach? W każdym razie następnym razem przyjrzymy się innej niezłomnej parze – sięgniemy po klasykę szwedzkiego kryminału autorstwa Stiega Larssona i przekonamy się, jak ten autor korzystał z pracowni chemicznej.

Magdalena Pioruńska

Fragmenty powieści: „Trupia Główka” i „Taniec Śmierci” w tłumaczeniu Roberta P. Lipskiego, wydawnictwo Zysk i S-ka.

About the author
Magdalena Pioruńska
twórca i redaktor naczelna Szuflady, prezes Fundacji Szuflada. Koordynatorka paru literackich projektów w Opolu w tym Festiwalu Natchnienia, antologii magicznych opowiadań o Opolu, odpowiadała za blok literacki przy festiwalu Dni Fantastyki we Wrocławiu. Z wykształcenia politolog, dziennikarka, anglistka i literaturoznawczyni. Absolwentka Studium Literacko- Artystycznego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Dotąd wydała książkę poświęconą rozpadowi Jugosławii, zbiór opowiadań fantasy "Opowieści z Zoa", a także jej tekst pojawił się w antologii fantasy: "Dziedzictwo gwiazd". Autorka powieści "Twierdza Kimerydu". W życiu wyznaje dwie proste prawdy: "Nikt ani nic poza Tobą samym nie może sprawić byś był szczęśliwy albo nieszczęśliwy" oraz "Wolność to stan umysłu."

6 komentarzy

  1. Ciekawy tekst. Lubiłam Anitę tak do piątego tomu, potem mi się znudziła. Ale nigdy nie patrzyłam na jej związek z Jean Claudem jak na związek równego z równym. Chyba muszę popatrzeć jeszcze raz 🙂

  2. Części Anity jest ponad 20 plus opowiadania o poszczególnych bohaterach. Wiem, bo z uporem maniaka przedzieram się przez każdą nową część, która się pojawia. To trochę mój wrodzony masochizm, ale też trochę ciekawość, jak daleko to szaleństwo poprowadzi autorkę? Uwaga SPOILER Anita ma harem męskich sex zabawek i od dwóch tomów planuje swój ślub z JC. Ba JC postanowił jej nawet kupić koroną skoro ma zostać żoną wampirzego króla….. I to tylko szczyt góry tych uroczych absurdów 😀 Ale z doświadczenia powiem, że i tak lepsze to niż seria tejże autorki o Merry Gentry, gdzie była średnio jedna orgia na dwa rozdziały 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *