Robert Jordan „Ognie niebios”

Świat się zmienia, dawne mity ożywają, a ta’veren naginają rzeczywistość wokół siebie. „Ognie niebios” to piąty tom monumentalnej serii fantasy „Koło Czasu” Roberta Jordana. Nowe wydanie przygotowane przez wydawnictwo Zysk i S-ka jest jednotomowe, w twardej oprawie, na której widnieją symbole Koła Czasu. W poprzedniej polskiej edycji ten tom został podzielony na dwie części – „Ognie niebios” i „Spustoszone ziemie”.

Fabuła piątego tomu skupia się wokół trzech głównych wątków. Pierwszy dotyczy Randa. Całkowicie odmienił życie Aielów i ujawnił ukrywaną od wieków prawdę na temat ich przeszłości. To oczywiście nie wszystkim się spodobało, a klan Shaido na czele z Couladinem, który sam ogłosił się Smokiem Odrodzonym, przekroczył Mur Smoka. Chcąc nie chcąc Rand musi podążyć za nim. Wojny nie da się już uniknąć, zwłaszcza że Przeklęci opuścili swoje więzienie, a ich działania zupełnie zmieniają obraz świata.
Drugi wątek związany jest z Nynaeve i Elayne, które podczas długiej podróży dowiadują się o rozłamie wśród Aes Sedai. Na ich drodze pojawiają się: Przeklęta, wojowniczka z dawnych legend, a także siostry, które poświęciły się służbie u Czarnego. Trzeci wątek dotyczy losów Siuan, Leane i towarzyszącej im Min. Niegdyś potężne Aes Sedai utraciły swoją moc, ale nie bystrość umysłu, co wykorzystują, gdy odnajdują Ajah, niepogodzone z przewrotem dokonanym w Białej Wieży.
Nie są to wszystkie wątki obecne w „Ogniu niebios”, pojawia się między innymi także Morgase i Gaebril, czy Fain, a fabuła „Koła Czasu” staje się coraz bardziej wielowątkowa i skomplikowana. Co mnie trochę zdziwiło, w powieści liczącej ponad 1100 stron zabrakło miejsca dla jednego z trzech głównych bohaterów, Perrina.

W wydarzeniach z „Ogni niebios” centralną rolę odgrywają Przeklęci, którzy przewijają się niemal we wszystkich wątkach. Ich działania i spiski w dużej mierze napędzają akcję tego tomu. Przeklęci są bardzo różni, mają własne plany i rywalizują nie tylko z wrogami, ale i między sobą. W ich kreacji widać typowe dla Jordana czerpanie inspiracji z wierzeń i mitologii z różnych stron świata oraz wplatanie ich w zmienionej formie w tworzone uniwersum. Asmodean to nawiązanie do demona Asmodeusza. Ale oczywiście na imieniu się nie kończy. Asmodean w wersji Jordana przekazuje pozytywnemu bohaterowi wiedzę, jakiej nie posiada nikt inny. Tak samo dzieje się w historii dotyczącej Asmodeusza i niezwykłego przedmiotu (czy też stworzenia, tu akurat zdania są podzielone) zwanego Szamir, użytego do budowy Świątyni Jerozolimskiej. Z tradycji judaistycznej Jordan zaczerpnął także postać Sammaela (Samael), który w obu przypadkach jest dostarczycielem wyroków śmierci. Ale już Rahvin powstał z inspiracji istotą z zupełnie innego kręgu kulturowego, a mianowicie hinduizmu. Jego charakter jest luźno oparty na historii najbardziej znanego z rakszasów, Rawany, opisanego w eposie „Ramajana”. Muszę przyznać, że bardzo lubię w „Kole Czasu” zabawę autora z mitami, wplatanie pewnych elementów w historię swojego uniwersum, co sprawia, że opisywane przez niego wydarzenia i postacie są niby znane, ale jednak zupełnie inne.

Kolejną mocną stroną powieści są bohaterowie, do których już zdążyłam się przywiązać, bo są dobrze wykreowani, ale też zmieniają się pod wpływem wydarzeń. Najwyraźniej widać to po postaci Randa, w którym niewiele już zostało z beztroskiego i naiwnego chłopaka z pierwszego tomu. Rand pogodził się ze swoim losem i przyjął wszystko, co się z tym wiąże. Wie bowiem, że tylko on może ocalić ludzkość przed Czarnym, i robi, co konieczne, by tak się stało. Mat próbuje uciec od obowiązków, a mimo to kończy jako dowódca, którego sława szerzy się niczym płomień. Dwaj bohaterowie nowych czasów uzyskują coraz więcej wspomnień z dawnych dni.

Koło wplatało bohaterów we Wzór zgodnie z zaistniałą potrzebą, by kształtowali go, a kiedy umierali, wracali z powrotem do miejsca, gdzie przychodziło im czekać. To właśnie oznaczało przykucie do Koła. Nowi bohaterowie przekonają się, że sami są również do niego przykuci, ci mężczyźni i te kobiety, których odwaga i dokonania wyniosły ponad przeciętność – ale kiedy raz to już nastąpi, będzie tak aż po kres czasów (s. 306).

U Jordana nie brakuje także silnych kobiet, właściwe niemal wszystkie stworzone przez niego bohaterki są takie i uważają, że mężczyznami należy kierować. Prowadzi to niekiedy do dość groteskowych sytuacji, ale sądzę, że wynika to z założeń świata wykreowanego przez autora. Męska część Jedynej Mocy jest słaba, skażona, prowadzi do choroby i śmierci, co w oczywisty sposób zaburza równowagę.
Trzeba jednak zauważyć, że „Ognie niebios” nie są tak dobrze zbilansowane jak poprzednie części. Zdecydowane najciekawszy jest wątek Randa, tu dzieje się dużo i to bardzo zaskakujących oraz spektakularnych rzeczy. Trochę dłużyzn pojawiło się za to w wątku Nynaeve i Elayne.

„Ognie niebios” Roberta Jordana to kolejny udany tom cyklu „Koło Czasu”. Fabuła jest coraz bardziej skomplikowana i wielowarstwowa, a dawne legendy i mity ożywają, by w jak najbardziej realny sposób wpłynąć na życie bohaterów.

Barbara Augustyn

Autor: Robert Jordan
Tytuł: „Ognie niebios”
Tytuł oryginalny: „The Fires of Heaven”
Cykl: „Koło Czasu”
Tłumaczenie: Katarzyna Karłowska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 1132
Data wydania: 2021

 

About the author
Barbara Augustyn
Redaktor działu mitologii. Interesuje się mitami ze wszystkich stron świata, baśniami, legendami, folklorem i historią średniowiecza. Fascynują ją opowieści. Zaczytuje się w literaturze historycznej i fantastycznej. Mimowolnie (acz obsesyjnie) tropi nawiązania do mitów i baśni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *