Polska demonologia ludowa w nataciu – „Żniwiarz. Pusta noc” Pauliny Hendel

0

571575-352x500Paulina Hendel w trylogii Zapomniana księga przetwarzała słowiańskie wierzenia i folklor przez konwencję fantastyki postapokaliptycznej. W Żniwiarzu. Pustej nocy powraca do bardziej klasycznego urban fantasy. Czy też właściwie – małomiasteczkowej fantastyki, który to gatunek ma potencjał do stania się polską specjalizacją, jeśli weźmiemy pod uwagę, że atmosfera wsio-miasteczek polskich przypomina skrzyżowanie Domu złego z Dziećmi kukurydzy. Niestety, Żniwiarz. Pusta noc nie eksploatuje tego typu mrocznych tematów, ale traktuje mitologię słowiańską i folklor jako użyteczne rekwizyty. To instrumentalne podejście też ma swoje zalety – gwarantuje lepsze wykorzystanie słowiańskiego sztafażu niż pełne pietyzmu prawienie o Swarogach i Pirogach, które kiedyś zalało polską fantastykę. Zdystansowane podejście Hendel przynajmniej oferuje jakąś rozrywkę.

Magda mieszka w miasteczku, gdzie wszyscy się znają, pracuje w rodzinnej księgarni i w wolnym czasie pomaga swojemu wujkowi Feliksowi w walce z siłami ciemności rodem ze słowiańskich wierzeń. Ot, to, co się zwykle robi, kiedy ma się żniwiarza w rodzinie. Kiedy jednak Feliks umiera na niezwykle długi jak na niego okres, ktoś musi zająć się rodzinnym interesem i bynajmniej nie chodzi tu o księgarnię. W międzyczasie Pierwszy Żniwiarz powrócił ze świata zmarłych i knuje coś niedobrego. Łagodnie mówiąc: to nie są warunki do nawiązywania romansu, a Magdzie wreszcie udało się poznać kogoś, kto nie ucieka na widok jej rodziny.

Pusta noc została zaprojektowana jako część większej całości. Podejmując lekturę, należy nastawić się więc na to, że nie uzyskamy wszystkich odpowiedzi i nie poznamy właściwego rozwiązania akcji. Ten tom to ekspozycja: wprowadza w realia świata przedstawionego i jego wewnętrzną mitologię, przede wszystkim zaś kreśli postać żniwiarza, osoby predystenowanej do walki z siłami ciemności. Jednocześnie powieść oferuje wartką akcję, nie ma więc na co narzekać – zasadniczo żniwiarz ginie już w pierwszym rozdziale. Z tym, że żaden żniwiarz nie umiera na długo – jego dusza krąży w poszukiwaniu odpowiedniego ciała, po czym wraca do swojej pracy. Chyba, że Pierwszy zdoła go powstrzymać. Stawka jest więc wysoka.

I chociaż sama koncepcja żniwiarzy jest niezwykle ciekawa, mam wrażenie, że autorka poszła po linii najmniejszego oporu. Jak zwykle, kiedy w fantastyce pojawia się nieśmiertelna postać. Zamiast wykorzystać ją do wytknięcia bigoterii naszych czasów, co wymagałoby jakiejś elementarnej wiedzy historycznej, reprodukuje się obowiązującą wizję społecznego postępu. Stąd dywagacje, że Feliksowi udaje się dostosować do obecnych czasów, wypadają raczej miałko, chociaż w jego przypadku brzmi to jeszcze wiarygodnie, jeśli weźmie się pod uwagę, że ma tylko sto lat i miał pecha urodzić się w XIX wieku. Natomiast wytłumaczenie, dlaczego żniwiarz zawsze trafia do ciała tej samej płci, to po prostu piekło zmarnowanych możliwości. W tym sensie potrafię wyobrazić sobie ciekawsze fanfiction do Pustej nocy, twórczo rozwijające koncepcję żniwiarzy, bardziej, niż wypada to w samej powie

Największym problemem jest jednak tendencja autorki do autospoilerowania przebiegu akcji. Całość opiera się na ukrywaniu tożsamości antagonisty, zbyt wiele razy jednak  Hendel sugeruje, kim właściwie jest Pierwszy, aby było to w dalszym ciągu zaskakujące w punkcie kulminacyjnym. Z jednej strony autorka chciała zbudować suspens i zaskoczyć czytelnika (pytanie, czy to możliwe przy tak skonwencjonalizowanej powieści), z drugiej dążyła chyba do tego, aby , wiedząc więcej niż główna bohaterka, obawiał się on o bezpieczeństwo Magdy. Wyszło nijako. Nie dość, że uważny  odbiorca pozna rozwiązanie już w okolicach setnej strony, to jeszcze zamiast obaw odczujemy sporą dawkę zniecierpliwienia. W tym przypadku o to, że bohaterka nie zauważa oczywistych wskazówek, obwiniałabym również konwencję, która ma swoje klisze. Do kompletu dostajemy także samotną łzę spływającą po policzku i długą przemowę Tego Złego (chociaż muszę przyznać, że skłonienie antagonisty do gadania, żeby zyskać na czasie, jest nawet sprytne… czy też to już kolejna klisza?).

A jednak Pustą noc czytało się nawet przyjemnie. Początkowo miałam problem ze scenami akcji – są tak statyczne, że odruchowo przeskakiwałam je wzrokiem. Nie wiem, czy poprawiło się to w dalszych partiach, czy też przyzwyczaiłam się do stylu, w jakim powieść została napisana. Nie można jednak zaprzeczyć, że w Pustej nocy dzieje się dużo i szybko. Potwory atakują niemal nieustannie, tajemnica się zagęszcza, żniwiarze są w niebezpieczeństwie.

Zdecydowaną zaletą powieści jest główna bohaterka. Przyjemnie spotkać postać, która nie traktuje swojego nadnaturalnego rodzinnego obciążenia jak przekleństwa, ale w jakiś sposób godzi się z tym, że nie będzie jak zwykli ludzie. Magda jest zdeterminowana i szczera w tym, czego chce od życia. Jestem zaciekawiona, jak rozwinie się jej postać w dalszych tomach serii. Jej determinacja jest godna szacunku. Poza tym to postać wiarygodna, o której miło się czytało. Feliks po liftingu też ma swój urok, podobnie jak Waldemar, chociaż moje serce skradła ciocia Jadwiga. Szkoda tylko, że żaden z antagonistów nie doczekał się bardziej rozbudowanej osobowości. Może na to też jeszcze przyjdzie pora.

Mam wrażenie, że Żniwiarz rozkręci się dopiero w drugim tomie, którego będę wyczekiwać. Ta seria posiada pewien potencjał, co nie zdarza się tak często w polskiej fantastyce. Poza tym Pusta noc zostawia wiele pytań, a powieść wciągnęła mnie na tyle, że chcę poznać odpowiedzi.

Autorka: Paulina Hendel

Tytuł: Żniwiarz. Pusta noc

Rok wydania: 2017

Wydawnictwo: Czwarta Strona

Liczba stron: 432

Podziel się

O autorze

Aldona Kobus

(rocznik 1988, Toruń) – absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Współautorka "Słownika fandomu i fanfiction". Pisze pracę doktorską poświęconą przemianom autorstwa w kulturze zachodniej. Prowadzi badania z zakresu pornografii, kultury popularnej i fan studies. Entuzjastka, autorka i tłumaczka fanfiction.

Odpowiedz