Mitologia nordycka w działaniu, czyli Nikita na fiordach – „Akuszer bogów” Anety Jadowskiej

Z jednej stronyakuszer-bogow,big,720184 chciałabym potraktować Akuszera bogów jak debiut, piękny początek, obietnicę dobrego cyklu. Nie mogę, ponieważ nie jest to ani pierwszy tom cyklu, ani tym bardziej pierwsza powieść Jadowskiej. Moje pragnienia mają bardzo konkretne podłoże – nie chcę pamiętać o Dorze Wilk. Ale takie podejście nie byłoby też właściwe. Zasadniczo Akuszer bogów niesie z sobą istotne przesłanie, że praca popłaca. Ponieważ, co zakrawa na cud, Jadowska napisała wreszcie dobrą książkę.

Zmiana wydawnictwa i gatunku wyszła autorce tylko na dobre. Cykl o Nikicie jest właśnie takim urban fantasy, jakim Heksalogia o wiedźmie chciałaby być. Nie zamierzam tu deprecjonować paranormal romance jako gatunku współczesnej fantastyki, ponieważ wiem, że wydał na świat dobre, interesujące powieści, nie wspominając o tym, że stanowi swoiste laboratorium dla sposobów ujmowania romansu i seksualności w naszej kulturze, dostarczając metafor do opisu większości patologicznych cech obowiązujących narracji heteroseksualnych. Problemem Jadowskiej nie było to, że pisała paranormal romance, ale to, że pisała je źle. Na szczęście powoli zmierza ku lepszemu.

Pierwszy tom serii, Dziewczyna z Dzielnicy Cudów, powielał większość podstawowych błędów warsztatowych Jadowskiej: pierwszoosobowa narracja kończyła się tym, że tok myślenia bohaterki stawał się nienaturalny poprzez wielokrotne omawianie rzeczy, które powinny być znane i oczywiste; powtórzenia tych samych informacji, a nawet całych fraz (proponuję drinking game – wypij shota za każdym razem, gdy Nikita przedstawia potencjalne efekty „czkawki” nękającej magiczne miasto); bezrefleksyjnie stosowanie popkulturowych klisz, które wyglądają dobrze na filmach, ale nie mają sensu w kontekście fabuły; pewna sprzeczność pomiędzy tym, jak bohaterowie są opisywani, i co naprawdę robią – przykładowo przepracowująca swoją traumę główna bohaterka, stroniąca od ludzi, niezdolna do nawiązywania bliskich relacji co kilka stron przedstawia czytelnikom kogoś, z kim współpracuje lub się przyjaźni. Dziewczyna z Dzielnicy Cudów żadną miarą nie była dobrą powieścią – wystarczy wspomnieć, że większość misji Nikity jako asasynki i specjalistki od brudnej roboty udawała się dzięki ślepemu szczęściu i zbiegowi okoliczności. I co gorsza – wszystkie misje pomyślane były tak, aby epatować seksownością głównej bohaterki albo przemocą seksualną, która stanowiła dominantę powieści, przemocą sprowadzoną wyłącznie do roli fabularnego ozdobnika, bo nawet nie narzędzia konstruowania fabuły. Aczkolwiek trzeba przyznać, że to być może jedyna powieść Jadowskiej, która ma szansę trafić do sylabusów na uniwersytetach – jako ilustracja mechanizmów działania kultury gwałtu.

Nie można się więc dziwić, że do drugiemu tomu siadałam bez większych nadziei, uporczywie starając się nie pamiętać, że Nikita korzysta z usług seksualnych niewolnic Dzielnicy Cudów, jest w pełni świadoma warunków, w jakich odbywa się handel żywym towarem, i nie widzi w tym problemu – kolejny powód, dla którego chciałabym traktować Akuszera bogów jako debiut. Powieść była na tyle zajmująca, że momentami naprawdę udawało mi się zapomnieć o tym wszystkim, czego nienawidziłam w pierwszym tomie. A to wielkie osiągnięcie, biorąc pod uwagę, że stosuję zasadę „popkulturze się nie wybacza”.

20170329_231432

W Akuszerze bogów wspomniane problemy warsztatowe nie tyle zanikają, co jest ich po prostu mniej albo też są mniej nachalne i nie zaburzają procesu lektury. W ten sposób można spokojnie skupić się na zaletach powieści, czyli świecie przedstawionym i postaciach. O ile Thorn w Heksalogii był po prostu nijaki i zadziwiająco niespójny, o tyle Wars i Sawa mają pewien urok. Atmosfera miejsca ma kluczowe znaczenie w przypadku urban fantasy, gatunku scharakteryzowanego przez miejsce akcji. Już w pierwszym tomie świat przedstawiony wzbudzał zainteresowanie: magiczne środowisko Warsa i Sawy miało w sobie coś wręcz paranoicznego, przypominało klimatem cyberpunk, czemu przysłużyła się także obecność magicznej hakerki Karmy. Świat, w którym magia jest dzika i nieprzewidywalna, wręcz groźna, gdzie żyją tylko ci, którzy mają ku temu dobry powód. I jednocześnie funkcjonuje tam kawałek świata wyrwany z czasu, jak zatopiony w bursztynie egzotyczny owad, kolorowy i przyjemny, chociaż równie brutalny, co pozostałe dzielnice. Dziewczyna z Dzielnicy Cudów prezentowała ciekawą i spójną fuzję magii i techniki, korporacyjnej rywalizacji okraszonej biurokracją i motywy rodem ze Świata Mroku. Drugi tom znacząco rozbudowuje wszystko, co wiemy o magicznym świecie, pokazując jego funkcjonowanie w skrajnie innych warunkach skandynawskiego kraju. Poznajemy więcej mieszkańców Warsa, zwykłych nie-ludzi, którym odpowiadają panujące tam niebezpieczne warunki. Jeśli chodzi o fuzję magii i techniki, muszę przyznać, że zachwyca mnie obłożony runami i jesionem panic room, który główna bohaterka wstawiła sobie do sypialni, aby za pomocą magii i środków uspokajających kontrolować swoje przemiany w berserka. W dalszej części powieści Nikita funduje nam wycieczkę po fiordach, pokazując funkcjonowanie magicznej Norwegii, gdzie świat magicznych – bogów i nie-ludzi – nie jest aż tak odseparowany od ludzkiego. Norwegia pełna prastarej magii stanowi tutaj kontrast z Warsem i Sawą, gdzie zdegenerowana magia produkuje potwory, ale Jadowskiej udało się oba te miejsca przedstawić w sposób interesujący, oryginalny i w jakiś sposób pociągający. Wars może nie być dobrym miejscem do życia, ale aż chciałoby się, aby istniał. Pojawia się także nowy rodzaj magii, kaligrafomancja, potężna, skomplikowana sztuka rzucania zaklęć z Dalekiego Wschodu, którą można opisać tylko jako fascynującą koncepcję, chociaż trochę nieskuteczną w warunkach bojowych.

20170329_231707

Wspomnienie jednak o miejscu akcji wyłącznie w kategoriach geograficznych nie oddaje książce sprawiedliwości. Akuszer bogów to powieść drogi, a jako taka – jest opowieścią o poszukiwaniu samego siebie. Nikita podąża tropem zostawionym jej przez brata, starając się odkryć rodzinną tajemnicę, udaje się do Norwegii i poszukuje swoich korzeni, które w zadziwiający sposób łączą się z opowieściami o Odynie. Powieść oferuje obrazowe, niemal surrealistyczne wniknięcie w psychikę głównej bohaterki, jej koszmary i lęki, jej traumę, tym razem nie wyłożoną dosłownie i łopatologicznie, ale w przenikliwy i interesujący sposób. Jej sen z rodzinnym obiadem przypomina niemal wizje rodem z Hannibala i pozostaje tylko pogratulować Jadowskiej projektu. Końcowa wizja Nikity, gdzie rozwija poszczególne wątki ze swojego życia, oddzielając prawdę od fałszu, jest wręcz elektryzująca w swojej wymowie.

Tak jak wobec Dziewczyny z Dzielnicy Cudów mam wiele pretensji o bezsensowne, nielogiczne i źle przedstawione sceny akcji, szczególnie w formie misji Nikity, tak Akuszer bogów dostarcza to, co obiecuje jako urban fantasy: trzymającą w napięciu akcję. W pierwszym tomie nieustannie zmagałam się z wrażeniem, że to, co interesujące, dzieje się gdzieś poza narracją, możliwie daleko od Nikity. Tutaj, od początku wiedząc, że w Zakonie znowu zaczęły się kłopoty, nie mam poczucia, że coś tracę, bo główna bohaterka nie uczestniczy w zamieszaniu, jakim jest krwiożercza walka o władzę bandy zabójców, ponieważ zajmuje się czymś innym. Nikita znowu staje się zwierzyną łowną, musi więc połączyć własną podróż z uniknięciem nieustającego ostrzału oraz dowiedzeniem się, kto właściwie na nią poluje. Od pierwszego momentu, gdy jej dom zostaje napadnięty przez zamachowców, wiemy, że nie będzie to łatwe. Sceny akcji napisane są dobrze, narracja oddaje ich dynamikę (koniec z dywagacjami głównej bohaterki podczas przeładowywania broni tak długimi, że gubiło się wątek odnośnie tego, kto właściwie strzela), działania postaci mają sens. Szczególnie napad na dom Amundsenów, ze wspaniałą Anną z shotgunem i Tuve z nożem w rolach głównych był radującym natężeniem przemocy wydarzeniem. Bawiłam się niemal równie dobrze, co na starych filmach Tarantino, podziwiając, kto komu rzuca się do gardła. Sceny akcji zasadniczo nie popychały fabuły do przodu, ale też jej nie spowalniały (znacznie), na co można przymknąć oko ze względu na to, ile radości wnosiły do lektury.

Skoro o zabawie mowa, trzeba przyznać, że Akuszer bogów ma kilka naprawdę zabawnych tekstów, czyli dokładnie to, czego brakowało w Dziewczynie z Dzielnicy Cudów. I nie jest to humor na poziomie przekomarzania się gimnazjalistów, charakterystyczny dla Heksalogii. Nikita zostawiająca trollom karteczkę z życzeniami smacznego posiłku, jako sposób utylizacji zwłok jest dokładnie tym czarnym humorem, jaki cenię w urban fantasy. Trochę groteskowym i trochę ironicznym, grą na konwencji i świadomością absurdu. Powieść dostarczyła kilku momentów, gdy śmiałam się na głos, nie tracąc przy tym skupienia i poważnego tonu.

Oczywiście najważniejszym elementem powieści są postaci. Tak jak Nikita wystawiała moją cierpliwość na próbę w pierwszym tomie serii, tak tutaj budzi nawet pewien szacunek. Jej trauma przedstawiona jest wiarygodnie, lęki, z którymi się mierzy, mają sens, a jej współuzależnienie od toksycznej matki łamie serce. Powieść koncentruje się na niej, ale się do niej nie ogranicza, co jest dokładnym przeciwieństwem tego, co działo się w Heksalogii. Mam wrażenie, że zmiana postaci sprawiła, że Jadowska zyskała dystans do własnego pisarstwa i co za tym idzie – większą kontrolę autorską nad postacią i akcją. Kiedy Nikita jest krzywdzona, czy to fizycznie, czy psychicznie, nie ma to tak teatralnego wydźwięku, jak w przypadku Dory. Dlatego tak łatwo uwierzyć w ból Nikity. Podoba mi się w Nikicie to, że nie jest we wszystkim najlepsza, co nie znaczy, że nie jest kompetentna. Ewidentnie potrzebuje pomocy innych (chociażby zaplecza technicznego Aleksa i wsparcia cybernetycznego Karmy), ale nie zależy od tego jej przeżycie. Dokładnie taki balans, jakiego potrzebuje wiarygodna postać, aby nie stać się „przepakowaną” właściwościami jak Seba po sterydach. Ważny wątek stanowią zmagania Nikity z berserkiem. Rozumiem, że odrzuca swoją tożsamość jako schedę po znienawidzonym ojcu, co sprawia, że jej borykanie się z tym, co w sobie nosi, posiada drugie dno. Pod wieloma względami traktować to można jako metaforyczne przedstawienie traumy dziecka-ofiary przemocy, które zdaje sobie sprawę, że jest chodzącą bombą zegarową i może stać się częścią cyklu przemocy. Oczywiście takie myślenie niesie ze sobą mnóstwo niepokojących podtekstów, podobnie jak traktowanie wampira jako metafory homoseksualności w Czystej krwi. Tym bardziej cieszę się, że powieść pokazuje, że berserk niekoniecznie musi być tym, czym jest Ernst Szalony. Nikita powoli dochodzi do porozumienia ze swoim drugim „ja”, z tym, co jest jej dziedzictwem, zagrożeniem, ale też czymś, co pomogło jej przetrwać. Uczy się przekuwać berserka – ochrzczonego uroczym imieniem Pan B. – w coś pozytywnego. Moim prywatnym marzeniem jest, aby przestała traktować berserka jako coś odrębnego od siebie samej i zaczęła myśleć nie o berserku w sobie, ale o sobie jako berserku.

20170329_231737

W Akuszerze bogów Nikita powoli wraca do równowagi, a znaczący wpływ ma na to pomoc innych. Pod wieloma względami jest to opowieść o rodzinie: widzimy watahę wilków/gang motocyklowy działający jak rodzina, rodzinę Amundsenów w ich domu, wreszcie rodzinę asgardzkich bogów i rodzinę samej Nikity, która nie ogranicza się tylko do toksycznych rodziców. Poszukiwanie korzeni, powrót na łono rodziny to sedno opowieści o dojrzewaniu, zmianie i leczeniu ran na duszy, jaką jest Akuszer bogów. Nikita uświadamia sobie, że nie musi zmagać się ze wszystkim sama. I dlatego powieść w swoim momencie kulminacyjnym mówi o wsparciu i solidarności: za Nikitą opowiadają się boginie, których złączone moce budzą strach w samym Odynie… Szczerze mówiąc, nigdy nie spodziewałam się, że Jadowska dostarczy nam tak pięknej elegii na cześć kobiecej solidarności. Jak wspaniale jest nie mieć racji.

Nikita zdecydowanie dominuje i wybija się na pierwszy plan, ale nie jest jedyną interesującą postacią w powieści. Jej partner Robin pozostaje niemal niewidoczny, a tajemnica, którą skrywa, nie pojawia się w tym tomie, stanowić będzie bowiem temat kolejnej części cyklu, co budzi moje nadzieje i ekscytację. I tak bardzo, jak Robin nie robi wrażenia, tak bardzo robią je inni. Pojawia się Aleks, tradycyjnie już chyba w roli zaniepokojonej matki-kwoki, co ma swój urok. Wilkołaki ze stada w Norwegii nie zapadają szczególnie w pamięć, ale kiedy są obecne, miło je widzieć. Rodzina Amundsenów praktycznie kradnie przedstawienie, w tym przede wszystkim Anna, jedyna ludzka kobieta w całej powieści, do której mam więcej szacunku niż do całego Zakonu razem wziętego. Opowieść o Hilde i Jottmundzie nie tylko zręcznie wprowadza elementy mitologii do świata przedstawionego, ale też jest w jakiś sposób romantyczna, o ile pełna przemocy opowieść o walkach berserka i walkirii może być romantyczna, ostatecznie godny przeciwnik jest na miarę najlepszego kochanka. Eryk, brat Nikity, powraca w zaskakujący (chociaż może wcale nie, jeśli pomyśleć, jakim systemem wierzeń tu operujemy) sposób, nawiązując relację ze swoją siostrą. Karma, chociaż pozostawiona w Warsie, ma swój moment w fabule. Okazuje się, że magiczna hakerka skrywa tajemnicę, co stanowi zapowiedź rozwinięcia jej postaci, na które bardzo liczę. Równie ciekawie przedstawiają się bogowie: Freya, Frigg, Odyn. Dokładnie tak gwałtowni, napastliwi, impulsywni, jak przedstawia ich mitologia. Jak wisienki na torcie – to porównanie oddaje również smakowitość opisu Freyi.

Podsumowując, Akuszer bogów jest tak dobry, że aż mogłabym mieć wątpliwości, czy naprawdę napisała go Jadowska. A jednak powieść została napisana w tak charakterystyczny dla niej sposób, że nie można wątpić w jej autorstwo. Jest to najbardziej pocieszające doświadczenie literackie, z jakim zetknęłam się od dawna. Tłumię złośliwy głos z tyłu głowy szepczący, że to zwykła statystyka i że przy tej liczbie powieści Jadowska musiała w końcu napisać coś dobrego, ponieważ Akuszer bogów jest zbyt dobrze skonstruowany, aby to był wypadek przy pracy. Innymi słowy: przez praktykę do mistrzostwa. A przynajmniej do znaczącej poprawy. Pozostaje tylko wyglądać kolejnego tomu serii. I polecać wszystkim wyprawę do Warsa i Sawy razem z Nikitą.

Tytuł: Akuszer bogów

Autorka: Aneta Jadowska

Liczba stron: 384

Wydawnictwo: SQN

About the author
Aldona Kobus
(ur. 1988) – absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, doktorka literaturoznawstwa. Autorka "Fandomu. Fanowskich modeli odbioru" (2018) i szeregu analiz poświęconych popkulturze. Prowadzi badania z zakresu kultury popularnej i fan studies. Entuzjastka, autorka i tłumaczka fanfiction.

2 komentarze

  1. Uważam, że tak – nie jest to może najambitniejsza z lektur, ale pani Jadowska nie tworzy rażących błędów językowych (jak Piekara), historia się kupy trzyma (w przeciwieństwie do powieści Pilipiuka), Bohaterowie chociaż ciut superbohaterscy, są akceptowalni (podobnie jak u Ćwieka). Natomiast opisana w tym tomie podróż do Skandynawii i gang motocyklowy to po prostu majstersztyk 🙂
    Mnie też bardzo się podobała 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *