Klon

Większości inteligentnych ludzi słowo „telenowela” kojarzy się natychmiast z takimi wyrazami jak „kicz”, „tandeta”, „grafomania ekranowa”, „powtarzalność”, a nawet „totalna głupota”. W bardzo wielu przypadkach są to słuszne skojarzenia, jako że „mydlane opery” są przeważnie robione według jednego wzorca, zmienia się tylko sceneria. Prym tu wiodą latynoskie „tasiemce”. W każdej można znaleźć niewinną piękność z plebsu, która zresztą często okazuje się pod koniec nieślubną córką jakiegoś potentata, zakochanego w niej dziedzica wielkiej fortuny, jedną lub dwie zołzy, które próbują rozdzielić kochanków, odpowiednio czarny charakter, szlachetnego księdza… Bogate kobiety określają tam biedniejsze od nich słowami „ta nędzarka” lub „ta prostaczka”, ich mężowie romansują na lewo i na prawo, co nie dziwi, gdy wziąć pod uwagę, jakie mają żony. Rzeczywiście szkoda na to czasu, chyba że ktoś chce po prostu odpocząć umysłowo. Jest jednak pewna telenowela, która wyróżnia się spośród innych tak bardzo, jakby pochodziła z innej planety.

Telenowela ta to brazylijski serial „Klon”. Zamiast powielać w nieskończoność schemat nierówności ekonomicznej postawiono w nim na zderzenie światów odmiennych kulturowo. Głównym wątkiem serialu jest bowiem miłość muzułmanki i Brazylijczyka. Oboje pochodzą z dobrze sytuowanych i nawet zaprzyjaźnionych ze sobą rodzin, jednak ich wspólne życie jest tak samo niemożliwe, jakby pochodzili z odmiennych gwiazd. Ich wysiłki, by mimo wszystko być razem, stanowią jedynie pretekst do ukazania niezwykle ważnych kwestii: po pierwsze sposobu myślenia muzułmanów, zarówno tych bardziej radykalnych, jak i umiarkowanych. Kultura muzułmańska ukazana jest trochę bajkowo, niczym z opowieści Szeherezady, ale jednocześnie wyłożone są główne prawa islamu, wyjaśnione powody nakazów i zakazów oraz bardzo dobrze ukazane rozbieżności między fanatyzmem a w miarę nowoczesnym podejściem do tej religii. Po drugie zaś główne wątki są tłem zagadnień społecznych, które rzadko kiedy porusza się w filmach we właściwy sposób. Zgodnie z tytułem telenoweli występuje tam młody czlowiek, który narodził się wbrew etyce lekarskiej – nie tylko jego embrion rozwinął się ze sklonowanej komórki, ale został bezprawnie wszczepiony kobiecie, która długo oczekiwała na własne dziecko. Skutkiem tych manipulacji, nie mając o tym pojęcia, urodziła maleństwo, którego matką właściwie nie była. Podkreślono to mocniej, wybierając na matkę białego chłopaka – Mulatkę. Dzięki temu twórcy filmu ustosunkowali się mimochodem również do problemu surogatek, podkreślając, że kobieta, która dziewięć miesięcy nosi dziecko w swoim brzuchu, jest z nim związana tak samo mocno, jakby pochodziło z jej własnego jajeczka, a po porodzie zostają uruchomione w jej organiźmie takie same „hormony przywiązania”, jak w przypadku każdej innej matki. Efekt eksperymentu ukazano zarówno od strony tej nieszczęsnej oszukanej kobiety, jak i samego „klona”, jego otoczenia, oraz całkowicie egocentrycznego naukowca, którego w ogóle nie obchodziły etyczne i społeczne skutki jego działalności.

Innym atutem opowieści, nie mniej ważnym, jest pokazanie problemu uzależnienia od narkotyków i alkoholu w sposób nie tyle fabularny, co wręcz reportażowy. Z wątku filmowego, w którym córka jednego z głównych bohaterów uzależnia się od narkotyków, twórcy niemal niepostrzeżenie przechodzą do gabinetu terapeuty, leczącego prawnika-nałogowca. Jego wypowiedzi powoli zostają uzupełnione o zwierzenia ludzi, których nawet nie widać na ekranie – ludzi z ośrodka odwykowego. Prawie wszystkie rozpoczynają się w taki sam sposób „Zacząłem/am od marihuany…” A potem opis degradacji, staczania się, tracenia wszystkiego, co istotne. Jak łatwo się domyślić, jest to protest przeciw legalizacji „miękkich dragów”. Poprzez wciągnięcie do serialu rzeczywistych pacjentów „odwykówek” pokazano, jak zdradliwe jest ufanie we własne możliwości kontroli, w to, że „jeden skręt nie zaszkodzi”, że „mogę przestać, kiedy chcę”. Te reportażowe wstawki towarzyszą widzowi już do końca serialu. Są sugestywne i brutalne, zaprzeczają powszechnym mitom na temat marihuany, uświadamiają, że narkomania jest podobnie jak alkoholizm chorobą, która dotyczy całej rodziny, całego otoczenia. Z przerażającą dokładnością ukazują degenerację charakteru, utratę wszelkich hamulców, zmianę kogoś znanego i kochanego w zupełnie obcą, niebezpieczną dla otoczenia osobę bez żadnych skrupułów. Pokazują depresję, agresję, utratę pracy i przyjaciół, okradanie najbliższych, napady na przechodniów, prostytucję. Podkreślono też fakt, że status społeczny i materialny rodziny delikwenta nie ma tu nic do rzeczy. Liczy się uzależnienie, które zawsze jest takie samo. A wszystko to zaczęło się od „niewinnego” jointa… Jeden z bohaterów mówi nawet wprost, że marihuana być może nie szkodzi fizycznie, ale powoduje groźne zmiany w psychice – ktoś, kto pali marihuanę, wkrótce traci naturalny lęk, powstrzymujący przed sięgnięciem po coś silniejszego, a to już jest koniec. Są tacy, którym udaje się poprzestać na kilku skrętach, ale jest ich niewielu – to ci, których organizmy nie są podatne na uzależnienia chemiczne. A niestety, nikt nie wie, czy ma gen, powodujący uzależnienia, dopóki nie spróbuje. Tylko że wtedy jest już za późno, by wyjść z tego bez szwanku. Z lekarską precyzją twórcy wyjaśniają widzom, że nawet wyleczony narkoman pozostaje uzależniony do końca życia, tyle że nie bierze. Jednak już zawsze będzie śnił i marzył o „działce”, i nigdy nie będzie miał pewności, czy kiedyś w chwili słabości nie wpadnie znowu w te przerażające, niszczące tryby.

„Klon” jest pod wieloma względami telenowelą zupełnie nietypową. Dzieje się tak nie tylko z powodów, opisanych powyżej, ale tez dlatego, że twórcy zrezygnowali z czarno-białego schematu charakterów. W tym serialu nikt nie jest aniołem ani nikt nie jest diabłem. Nawet czarne charaktery są stonowane i nie sprawiają – jak to często bywa – wrażenia westernowych złoczyńców, raczej małych, nędznych drani. To mimo wszystko zwykli ludzie i nawet jeśli są podli, to w sposób spotykany na co dzień. Główna bohaterka, muzułmanka Jade, jest bezmyślna i samolubna, i choć widz sercem staje po jej stronie, choć jest oczarowany jej niezwykłą urodą i wdziękiem, nie jest w stanie tego nie widzieć. Jej ukochany – Lucas Ferras – to irytująca, niezdecydowana oferma i tchórz, nad którym trudno się nawet litować. Więcej współczucia budzi mąż Jade, który mimo swych wad i czasem okrutnego postępowania szczerze kocha żonę i uwielbia ich córkę. Podobnie ma się sprawa z innymi postaciami. Twórcom „Klona” udało się uniknąć patosu, przerysowania postaci i uwzniośleń, a ich historia jest niezwykle zajmująca i mimo swej długości, niezwykłej nawet jak na tego typu twór – 250 odcinków – pozbawiona jakiejkolwiek rozwlekłości. Daje zachodniemu widzowi wgląd w kulturę muzułmańską „od wewnątrz”, ukazuje też mechanizm wpajania tej religii od najmłodszych lat, tak by nie można było się już wyzwolić z archaicznego i fanatycznego sposobu myślenia. Jednak film nie oskarża islamu – co dziwne, prezentuje tę religię i jej wyznawców jako po prostu innych mieszkańców naszego świata, którzy mają prawo żyć według swoich reguł, nawet gdy żyją między ludźmi Zachodu. Dla nich ważne jest po prostu coś innego niż dla tych, którzy islamu nie wyznają. I choć mamy tu wątek buntu przeciw tradycjom, to twórcy „Klona” nie poszli na łatwiznę – nie ma tam kamienowania ani innych strasznych rzeczy, jest to, co zazwyczaj spotyka zbuntowanego muzułmanina, wyklęcie przez rodzinę i odrzucenie. Nie widać w tym filmie ekstremalnych zachowań. „Klon” nie gloryfikuje tej religii ani też jej nie miesza z błotem, po prostu usiłuje ukazać ją taką, jaką jest ona w istocie, przez pryzmat ludzi, którzy ją wyznają. Są to ludzie całkiem zwyczajni, żadni terroryści ani fanatycy z granatami, a ludzie którzy po prostu żyją, zakładają rodziny, pracują i modlą się.

Wszystko to powoduje, że „Klon” jest jedyną telenowelą, którą mogę z czystym sumieniem polecić każdemu, gdyż czas poświęcony na obejrzenie jej nie jest czasem straconym.

Luiza Dobrzyńska

Ocena: 5/5

Tytuł oryginalny: O Clone
Ilość odcinków: 250
Kraj produkcji: Brazylia
Rok produkcji: 2001-2002
Występują: Murilo Benício, Giovanna Antonelli

About the author
Technik MD, czyli maniakalno-depresyjny. Histeryczna miłośniczka kotów, Star Treka i książek. Na co dzień pracuje z dziećmi, nic więc dziwnego, że zamiast starzeć się z godnością dziecinnieje coraz bardziej. Główna wada: pisze. Główna zaleta: może pisać na dowolny temat...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *