„Fluff” angstem podszyty. Wywiad z Natalią Osińską

W trzecim tomie swojej serii powieści młodzieżowych o queerowych dzieciach z Poznania, Natalia Osińska dokonała radykalnej zmiany i na pierwszy plan wysunęła nowe bohaterki. Jak ta transformacja odbiła się na serii? Rozmawiamy z autorką o powstawaniu Fluffu, procesie pisarskim, tajnikach warsztatu autora i roli czytelnika.

                                                         

Podstawowe pytanie, jakie nasuwa się przy lekturze Fluffu, to kwestia zmiany bohaterów. Leon i Daniel ustępują miejsca Matyldzie, postaci, która wcześniej snuła się gdzieś w tle i nie zwracała na siebie uwagi. Czemu teraz przyszło jej grać pierwsze skrzypce?

Chciałam upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Czytelnicy oczywiście domagają się dalszego ciągu przygód Daniela i Leona i ja też miałam jeszcze niejedno do powiedzenia na ich temat. Z drugiej strony odbiorcy deklarowali, że chcieliby „przeczytać coś o dziewczynach”. Poza tym miałam wrażenie, że po Slashu czytelnicy potrzebują czegoś lżejszego, bez angstu. Trudno mi było to wszystko pogodzić. Tytułem roboczym nowej powieści był przez chwilę Fanserwis, a planowałam napisać wtedy jeszcze zbiór opowiadań, w którym każdy tekst dotyczyłby innej postaci. Myślałam, że w ten sposób zadowolę wszystkich, czyli w zasadzie nikogo.

Ostatecznie stanęło na powieści, która ma dwie warstwy. Na jednym poziomie jest to właśnie fluff, opowieść o dwóch dziewczynach, pomiędzy którymi rodzi się uczucie. Fluff jako gatunek nie przekłada się na powieść, ponieważ zasadniczo wyklucza napięcie i konflikt, nie nadaje się więc do tworzenia dłuższych form, skoro każda fabuła oparta jest na konflikcie. Musiałam oszukiwać. Konflikt został zepchnięty na dalszy plan i inne postaci. I to właśnie jest ten drugi wymiar powieści. To karkołomna konstrukcja i mam nadzieję, że udało mi się spleść te wszystkie wątki w miarę sensownie.

Operowanie konwencjami fanfiction w głównonurtowej literaturze też jest karkołomnym przedsięwzięciem.

W przypadku Fluffu powoduje to szereg nieporozumień. Pojawiają się głosy, że pierwsza połowa książki jest o czymś innym niż druga, że między dziewczynami nic się nie dzieje albo dzieje się za mało, że nie są tak ciekawe i dramatyczne jak Leon i Daniel. Ale takie było założenie, że obejdziemy się bez nastoletniego angstu i dramatów. Miało być różowo i puchato. Rozumiem jednak, skąd biorą się takie opinie.

Czyli Fluff to powieść eksperymentalna?

Zdecydowanie. Wszystko, co piszę, jest eksperymentem. Dzięki Tobie poznałam termin „flangst”, fluff połączony z angstem, i nawet pasowałoby to na tytuł trzeciego tomu, ale bałabym się, że też odstraszyłoby ludzi. „Fluff”jako termin przechodzi już powoli do mowy potocznej i bywa rozpoznawany.

Na pewno rozpoznają go Twoi czytelnicy.

Mam to szczęście, że w towarzyskiej bańce, w której pozostaję z moimi odbiorcami, wszyscy rozumieją fandomowe odniesienia.

We Fluffie masz chyba najwięcej fandomowego realizmu ze wszystkich dotychczasowych powieści. Jest i kino superbohaterskie, i Hamilton, i Pyrkon. To, jak Matylda została przedstawiona w poprzednich tomach, nie sugerowało, że okaże się taką fanką. Czy już od czasu Fanfika miałaś pomysł na tę postać, czy też koncepcja rodziła się w miarę pisania?

Zdecydowanie to drugie. Przyznam, że wahałam się pomiędzy Matyldą a Emilią jako pierwszoplanową bohaterką. Wiedziałam, że skoro ma to być powieść o dziewczynach, jedna z nich musi być kimś, kogo czytelnicy już znają, albo wydaje im się, że znają. Szczerze mówiąc, Emilia mnie trochę onieśmiela. To jedna z tych postaci, które żyją własnym życiem. Matylda była niedookreślona i aż prosiła się o swoją historię.

Matylda jest postacią, z którą łatwo się identyfikować albo widzieć w niej wiele ze swojej nastoletniej wersji. Jej kompleksy i lęki, to, jak siebie postrzega – to wszystko przemawia do czytelników. Jak udaje Ci się tak dobrze oddawać nastoletnie życie wewnętrzne?

Mam dobrą pamięć. Te wszystkie traumatyczne nastoletnie przeżycia, sytuacje, kiedy czujesz się jak kompletna idiotka, to wydarzenia, które zostają z nami w dorosłym życiu. Łatwo jest odnaleźć w sobie wewnętrzną nastolatkę, kogoś, kto jest zakompleksiony i uważa, że nic nie potrafi. Dużo trudniej byłoby mi przedstawić nastoletnią Emilię, bo na pewno nie byłam taka w jej wieku. Myślę, że sekret polega na tym, żeby tego wewnętrznego nastolatka traktować z sympatią i właśnie widzieć w nim siebie.

To nastoletnie zakompleksienie, kiedy wydaje nam się, że każdy inny lepiej sobie radzi w życiu, to też ważny element powieści. Matylda uczy się, że nie każdy musi być wybitny.Ona nie odkrywa w sobie żadnego nowego talentu, tylko uczy się wykorzystywać te talenty, które już ma, nawet coś, czego sama nie uważa za zaletę. Uczy się, że można być przeciętną, fajną osobą.

Z kolei Wika jest postacią bardzo nieprzeciętną. Albo raczej bardzo przeciętną postacią neuronietypową. Skąd pomysł na tę bohaterkę?

Wika była taką negatywną przestrzenią w konstrukcji powieści. Ta przestrzeń zapełnia się organicznie w trakcie pisania. Podobnie powstawała Idalia, jako takie puste miejsce, wokół którego tworzą się inni. To może niesprawiedliwe dla samej Wiki, ale nigdy nie poświęciłam czasu, żeby pomyśleć, jaka ona ma być. Bardziej zastanawiałam się, kogo potrzebuje Matylda, żeby jej cechy, to, co ona uważa za przeciętność, okazały się potrzebne i wyjątkowe. Matylda jest dobra w organizacji, jest spokojna, punktualna i obowiązkowa. To wcielony porządek, w przeciwieństwie do takiego Daniela, który jest żywym chaosem. Dlatego Wika miała być postacią podobną do Daniela, chaotyczną i nieuporządkowaną. A potem już tak samo wyszło.

Ta druga warstwa powieści, wątek Leona, ma silny wydźwięk emocjonalny. Także dlatego, że przez trzy tomy czekaliśmy na jego rozwiązanie. Czy pisanie tego wiązało się z presją sprostania wymogom czytelników, czy też było satysfakcjonujące?

To było straszne. W poprzednich tomach pewnie widać, jak długo wzbraniałam się przed przedstawieniem rodziców Leona. Istnieli na granicy mojej świadomości. Rozpoczęłam ten wątek w Slashu, ale też uciekałam od niego jak najdalej się dało. To było straszne lawirowanie. Nie oszukujmy się, jeśli ktoś wyrzeka się własnego dziecka, raczej nie jest dobrym człowiekiem. Jednak nie chciałam zmienić ich w stereotyp. Zależało mi, żeby budzili nie tyle nawet empatię, ile żal w czytelniku. Starałam się tworzyć sylwetki ludzi, którzy są zagubieni, którzy są niewolnikami własnych przekonań. Nie mieliśmy się ich bać, ale właśnie litować się nad nimi, bo oni krzywdzą nie tylko Leona, ale też siebie. Nie ukrywam, że okazało się to łatwiejsze w przypadku matki. Od samego początku postać ojca była dla mnie najtrudniejsza do napisania. Potrafię wyobrazić sobie wiele rzeczy, ale istnieją rzeczy, które sprawiają, że natrafiam na ścianę i wyobraźnia mnie zawodzi, nie jestem dłużej w stanie czegoś sobie wytłumaczyć. Wyrzucenie dziecka z domu jest na czele takich sytuacji. Więc ostatecznie opisywałam tę postać bardzo „z zewnątrz”, a nie jak kogoś, kogo rozumiałam. Dlatego też potraktowana jest bardzo szkicowo.

Bardzo pomogła mi perspektywa osoby trzeciej, Matyldy, która stara się nie być częścią tego konfliktu. Nie wiem, czy byłabym w stanie pisać o rodzicach z perspektywy Leona bądź ich własnej.

Kontrapunktem dla rodziców Leona są Marcin i Joanna, którzy pokazują blaski i cienie rodzicielstwa. W bardzo specyficznej atmosferze omawiają targające nimi wątpliwości, lęki związane z tym, czy sprawdzają się w roli rodzica.

Bardzo lubię pisać o Marcinie i muszę przyznać, że konstruowanie takiego potencjalnego romansu heteroseksualnego było czymś bardzo odświeżającym, bo to się przecież nie zdarza w moich powieściach. Zabawnie było poużywać tych wszystkich klisz sztampowego heteroromansu, stworzyć taką randkową otoczkę, z restauracją, świecami, muzyką, tylko po to, żeby wywrócić ten motyw do góry nogami, bo główni zainteresowani rozmawiają wyłącznie o swoich queerowych dzieciach.

Postać Joanny ma bardzo ciekawą genezę. Kiedy jeszcze pracowałam w korporacji, miałam pomysł na napisanie korpopowieści o tym, jak to naprawdę wygląda. Na szczęście mi przeszło. Ale wykorzystałam sporo z tego na blogu, który wtedy prowadziłam. Publikowałam tam komiksy ze scenkami z życia korporacji. I Joanna nie jest do końca prawdziwa. Zaczyna właśnie jako postać z paska komiksowego. Pisanie o niej było jak powrót na moment do starego życia.

Dynamika relacji Joanny i Marcina jest dość ciekawa, bo to uzupełniające się przeciwieństwa. I Marcin potrzebuje takiego coachingu i kogoś, kto spojrzy na niego z boku, żeby pomóc mu uświadomić sobie, że jest dobrym rodzicem. Bo on nawet nie wie, jak bardzo pomaga tym wszystkim nastolatkom samą swoją obecnością.

Po raz kolejny unikasz w powieści jakiegokolwiek szufladkowania postaci. Dziewczyny nie mówią o sobie, że są lesbijkami, Matylda nie zastanawia się nad tym, że jest lesbijką. To „fanfikowy realizm”, gdzie nad pewnymi sprawami nie trzeba się zastanawiać, bo heteronorma istnieje gdzieś na zewnątrz, poza młodymi bohaterami. Ale nie ma też mowy o autyzmie czy o byciu na spektrum  neurnietypowości, przynajmniej nie wprost i bezpośrednio.

Trochę boję się używać etykietek, ponieważ język, jakim opisujemy tożsamości, stale ewoluuje i bardzo szybko się zmienia. Mam wrażenie, że gdybym już w Fanfiku pisała o transpłciowości, to użytewówczas terminy byłyby teraz postrzegane jako nieaktualne, a nawet odbierane negatywnie. To tak jak z filmami i serialami z lat 90., to, co w nich uchodziło za przełomową reprezentację, dzisiaj nas zniesmacza jako straszna homofobia czy transfobia. A to był aparat pojęciowy tamtego okresu. Podobnie zmienia się klasyfikacja zaburzeń takich jak autyzm czy Asperger, w miarę jak więcej się o nich dowiadujemy. Dlatego nie mam zaufania do języka. Chcę pisać o doświadczeniu, które będzie zrozumiałe i teraz, i za dziesięć czy dwadzieścia lat. Boję się, że jeśli je nazwę, używając obecnego aparatu pojęciowego, moje powieści szybko się zdezaktualizują.

Zdaję sobie sprawę, że to tłumaczenie nie wszystkich przekona i wielu osobom pomogłoby, gdyby te etykietki się pojawiły. Ale nie chcę, żeby z upływem lat moje książki obrastały w przypisy i przedmowy, jak wydania Biblioteki Narodowej.

Masz jakąś wizję przyszłości swoich bohaterów? Czy ich nastoletnie miłości są tymi na resztę życia, czy też kiedyś bohaterowie się rozstaną i to będzie po prostu dalsza część dorastania?

Nie pytaj mnie o spoilery. Powiem tylko, że wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie, a czy koniecznie ze sobą? To się okaże.

A planujesz kolejną część serii poznańskiej?

Jeszcze nie, czekam na negatywne recenzje. Już Ci kiedyś wspomniałam, że nic mnie tak nie napędza jak krytyka. Kiedy ktoś wytyka mi niezamknięte wątki albo niespójności, zaraz włącza mi się przekorna potrzeba, żeby mu udowodnić, że wszystko się zgadza, tylko czytelnik jeszcze o tym nie wie. Ostatnio robiłam sobie taką listę oczekiwań czytelników. Ma być więcej Daniela i mniej Daniela, więcej seksu i mniej seksu, więcej Wiki i Matyldy, mniej Wiki i Matyldy, ma być Zło, Julia i Emilka, Marcin i Joanna mają się zejść i absolutnie nie mogą się zejść… To naprawdę skończy się Fanserwisem, Ale myślę też o czymś związanym z ekologią i końcem świata.

Coraz trudniej krytykować Twoje książki, skoro z tomu na tom doskonalisz warsztat.

A dziękuję bardzo. Muszę przyznać, że do Fluffu mam też więcej dystansu niż do poprzednich tomów. Może dlatego, że to już trzecia książka, albo dlatego, że minął rok, odkąd ją napisałam. Gdyby ktoś zarzucił mi, że Slash to okropna powieść, pewnie bym się załamała. Jeśli ktoś powie to samo o Fluffie, mogę stwierdzić, że piszę dla konkretnej grupy i jeśli do kogoś to nie trafia, nie jest modelowym odbiorcą.

Jesteś autorka zorientowaną na czytelnika?

Bardzo. I jestem bardzo otwarta na to, żeby czytelnicy pisali fanfiki do mojej twórczości. Ludzie, piszcie fanfiki! Wciąż mam nadzieję, że kiedyś je sobie poczytam. Pierwszy tekst już jest na AO3 – Inna filiżanka czarnej kawy autorstwa otemporaetmores. Czytanie tego było bardzo ciekawym doświadczeniem. Tekst ote eksploruje postaci, na temat których nie mam jeszcze jasno sprecyzowanych opinii. Czułam się więc, jakby ktoś odwalił za mnie kawał dobrej roboty. Ale też wizja ote odbiega od tego, co sama myślałam o tych postaciach.Inna filiżanka czarnej kawy pokazuje, jak bohaterowie zaczynają żyć własnym życiem, zyskują jakąś osobowość i domagają się „czasu antenowego”. To też w jakiś sposób rzutuje na to, co ja sobie myślę o postaciach z – do tej pory – trzeciego planu, a to z kolei rodzi pewien mętlik. To trudna, ale też fascynująca sytuacja. Tak jest np. z Emilią, która nie odgrywa większej roli w dotychczasowych powieściach, ale każdy o niej mówi i ona żyje poza mną.

Czekam tylko, kiedy będę już mogła stworzyć jakieś Tosiekmore.com, i tylko rzucać headcanony i przypadkowe informacje, jak Rowling.

Poza tym lubię się nad czytelnikami znęcać. Zostawiać ich na granicy niespełnienia. Myślę, że to o wiele ciekawsze niż podanie wszystkiego na tacy. Ale czasami lubię też sama dla siebie pisać fragmenty satysfakcjonujące czytelniczo. Problemem staje się pogodzenie tych dwóch przyjemności. Momentów czystej satysfakcji nie może być ani za dużo, ani za mało. W ogóle podchodzę do pisania bardzo matematycznie. Mam dokładnie rozpisane w Excelu, co ile rozdziałów, a nawet stron, ma się wydarzyć coś fajnego albo wprost przeciwnie, byle tylko cały czas podtrzymywać zainteresowanie czytelników.

Przeniosłaś swoje korponawyki na pisanie?

Trochę. Planowanie to moja ulubiona część pisania powieści, ta chwila, kiedy wszystko jest rozpisane i można by zrobić wykres. Lubię mieć całą powieść na ekranie, zanim jeszcze zabiorę się za pierwszy akapit, widzieć, jak rośnie i opada napięcie, a wątki się przenikają. Wtedy jestem najszczęśliwsza i mogłabym powieści nie pisać w ogóle.

Mam nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie. Czekamy niecierpliwie na kolejny tom.

About the author
Aldona Kobus
(ur. 1988) – absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, doktorka literaturoznawstwa. Autorka "Fandomu. Fanowskich modeli odbioru" (2018) i szeregu analiz poświęconych popkulturze. Prowadzi badania z zakresu kultury popularnej i fan studies. Entuzjastka, autorka i tłumaczka fanfiction.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *