Zobaczyć iskry – Grażyna Kamyszek

Zobaczyć-iskry-frontPolska rzeczywistość ostatnich kilku lat nie jest łatwa. Wszyscy mamy tego świadomość, szczególnie gdy znajdujemy się w „smudze cienia”, to znaczy w wieku, gdy za wcześnie jeszcze na emeryturę, a przestajemy być atrakcyjni z punktu widzenia pracodawców. Ciężko wtedy zachować poczucie własnej wartości, a troska o to, skąd wziąć pieniądze na następny dzień często zabija wszelką radość z życia. Bywa jednak i tak, że podobny stan dotyka ludzi młodych, dobrze wykształconych i pełnych nadziei na przyszłość. Co wtedy mają ze sobą począć, szczególnie że nasze realia są, jakie są? Jedną z takich sytuacji opisuje Grażyna Kamyszek w pięknej powieści obyczajowej „Zobaczyć iskry„.

Niespełna trzydziestoletnia Renata jest nauczycielką języka niemieckiego. Jej życie zdaje się układać dobrze i prowadzić we właściwym kierunku, gdy nagle jej świat wali się w gruzy. Szkoła, w której pracuje, zostaje sprzedana bogatemu biznesmanowi. Ma zostać zburzona. Młoda germanistka traci pracę, i nie wie, co ma ze sobą zrobić. Szkoła była całym jej życiem. Zżyta serdecznie z zespołem nauczycielskim staje nagle w obliczu konieczności znalezienia nie tylko nowej pracy, ale i nowych znajomych, a przede wszystkim kogoś, kto zapełni opustoszale miejsce w jej życiu. Adam, z którym była związana i w którym pokładała ogromną ufność, okazuje się być osobnikiem słabym i chwiejnym, i nieoczekiwanie zrywa z ukochaną, by ożenić się z inną. Młoda kobieta musi na powrót zamieszkać z rodzicami, którzy – choć bardzo ją kochają – nie ustają w krytykowaniu sposobu, w jaki Renata „marnuje sobie życie”. Nie chcxąc siedzieć na bezrobociu nauczycielka zatrudnia się w końcu do opieki nad niemieckim emerytem, Martinem. Nie ma pojęcia, czego się po tym spodziewać, a zasłyszane od byłych opiekunek historie nie nastrajają optymistycznie. Wie tylko, że czekają ją ciężkie dwa miesiące z trudnym we współżyciu, starym człowiekiem. Nic jednak nie jest tak, jak sobie wyobraża, a trafiwszy do całkiem nowego świata odkrywa nie tylko szczegóły ciężkiego życia opiekunek seniorów, ale – niespodziewanie dla samej siebie – tajemnice które będą jej szczególnie bliskie….

Grażyna Kamyszek jest co prawda debiutantką na literackim rynku, jej powieść jest jednak zaskakuje swą dojrzałością. Uwagę zwraca przede wszystkim piękny, klasyczny styl, jakim posługuje się autorka. Nawet gdy ktoś nie przepada za współczesnymi powieściami obyczajowymi, musi zachwycić się tym czystym, polskim językiem, tak rzadko obecnie spotykanym w powieściach. Nie znaczy to, żeby autorka unikała wulgaryzmów, gdy na przykład cytuje wypowiedzi którejś z opisywanych postaci, ale nie padają one ot, tak sobie. Ich użycie jest zawsze uzasadnione sytuacją. Również konstrukcja psychologiczna bohaterów została dopracowana w każdym szczególe. Nie ma tu mowy o płaskich, papierowych sylwetkach, określanych kilkoma banalnymi słowami. Każde z bohaterów książki staje się przed oczami czytelnika żywym człowiekiem, razem z jego wadami, zaletami, wspomnieniami, upodobaniami, nawet wyglądem. Każde z nich ma też własny sposób wypowiadania myśli, co jest bardzo ważnym szczegółem. Wielu autorów zaniedbuje bowiem kładzenie odpowiedniego nacisku na prosty fakt, że ludzie wywodzący się z różnych środowisk i będący w różnym wieku używają odmiennego słownictwa oraz inaczej formułują zdania. U pani Kamyszek jest to wspaniale uwidocznione.

Ciekawym jest też sposób opisywania przez autorkę środowiska, w jakim znalazła się Renata po opuszczeniu kraju. Nie ma tw tej książce generalizowania czy użalania się nad ciężką dolą „polskich niewolnic”, jednym słowem, próżno szukać w tej książce grania na emocjach, tak często obecnego w artykułach z prasy brukowej. Niemieckie środowisko nie jest w ujęciu autorki światem bezwzględnych wyzyskiwaczy, a całkowicie normalnych ludzi. Bywają niemili dla otoczenia, źle wychowani, mają swoje dziwactwa, ale w żaden specjalny sposób nie różnią się od Polaków, u których te wady też bywają przecież rozwinięte w wysokim stopniu. Pod tym względem jest to książka niezwykle cenna, szczególnie jako kontrapunkt do wyraźnie antyniemieckiego tonu wielu artykułów w mediach. Jej stonowany wydźwięk pokazuje, że wszystko zależy nie od konkretnej sytuacji, a od zamieszanych w nią ludzi i ich nastawienia do siebie nawzajem. Jednym słowem, rzeczywistość jest taka, jaką tworzymy i bardzo często tylko od nas zależy, ile dobrego da nam świat. Grażyna Kamyszek wspaniale to ukazała.

Pięknie i starannie wydana przez Białe Pióro książka przykuwa uwagę czytelnika niczym magnes. Dawno już nie odniosłam tylu korzyści z przeczytania powieści obyczajowej, której akcja jest osadzona we współczesności. Jestem bardzo zdziwiona, że nie zainteresowało się nią któreś z wielkich wydawnictw. Znam już sposób działania Białego Pióra i wiem, że przed podpisaniem umowy na pewno proponowało pani Kamyszek spróbowania „normalnej drogi”. Widać oficjalnym wydawnictwom nie zależy na dobrej, rodzimej prozie i solidnej literacko robocie, tylko ich priorytety muszą być zgoła inne. W każdym razie – jeśli Czytelnicy wybaczą mi osobistą dygresję – przypadek pani Kamyszek podniósł mnie bardzo na duchu. Jeśli jej nie dano szansy, jakże ja mogłabym mieć na takową nadzieję?

Polecam gorąco powieść „Zobaczyć iskry”. Jest wzruszająca, chwilami zabawna i w nienatrętny sposób zmuszająca do przemyślenia sobie pewnych spraw. Doskonała lektura dla czytelnika w prawie każdym wieku.

Luiza „Eviva” Dobrzyńska

Tytuł: „Zobaczyć iskry”

Autor: Grażyna Kamyszek

Okładka: miękka

Ilość stron: 225

Wydawnictwo: Białe pióro

Rok wydania: 2014

About the author
Technik MD, czyli maniakalno-depresyjny. Histeryczna miłośniczka kotów, Star Treka i książek. Na co dzień pracuje z dziećmi, nic więc dziwnego, że zamiast starzeć się z godnością dziecinnieje coraz bardziej. Główna wada: pisze. Główna zaleta: może pisać na dowolny temat...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *