Zgiełk czasu – Julian Barnes

0

c73268c1c753cec-zgielk-czasuTotalitarna Rosja i totalna miłość do muzyki, władza kontra sztuka, partia a artysta – wokół tych tematów krąży narracja „Zgiełku czasu”. Powieści, w której Julian Barnes prowadzi nas przez kluczowe momenty w życiu jednego z najważniejszych kompozytorów XX wieku – Dmitrija Dmitrijewicza Szostakowicza. Trzy konkretne wydarzenia będą miały konkretne daty: 1936, 1948 i 1960 i złożą się na pełen rozważań tryptyk.

Wszystko zaczyna się od sceny, w której kompozytor z walizką w ręku stoi przed windą, w budynku, w którym znajduje się jego mieszkanie. Nie chce, by żona i córka były świadkami zabrania go przez NKWD. Spodziewa się ich codziennie, odkąd Stalin wyszedł z Teatru Bolszoj w środku opery „Lady Makbet mceńskiego powiatu”, a na drugi dzień ukazała się w „Prawdzie” jej recenzja. Dwanaście lat później Szostakowicz wraca z USA – został wysłany jako reprezentant komunistycznego państwa na Kongres Kultury i Nauki w Obronie Światowego Pokoju. Czyta tam dwa nie swoje przemówienia, a spotkania z nim, co boleśnie przeżywa, odmawia Igor Strawiński. 1960 rok jest już czasem bez Stalina, ale to wtedy artysta wstępuje do partii i podpisuje listy potępiające Sołżenicyna i Sacharowa.

Te trzy kluczowe momenty dla Szostakowicza zmuszają go do refleksji. Barnes podążą jego myślami, choć używa do tego narracji w trzeciej osobie. Powolne tempo i wielokrotnie przypominane wspomnienia pozwalają lepiej przyjrzeć się decyzjom bohatera. Autor ma dla niego wiele zrozumienia, nie pozostawia raczej wątpliwości co do jego intencji. Każda nawet najgorsza decyzja poprzedzona jest strachem i – de facto – nie jest wyborem. Opresyjny ustrój ma ogromny wpływ na każdy nawet najmniejszy krok kompozytora, szczególnie związany z muzyką.

Barnes balansuje na granicy faktów biograficznych oraz fikcji literackiej, ukazując przede wszystkim Szostakowicza jako artystę, ale i kochanka (męża). Pozwala prowadzić mu monologi wewnętrzne, w których kompozytor świadomy jest swojego upadku jako człowieka. Pisarz pokazuje dramat artysty, który staje się marionetką w rękach władzy, którego decyzje są tak naprawdę już za niego podjęte – podobnie jak artykuł w „Prawdzie” podpisany jego nazwiskiem, który ukazuje się po powrocie z USA.

Zgiełk czasu” jest niezwykle smutną konstatacją, że sztuka nie zawsze może być wentylem wolności. Szostakowicz nienawidzi tej władzy, wydaje mu się, że nie jest w stanie z nią żyć, a jednak żyje i na tym polega jego największy dramat. Barnes znakomicie zresztą oddał tę dwoistość swojego bohatera, który z jednej strony nie identyfikuje się z tym, co robi władza, a z drugiej – podpisuje listy przeciwko pisarzom, wygłasza napisane dla niego odczyty. Sam kompozytor zadaje sobie – często nie wprost – pytanie o konformizm, o niewypowiedziany sprzeciw, ale też wyraża milczącą zgodę.

Najnowsza powieść Juliana Barnesa to przejmująca opowieść o dramacie artysty żyjącego w czasach zupełnie nie dla sztuki. Wspaniale napisana, zmuszająca do refleksji nie tylko na temat człowieczeństwa, ale i władzy, jej granic.

Tytuł: „Zgiełk czasu”

Autor: Julian Barnes

Przekład: Dominika Lewandowska-Rodak

Wydawnictwo: Świat Książki

Premiera: październik 2017

Podziel się

O autorze

Anna Godzińska

Ukończyła studia doktoranckie na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Szczecińskiego, autorka tekstów o miłości poza fikcją w magazynie Papermint oraz o literaturze w Magazynie Feministycznym Zadra. Fanka kobiet - artystek wszelakich, a przede wszystkim molica książkowa;)

Odpowiedz