Z tej mąki nie będzie chleba, czyli „Diabelski Młyn” Anety Jadowskiej

1

677540-352x500„Wszystkie ścieżki prowadzą do Archiwum. Czy jakaś prowadzi z powrotem do domu?
Robin nie wie nic na temat swojej przeszłości. Ale Nikita wreszcie znalazła sposób, by to zmienić. Nie będzie to proste, ale czy coś w ich życiu takie jest?
Nikita i Robin ruszają w niebezpieczną podróż przez Bezdroża, by dotrzeć do źródeł tajemnicy – do Archiwum, miejsca, które kryje wszystkie sekrety Zakonu Cieni.
By tam dotrzeć, potrzebują pomocy Cygańskiego Księcia i jego Taboru, bo tylko magia Niespokojnych pozwoli im przeżyć zetknięcie z mroczną magią Bezdroży i Rubieży. Za to oni muszą pomóc Taborowi uruchomić Lunapark i ożywić niesamowity Diabelski Młyn.
A gdy we wszystko mieszają się nordyccy bogowie, berserk, potężny bóg lasów oraz młodociany smok wiadomo, że Robina i Nikitę czeka intensywna, szalona i zaskakująca przygoda”.

Po Diabelski Młyn sięgnęłam tylko po to, by sprawdzić, czy Akuszer bogów był wypadkiem przy pracy. Dziewczyna z Dzielnicy Cudów zdecydowanie nie przypadła mi do gustu, ale drugi tom serii o Nikicie okazał się zadziwiająco przyzwoitą powieścią, przynajmniej w kategorii popkulturowej rozrywki. Trzeci tom miał być rozstrzygającym o jakości serii.

Wiele o charakterze Diabelskiego Młyna mówi to, że w żaden sposób nie sprawia wrażenia zwieńczenia trylogii. Co więcej, jeśli rzeczywiście to ostatni tom, znacząco obniża wartość pozostałych dwóch poprzez pozostawienie nierozwiązanych wątków (chociażby tajemnicy Karmy, którą sygnalizowało zakończenie poprzedniej części) albo urwanie ich bez większego uzasadnienia. Wątek Kosmy jest chyba jednym z najgorzej poprowadzonych, a jego zakończenie ma charakter sprawozdania zdanego bohaterce przez postaci z trzeciego planu, co pozbawia go jakiegokolwiek emocjonalnego wydźwięku, pomimo tragicznego zakończenia. Książka ta udowadnia jedynie, że autorka nie miała pomysłu na serię, fabułę sklejała w miarę pisania, nie edytowała tego, co napisała wcześniej, aby ujednolicić całość, a redakcja nie przyszła jej z pomocą. Trzeci tom jest najsłabszy pod względem kompozycyjnym, roi się w nim od podstawowych błędów wynikających z braku refleksji nad konstrukcją fabuły, niewłaściwie rozłożone jest napięcie. Męczy w czasie lektury zbędnymi dłużyznami, które sztucznie rozpychają objętość książki, nie wnosząc nic do treści (rozmowa z Saszą pod prysznicem, odsiecz siostrom Verde czy wyprawa po Flap Jacka nie mają żadnego wpływu na fabułę). Wszystkie te wady autorka próbuje zamaskować barwnymi postaciami i porywającymi opisami, ale to jak odmalowywanie rozpadającego się domu bez wzmocnienia konstrukcji –farba tylko uwypukla pęknięcia w ścianach. Podejrzewam, że dla docelowych odbiorców Jadowskiej taki zabieg wystarczy, aby uznać powieść za udaną. Dla zainteresowanych dobrą literaturą to znak, że na Jadowską nie ma co pod tym względem liczyć w najbliższej przyszłości. Pozostaje mieć nadzieję, że Sin Qua Non zarobi na tej powieści dość, aby pozwolić sobie na wydanie czegoś interesującego.

Zalety Diabelskiego Młyna można wymienić na palcach jednej ręki. Przez powieść przewija się cała plejada ciekawych postaci, takich jak Cygański Książę i członkinie jego taboru. Większość z nich to zmarnowany potencjał, ponieważ nic nie wnoszą do powieści poza wyglądem: dwuoka wiedźma Azul, siostry Verde, Sasza czy stada kotołaków. Mały smok Henio również jest jedynie ozdobnikiem, który plącze się pod nogami. Enigmatyczny Percy skupia na sobie mnóstwo uwagi, ale nie ma nic do zaoferowania, jeśli chodzi o wkład w prezentowaną opowieść. Większość postaci to jednak zwykłe popkulturowe klisze, jak chociażby sadystyczna szalona naukowczyni Serano. Opis Rozdroży i Rubieży jest niezwykle ciekawy i znacząco poszerza obraz świata przedstawionego, ale to tylko piekło zmarnowanych możliwości. Także magiczny Lunapark to porywająca koncepcja, jednak poza tym, że dobrze wygląda, nie ma nic wspólnego z Nikitą i Robinem, z historią, która rzekomo miała zostać opowiedziana w tym tomie, ani nie wpływa na świat powieściowy. Być może ten motyw lepiej sprawdziłby się w osobnym opowiadaniu, bo w powieści jedynie odciąga uwagę od głównego wątku. Widać zresztą, że Jadowska jest znacznie bardziej zainteresowana tym, żeby coś wyglądało – w jej mniemaniu – dobrze, niż żeby miało sens.

Jedynym pozytywnym elementem powieści, który nie rozczarowuje i nie odciąga niepotrzebnie uwagi od fabuły, jest zacieśniająca się relacja pomiędzy Nikitą i jej berserkiem. To też jedyny konsekwentnie poprowadzony wątek, który pojawił się już w pierwszym tomie. Nikita uczy się akceptacji i współpracy z tą stroną swojej natury, którą wypierała przez długie lata. Ona i berserk zaczynają się komunikować, poznajemy też jego wersję ich wspólnej historii. To także jedyny motyw w powieści, który śledziłam z uwagą. Pod wieloma względami jestem zdziwiona, że Jadowskiej udało się napisać coś, co ma długofalowe konsekwencje na przestrzeni kilku tomów, biorąc pod uwagę, że zwykle na początku rozdziału nie pamięta już, co pisała w poprzednim. Oczywiście sposób napisania tego wątku to już inna kwestia, ponieważ każdy powrót narracji do relacji bohaterki i berserka zaczyna się od powtórzenia statusu ich związku, od momentu, kiedy potwór pojawił się w jej życiu. Za każdym razem. Na tym etapie lepiej znam życiorys berserka i Nikity niż swój własny, a to trudne, jako że autorka nie mogła zdecydować się na jedną wersję życia Nikity.

Poziom językowy to jeden z największych problemów w twórczości Jadowskiej. W tym tomie nagminne były nie tylko anglicyzmy, ale także używanie wprost angielskich terminów, przez co powieść sprawia wrażenie niechlujnej. Język potoczny i literacki jednak czymś się różnią, a to, co mogłoby uchodzić w dialogach, nie powinno znaleźć się w narracji. Nawet pierwszoosobowej. Jeszcze większym problemem językowym jest swoista schizofrenia: bohaterowie sprzeciwiają się seksistowskim zachowaniom innych postaci, ale narracja przepełniona jest seksistowskim językiem. Charakter narracji Nikity przypomina ten z Dziewczyny z Dzielnicy Cudów, gdzie bohaterka dopuszczała się przemocy seksualnej zupełnie nieświadoma, że robi coś złego. Twórczość Jadowskiej osiągnęła tutaj poziom memów o mężczyznach wartościujących postaci kobiece przez pryzmat biustu. Do tego dochodzi stereotypizacja i bezrefleksyjne powielanie kulturowych i popkulturowych wzorów. Znalazł się nawet „żart” o porywaniu dzieci przez tabory.

Najsłabszym elementem powieści jest wątek Robina. Teoretycznie Diabelski Młyn powinien skupić się na nim, obrazować jego podróż w poszukiwaniu tożsamości. Wprowadzona została nawet w niektórych rozdziałach narracja z jego punktu widzenia. Jednak ujawnienie wielkiego sekretu skompresowano na ostatnich stronach tak, że jest po prostu powierzchowne i rozczarowujące. Brak tu emocjonalnego napięcia, informacje są podawane, a nie odkrywane, dramaturgia nie istnieje. I zasadniczo poznajemy tylko pochodzenie Robina, a nie jego tożsamość. Bo tej zwyczajnie nie ma. Składa się z uzdrowicielskiej magii, popkulturowych nawiązań i celnych strzałów. Jego magia zdobywa sympatię otoczenia, bo on sam nie ma nic do zaoferowania jako postać. Seria o Nikicie to teatr jednego aktora. Robin jest jedynie rekwizytem. Podobnie jak wszystkie pozostałe postaci.

Można się tylko cieszyć, że to już koniec, chociaż zostało tyle nierozwiązanych wątków, że nie zdziwię się, jeśli Jadowska powróci do tego świata i bohaterów. Ja na pewno nie wrócę już do jej książek. Jedna przyzwoita powieść to o wiele za mało, aby mówić o potencjale pisarki.

Tytuł: Diabelski Młyn

Autorka: Aneta Jadowska

Wydawnictwo: Sin Qua Non

Liczba stron: 400

Premiera: sierpień 2018

Podziel się

O autorze

Aldona Kobus

(ur. 1988) – absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, doktorka literaturoznawstwa. Autorka "Fandomu. Fanowskich modeli odbioru" (2018) i szeregu analiz poświęconych popkulturze. Prowadzi badania z zakresu kultury popularnej i fan studies. Entuzjastka, autorka i tłumaczka fanfiction.

1 komentarz

  1. Ja właśnie siedzę na recenzją tego tomu.
    Zdecydowanie jestem zawiedziona rozwiązaniem zagadki Robina i tym, co i jak stało się z Kosmą. Trzeci tom nie tylko nie zamknął wątków, ale wręcz je rozgrzebał.
    Ogólnie jednak bardzo dobrze bawiłam się czytając tę książkę. Może po prostu nie zwracam uwagi na niektóre aspekty, bo tak rzadko sięgam po fantastykę.

Odpowiedz