Wywiad z Beatą Anną Symołon: Staram się przede wszystkim być sobą. Tylko tyle. Czasami inni dodają: człowiek instytucja.

2

Beata1

BEATA ANNA SYMOŁON. Krakowianka. Studiowała teatrologię na Uniwersytecie Jagiellońskim i filozofię na Papieskiej Akademii Teologicznej. Animatorka działań artystycznych, krytyk sztuki, redaktor. Prowadzi w Krakowie swój salonik poezji (SABAS) i Salonik Poetycki, otwiera wystawy, opublikowała wiele recenzji i tekstów naukowych, a także wstępów do tomików i katalogów wystaw.

M.P.: Kim właściwie jesteś? Pełnisz tak wiele funkcji i głęboko tkwisz w swoich pasjach. Jak zatem siebie określasz, a jak zdecydowanie nie określasz? A może jesteś kimś pomiędzy własną preferencją a stanem faktycznym?

Na mojej wizytówce widnieje: Beata Anna Symołon oraz numer telefonu i mail. Imię i nazwisko zapisane właśnie tak jak powyżej, kursywą. Staram się przede wszystkim być sobą. Tylko tyle. Czasami inni dodają: człowiek instytucja. Coś w tym jest.

M.P.: Co najbardziej lubisz w roli prowadzącej spotkania autorskie?

Właściwie wszystko. Lubię zapraszać znanych mi już autorów i artystów, poznawać nowych i ich dorobek, ciekawi mnie bowiem świat przedstawiony. Przyjemnością jest dla mnie pisanie scenariuszy – niby cały czas o poezji i literaturze, ale za każdym razem jakoś inaczej. Lubię prowadzić spotkania, gdyż w rozmowie, interpretacji wierszy, w pytaniach z sali zawsze pojawia się jakiś element zaskoczenia. Lubię słuchać i potrafię słuchać, dlatego ciągle uczę się czegoś od innych. Podsumowania fotograficzne także bywają miłe…

Nie byłabym sobą, gdybym nie dodała, że przyjemność sprawia mi przygotowywanie stylizacji na każde spotkanie. Ubrania to mój kolejny żywioł.

M.P.: Dlaczego wybrałaś sztukę?

Kiedyś kochałam przede wszystkim teatr, a potem poziom teatru tak opadał i opadał, a ja stawałam się nim coraz bardziej rozczarowana. Dlatego odeszłam od ulubionej teorii i historii teatru dość daleko, a od teatru współczesnego jeszcze dalej. Po latach znowu chodzę do teatru, ale mam już do niego dystans.

Przestrzeń po teatrze latami wypełniały przede wszystkim literatura (głównie angielska), malarstwo – napisałam sporo recenzji dla różnych pism i do katalogów wystaw, fotografia – podobnie: pisałam o niej, sama fotografuję, wystawiam. Potem przyszła poezja… Sama do mnie zapukała i poprosiła, abym się nią zaopiekowała. I tak zostało! Choć może nie całkiem przypadkowo, gdyż już w czasie studiów poświęcałam poezji i spotkaniom prowadzonym przez prof. Mariana Stalę sporo uwagi.

W literaturze i sztuce odnalazłam spokój, piękno, harmonię. To, co mi się nie podoba – odrzucam. W teatrze byłoby to trudne, o ile nie niemożliwe.

M.P.: Od kiedy zaczęła się Twoja przygoda z Salonem Artystycznym SABAS?

Najpierw prowadziłam pojedyncze spotkania dla zaprzyjaźnionych autorów. Gdy w 2010 r. ukazała się antologia „Podgórskie klimaty” pod redakcją Anny Kajtochowej i moją, poprowadziłam jej promocję, w czasie której okazało się, że znam osobiście wszystkich 50 zaprezentowanych w niej autorów. I tak się zaczęło…

Właściwy Salon Artystyczny Beaty Anny Symołon (SABAS) powstał we wrześniu 2010 r. z potrzeby integracji środowiska poetów i artystów związanych przede wszystkim z Wolą Duchacką, ale i całym Podgórzem. Dość szybko reszta Krakowa, jak również goście z zewnątrz – z Polski i Europy, zaczęli zmieniać pierwotne założenia. To dobrze, ponieważ kolejne napływające inspiracje potwierdzają sens kontynuowania pracy. Spotkania SABAS-owe odbywają się w Klubie Kultury Wola Duchacka Wschód (ul. Malborska 98) w każdy drugi wtorek i czwarty czwartek miesiąca. Niekiedy przenoszą się do Parku Duchackiego lub gościnnego Ogrodu Botanicznego. W 2013 roku został zainaugurowany przeze mnie nowy cykl spotkań autorskich dla najmłodszych – Bajowa Wola. A od października tegoż roku spotkania SABAS-owe odbywają się także w niezwykle przyjaznym literaturze miejscu – renesansowym, pamiętającym Reja, Kochanowskiego i Górnickiego, Dworku Białoprądnickim (ul. Papiernicza 2) – w pierwszy i trzeci poniedziałek miesiąca. Zasadniczą cechą tych spotkań jest dążenie do synkretyzmu prezentowanych utworów i prac. Warto promować poezję żywą, właśnie powstającą, poetów aktywnych twórczo, nic bowiem nie zastąpi uczestnictwa w procesie kreacji, tylko sama kreacja, a ta dla niewielu jest dostępna. SABAS-owa scena gościła już dziesiątki poetów, pisarzy i krytyków, malarzy, grafików, muzyków, wokalistów, aktorów… Najmłodszym dzieckiem SABAS-u są „Środy Poetyckie” – cykl spotkań odbywających się w każdą środę w restauracji „Pod Katarynką” przy ul. Brzozowej 15. Czasami SABAS wędruje po Krakowie -– i też jest ciekawie.

Beata2

M.P.: Jakich gości najczęściej wspominasz i dlaczego?

Silne indywidualności, wielkich twórców… Niechętnie wspominam ludzi złośliwych. Na szczęście takich stanęło – jak dotąd – na mojej drodze niewielu. Piękne karty to poeci niepełnosprawni. Cudowna wrażliwość, wierność, lojalność. Przykłady: Jacek Fedorowicz wykonywał przysiady w czasie prezentacji przeze mnie jego artystycznego życiorysu; Józef Baran poprosił o prostszy zestaw pytań; Magdalena Pioruńska w czasie promocji „Twierdzy Kimerydu” tak skupiła się na rozmowie ze mną, że zapomniała o… publiczności.

Wielu muzyków, aktorów, plastyków wpisało się już na stałe w mój Salon. Wieczory z ich udziałem są jak spotkania rodzinne.

M.P.: Czy sama też coś tworzysz? Masz w sobie zacięcie pisarskie i aktorskie czy też wolisz pozostać Hannibalem po drugiej stronie maski?

Piszę. Zawsze pisałam. Mam na koncie ponad 900 publikacji w kraju i za granicą. To oczywiście recenzje i artykuły, czasami posłowia do książek. Byłam redaktorką naczelną trzech pism. Niekiedy piszę prozę poetycką, lubię bowiem maksymalne nasycenie obrazów i znaczeń. Może kiedyś dojrzeję do większej formy, np. do zakończenia książki o Vermeerze czy tomu opowiadań…

Aktorsko wyżywam się na scenie. Mam ją do swojej dyspozycji co najmniej 8-10 razy w miesiącu. Z mikrofonem się zrosłam. Przyjemność sprawia mi czytanie wierszy. Biorę oddech i zaczyna brzmieć cisza. W interpretacji wiersza najważniejszy jest sens, a nie jego linearny zapis.

Beata4

M.P.: Czy sięgasz czasami po wytwory popkultury? Ja np. namiętnie wczytuję się teraz w komiksy o superbohaterach ze stajni DC, a równocześnie czytam Szekspira. Jesteś nastawiona tylko na kulturę wysoką czy zdarza ci się też zakochać w Batmanie?

Nie. To nieznana mi jeszcze przestrzeń. Na razie tropy wyznaczają setki przeczytanych książek, muzyka – głównie klasyczna – i poezja śpiewana. Malarstwo… Staram się wybierać dobre i bardzo dobre wystawy. Chodzę na koncerty. Lubię bezpośrednie obcowanie ze sztuką. To rozwija.

M.P.: Co jest Twoim głównym celem w pracy twórczej? W czym jesteś najlepsza?

Może jeszcze tego nie odkryłam?

M.P.: Gdybyś miała przekazać czytelnikom Szuflady jakieś rady na temat pracy w branży kulturalnej i artystycznej, to jakie by one były?

Jeżeli chce się być dobrym w tym, co się robi, to trzeba to kochać. Sztukę i literaturę raczej nietrudno obdarzyć miłością. A one tę miłość odwzajemnią. Jednak jeżeli chce się utrzymać poziom, to raczej nie można liczyć na pieniądze. To cena, jaką, przynajmniej na razie, płaci się w Polsce za elitarność.

Beata3

M.P.: Czego Ci możemy życzyć w przyszłości? Dobrego performance’u, a może po prostu pozytywnych wibracji?

Pozytywnych wibracji nigdy dość!!!

Może tego, by ludzie zaczęli szukać przestrzeni dla rozwoju osobistego. Bo żeby ludzie byli partnerami do twórczego dialogu, trzeba, aby stali się krytyczni wobec rzeczywistości i siebie.

Rozmawiała: Magdalena Pioruńska

Podziel się

O autorze

Magdalena Pioruńska

twórca i redaktor naczelna Szuflady, prezes Fundacji Szuflada. Koordynatorka paru literackich projektów w Opolu w tym Festiwalu Natchnienia, antologii magicznych opowiadań o Opolu, odpowiadała za blok literacki przy festiwalu Dni Fantastyki we Wrocławiu. Z wykształcenia politolog, dziennikarka, anglistka i literaturoznawczyni. Absolwentka Studium Literacko- Artystycznego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Sama też próbuje swoich sił w roli nauczyciela kreatywnego pisania. Dotąd wydała książkę poświęconą rozpadowi Jugosławii, zbiór opowiadań fantasy "Opowieści z Zoa", a także jej tekst pojawił się w antologii fantasy: "Dziedzictwo gwiazd". Autorka powieści "Twierdza Kimerydu". W życiu wyznaje dwie proste prawdy: "Nikt ani nic poza Tobą samym nie może sprawić byś był szczęśliwy albo nieszczęśliwy" oraz "Wolność to stan umysłu."

2 komentarze

  1. Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem ten wywiad. Bardzo wiele ciekawostek z kariery i działalności Pani Beaty, Jej pasji, zaspokoiło moją ciekawość. Dzięki temu wywiadowi, Pani Magdaleno, osoba Pani Beaty przestała być dla mnie anonimowa. Ponieważ jestem z poza Krakowa – nie miałem możliwości Jej poznania od tej strony. Pozdrawiam obie Panie i załączam ukłony !

Odpowiedz