Wywiad: Joanna Lech

14248103_1507175639307984_1954846674_o

Joanna Lech: Pisarka i poetka, autorka powieści Sztuczki, tomów wierszy Zapaść, Nawroty i Trans. Laureatka wielu konkursów literackich, m.in. PTWK, im. R. M. Rilkego, im. J. Bierezina, nominowana do Nagrody Literackiej NIKE 2011 i Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius. Stypendystka Miasta Krakowa i Fundacji Grazella. Felietonistka Korporacji Ha!art. Mieszka w Krakowie, kompulsywnie podróżuje, fotografuje i czyta.

1. Czym dla Ciebie jest poezja, a czym nie jest?

Jest odruchem. Kompulsją. Bywała swoistą autoterapią, chociaż wcale nie twierdzę, że to dobra droga. Również odreagowaniem, uporządkowaniem myśli, zwersyfikowaną fotografią wspomnień. Widokóweczką. Zwyczajnie historią. Taką, która musi zostać opowiedziana, chociażby tylko białej kartce. Językowym figlem. Puszczaniem oka – czasem do całego świata.

Nie jest na pewno dobrym miejscem do walki o cokolwiek, nawet w imię najbardziej zacnych idei. Są skuteczniejsze metody, bez szkody dla literatury, która jednak zawsze coś na tym traci – tak mi się wydaje. Wiem, że to niepopularna opinia, ale jednak nie czytałam nigdy naprawdę dobrego wiersza z kręgu poezji tzw. zaangażowanej. Na pewno poezja nie powinna być też ołtarzykiem, miejscem do hodowania ego autora. Łatwą metodą na spełnienie/zaistnienie w czymkolwiek  – to w ogóle nie jest ta droga.

2. Jak zmieniało się twoje spojrzenie na własną twórczość, odkąd zaczęłaś zdobywać nagrody literackie? Piszesz teraz inaczej?

Dość dużo czasu upłynęło, odkąd dostałam jakąkolwiek nagrodę literacką, ale na pewno nagrody nie wpłynęły znacząco na mój sposób pisania. Oczywiście, dobrze jest być docenionym, mieć poczucie, że to, co się pisze, zostanie kiedyś wydane i że może ktoś na to czeka, że ta codzienna, upojna harówka po godzinach i nocach ma w końcu jakiś sens. Jednak to wciąż jest wsobna praca, niestety, głównie nad sobą. I żadna nagroda, mam nadzieję, nie zmieni mojego podejścia.

W porządku, na pewno pojawiła się jakaś presja, żeby trzymać poziom, a najlepiej, żeby się jeszcze rozwijać. Na pewno też w jakimś momencie zaczęłam dużo mniej pisać. I znacząco mniej publikować. Stawiam na jakość, po prostu. Czy się opłaci – to się okaże.

3. Co oznacza dla ciebie jakość w literaturze? Czym powinna się charakteryzować?

Zawsze uważałam, że dobra opowieść to taka, która musi w autorze dojrzeć. Ugnieść się, niejako ustatkować, zanim zostanie spisana. Z drugiej strony pisarz też musi dojrzeć do swojej fabuły, o tak. Prawdziwie dobra opowieść musi wypływać z wnętrzności, a więc mieć korzenie w realnym życiu, to znaczy: trzeba się najpierw dużo samemu nażyć, nasłuchać i podsłuchać, żeby tę książkę dopiero dobrze w sobie unieść. Jak ferment wina –posłużę się wytartą metaforą (śmiech). Literatura powstaje z bólu i głodu i pisze się ją też trochę po grudzie. Bo żeby stworzyć coś wartościowego, trzeba mieć sporo odwagi i nieco, tak myślę, naiwnego samozaparcia, żeby pójść nieznaną wcześniej drogą, poza schematem, bez ścieżek na skróty, na łatwiznę. Nic wartościowego przecież nigdy nie wypłynęło z łatwego życia, z umysłu pogrążonego w komfortowym samozadowoleniu. Podsumowując: miarą dobrej literatury jest głód – życia i opowieści. I –chyba najbardziej – ludzi.

4. Podobno jesteś zagorzałą podróżniczką. Dokąd najchętniej jeździsz i czy podróże wpływają na twoją twórczość?

Ach, bo ja uwielbiam uciekać (śmiech). Niestety, kierunki moich podróży to jak na razie te najtańsze, uzależnione od aktualnych promocji tanich linii lotniczych, planów znajomych, od zasobów i wolnego czasu, który przecież wciąż się kurczy, najbardziej zaś od zaproszeń przyjaciół, którzy akurat gdzieś się przenoszą, mieszkają, mają wolną kanapę, czas i chęci pozwiedzać. To także kwestia łutu szczęścia. Trochę więc wygląda to na dziado-podróżowanie, ale wcale nie na skróty. Gdybym mogła wybierać, na własną rękę lubię wyskoczyć na wschód – zupełnie spontanicznie, z przypadku, ponieważ mam tam wielu dobrych znajomych. Mogłabym też spokojnie zaszyć się w chatce w środku polskiego pustkowia. A z ambitniejszych planów – chciałabym zobaczyć wreszcie Katalonię.

Próbowałam pisać dzienniki podróżne, przez chwilę prowadziłam bloga, niestety, nie bardzo mi wychodzi takie spisywanie po czasie. A sposób, w jaki zwiedzamy, czyli: zobaczyć jak najwięcej jak najmniejszym kosztem w jak najkrótszym czasie, raczej nie pozwala na robienie notatek. Wciągnęłam się za to w fotografię, to też dobry sposób, żeby uchwycić te wszystkie  historie. Kto wie, może je kiedyś przywrócę do życia, spisane ze zdjęć?

Najbardziej chciałabym zamieszkać kiedyś w obcym mieście, tak przynajmniej na miesiąc. Gubić się co dzień w jego ulicach, zapisywać nocami. Wejść w jego tkankę, wtopić się w tłum, chociaż raz nie być turystką, a udawać mieszkańca, no wiesz – chłonąć.

5. Myślisz o jakimś konkretnym mieście? A jeśli tak, to dlaczego akurat o tym?

Kiedyś tym marzeniem była Barcelona, ale obecnie myślę o mieście, w którym naprawdę żyją ludzie, a nie tylko grupy turystów na starym mieście. Być może byłby to Berlin, oczywiście też pełen zwiedzających, nierzadko też naprutych, krążących pomiędzy klubami nocnymi a metrem, ale oprócz tego to miasto pełne właśnie tej pozytywnej energii, w którą się łatwo wchodzi, obfitujące w zieleń i ścieżki rowerowe,  muzykę na ulicach, mające klimat nieustajacego thrillera i przede wszystkim pełne historii, które same puszczają do ciebie oko, na każdym kroku, w biały dzień. To miasto jest niesamowite, marzę, żeby tam wrócić choć na chwilę.

6. Co najbardziej pociąga cię we współczesnej poezji? Kogo chciałabyś nam polecić i dlaczego?

Przykro mi, ale właściwie nigdy specjalnie nie pociągała mnie poezja. Jest parę książek i mogłabym, oczywiście, przytoczyć tytuły oraz pewnie kilka oczywistych nazwisk koleżanek i kolegów, docenionych i znanych, i tych niestety mniej, których cenię i podczytuję, ale zamiast tego wolałabym polecić dobrą płytę albo film. Może to dziwnie zabrzmieć, ale ja wychowałam się właściwie na filmach. Filmach, muzyce i książkach.

7. W takim razie chętnie sięgniemy po twoją ulubioną muzykę bądź powieść…

Obecnie czekam na najnowszą płytę Nicka Cave’a, Skeleton Tree, to jeden z moich ulubionych szaleńców i dużo niedawno przeszedł, myślę, że nieważne, czy będzie dobra, na pewno będzie poruszać. Jacka White’a też muszę wymienić, nie pozostało na świecie już wielu takich geniuszy jak ten śmieszny człowieczek z gitarą pod pachą, zrobioną z gwoździ i deski. Zupełnie nie dla równowagi gender dorzucam PJ Harvey, ale dlatego, że jest wspaniałą tekściarką, a jej głos to chropowate dreszcze. The Black Keys za wiercenie mi w uszach. Royal Blood, no bo kto w końcu nie lubi tak ładnie spakowanej garażowej liryki? Polecę jeszcze martwy zespół o wdzięcznej nazwie Morphine, ponieważ za mało ludzi (poza moim facebookiem) jeszcze o nim słyszało. Tak samo niedawne odkrycie, The Underground Youth, i kolejne – Alabama Shakes z wokalistką obdarzoną głosem, który może kruszyć diamenty. Podobnie Sonic Youth, ponieważ odkąd ukazała się książka o Kim Gordon, kocham ich nawet bardziej. Z pisarzy – David Foster Wallace, bo „Krótkie wywiady z paskudnymi ludźmi” były niemałym odkryciem, a już niedługo będziemy mieć więcej książek tego autora przetłumaczonych na polski. Kurt Vonnegut – mistrz śniadań z czasów szkolnych, chyba pierwsze poważne książki; oczywiście Zadie Smith, odkrycie sprzed kilku lat i na zawsze, Chuck Palahniuk, bo kiedyś mnie zaciekawiło, jak wygląda konstrukcja książki, na podstawie której powstał „Fight Club”, i to był błąd… A tak serio – nie wiem, czy to nie jest pytanie nawet trudniejsze niż to o poezję Naprawdę można by dużo o tym mówić.

8. Gdybyś miała urodzić się w innym okresie historycznym i pisać poezję, to jaki czas byś wybrała i dlaczego?

Niestety, tu także będę robić uniki. Jestem niewyrodnym dzieckiem swojej epoki, ewentualnie mogłabym przenieść się na tydzień w schyłek lat 60. i popełnić z wiadomomymi gwiazdami rocka jakieś strasznie słabe, pijackie piosenki.

9. O czym właściwie jest twoja poezja? Jak sama lubisz ją interpretować?

O starcie. O zatraceniu  – i w transie, i w obsesjach, i smutku, niestety. O życiu, po prostu. O miłości – chyba najbardziej. Lubię mówić, że Trans, ostatni tomik, jest o polskich współczesnych tańcach towarzyskich, chyba tak właśnie.

10. Dlaczego właśnie o tańcach towarzyskich? Co chcesz przez to powiedzieć?

To jak tańczenie tanga, kiedy się za bardzo nie czuje rytmu, tak mi się wydaje. To znaczy, że wszystkie moje wiersze o miłości są takim tangiem. Rodzajem tańca. Omijania się. Podrygiwania do własnego pulsu w gardle. Tak to, niestety,  już jest.

11. Czego na pewno nigdy nie napiszesz?

Na pewno nigdy nie napiszę historii, która zdarzyła się naprawdę i dotyczyła bliskich mi osób. To są po prostu opowieści prywatne i nie sprzedałabym ich za nic,  nawet, gdybym kradnąc, zmieniła dużo w treści i jeszcze więcej w postaciach. Choćby fabuła była gotowa, jak do książki, i literacko wspaniała.

12. Co jeszcze chciałabyś napisać, ale się boisz albo się wahasz? Jakie są twoje plany na przyszłość i czego możemy ci z całą pewnością życzyć?

Bardzo chciałabym nareszcie skończyć kolejną książkę, znów powieść, tu się boję jedynie własnej słabości. Że nie spełnię oczekiwań, to zawsze jest najgorsza obawa. Nieudolności także, w końcu piszę ją już bardzo długo i całości nie widać.  Jednak nie tracę nadziei, ufam, że nie stracę też ważniejszej rzeczy –motywacji. Proszę mi życzyć serdecznie najsłabszego łącza.

Rozmawiała: Magdalena Pioruńska

About the author
Magdalena Pioruńska
twórca i redaktor naczelna Szuflady, prezes Fundacji Szuflada. Koordynatorka paru literackich projektów w Opolu w tym Festiwalu Natchnienia, antologii magicznych opowiadań o Opolu, odpowiadała za blok literacki przy festiwalu Dni Fantastyki we Wrocławiu. Z wykształcenia politolog, dziennikarka, anglistka i literaturoznawczyni. Absolwentka Studium Literacko- Artystycznego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Dotąd wydała książkę poświęconą rozpadowi Jugosławii, zbiór opowiadań fantasy "Opowieści z Zoa", a także jej tekst pojawił się w antologii fantasy: "Dziedzictwo gwiazd". Autorka powieści "Twierdza Kimerydu". W życiu wyznaje dwie proste prawdy: "Nikt ani nic poza Tobą samym nie może sprawić byś był szczęśliwy albo nieszczęśliwy" oraz "Wolność to stan umysłu."

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *