W przyszłości nie będzie nic ludzkiego, czyli „Wypalić Chrom” Williama Gibsona

0

426357-352x500William Gibson jest jednym z najbardziej przereklamowanych autorów science fiction. Jego proza rzadko bywa koherentna, a nagromadzenie żargonu mylone jest z wizjonerstwem. Zagrzebał się też w cyberpunku, najmniej wymagającym gatunku fikcji spekulatywnej, gdzie ten właśnie element spekulacji sprowadza się do wyolbrzymiania istniejących problemów zamiast projektowania ich potencjalnych rozwiązań, jak dzieje się to w przypadku klasycznego SF. Przy czym niezwykłą ironią jest fakt, że sam Gibson pewnych palących problemów współczesnego społeczeństwa po postu nie dostrzega, bo go nie dotyczą. W najgorszym wydaniu bywa bełkotliwy, wtórny i nudny. W najlepszym – jego pisarstwo przypomina proces pisania automatycznego, nie w znaczeniu praktyki pisania nieświadomego, ale jako efekt wyplucia tekstu przez oprogramowanie. Nawet Abulafia z Wahadła Foucaulta Umberta Eco oferowała bardziej logiczne i spójne narracje niż Gibson.

Wypalić Chrom to zbiór dziesięciu opowiadań z gatunku cyberpunku i science fiction, częściowo powstałych we współpracy z innymi pisarzami. Zawiera dwa najsłynniejsze opowiadania Gibsona, czyli Johnny’ego Mnemonica (zekranizowanego w 1995 roku, z Keanu Reevesem w roli głównej) i Hotel New Rose (zekranizowany w 1998 roku). Znamienne jest, że oba opowiadania to w zasadzie podobne fabuły z pogranicza kryminału noir i thrillera, oparte na szpiegostwie przemysłowym, chociaż Hotel New Rose to głównie romans dla panów po czterdziestce. Gibsonowi udaje się całkowicie obrócić w niwecz jakiekolwiek napięcie związane z akcją. W obu przypadkach pierwszoosobowa narracja skupia się na przeżyciach głównego bohatera, mieszczących się całkowicie w przewidzianych schematach zmęczonego życiem i wypranego z emocji osobnika, którego nie czeka już nic dobrego i w zasadzie nie wiadomo, czemu dalej próbuje. Także pierwszoosobowa narracja sprawia, że czytelnik nie ma wystarczających informacji na temat świata przedstawionego, aby zrozumieć, o co właściwie toczy się walka i jaka jest stawka w niebezpiecznej grze podejmowanej przez bohaterów. Gibson wprowadza wiele pojęć, które nic nie znaczą, opisuje technologie, które nie mają prawa istnieć, a ich wpływ na życie bohaterów jest powierzchowny. Mnóstwo okablowania, ale żadnego przepływu danych. Zastosowanie tego typu narracji służy zwykle stworzeniu emocjonalnej więzi z głównym bohaterem, ale w tym przypadku nie ma się z kim utożsamiać. Zabawne jest, że w zasadzie filmy klasy B, jakimi są obie ekranizacje, opowiadają te same historie lepiej niż Gibson.

Oba opowiadania ilustrują też to, co stanowi główny problem twórczości Gibsona, czyli brak ludzkiego pierwiastka. Być może jest to zabieg celowy, służący podkreśleniu sztuczności świata kreowanego przez mechaniczne artefakty i pozbawione duszy technologie, ale w ten sposób autor stwarza coś, co bardziej przypomina bajki dla robotów niż same Bajki robotów Lema. Niemal żadna relacja międzyludzka w jego opowiadaniach nie wydaje się autentyczna. Jego postaci są tak samo sztuczne jak technologiczne frazesy, jakimi się posługują. To przyszłość bez ludzi albo przyszłość, która uczyniła ludzi nieludzkimi. Czy to komentarz na temat wpływu technologii na ludzką kondycję? Czy w ten sposób upodobniamy się do środowiska, jakie sami sobie kreujemy? Czy też po prostu Gibson zdolny jest wymyślić tylko jeden typ bohatera, dla którego wszystkie inne postaci to po prostu elementy fabuły, więc jakakolwiek interakcja jest niemożliwa? Przynajmniej raz udało mu się napisać coś innego. W stworzonej razem z Bruce’em Sterlingiem Czerwonej gwieździe, zimowej orbicie opisuje pułkownika Korolewa, kosmonautę z atrofią mięśni, zdolnego do życia tylko w środowisku stacji kosmicznej, której grozi zamknięcie. Może to wpływ drugiego autora albo zmiany konwencji z cyberpunku na science fiction, ale Korolew to chyba pierwsza trójwymiarowa postać, z jaką zetknęłam się u Gibsona. Samo opowiadanie napisane jest bardzo nie w jego stylu, skupia się na zawiłych relacjach międzyludzkich, które wykształciły się na stacji, i porusza głównie takie tematy jak lojalność, solidarność, zdrada. Opowiada o znaczeniu wsparcia dla najsłabszych członków społeczności i o nadużyciach władzy wobec nich.

Przyznać zresztą trzeba, że Gibson lepiej radzi sobie z science fiction niż z cyberpunkiem. Akcja opowiadania Barbarzyńcy rozgrywa się w odległej przyszłości podróży międzyplanetarnych. Przypadkowy i sporadyczny kontakt z innymi inteligentnymi rasami zaowocował powstaniem swoistego kultu cargo, nowym prymitywizmem – składaniem ludzkich ofiar w postaci kosmonautów na ołtarzu z gwiazd, aby otrzymać w darze kawałki złomu i technologii, obce formy życia zdolne pchnąć do przodu postęp technologiczny na Ziemi. Co znaczy kilka żyć w zamian za fragmenty tajemnicy wszechświata? Czy jest to zbyt wysoka cena? Opowiadanie pisane jest z perspektywy jednego z ludzi odpowiedzialnych za podtrzymywanie przy życiu powracających pilotów, przy czym nie chodzi tu o medyczną kondycję, ale o przemożną potrzebę odebrania sobie życia. Oczywiście u Gibsona wszystko, co dobre w życiu, sprowadza się do seksu i narkotyków, więc takie też rozwiązanie proponowane jest powracającym z pustki kosmosu,  i nic ono nie daje na dłuższą metę. Mimo absurdów fabuły opowiadanie rysuje ciekawy problem, przed jakim staje ludzkość, podsuwa interesujące refleksje na temat odrodzenia się prymitywnego kultu w dobie cywilizacyjnego rozwoju i nawet stanowi próbę wyrażenia jakichś ludzkich emocji. Tutaj jednak pojawiają się ekstrema, które brzmią równie nieprzekonująco, jak emocjonalna martwota w innych opowiadaniach.

Ostatnim ciekawym tekstem zamieszczonym w zbiorze jest Kontinuum Gernsbacka, swoista nostalgiczna wycieczka wspomnień do klasyki amerykańskiego science fiction. Także tutaj bohater pełni w zasadzie pretekstową funkcję wobec snucia retrofutrystycznych wizji. Opowiadanie to hołd dla amerykańskiego marzenia i „złotego okresu” science fiction – lat 50., tego momentu w historii kultury amerykańskiej, w którym Jetsonowie byliby traktowani jak fantazja masturbacyjna. Jest na swój sposób zabawne, stanowi ironiczne rozliczenie się z fantazjami o prospericie jutra, pogrzebane pod cyberpunkowymi dystopiami, które tak spopularyzował Gibson. To odzieranie technofilii z niewinności i naiwności, a jednocześnie przywoływanie pełnych nadziei wizji z połowy poprzedniego wieku i obserwowanie ich przez nostalgicznie soczewki, które wszystko uszlachetniają.

Największym problemem Gibsona jest to, że nie ma nic do powiedzenia o świecie – współczesnym czy przyszłym – i maskuje to żargonem, który ma stwarzać pozory, że to, co autor pisze, ma sens. Jego zaletą jest posługiwanie się językiem. Wizje prezentowane w Wypalić Chrom są puste i pozbawione znaczenia i kontekstu, ale pięknie opakowanie. Gibson jest w sumie estetykiem cyberpunku i w tej funkcji się sprawdza. Radykalnie odrzuca sterylność futurystycznych wizji science fiction. Potrafi przy tym sprawić, że prezentowane przez niego dystopie stają się piękne i pociągające, pomimo brudu, chaosu i brzydoty, która w nich panuje. To swego rodzaju turpizm i dekadencja zatrutych miast i technologicznych koszmarów. Jego pisarstwo mogłoby być dramatyczne, gdyby nie było tak płytkie. Ale sama wartość estetyczna jego twórczości wystarcza, by zrozumieć, czemu ten bełkot jest tak popularny.

Autor: William Gibson

Tytuł: Wypalić Chrom

Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa

Wydawnictwo: Mag

Rok: 2018

Liczba stron: 288

Podziel się

O autorze

Aldona Kobus

(ur. 1988) – absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Autorka "Fandomu. Fanowskich modeli odbioru" (2018) i szeregu analiz poświęconych popkulturze. Pisze pracę doktorską na temat przemian autorstwa w kulturze zachodniej. Prowadzi badania z zakresu pornografii, kultury popularnej i fan studies. Entuzjastka, autorka i tłumaczka fanfiction.

Odpowiedz