Urodzona w wyniku aborcji

Obecnie w Polsce toczą się zażarte dyskusje o tym, czy i kiedy można dokonać aborcji, co najmniej, jakby zbliżały się kolejne wybory parlamentarne. Nowa ustawa regulująca kwestie chorych płodów oraz ciąż z gwałtów,  już teraz wywołuje wiele emocji oraz komentarzy. Dyskusje zbiegły się w czasie z promocją amerykańskiego filmu „October baby”, który nas, Polaków, zdecydowanie może szokować, jednak Amerykanów specjalnie nie dziwi.

Gianna Jessen, bohaterka filmu, który stanowi zarówno jej biografię, jak i daje do myślenia zwolennikom aborcji na zdrowych płodach, to kobieta, w której metryce urodzenia wpisano „Urodzona w wyniku aborcji”. Przez całe lata wychowywana w rodzinie, która ją zaadoptowała, słyszała, że porażenie mózgowe, które przeszła w dzieciństwie, jest skutkiem przedwczesnego porodu. Jednak Gianna czuła, że za słowami przybranej matki kryje się inna prawda i w końcu, w wieku dwunastu lat, poznała ją. Okazało się, że jej biologiczna matka miała siedemnaście lat, kiedy zaszła w ciążę. W połowie siódmego miesiąca ciąży, poddała się zabiegowi jej usunięcia. Szokujące? W Polsce wciąż nie do pomyślenia, że w klinice, gdzie ratuje się dziecko i walczy o jego życie, równocześnie podaje się kobiecie roztwór soli, który wypala płód. I to płód dobrze już rozwinięty. Z drugiej strony nie tak dawno Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł jednogłośnie, że Polska naruszyła trzy przepisy europejskiej konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. W naszej ojczyźnie odmówiono bowiem 14-latce aborcji, ponieważ uznano, że ilość szkód jakie w jej wyniku by się pojawiły przewyższyły by „korzyści” w rozumieniu zgwałconej i jej matki. Niewątpliwie sprawa trudna i „na krawędzi” – nikt nie potrafi jednoznacznie określić jaka decyzja byłaby słuszna, również dlatego, że matką było jeszcze dziecko…

W przypadku Gianny sytuacja również wymknęła się spod kontroli i zamiast umrzeć, przyszła na świat. Lekarz, kiedy zobaczył, że dziecko żyje, nie miał innego wyboru, niż ratować mu życie. Obecnie pani Jessen jest dorosłą kobietą, która jeździ po całym świecie, opowiadając o tym, co się jej przydarzyło i namawia inne kobiety, żeby zdecydowały się urodzić swoje dzieci.

„Ludziom wygodnie jest myśleć o aborcji jak o decyzji politycznej albo prawie kobiet. – Mówi Gianna. – Ale czy ja nie mam racji? Jestem prawdziwa. Jestem człowiekiem. Delikatnie chce zadać wam pytanie, jeśli aborcja dotyczy praw kobiet, to gdzie były wtedy moje prawa?”. Ze swoją biologiczną matką nie widziała się jeszcze ani razu. Twierdzi, że nie jest na nią zła i w pewnym sensie rozumie jej postępowanie, jednak spotkanie z nią byłoby dla niej zbyt trudne. Wie poza tym, że ta kobieta dokonała później kolejnej aborcji. Dodaje: „Po prostu nie wierzę w aborcję. Wierzę w adopcję, a argumenty za aborcją są za słabe aby ją poprzeć.” Te słowa to już nie jest „niemy krzyk”, to świadectwo ocalałej!

Klinika Planned Parenthood, w której Gianna przyszła na świat, mieści się w Nowym Jorku i jest to siedziba amerykańskiej organizacji działającej na rzecz praw reprodukcyjnych. Jej celem jest propagowanie świadomego rodzicielstwa i m.in. szerokiego dostępu do legalnej aborcji. Klinika, gdzie zarówno ratuje się życie, jak i je odbiera, wyrosła z American Birth Control League, której matką założycielką była Margaret Sanger, znana feministka. Przyjrzyjmy się trochę bliżej tej postaci. W 1922 r. wydała książkę pt. „Pivot of civilisation”, gdzie postulowała konieczność pilnej segregacji i sterylizacji kobiet (!).  Znana z określania kobiet, które „nie osiągnęły jeszcze wieku rozrodczego” jako „klasy debili”, zwalczała też rodziny wielodzietne. Trzy lata po publikacji stworzyła pierwszą legalną klinikę regulacji urodzin (późniejszy Planned Parenthhood). Zasłynęła również jako inicjatorka m.in. akcji „Projekt Murzyn” ( 1939 r), kiedy to próbowała przekonać społeczeństwo, że należy ograniczyć rozrodczość czarnych Amerykanów. A to niespodzianka. Po zakończeniu II wojny światowej, jej klinika zmieniła nazwę na „Planned Parenthood”, którą nosi do dzisiaj i gdzie wiele lat później, na świat, w wyniku aborcji, przyszła Gianna Jessen.

Może wydawać się to niewiarygodne, ale na świecie jeszcze wciąż dokonuje się zabiegów na płodach zdrowych i dobrze rozwiniętych. Na przykład prawo w Wielkiej Brytanii pozwala na aborcję do 24 tygodnia życia, a według badań przeprowadzonych w 2004 r. przez The Sudany Telegrach w Hiszpanii, ujawniono, że z Narodowego Systemu Zdrowia dokonywano tam aborcji po 24 tygodniu.

Najbardziej jednak może wydawać się liberalne prawo w USA, gdzie aborcja jest legalna w nieograniczonym zakresie mocy. Stało się to na mocy wyroku Sądu Najwyższego, który w 1973 r. uznał, że ograniczanie kobiecie możliwości przerwania ciąży jest zaprzeczeniem konstytucji USA. Wyrok ten wyniknął z procesu, który rozegrał się w stanie Texas, gdzie Norma L.McCovey, występująca pod pseudonimem „Jane Roe” twierdziła, że jej ciąża jest wynikiem gwałtu i domagała się prawa do jej usunięcia. Długi i skomplikowany proces doprowadził do urodzenia dziecka, które powódka natychmiast oddała do adopcji. Sąd Najwyższy obalił wówczas prawo zabraniające aborcji w stanie Texas, co szybko jednak objęło również inne stany. W Kanadzie natomiast, w 2012 roku największe stowarzyszenie lekarzy, Canadian Medical Association, uznało, że życie ludzkie zaczyna się od momentu urodzin, a nie poczęcia.

Obecnie zaostrzone warunki dopuszczalności przerywania ciąży lub jej całkowity zakaz w Europie obejmuje min Maltę, San Marino, Watykan, Lichtenstein, Irlandię, Polskę, Monako, Andorę oraz większość państw latynoamerykańskich (np. Chile, gdzie istnieje całkowity zakaz aborcji, a wszelkie zmiany w przepisach, są odrzucane). W Afryce to np. Czad, Somalia i Angolia, na Bliskim Wschodzie m.in: Egipt, Syria i Iran, a w Azji Południowo-Wschodniej np. Mjanma (Birma), Indonezja i Filipiny. Filipiny, podobnie jak Chile, są państwem, gdzie istnieje całkowity zakaz aborcji, jednak dopuszcza się przerwanie ciąży dla ratowania życia matki.

Zdumiewające pod tym względem wydaje się prawo w Salwadorze, gdzie nie ma możliwości przerwania ciąży, bez względu na okoliczności, a kobiecie, która tego dokona, grozi kara śmierci.

My jesteśmy o wiele bardziej liberalni. Na razie zmiany w ustawie nie zostały podpisane, więc jeszcze jest czas na polemikę, a jak znam temperament i chęć państwowej interwencji w każdą dziedzinę życia, będzie ona długa albo wręcz nigdy się nie skończy. Niektóre partie, tak jak np. świeżutka i nieopierzona Partia Libertariańska (tworzona na wzór jej amerykańskiej odpowiedniczki) w ogóle nie podejmują się decydowania w tej kwestii za obywateli, pozostawiając to ich sumieniu. Czy to dobra droga? Czy bezbronnym należy się prawo ochrony życia wynikające z prawa naturalnego? Podobnych pytań mogłabym stawiać wiele. Jedynym pewnikiem dla mnie wydaje się być słuszność możliwości suwerennej decyzji matki o aborcji, jeśli ciąża lub poród zagraża jej życiu lub zdrowiu. Reszta jest już wypadkową lewicowych aberracji, fundamentalizmu organizacji pro-life i kontekstu środowiska w jakim żyjemy. Czas pokaże w jakim kierunku podąży prawo, ale zawsze w gąszczu moralnych rozterek powinna mu przyświecać idea dobra nadrzędnego, jakim jest życie dziecka (płodu) oraz matki.

Małgorzata Warda

About the author
Małgorzata Warda
gdyńska pisarka, rzeźbiarka, malarka, autorka kilku powieści, między innymi "Nikt nie widział nikt nie słyszał", "Środek lata" "Dziewczynka, która widziała zbyt wiele". Jej teksty znajdziecie także na jej blogu: www.warda.com.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *