Martyna Raduchowska „Demon luster”

0

d897139

Ida Brzezińska, „niezbędne minimum” oraz medium z darem banshee, napytała sobie niezłej biedy. I tym razem nie może całej winy zwalić na Pecha, gdyż i on nie jest zadowolony z rozwoju wydarzeń. Ida pochopnie złożyła nieśmiertelną przysięgę, obiecując, że przeprowadzi duszę Mikołaja w zaświaty. Sęk w tym, że czarodziej utknął w lustrzanych światach stworzonych przez Kusiciela. Jeżeli Brzezińska nie chce pogrążyć się w niebycie, musi szybko wymyślić, jak go stamtąd wyciągnąć.

„Demon luster” Martyny Raduchowskiej to kontynuacja wydarzeń opisanych w „Szamance od umarlaków”. W porównaniu z pierwszą częścią widać ewolucję w stronę nieco poważniejszej i mroczniejszej opowieści, choć elementów humorystycznych także nie zabraknie. W wielu miejscach autorka posiłkuje się motywami typowymi dla powieści gotyckiej. Nie brak zatem nawiedzonego domu, upiornego ogrodu, niezwykłych roślin, luster otwierających bramy do innych światów, opętania przez demony i egzorcyzmów. Wykorzystanie snów i malowanych pod wpływem podświadomych impulsów obrazów do popychania akcji do także nie jest nowością, ale bardzo dobrze się sprawdza i ma zakotwiczenie w historii opisanej w pierwszej części.

Całość kręci się wokół całkiem zgrabnie wymyślonej intrygi, w której przeszłość Kusiciela odgrywa kluczową rolę. W kreowaniu tej postaci autorka wykorzystała swoją wiedzę z kryminologii i psychologii śledczej, w efekcie czego motywacje Demona Luster są prawdopodobne i z pewnością nie jest to postać tak jednoznaczna, jak mogliśmy wywnioskować z pierwszego tomu.
Konstrukcja fabuły przypomina klasyczny kryminał, w którym bohater próbuje złapać seryjnego mordercę. Aby to zrobić, musi wniknąć w jego psychikę, poznać przeszłość i odkryć, co popchnęło go do popełnienia zbrodni.

Mocną stroną Raduchowskiej jest kreowanie ciekawych, nieidealnych bohaterów, których jednak nie sposób nie polubić. Postacie ewoluują wraz z rozwojem fabuły, co najlepiej widać na przykładzie Idy. Jeżeli nie chce rozpłynąć się w nicości, musi nagiąć swoje dotychczasowe zasady. No, ale jeżeli przyciąga się nieszczęścia niczym magnes opiłki żelaza, to trzeba nauczyć się z tym żyć. W przeciwnym wypadku – niebyt czeka i nie grzeszy cierpliwością.
Powróciła także moja ulubiona postać, ciotka Tekla, bohaterka z jednej strony irytująca, a z drugiej budząca sympatię. Nawet po śmierci nie straciła nic ze swej przenikliwości. W końcu dysponuje szóstym zmysłem (nawet siódmym – jeśli liczyć kobiecą intuicję) i zawsze musi mieć ostatnie słowo.
W „Demonie luster” autorka znacząco rozwinęła postać Kruchego, odsłaniając istotne fakty z jego przeszłości i tym samym rzucając nowe światło na motywacje łowcy, a przy okazji także Rudej, która szczerze nie cierpi Idy i zrobiłaby wszystko, by szamanka od umarlaków zniknęła z WON-u. Pomijam tu oczywisty fakt, że rude są wredne z natury.
Z nowych bohaterów warto wspomnieć o Kornelii Kwiatuszek zwanej Skittles, grubej sekretarce z Archiwum, przejawiającej niezdrowe zamiłowanie do noszenia niegustownych ubrań i to zazwyczaj w krzykliwych odcieniach różu.
Najbardziej ucieszyło mnie pojawienie się Pecha i sposób, w jaki autorka wplotła go w kreację świata, wykorzystując jeden z najbardziej znanych przesądów dotyczących zwierciadeł. No bo kto nie wzdrygnie się przy rozbiciu lustra, wiedząc, że przyniesie to siedem lat nieszczęścia?

W kontynuacji „Szamanki od umarlaków” dowiadujemy się nieco więcej o drugiej stronie naszej rzeczywistości, w której magia i demony są na porządku dziennym. WON okazuje się instytucją taką jak każda inna. Nie brak tu przekrętów, nieuczciwych wyroków i karierowiczów, którzy zrobią wszystko, by zdobyć upragnione stanowisko, a Wydział Wewnętrzny jest gorszy niż złe duchy.
Tym samym pojawia się kolejny element typowy dla powieści kryminalnych. Bohater nie tylko próbuje rozwiązać zagadkę, której korzenie tkwią głęboko w przeszłości, ale musi także zmagać się z wrogością służb nadzorujących jego działania. W teorii powinny pomagać, a w praktyce rzucają kłody pod nogi.
W „Demonie luster” Raduchowska wprowadziła nowych bohaterów obdarzonych magicznymi zdolnościami – siewców wspomnień i siewców zapomnienia. Jak łatwo się domyślić, jedni specjalizują się w dodawaniu fałszywych przebłysków przeszłości, a drudzy odwrotnie – pozwalają zapomnieć o tym, co było.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć o oprawie graficznej książki, za którą odpowiada Dominik Broniek. I okładka, i ilustracje cieszą oko, a co ważniejsze, świetnie oddają klimat powieści.

„Demon luster” Martyny Raduchowskiej z pewnością nie zawiedzie tych, którzy czekali na kontynuację „Szamanki od umarlaków”.

Atmosfera gorąca, szanse na przeżycie marne i nie wiadomo, którędy do wyjścia (s. 130).

Nie brakuje humoru, niebanalnych postaci, wciągającej fantastyczno-kryminalnej intrygi i scen rodem z surrealistycznego horroru. W efekcie dostajemy mieszankę, w której nutą dominującą jest, jak zawsze, imbir i pieprz. A nad całością czuwa niezmordowany Pech, czy raczej – jak on sam by napisał – Peh, więc możecie być spokojni, że Ida, a wraz z nią Wy, czytelnicy, nudzić się nie będziecie.

Barbara Augustyn

Autor: Martyna Raduchowska
Tytuł: „Demon Luster”
Cykl: Szamanka od umarlaków
Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 416
Data wydania: 2018
Ilustracje: Dominik Broniek

Podziel się

O autorze

Barbara Augustyn

Redaktor działu mitologii. Interesuje się mitami ze wszystkich stron świata, baśniami, legendami, folklorem i historią średniowiecza. Fascynują ją opowieści. Zaczytuje się w literaturze historycznej i fantastycznej. Mimowolnie (acz obsesyjnie) tropi nawiązania do mitów i baśni.

Odpowiedz