Listy do przyjaciółki – Jarosław Mikołajewski

0

Mikolajewski_Listy.do_m

„Listy do przyjaciółki” Jarosława Mikołajewskiego to jeden z najlepszych tomów poetyckich tego roku.


Ciekawy stosunek ma podmiot do miłości – czyni z niej byt osobny i niezależny. Obdarowuje ją wolą i mocą sprawczą. Interesująco charakteryzuje też przyjaźń – jako głęboką relacje osób, które doskonale się rozumieją. Przyjaźń nie wymaga komunikacji werbalnej, podmiot bowiem czyta z oczu adresatce tomu, zna źródła jej radości i bólu. Ale gdzieś między wierszami czai się też nuta goryczy – bo ona nie dba o tę znajomość, nie pielęgnuje jej, wykorzystuje.

Każdy wiersz z „Listów…” to intymna opowieść. Czasem nieświadomie, niekiedy zaś z premedytacją podmiot obnaża swoje emocje, lęki i tęsknoty. Wszystkie te wyznania zaadresował do „przyjaciółki” – lecz kim ona jest, nie wiadomo. Raczej nie jest to konkretna osoba, równie dobrze może nią być poezja (bo przecież ona „wszystko przyjmie”, pomoże nazwać i uporać się z pewnymi stanami oraz uczuciami) albo nadzieja, lub nawet śmierć, która nie istnieje.

Lektura „Listów…” prowokuje wiele pytań, m.in. o współczesne relacje międzyludzkie. Podmiot przy okazji mówi o tym, jak trudno się porozumiewać, że rozmowę zastępują gesty czy nawet przedmioty. Zamiast wyznać swoje uczucia wolimy dawać do zrozumienia, że coś czujemy. A to tworzy dystans. Podmiot w ciekawy sposób snuje rozważania na tematy metafizyczne. Niemal na każdym kroku dostrzega ulotność czasu i kruchość życia. Widzi niedoskonałość człowieka, jednocześnie pozostając zafascynowanym jego skomplikowaną naturą. Wielkie wrażenie robi zdolność poety do opisywania konkretnych stanów, które dotychczas – choć każdemu znane – broniły się przed wszelkimi próbami charakteryzowania.

W „Listach…” wielką przyjemność sprawia obserwowanie, jak pojedyncze bodźce wpływają na podmiot i jego potrzebę dzielenia się wrażeniami. Do pisania skłaniają go wspomnienia, przypadkowe spotkania, obserwacja współczesnego świata, kłębiące mu się w duszy pytania o sens życia, ale także choćby przejęzyczenia. Podmiot pod wpływem tych impulsów nie tylko snuje refleksje, ale i wizualizuje konkretne obrazy.

Zachwycające u Mikołajewskiego są takie swego rodzaju półuśmiechy. Bardzo subtelny humor jest udaną próbą równoważenia ciężaru treści. Niedopowiedzenia, (pozorna) ironia i pewna efemeryczność sprawiają, że te wiersze pozwalają się odczytywać na kilku poziomach, dopuszczając nawet sprzeczne interpretacje jako kluczowe do zrozumienia całego zbioru. Swoisty dystans „ja” lirycznego realizowany jest bardzo odważnie, ale właśnie to okazuje się skutecznym sposobem zainteresowania czytelnika, a odrzucenie patosu (nawet w tak poważnych tematach jak samobójstwo) działa na odbiorcę ze zdwojoną siłą. Duże wrażenie robią wszelkie aluzje i odwołania, a także korzystanie z atrybutów codzienności, niepoetyckich eksponatów, będące naturalnym głosem podmiotu.

W „Listach…” podmiot skupia się cierpieniu, brakach, rozczarowaniach. Nawet gdy mówi o czymś pozytywnym, to między wierszami albo wprost w puentach powraca jakieś zwątpienie, zawód, mylne wyobrażenia. Te rozważania prowadzą jednak do swego rodzaju katharsis. Być może nawet ta surowa analiza własnych niedoskonałości i wad świata sprawia, że podmiot kocha życie jeszcze bardziej. Bo przecież w tej przestrzeni poza ułomnościami są jeszcze drobne zachwyty, zwyczajne elementy codzienności, są piękne wspomnienia, jest wreszcie sztuka. A „ja” liryczne to artysta, poszukuje odpowiedzi na swoje pytanie nie tylko w życiu, ale i m.in. w literaturze.

Jestem zafascynowaną poezją Mikołajewskiego. Wiele o niej można napisać, a ona i tak będzie umykać, robić uniki i nie pozwoli się w pełni scharakteryzować. Te wiersze dużo odsłaniają, ale jednocześnie potrafią też co nieco zamaskować. Trudno przejrzeć podmiot, który nie chce być do końca przejrzany, niemniej wędrówka śladami jego prawdziwej natury i szczerych (często ukrywanych) emocji jest zachwycającą podróżą czytelnika także w głąb siebie oraz weryfikacją dotychczasowych wyobrażeń.

Kinga Młynarska

Podziel się

O autorze

Kinga Młynarska

Mama dwójki urwisów na pełny etat, absolwentka filologii polskiej z pasją, miłośniczka szeroko pojętej kultury i sztuki. Stawia na rozwój. Zwykle uśmiechnięta. Uczy się życia...

Odpowiedz