Koreańczycy – Frank Ahrens

3121Wszystko zaczęło się od tytułu. To on był przyczyną mojego rozgoryczenia, zdenerwowania, a w końcu wewnętrznego konfliktu dotyczącego ewaluacji tej książki. Polski tytuł „Koreańczycy” zwiastuje fachowy reportaż o życiu codziennym w Korei, połączony z równie fachową analizą tamtejszego społeczeństwa – coś jak „Światu nie mamy czego zazdrościć”, tyle że o południu. Amerykański tytuł, który jest zbyt długi, by go tu przytoczyć, pokazuje, czym ta książka w rzeczywistości jest: bardzo indywidualnym zapiskiem przeżyć, w którym POJAWIAJĄ SIĘ ciekawe fakty i obserwacje.

Nie lubię Franka Ahrensa. Brzmi to mało profesjonalnie, ale podczas lektury jego książki czułem ogromną frustrację. Z jednej strony bowiem Ahrens umie pisać i kiedy pisze na tematy ogólne, robi to świetnie, w końcu ponad 20 lat w Washington Post zobowiązuje. Niestety, jest to pamiętnik, zapis przeżyć, w którym co rusz przewijają się relacje z pobytu w Korei oraz osobiste odczucia autora, które łatwo zebrać pod wspólnym szyldem: problemy pierwszego świata. Do tych należą na przykład: żona, która nudzi się, kiedy on jest w pracy, zastanawianie się, czy wyjazdy turystyczne do Chin są etyczne, czy wreszcie… sprawiający problemy pies. To właśnie relacja o pierwszym psie najlepiej obrazuje wszystkie wady nie tyle tej książki, co autora i jego denerwująco naiwnego podejścia do otaczającego świata.

Kiedy relacja zaczyna się od słów: „Doszliśmy do wniosku, że dowiemy się co nieco o Korei, jeśli kupimy sobie koreańskiego psa” (s. 84), trudno brać na poważnie piszącego je pięćdziesięciolatka. Ahrens i jego żona adoptują psa ze schroniska, co się chwali, ale kompletnie się nim nie zajmują. Zostawiają zwierzę samo na 24 godziny i są zdziwieni, że psiak wygryzł dziurę w drzwiach, bo chciał wyjść na dwór. Gdy rzuca się na drugiego, decydują się go oddać do schroniska, a pociechą jest dla nich myśl, że przez rok ten pies miał ciepły dom i dobre jedzenie. Żona Ahrensa jest smutna, dlatego biorą sobie golden retrievera i już wszyscy są szczęśliwi.

Ahrens jest dziennikarzem, jednak nie zrobił stosownego researchu przed zamieszkaniem w Korei. Przyznaje się do różnych zaniedbań, złych osądów, jego kardynalnym błędem jest natomiast wymuszanie na innych przyjęcia amerykańskiego postrzegania świata. Przykładem tego, jak postrzega Zachód jest fragment o Japonii, którą autor charakteryzuje jako bardziej cywilizowaną (s. 159), czyli bardziej taką jak Stany Zjednoczone. Z drugiej strony Ahrens serwuje czytelnikowi ogrom wiedzy o Korei Południowej, jej historii i zwyczajach. Autor nie jest ignorantem, nie jest też oczywiście głupi, bardzo często jednak nie chce przyjąć niektórych rzeczy do wiadomości.

Dlatego o ile opisy jego życia osobistego są mało interesujące, a czasem wręcz irytujące, o tyle „Koreańczycy” są bardzo interesującą pozycją. Podróż Hyundaia z kategorii normalnej do premium, w której uczestniczył autor, jest pasjonująca, jego stopniowe otwieranie się na koreańskie zwyczaje również. Gdyby wyciąć wszystko, co nie dotyczy Korei, oceniłbym tę książkę naprawdę wysoko.

 

Tytuł: Koreańczycy. W pułapce doskonałości

Tytuł oryginalny: Seoul Man: A Memoir of Cars, Culture, Crisis, and Unexpected Hilarity Inside a Korean Corporate Titan

Autor: Frank Ahrens

Przekład: Aleksandra Czwojdrak

Liczba stron: 347

Rok wydania: 2018

Wydawca: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

About the author
Łukasz Muniowski
Szef działu recenzji książkowych. Doktorant w Instytucie Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Autor artykułów naukowych o koszykówce, grach video, serialach, gentryfikacji i literaturze. Ma trzy psy. Chciałby mieć świnię.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *