„JAN” – I miejsce w konkursie: NIEPRZYZWOITA ZABAWA Z PIÓREM

jan_11Jan wkroczył w moje życie zwyczajnie, nijako i bez iskier. Wszedł, popychając drzwi do mieszkania mojej koleżanki. Lubił wchodzić mocno, bez gry wstępnej. Wciskał się, wbijał, wsadzał, nadziewał mnie na siebie z pasją i oddaniem, a po skończonym akcie kładł głowę na moim wilgotnym brzuchu i mruczał melodie znane tylko sobie.

Wtedy, gdy wszedł pierwszy raz, ziemia nie zadrżała, jedynie framuga i koleżanka zlękniona o swoje drzwi. Przedstawił się grzecznie, a następnie oddalił. Próbował wina i serów serwowanych przez gospodynię. Smakował, żartował, zagadywał. Z nikim się nie spoufalał. Dla każdego był miły i jakże daleki. Obudził we mnie instynkt zdobywcy. To nieprawda, że tylko mężczyźni go mają. Wstałam z czerwonej kanapy, zaciągając się papierosem. Żar zaiskrzył, zaskwierczał, zapachniało miętowym tytoniem. Poczułam dym wypełniający pęcherzyki płuc. Ruszyłam do przodu. Świat wstrzymał oddech. Przed oczami niebieska koszula i miły uśmiech. Jeszcze nie wiedziałam, co zrobię.

Gdy stanęłam przy nim, uderzył mnie zapach jego perfum. Był wyważony i stonowany jak on sam. Nic powalającego. Przyjemna woń. Mój instynkt przygasł. Chciałam się odwrócić. Już było za późno.

– Nalać ci wina? – zapytała moja niedoszła ofiara, a ja musiałam przystanąć.

– Wina? Nie, dziękuję. – Wypróbowałam uśmiech numer pięć, chłodny jak róż szminki na ustach.

– To na co masz ochotę? – ciągnął niezrażony moją skrzywioną miną.

– Skąd pomysł, że na coś mam? – fuknęłam, a on zwyczajnie, jak gdyby nigdy nic, zaśmiał się, nalał wina do dwóch kieliszków, jeden wcisnął mi w dłoń, drugi podniósł do ust i wypił porządny łyk. Wściekła coraz bardziej zrobiłam to samo. Różowy płyn rozlał się po moim języku i podniebieniu, a delikatne bąbelki połaskotały zęby. Posłałam mu poirytowane spojrzenie.

– Przestań się ciskać – odezwał się, wciąż spokojny. Tylko tyle. Zawrzałam. Zaśmiał się i nie mówiąc nic więcej, odszedł.

Wypiłam rozpoczęte wino do końca i jeszcze jedno. Byłam zła, że nie kontroluję sytuacji. Po dwóch butelkach nie kontrolowałam jej jeszcze bardziej. I wtedy znów się zmaterializował. Tuż obok. Wyprostowany i uśmiechnięty.

– Czego się cieszysz bu… bu… bubku? – wydukałam i czknęłam. Moja koleżanka, Kasia, próbowała przepraszać za mnie. Oboje ją uciszyliśmy. Ja nie chciałam go przepraszać. Za nic. On miał inny plan.

– Odprowadzę ją do domu – doleciały do mnie jego słowa. I zobaczyłam smutną minę Kasi. Usłyszałam jej pytanie, czy na pewno chce mnie odprowadzić – wyczytałam żal w jej głosie.

– Nie, nie, ja sama – zaprotestowałam. Na nic się to nie zdało. Poczułam jego mocne ręce na moich ramionach. Znieruchomiałam. Poprowadził mnie do drzwi. Wepchnął do windy. Tam mocno i pewnie trzymał. Żebym się nie przewróciła? Nie uciekła?

W małym przedpokoju mojego mieszkania zaczął ściągać ze mnie kurtkę. Posadził na taborecie i zdjął z moich nóg żółte baleriny. Wprawił mnie tym w osłupienie. Zmiękłam lekko, gdy musnął moje stopy i przytrzymał dłużej w wielkich dłoniach. Wypełniał sobą całe pomieszczenie. Swoim zapachem, szorstkością, wielkością. Wyciągnęłam dłoń, by zmierzwić bure kosmyki opadające na jego czoło. Złapał tę dłoń i podniósł się, podrywając mnie z białego krzesła.

– Pora spać – warknął. Otrzeźwiałam lekko i spojrzałam spłoszona w zielone oczy. Zaraz odzyskałam rezon.

– Spać? – Zaczęłam mruczeć i wić się jak pensjonarka. – Nie chcę spać, to jeszcze nie pora na sen. – Uśmiechnęłam się najładniej, jak potrafiłam. Pewnie wyszedł z tego grymas. Jan ścisnął mocniej moją rękę i wykręcił. Nagle znalazłam się tyłem do niego.

– To boli – syknęłam, a on ścisnął jeszcze mocniej. Chciałam się uwolnić, ale przytrzymał mnie za włosy. Zbliżył usta do mojego ucha. Gorący oddech wdarł się do wnętrza, a głos odbił echem o przeciwległą stronę czaszki, spełzając w dół ciała gorącym strumieniem.

– Pora spać – powtórzył mężczyzna dosadnie. – Grzeczne dziewczynki chodzą spać o tej porze. – Następne, co usłyszałam, to odgłos zamykanych drzwi.

Obudziłam się z kacem, bólem głowy i niejasnym odczuciem, że coś się wydarzyło poprzedniego dnia. Coś nieodwracalnego. Spałam na kanapie w majtkach i skarpetkach. Nadgarstek zdobiły fioletowe siniaki. Niemy dowód pojawienia się Jana w moim domu.  W moim życiu. Jeszcze wtedy nie bardzo wiedziałam, co to oznacza. Zsunęłam się z posłania i powoli ruszyłam do kuchni.

Przez tydzień kręciłam się niespokojnie. Zła, upokorzona, zaciekawiona. Bałam się przyznać przed samą sobą, że także stęskniona. Nie można tęsknić za kimś, kto zostawia na tobie fioletowe siniaki. Nie można tęsknić za kimś, kto był tylko jednym tchnieniem oddechu tak ulotnego, nierzeczywistego. Był snem, marą, wytworem wyobraźni. W końcu musiałam zadzwonić do Kaśki. Upewnić się, że nie zwariowałam.

Wysłałam mu jedną, krótką wiadomość: „Dotknij mnie jeszcze raz, tylko mocniej, tak żeby ślad na skórze kreślił mapę twoich palców”. Przez kolejny tydzień zaklinałam telefon. Gdyby chciał, wiedział, jak mnie znaleźć. Tylko czy chciał? I czy wiedział, że czekam, że pragnę? I znów nie wierzyłam, że istnieje. Zły duch. Szarlatan. Bo jakżeby inaczej. Tłumaczyłam sobie, że to mój instynkt pulsuje, a nie pustka, która nagle przypomniała o swoim istnieniu.

Następny tydzień włóczyłam się po barach. Dwa czy trzy razy próbowałam zatkać tę , której istnienia nigdy wcześniej tak boleśnie sobie nie uświadamiałam. Każda próba kończyła się jej protestem i domaganiem się wypełnienia. Rosła w zastraszającym tempie, aż zniknęłam. Byłam ziejącą . Pragnieniem niezaspokojonym.

*

Pierwszy raz pomyślał o niej tydzień po tym, jak skasował SMS-a. Jego kochanka klęczała właśnie przed nim z misternym węzłem na nadgarstkach. Wzrok spuściła, nie ważąc się spojrzeć mu w oczy, i wtedy właśnie, nie wiedzieć czemu, pomyślał o Ance. Nie, wtedy jeszcze nie zastanawiał się, czy chciałby ją zobaczyć w tej pozycji, a jedynie, czy ona potrafiłaby się tak przełamać, by klęknąć u jego stóp. Wydała mu się zbyt dumna.

Kolejny raz był gorszy. Zobaczył ją w jednej ze spelunek, do których czasem chadzał. Mizdrzyła się do jakiegoś faceta i zaraz potem wyszli. Nie widziała go, za to on został z nieznośną myślą o niej. Z myślą, że nie powinien jej na to pozwolić i że powinna dostać lanie. Z myślą, że ona w nim wzbudza słabość, której nie powinna i której nie polubił. I z bolesną erekcją. Zamówił setkę i zadzwonił po kochankę.

*

Pojawił się znikąd. Stał oparty o białe drzwi mojego mieszkania. Z drwiącym uśmiechem na nieogolonej twarzy. Spojrzałam speszona i gotowa rzucić się do ucieczki, choć od tylu dni marzyłam o spotkaniu. Podniosłam głowę i drżącą ręką włożyłam w zamek. Cisza między nami była nieznośna. Wepchnął mnie do środka. Moja skóra obsypała się gęsią skórką. To pewnie przez to listopadowe powietrze. Pachniał mokrą ziemią. Spełnienie nadeszło szybko. Na zimnej, drewnianej podłodze, z głową przy szafce na buty. Z nogami rozdartymi na boki, z rajstopami i majtkami wstydliwie zwiniętymi gdzieś obok i ze spódnicą bezwstydnie zadartą. Spazm rzucił mną, a chwilę później szarpnął mną wyrzut sumienia. Kolana drżały, nie chcąc się uspokoić. Triumfujący wzrok uderzył mnie w twarz. Spełnienie nadeszło szybko. Tylko sekundę szybciej niż wstyd.

Poderwałam się z podłogi, zbierając nieme dowody mojej rozwiązłości. Jan już stał, zapinając rozporek i patrząc, jak się miotam. W końcu wyciągnął po mnie ręce, chwycił za ramiona i przyciągnął do siebie. Jedną ręką złapał mnie za pierś, ścisnął, następnie przesunął dłoń na szyję, zatrzymał na chwilę, pieszcząc skórę palcami. W końcu ujął mnie za brodę i zmusił, bym na niego spojrzała.

– Teraz będziesz już tylko moja – szepnął, a ja od razu mu uwierzyłam. – Nikomu cię nie oddam.

Byłam jego.

I miejsce w konkursie: NIEPRZYZWOITA ZABAWA Z PIÓREM

autor opowiadania: Hanka V. Mody

About the author
Kamila Błeszyńska
ukończyła Amerykanistykę na Krakowskiej Akademii, absolwentka Studium Literacko- Artystycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Debiutowała w 2013 r. opowiadaniem „Róża Tudorów”, które ukazało się drukiem w antologii „Teorie Spisków”. Zdobyła kilka wyróżnień na konkursach poetyckich. Pasjonuje ją średniowieczna Anglia, zwłaszcza rola kobiet w spiskach i przewrotach politycznych. Inspiruje się Paryżem lat dwudziestych minionego stulecia. W jej torebce zawsze znajdziesz napoczętą książkę, a w szufladzie kilka świeżych tekstów.

komentarz

  1. Jeszcze raz dziękuję za pierwsze miejsce. Chciałam tylko wspomnieć, że tą piękną grafikę zrobił Mariusz Słoniewicz. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *