Ja, Frankenstein – Stuart Beattie

7588180.3Nie ma to jak zareklamować swoje dziełko szerokim sloganem: „film twórców Piratów z Karaibów”. Praktyka znana i powszechna: film twórców „Gwiezdnej dziury”, film scenarzysty „Złotego skunksa”, czy też lepiej: film operatora jednego z największych współczesnych wizjonerów ds. katastrof i apokalips: Jamesa Dicka – zawsze sieje entuzjazm wśród czekających na kolejne dzieła znanych i lubianych twórców.

No i dobrze, nie ma się czego czepiać, zwłaszcza, że wszystko to jest zgodne z prawdą. Stuart Beattie, reżyser „Ja, Frankenstein” to, owszem, współtwórca scenariusza do „Klątwy Czarnej Perły” i „Underworld”. Zgodne z prawdą. Ale jeśli mam się kierować osobistymi emocjami i wrażeniami dotyczącymi „Piratów z Karaibów” przy oglądaniu „Ja, Frankenstein”, to ktoś tu sobie zrobił ze mnie niezłe jaja, tarza się ze śmiechu i upycha kieszenie dolarami.

Do rzeczy. Oto nasze współczesne dzieje. Na ekranie widzimy jakąś ponurą metropolię, w której obecność ludzi poświadczają jedynie zaparkowane samochody i dwa ujęcia w ekskluzywnym klubie. Przez resztę filmu – pustka. Stan wojenny albo gorzej – cicha inwazja kosmitów poza kadrami. A może po prostu wszyscy śpią, podczas gdy gargulce i demony naparzają się nawzajem, lecą cegły z rozbitych budynków, ogień, dym, hałas. Dziwne to i mało realistyczne, zwłaszcza, że stawką w całej tej historii jest ludzkość.

Dalej. W gotyckiej katedrze swoją siedzibę ma armia aniołów-gargulców, które od wieków polują na demony. Jednak walka dobra ze złem dopiero się rozstrzygnie, gdyż oto pojawia się Adam (główny bohater, niepokalanie poczęty syn Frankensteina). Trafia tu w poszukiwaniu Nebariusa (Bill Nighy), który ściga monstrum od 200 lat. Nebarius – książę demonów, oficjalnie występujący pod przebraniem wpływowego biznesmena, potrzebuje Adama do odtworzenia procesu ożywiania zwłok. Całym przedsięwzięciem zajmuje się specjalny zespół naukowców, którego mózgiem jest Terra Wassex (Yvonne Strahovski). Adam (Aaron Eckhart) przeciwstawia się zarówno demonom jak i gargulcom, jest samotnikiem, wyrzutkiem społecznym, nie lubi ludzkości, nienawidzi siebie, swojego „ojca” i tak dalej. Jednak w obliczu szykującej się zagłady, przechodzi wewnętrzną przemianę.

Paralela przeszłości i teraźniejszości – motyw legendarnego doktora Frankensteina i chore ambicje współczesnych naukowców – to dobry punkt wyjścia, to historia z potencjałem, którego w filmie Beattiego niestety odczuwamy bolesny brak. Fabuła jest przewidywalna, dialogi banalne, a kroczący hardo na tle pożogi i płomieni główny bohater wzbudza uśmiech politowania. Zwłaszcza, że towarzyszą temu efekciarskie zwolnienia tempa. Nie pomaga temu wizerunkowi próba pogłębienia psychologii postaci, ponieważ w ostateczności Adam wypada mizernie. Jego historia jest tylko pretekstem do nakręcenia filmu o demonach i gargulcach. Marry Shelley przewraca się w grobie. Oby tylko nikomu nie przyszło do głowy ożywiać jej zwłok.

z15325355Q,Ja--Frankenstein

Jedyne co robi wrażenie, to efekty specjalne. Ogień, dym, hałas i tak dalej. Kreacje gargulców są ciekawe, do pochwalenia i podziwiania, ale na demony twórcom już chyba zabrakło czasu – wyszło wtórnie i źle. Takie maski, jak ma Nebarius i reszta jego sługusów robił Ray Harryhausen w latach 80., kiedy to twórcy „Ja, Frankenstein” na chleb mówili „pep”, a na muchy „tapty”, że zacytuję klasyka.

Fani „Piratów z Karaibów” (ci fani, do których przemówi płynąca z zapowiedzi perswazja) mogą być zawiedzeni. Fani Mary Shelley prawdopodobnie mają to już za sobą – po obejrzeniu trailera. Nie ratuje sytuacji nawet sprytny transfer postaci. Yvonne Strahovski – dziewczyna Dextera-potwora (którego postać opierała się na motywie Frankensteina) jest w „Ja, Frankenstein” dziewczyną Adama-potwora. Cóż za zbieg okoliczności, ale ostatecznie to Hannah McKay wygrywa konkurencję.

„Ja, Frankenstein” to miszmasz popularnych ostatnio motywów. W miszmaszu tym kłębią się jak piekielne węże: łupanka dobra ze złem, demony i anioły, apokalipsa, gotycki mrok, piękna i bestia i inne wyświechtane wątki. Można brać i wyciągać, a fabule i tak to nie zaszkodzi.

Ewa Jezierska
Ocena: 2/6

Reżyseria: Stuart Beattie
Tytuł oryginalny: I, Frankenstein
Premiera polska: 24 stycznia 2014
Produkcja: Australia, USA
Występują: Aaron Eckhart, Bill Nighy, Yvonne Strahovski, Miranda Otto, Jai Courtney
Dystrybutor: Kino Świat

About the author
Ewa Jezierska
studentka kulturoznawstwa. Pasjonatka polskiej fantasy. Aktualnie mieszka w Warszawie, blisko nadwiślańskiej plaży, gdzie spędza swój czas wolny. Współpracuje z Księgarnią Warszawa oraz kolektywem fotograficznym Gęsia Skórka. Okazjonalna graczka Warcrafta i miłośniczka scrabbli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *