Inny – Aleksandra J. Starostecka

0

pobraneW świecie poetyckim z najnowszej książki Aleksandry J. Starosteckiej dominują miłość, liryka i czas. Wokół tych tematów uparcie krąży podmiot. Tom zamykają Zapiski z kalendarza – spisane wrażenia, przemyślenia, pytania (niekoniecznie wprost zadane), definicje, sentencje, a nawet anegdotki.

Niezwykle wrażliwy podmiot „Innego” (to kobieta, poetka) odczuwa świat poprzez zmysły. Nawet można powiedzieć więcej: ona chłonie wszystko, co ją otacza. Nie ma tu opozycji ja – przyroda, człowiek w tych wierszach jest bowiem częścią natury, małym elementem dużej całości, z którą łączy go nierozerwalna więź. Podmiot otwiera się przed czytelnikiem, wpuszcza nas do swojej intymnej przestrzeni i prosi o uwagę, wrażliwość, ale i swego rodzaju dystans w odczytywaniu jej doznań, refleksji, emocji.

Odnoszę wrażenie, że większość tych utworów to jednak liryczna rozmowa podmiotu z samą sobą, próba poukładania myśli podczas spaceru (także tego metaforycznego, w głąb siebie) oraz określenia swojej pozycji i roli w świecie, to również kontemplacja otaczającej przestrzeni, charakterystyka własnej osoby i relacji z innymi. W kilku wierszach wyraźnie mamy do czynienia z konkretnym adresatem (mężczyzną), ale to znów wydaje się tylko szeptaną prośbą układaną w głowie, np. obejmij mnie / myślą tkliwą / zadziwi sam siebie.

„Inny” jest swoistym pamiętnikiem podmiotu łaknącego każdego przejawu czułości, zrozumienia, bliskości. Nie tylko w tradycyjnym rozumieniu, nie tylko w kontekście stosunków interpersonalnych. Kilka liryków (ściślej: fragmentów) jest jakby treścią z samoprzylepnej karteczki (wskazówką, mantrą, postanowieniem), jakie przyklejamy do lodówki czy tablicy korkowej. Te zapiski mają nas motywować, o czymś informować lub coś nam przypominać, np. odzwyczaić się / od mroku / od lęku / najlepiej / od siebie albo: nie przeoczyć miłości, albo: po prostu kochać.

Bez wątpienia kobieta z „Innego” jest doświadczona, przeżyła też rozczarowanie bądź miłosny zawód – ma świadomość kruchości i ulotności tego uczucia. Przy czym należy podkreślić, że nie zawsze (lub nie tylko) jest tu mowa o miłości między ludźmi. Starostecka z premedytacją bywa niejednoznaczna, celowo poszerza pole interpretacyjne, tworząc tym samym utwór wielopoziomowy, zaskakujący możliwościami odczytania.

Miłość w tym zbiorze jest jedną z głównych bohaterek. Tęskni się za nią, pożąda jej, wspomina, wyobraża, ale i unika (bolesne doświadczenia dotyczą może nie samego uczucia, lecz niespełnionych oczekiwań). W każdej odsłonie jednak miłość jest przede wszystkim inspirująca, budzi śpiącą metaforę. Co ciekawe, podmiot zdradza, że częściej to negatywne emocje przekuwane są w lirykę.

Szczególny stosunek ma „ja” liryczne do kwestii wiary. W „bez pytań”, wierszu poświęconym pamięci Przemysława Chmielewskiego, podmiot snuje wizję nieba jako krainy szczęśliwości, w której radosny Pan Bóg słucha koncertu pełnego miłości niezwykłego artysty. Tam jest spokojnie – zapewnia i dodaje – nikt nikogo nie zabija / ani nożem ani słowem.

Jednak podmiot nie tylko wierzy w Boga i cud Jego stworzenia. Ufa, że wśród nas zamieszkują także m.in. duchy gór. Starostecka wspaniale pisze o tych spekulatywnych (ale czy na pewno?) istotach. W nostalgicznych, nieco baśniowych utworach otula nas magią słów i zarzuca woalkę, pod nią kryją się tajemnice snu i tajemnice wyobraźni. Być może ma tu na myśli konkretne osoby, które już opuściły ziemski świat, a może mówi o bytach abstrakcyjnych albo właśnie tak charakteryzuje góry (będące następnym czołowym bohaterem tomu) – ich piękno, potęgę i magię.

W „Innym” bywa i przewrotnie – na zasadzie zaprzeczeń poetka buduje zestawy pytań i rozważań o metafizycznej proweniencji. Podmiot pragnie odrzucić wszelkie myślenie, roztrząsanie problemów, zastanawianie się nad sensem przeznaczenia. Wydaje się, że chce po prostu odnaleźć uczucia, których szuka, i się w nich zatracić, ale to właśnie te wszystkie postanowienia typu nie dotykać ciemności czy nie dotykać ciszy sprawiają, że czytelnik dostaje nieco tajemniczy, ale jednak jakiś, obraz sytuacji lirycznej podmiotu.

W tych wierszach autorka znakomicie ujęła ścieranie się sprzecznych emocji podmiotu. Ta ambiwalencja najczęściej dotyczy (a jakże!) miłości. Z jednej strony kobieta czeka, tęskni, pragnie, z drugiej podaje w wątpliwość swoją zdolność przyjmowania (a może i odwzajemniania?) tego uczucia. Zraniona (nagłym?) odejściem lub zawiedziona w przeszłości czuje się skrzywdzona, brakuje jej zaufania, boi się, choć jej potrzeba bliskości coraz silniej domaga się o zaspokojenia.

Kobieta nieustannie musi godzić się ze stratą. Nie tylko kogoś bliskiego, uczucia, wiersza w głowie układanego, ale przede wszystkim czasu. Ma świadomość zmian zachodzących w ciele i duszy, coraz bardziej odczuwa niedosyt chwili. Mimo ciągłych wahań konsekwentnie kroczy w nieznaną przyszłość, chwytając się każdego przebłysku wiary, że jeszcze w rozpalonym słońcu, kamienistym potokiem popłyną nadzieja i miłość.

Kinga Młynarska

Podziel się

O autorze

Kinga Młynarska

Mama dwójki urwisów na pełny etat, absolwentka filologii polskiej z pasją, miłośniczka szeroko pojętej kultury i sztuki. Stawia na rozwój. Zwykle uśmiechnięta. Uczy się życia...

Odpowiedz