III miejsce konkursu Bliskowschodnie Spotkania Pierwszego Stopnia. Ewa Olejarz „Nie mam epoki”

0

EWA OLEJARZ „NIE MAM EPOKI”

Wyobrażam sobie, że już wszystko się stało, że można o tym zapomnieć, odgonić. Rozmowy z precz są krótkie. Precz wojnom basileusów! Precz odrodzeniu nomów! Precz bezpłodnym matkom! Precz mnie! Żyję za krótko, by pozbyć się uczucia gniewu. Wdzięczność jest we mnie umowna.

Gdy koKta poznał moją matkę, był nikim. Zaopiekował się nią, bo nie miała nogi. Kuśtykała, odkąd pamiętał, i obserwował z boku, bo wstęp do jej domu był fikcją. Zresztą bał się go jak świątyni. Ilekroć zachodził w pobliże koLem, czuł ciarki na plecach. Obchodził je wkoło i miał wrażenie, że czas się zatrzymał. Rozpalano ogniska i grzebano czymś w ziemi, żeby zapach wszedł do środka. Słyszał wtedy jakiś szum, jakby wsysanie. Żeby niczego nie pominąć, postanowił poczuć to z drugiej strony, czyli musiał obejść rzekę i stanąć na wzniesieniu obok moTu. Wejścia do jamy. Przyszedł do niego wU, czyli zapach. Najpierw poczuł rybę. Spaloną, zmieloną, martwą. Potem z moTu wypadł dźwięk, niepodobny do niczego poza afeX. Znał go, słyszał przez sen, gdy w porze ebrA zaczynały się modlitwy. Nie lubił tej pory, bo stawała na przeszkodzie. Budził się i nie budził, pamiętał co mu się śniło i nie pamiętał. Jakby ktoś celowo pozbawiał go tej możliwości. Tym razem jednak był czujny, wyciszony i pełen skupienia. Chciał wiedzieć, kim jest. Czuł, że to ważne, że gdy się dowie, stanie się drugą nogą. Był wtedy sam i nie mógł przypuszczać, że ktoś słyszy jego myśli. Tak działa moTu. Coś o niej wiedział, poszukał zatem innego miejsca na zwiady. Usiadł obok reW, miejsca spokojnego. Zamyślił się.

W koLem skończono modlitwy, więc ywRe spała. Czas był niespokojny, dlatego wykorzystywała porę. Potrafiłaby rodzić, zapadając w sen na dwie minuty, gdyby oczywiście zaszła taka konieczność. Jeszcze nie. Wiedziała, przeczuwała coś, wyciągała być może pochopne wnioski, ale to, co działo się ostatnio, napawało ją niechęcią. Rozumiała, że nie należy do siebie, że o wszystkim decyduje GUM, czyli rada. Widziała, jak się starzeją jej członkowie, jak zapominają słowa, jak gubią je w zdaniach. Czuła więc, że starość nomu zabije je od środka. Nie mogła nic na to poradzić. Jestem najsilniejsza, to mnie zgubi, myślała przez sen. Po czym wykasowała myśli.

Mniej więcej w tym czasie basileus X zdecydował, że ywRe będzie pierwsza i postanowił powiadomić o tym jej rodzinę. Miał swoje nawyki, toteż zaskakiwał wizytą między nocą a dniem. Już mu mówiono, że zachowuje się jak loSzew, czyli okupant. Próbował zwalczać swą naturę, ale za każdym razem wracała. Niespokojny o siebie poczuł, że pomoc jest niezbędna. Uznał, że wszelkie gwarancje są na nic. I tak trafię w łapy neLun, czyli wiedźmy! Wróżyła i była niebezpieczna. Mówiono o niej, a raczej szeptano. Nawet przestrzegano, bo miała dar. Polegał na prostej umiejętności zabijania, które nie było konieczne, ale gdy neLun wiedziała za dużo, też zaczynała się bać. To wszystko jest dziwne, pomyślał X. Skoro sam nie kontroluję sytuacji, skoro wybieram się do bardziej chorej ode mnie i bardziej zalęknionej, to może już czas poszukać kogoś niezalęknionego. I tak trafił do naszego domu. W nocy, oczywiście, jak bies!

Moja babka nie była głupia, wiedziała, że ma do czynienia z lisem. Rozumiała, co się dzieje, rozumiała, że los nomu zależy od tego, co powie X. Przygotowała się. Ubrała w kiW, czyli w podwiązkę. Nie zamierzała nikogo oczarować! Chciała mieć tylko pewność, na co i na kogo popatrzy. Jeśli na kiW, nie dam mu dziecka, postanowiła. Jest moje, jest ostatnie. Matki już nie rodzą, wiedziała. Po wojnie wszystko się zmieniło. Była pewna, że będzie dyktować warunki, bo on, X, przyszedł błagać. Tak, ta wieść to przewaga.

Przyszedł.

maUm, twoja córka jest kulawa – rzekł X od razu i bez ogródek.
– Zarzucasz mej córce, ywRe, że niedomaga? – zapytała cicho, obruszona i pewna.
– Jestem stary, ale nie aż tak ślepy – przerwał i dodał – Twoja córka jest mi potrzebna, o czym wiesz i o czym wiesz – powtórzył.
– Po co przyszedłeś, X? Gaworzyć? – zasyczała równie cicho jak poprzednio.
– Daj mi ją – wymamrotał.
maUm chciała zapytać po co, ale nie zapytała. Postanowiła wszystko z niego wyciągnąć. Tak, pomyślała, zrobię to po swojemu. Jestem samotną i jedyną w nomie maT, nie muszę mieć odpowiedzi na jego niedopowiedzenia. Cokolwiek zaplanuję, wygram. W tej myśli zastygła na moment i odparła:
– Nie dam ci jej. Jest niepełnosprawna.
– To twoje ostatnie słowo, maUm?
– Tak. Ostatnie.

Wyszedł.

ywRe słyszała tę rozmowę. Wykasowała ją i pokuśtykała w miejsce spokojne. Gdy dotarła do reW, zobaczyła, że ktoś wącha moTu. Wącha? Wściekła się! Ale musiała przestać, bo to coś było mniejsze. Wyglądało jak liść, jak nikt, jak kokon. Nie chciała budzić tego czegoś, ale ono wyczuło, odkokoniło się i powiedziało:
– Ty się nazywasz.
– Nieprawda! Była wciąż zła, ale mniej.
– Nie powinnaś wychodzić z koLem teraz – dodało.

To ją zaskoczyło! Co to wie o koLem? Czym jest, żeby twierdzić? Ale stwierdziło, zrozumiała. Nie, zmyślam, przecież właśnie się obudziło, nie mówiło jak X. Znowu, pomyślała, znowu, znowu, znowu. Zaopiekuję się tym czymś, powiedziała do siebie, po czym zapytała:
– Co robisz przy reW? – szeO.
– Nic szczególnego – eO.

Skupiła się, gdyż mówiło jej mową, czyli niczyją. Postanowiła zadać kolejne pytanie, tym razem konkretne:
– Znasz moją matkę, ma Um?
– Znam ciebie, ywRe.
– Skąd mnie znasz?
– Z siebie.

Od tego czasu mieli dwie nogi. Od tego czasu nikt nic już nie mógł uczynić. Wiem to tylko z drugiej ręki, czyli wciąż nic nie wiem. Też jestem kulawa. Też jestem kokonem. Mam na imię eMe, córka koKty i ywRe. I jestem płodna.

Podziel się

O autorze

Diana Mahmud

Odpowiedz