FELIETON: Literatura? Co to jest i co z nią zrobić?

1

IMG_1734Literatura? Co to jest i co z nią zrobić?

Jeszcze do niedawna literaturą można było nazwać to, co sprzedaje się w księgarniach. Teraz w księgarniach można nabyć prezerwatywy, bezy i papier toaletowy. Ten ostatni pozostaje jednak w obszarach zainteresowań literackich, przecież pisarz wydala nie tylko słowa. A literatura też może być do dupy. Nie wszystko, co ma okładkę, autora, tytuł i treść musi nosić miano książki. A i książki można nabyć nie tylko w księgarniach. Można je już kupić w supermarketach, zazwyczaj na działach z artykułami przemysłowymi (na szczęście są droższe niż podpałka do grilla). Na półkach z artykułami spożywczymi mogłyby powodować wiele nieporozumień. Mylono by je z goframi lub tortillą. O ile kiedyś książki pochodziły wyłącznie od pisarzy, teraz mogą pisać je wszyscy. Jak się okazuje, wcale nie potrzeba do tego ani pomysłu, ani zdolności, ani talentu. Liczy się koniunktura i wyciskanie ze sprzyjającej rzeczywistości, ile się da. Trudno już znaleźć znana aktorkę, modelkę, dziennikarkę lub piosenkarkę, która nie wydałaby książki. Opasłe pięćsetstronicowe biografie lub autobiografie 40-letnich gwiazd już nikogo nie dziwią. Mam właśnie w zasięgu wzroku biografię Rembrandta, napisaną przez Rogera Avermaete’a. Liczy tylko dwieście stron. Czyżby malarski geniusz miał o połowę mniej kolorowe życie niż polska aktorka klasy B? Nie wypada też w tym miejscu nie przypomnieć, że Rembrandt, oprócz nieśmiertelności, niczego szczególnego nie dorobił się w życiu.

Kolejny dział zaśmiecający nasze księgarnie to poradniki psychologiczne, ezoteryczne i książki kucharskie (często pisywane przez wyżej wymienione gwiazdy). Niekoniecznie wszystkie te wydawnictwa są tworzone z autopsji, a tym bardziej z głowy. Raczej z… chęci zysku. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie traktowały nas, czytelników, jak głąbów i barbarzyńców, wciskając nam gotowe recepty na szczęście, orgazm, kołduny litewsko-norweskie i wyższą pensję. Szkoda, bo w ich miejsce można by wstawić klasykę, o którą obecnie trudno. Spróbujcie dostać „Czarodziejską górę”, „Dżumę” czy „Na zachodzie bez zmian”. Sprzedawcy czasami wybałuszają oczy, gdy wymienia się niektóre tytuły literackich arcydzieł.

Powinienem napisać też o współczesnej literaturze kobiecej, ale czytające ten felieton panie mogłyby mnie porwać i terroryzować, więc zaniecham.

Czymże jest więc literatura? Czy istnieje na to pytanie jednoznaczna odpowiedź?

No właśnie. Literatura to według mnie słowne stawianie pytań, a także szukanie odpowiedzi. Oczywiście, jeżeli odnosi się do świata wartości. Pisanie (bez alegorii i nawiązań) o miłości konduktora do biletu lub o wędrówkach pcheł literaturą, niestety, nie jest. Literatura powinna zawierać jakąś myśl, ideę, którą autor usiłuje obronić lub obalić, i wcale nie musi być to Soplica lub Wyborowa. Jak odróżnić dobrą literaturę od złej? Przy tej dobrej trudno zasnąć i jeszcze trudniej wymazać ją z pamięci. Stanowi też istotną różnicę to, czy swoją przygodę z książką zaczynamy od Grocholi, czy od Dostojewskiego. Wprawdzie oboje pisali od lewej do prawej, ale jakże inaczej. Literatura, podobnie jak cygara i alkohol, bywa lepszego i pośledniejszego gatunku. Ale to wymaga, niestety, pewnego doświadczenia i rozeznania. Poza tym o gustach nie należy dyskutować, tym bardziej, jeżeli istnieje opcja komentowania pod artykułem.

Chyba większość z nas ma dość tego wszechobecnego chaosu, entropii, głupoty, agresji, dezinformacji, zalewu medialnego, niesprawiedliwości urzędów, kiczu, bełkotu itp. I nie da się do tego przystosować, nie da się nie zauważyć, zignorować ani zniszczyć. Taki stan zmienia człowieka – i to u jego podstaw. Jedyny sposób to ucieczka. Uciekać zaś można na wiele sposobów. Np. w pracę, ale ta jest najczęściej rodzajem finansowo-kredytowej niewoli, poza tym długo wykonywana – ogłupia. Można uciekać w narkotyki i alkohol, ale to z kolei kosztuje i prowadzi do degeneracji i śmierci, można w seks – i to bywa bardzo przyjemne, o ile nie załapiesz kiły lub AIDS. Można też uciekać w marzenia i zakupy, ale ich ilość i jakość jest ograniczona. W co więc najskuteczniej można uciec? W książki!!! W prawdziwe książki, moi drodzy. W świat literatury. Tam jest o wiele ciekawiej. Poza tym niewiele to kosztuje w dobie bibliotek i wypożyczalni (tak na marginesie: rodzi się pytanie, dlaczego nie ma wypożyczalni alkoholu i marychy?). Butelkę wódki da się wypić tylko raz a książkę można przeczytać kilka razy, i to od dowolnego momentu. W literaturze jest piękniej, esencjonalniej, soczyściej, wszystko jest wyłożone jak na dłoni, w dowolnych konfiguracjach, językach, czasach i odsłonach. Literatura wciąga. Nastaną więc czasy, że będziemy namiętnie i nałogowo czytać, bo rzeczywistość wokół nas będzie nie do zniesienia, a przy pomocy literatury możemy przenieść się dokądkolwiek. Książki uratują kiedyś świat. Być może nawet będą to moje książki.

Polecam więc… książkoholizm. Najzdrowsze z uzależnień.

 Andrzej Ballo

Podziel się

O autorze

1 komentarz

  1. Oda do Ballo

    Andrzej Ballo
    poezję tworzy zgrabną
    w kobiece serca –
    trafną
    i choć sam o sobie skromnie mowi…
    komplementow wachlarz Ballo lubi
    westchnienia, wystchnienia kobiece
    to jest to, co Go podnieca
    im czesciej, gesciej – tym lepiej
    od razu Ballo czuje sie lepiej
    bo prawda jest taka
    ze poeta kobiety lubi…
    wolna, stara czy mezatka:
    wszystkie i tak z latwoscia zgubi!

Odpowiedz