Dobra Ameryka kontra straszliwy Iran – czyli słów kilka o powieści Mahtab Mahmoody „Nareszcie wolna”

2

 

Mahmoody_Nareszciewolnapop

Napisana przez Betty Mahmoody powieść Tylko razem z córką” ukazała się w roku 1987, będąc wspomnieniem wydarzeń rozgrywających się w latach 1984 – 1986 i – jak wiemy – stała się bestsellerem nominowanym do nagrody Pulitzera. Przed kilkoma tygodniami wydawnictwo Znak Literanova opublikowało powieść córki Betty, Mahtob, zatytułowaną „Nareszcie wolna”.

Pierwszych sto stron książki nie jest niczym innym jak streszczeniem tego, co zostało opowiedziane już wcześniej w „Tylko razem z córką”. Kolejne to w dużej mierze opis zmagań autorki z uczuciami wobec ojca i poszukiwaniem przebaczenia przy pomocy chrześcijańskich praktyk. Dopiero kończąc lekturę, czytelnik orientuje się, iż tytułowa wolność to nie tyle wyswobodzenie z „muzułmańskiego ekstremizmu” – zrównanego zresztą w książce z porządkiem panującym w Iranie, co wyzwolenie się z niemożności wybaczenia. Szkoda tylko, że tytuł, odwołujący się do „Tylko razem z córką”, w potencjalnym czytelniku czy przechodniu – który, nie sięgając wcale do lektury, być może rzuci jedynie okiem na leżącą w witrynie książkę – obudzi prawdopodobnie jednoznaczne i krzywdzące dla Iranu skojarzenia: „porwanie – Iran – niebezpieczny kraj muzułmańskich ekstremistów”.

Sięgając po jakąkolwiek lekturę, warto zadać sobie pytanie: w jaki sposób dana książka mnie ubogaca? Co wnosi w moje życie? Czego się uczę? No właśnie. Iran przedstawiony przez Mahtob Mahmoody jest jednostronnie postrzegany, a wiadomości na jego temat w większości są albo nieprawdziwe, albo przeterminowane (sprzed przeszło trzydziestu lat), tak więc jeśli czerpiemy z tej lektury jakieś informacje, to musimy mieć na uwadze, że w dużej mierze są one błędne albo w jakiś sposób wypaczone (no, może poza wysublimowanym opisem irańskich potraw). W powieści tej wszystko, co odnosi się do Iranu jest groźne i przerażające, Ameryka zaś symbolizuje chrześcijański świat wypełniony dobrem i przebaczeniem. Przyjrzyjmy się poniższemu fragmentowi:

Czy jako Amerykanka nie mam zagwarantowanego prawa do wolności religii? Czy nie gwarantuje mi się wolności słowa? Właśnie to sprawia, że ten kraj jest tak wspaniały. Nikt nie zabrania nam nie zgadzać się z sobą (s. 239).

Autorka nie wróciła już nigdy do kraju rodziny ojca, a więc zapewne nie miała okazji zobaczyć, jakie zmiany dokonały się w tam na przestrzeni ponad dwudziestu lat, które minęły od rewolucji islamskiej 1979 i wojny z Irakiem, toczącej się w latach 1980 – 1988. Nie ma pewnie zatem informacji, że chrześcijanie i Żydzi, jako „ludzie Księgi”, cieszą się w Iranie powszechnym szacunkiem i niejeden zachodni obywatel, uważający się za wyznawcę Chrystusa, mógłby się sporo nauczyć od szyickich Irańczyków na temat swojej własnej wiary. Twierdzenie, że za odsłonięcie skrawka stopy mogłoby spotkać kobietę aresztowanie czy egzekucja (s.70), jest po pierwsze nieprawdą, a po drugie w książce wydanej w drugim dziesięcioleciu dwudziestego pierwszego wieku przedstawia rzeczywistość, której już w Iranie nie ma. Kobiety w Iranie owszem, muszą mieć zakryte włosy i nosić ubranie zasłaniające pośladki, ale buty odsłaniające stopy, legginsy czy spódnice za kolano są jak najbardziej dozwolone. Nie istnieją także restrykcje ograniczające kobiety w wyborze kolorów bądź wzorów i niejedna Europejka mogłaby pod tym względem pozazdrościć Irankom fantazji i pomysłowości w stylu ubierania się.

Spójrzmy na jeszcze jeden fragment, w którym narratorka Mahtob wspomina owoce popularności książki jej matki:

Jednak Bóg, posłużywszy się Hollywoodem, już podsuwał jej sposób na zainteresowanie światowej opinii publicznej kwestią rodzicielskiego uprowadzania dzieci za granicę (…). Bulwersowało mnie, że niektórzy ludzie widzieli w naszej historii deklarację antyirańską lub antymuzułmańską. To po prostu nieprawda. Ta historia jest niczym więcej jak opowieścią o fragmencie losów mojej rodziny. Jeśli ktoś przynosi ujmę Iranowi czy islamowi, to tym kimś jest mój tato, ponieważ zrobił to, co zrobił, a nie mama czy ja, dlatego że o tym mówimy. Mimo to nieuczciwie jest oceniać Irańczyków czy muzułmanów na podstawie zachowania mojego taty (s. 166, 170).

Świat nie jest czarno-biały, podzielony na Boga, który posługuje się Ameryką i złem szalejącym w Iranie. Podkreślanie zaś, że nie posiada się antyirańskiego i antyislamskiego nastawienia (teoria), podczas gdy cała książka ma antyirański i antyislamski wydźwięk (praktyka), jest niczym innym jak zwykłą hipokryzją. Mahtob Mahmoody opisuje w dość szczegółowy sposób okoliczności powstania pomysłu na książkę jej matki.

Później tamtego wieczoru mama zabrała Johna i mnie na spotkanie przy kolacji z naszymi przyjaciółmi Dougiem i Karen. Wtedy o tym nie wiedziałam, ale już przygotowywano projekt mojego podwójnego życia. Usłyszawszy szczegóły naszej gehenny, Karen powiedziała mamie, że powinna napisać książkę. W Iranie mama zuchwale mówiła ludziom, że uciekniemy i że pewnego dnia o tym przeczytają. Czytelnicy musieli się dowiedzieć, że w naszym świecie istnieją tego rodzaju niebezpieczeństwa. Jednak najpierw musiałyśmy ułożyć sobie życie od nowa. Karen zapytała, czy może się podzielić naszą historią ze swoim bratem, który pracował w branży wydawniczej. Mama wyraziła zgodę (…).Tamten tydzień przynosił jedno niewiarygodne zdarzenie za drugim. Mama dostała nieprawdopodobny telefon z Nowego Jorku od agenta z William Morris Agency. Bardzo mu zależało, żeby napisała książkę. Tymczasem ona była wyczerpana, bo całą noc czuwała przy dziadku. Do tego dochodziła trauma wywołana naszą ucieczką, stres, bo nie wiedziała, jak na nowo ułożyć sobie życie (…). Powiedziała agentowi, że kiedyś z pewnością napisze książkę, ale nie teraz. Następnego dnia zadzwonił ponownie, tym razem z gotowymi odpowiedziami na wszystkie obiekcje mamy. Mógł załatwić zaliczkę na poczet praw autorskich. To oznaczało, że pisanie mogło być dla mamy stałą pracą. Zaliczka pozwoliłaby jej wynająć mieszkanie i pracować w domu. Dzięki temu spędzałaby cały czas ze mną, zapewniając mi bezpieczeństwo. Jak mogłaby odmówić?(s.108-9)

No właśnie, jak kobieta bez środków do życia mogłaby odmówić napisaniu (nie twierdzę, że całkowicie nieprawdziwej, ale opisanej w sposób mocno przekoloryzowany i przede wszystkim przedstawiający Iran i Irańczyków takimi, jakimi nie są) książki, która w takiej sytuacji zapewniłaby jej nie tylko utrzymanie (na dość wysokiej stopie), ale i popularność? Czy naprawdę w tej historii chodzi wyłącznie o ratowanie biednych dzieci, porwanych przez niebezpiecznych ojców pochodzących z muzułmańskich krajów? Mam nadzieję, że krytycznie myślący czytelnik sam sobie odpowie na to pytanie.

Sama pisarka, jak również i tłumacz oraz wydawca książki, powinni zdawać sobie sprawę, że każda książka o Iranie ukazująca się w Polsce dla sporej grupy czytelników, którzy nie mają żadnej styczności z dawną Persją, poza niepełnymi (a półprawda, jak powiadają, gorsza jest od kłamstwa) informacjami serwowanymi przed media stanie się jedynym źródłem wiedzy o tym kraju. Trzeba więc wziąć odpowiedzialność za to, co się czytelnikowi serwuje. Jeśli czytelnik, przeczytawszy „Nareszcie wolną”, spojrzy na tę lekturę jak na literaturę faktu i zechce czerpać z niej informacje na temat Iranu, jego kultury i zwyczaju, może wielce się rozczarować. Czy mamy prawo oceniać kraj na podstawie jednej historii? Czy jeśli ktoś opisze zbrodnię dokonaną np. w Polsce, daje to prawo niepolskiemu czytelnikowi do oceny naszego kraju jako miejsca pełnego bandytów i okrutnych ludzi? Biorąc jakąkolwiek książkę do ręki, włączajmy częściej krytyczne myślenie, zastanawiając się, w czyim interesie leży oczernianie danej grupy społecznej czy państwa. Informacji zaś nie szukajmy w czytadłach, lecz w prawdziwej literaturze faktu. „Nareszcie wolna” to zdecydowanie bardziej czytadło niż powieść, w dodatku dosyć mocno przegadane i ubogie w treść.

Nie, nie polecam.

Autor: Mahtob Mahmoody

Tytuł: Nareszcie wolna

Ilość stron: 352

Wydawnictwo: Znak Literanova

Ocena: 2/5

Podziel się

O autorze

Dorota Słapa

Dorota Słapa. Rocznik 1984. Iranistka z wykształcenia i zamiłowania. Absolwentka Wydziału Orientalistycznego UJ. Doktorantka historii Iranu na Uniwersytecie Teherańskim. Tłumaczka języka perskiego. Skoncentrowana przede wszystkim na współczesnej literaturze perskiej, którą pragnie przybliżać polskiemu czytelnikowi. Jej przekłady ukazały się m.in. w „Biuletynie Iranistycznym” (nr.1/2010) oraz na stronach: www.literaturaperska.com i www.artpapier.com Artykuły poświęcone twórczości irańskich pisarek, takich jak: Zoja Pirzad, Fariba Vafi i Goli Taraghi publikowała m.in. na perskojęzycznej stronie: www.antropology.ir oraz w „Oriencie” nr.1(13)2013. Obecnie pracuje nad przekładem zbioru opowiadań "My jesteśmy tutaj” autorstwa kurdyjskiego pisarza, Beroża Akreji. Pisze poezje po persku i po polsku.

2 komentarze

  1. Uwielbiam Uwielbiam Uwielbiam przez duże „U” ten wpis i Twoją opinię nt. Iranu. Sama mam męża, który pochodzi z Iranu, niedawno wróciłam z miesięcznej wizyty w tym kraju. Przed wyjazdem przeczytałam książkę i poczułam się osobiście urażona. Moja mama również przeczytała i niestety dla niej stała się ona źródłem wiedzy o Iranie. Nie chcę nawet mówić ile kłótni stoczyłyśmy. Z Twoją opinią zgadzam się w 100% i dziękuję bardzo za tą recenzję 🙂

  2. Żal mi Cię.Twój wpis to dopiero obłuda i manipulacja. Jak można dyskutować z kimś, kto porównuje morderstwo w Polsce (zdarzenie kryminalne i akcydentalne) z systemem opresyjnego islamu, kto twierdzi że kobiety wprawdzie muszą zakrywać włosy, ale mogą sobie wybierać kolory! No szał wolności! Że Betty M. która tyle dobrego zrobiła dla kobiet i dzieci sterroryzowanych przez ich tępych tatusiów utrzymywała się z opisywania swojej tragicznej historii. Zawiść? No żal mi, naprawdę mi Cię żal. Mógłbym sporo napisać o roli takich jak Ty w konserwacji tego zbrodniczego islamskiego systemu religijno politycznego o różnych twarzach wprawdzie, ale zawsze zanurzonego mentalnie w obskurantyzmie.

Odpowiedz