Dlaczego horror?

Przyjęło się uważać, że horror gorszym gatunkiem literackim, czy filmowym, jest. Bo kto może czerpać przyjemność z oglądania scen wzbudzających strach oraz nierzadko również obrzydzenie? Wszak tylko dewianci, zboczeńcy o zredukowanej empatii i sataniści mogliby chcieć i mieć powody, by na to patrzeć. Horror często wypycha się z kręgu zjawisk kulturowych na margines, a nawet odsądza się od czci i wiary jako „patologię kultury”, jak zauważył Michał Kruszelnicki w swojej książce Oblicza strachu.

Tymczasem literatura grozy ma długą i piękną historię. Już starożytni poeci mieli świadomość popytu na silne emocje i przemoc, której pełne są Iliada i Odyseja.  Początków horroru możemy upatrywać także w średniowieczu, a zwłaszcza w popularnym w tamtych czasach motywie tańca śmierci (danse macabre). Ukazywanie rozkładającego się ciała ludzkiego i przypominanie o stałej bliskości i nieuchronności zgonu miało wówczas za zadanie nie tyle spowodowanie szoku estetycznego, co wypracowanie pewnej postawy u ludzi.

Człowiek świadomy, że może w każdej chwili pożegnać się z tym światem, z założenia postępuje dobrze, uważa, by nie grzeszyć i nie umrzeć bez spowiedzi, bo to oczywista droga do piekła. Po lżejszym światopoglądowo okresie, jakim był renesans, wraz z nastaniem baroku znów dochodzi do głosu mroczniejsza strona ludzkiej natury – lęki egzystencjalne, przesądy – ponadto powracają motywy średniowieczne. Pod koniec kolejnej epoki (tym razem rozumowej), oświecenia, wyodrębniono okres zwany sentymentalizmem, który stanowi ideowy pomost pomiędzy epoką stoickich rozmyślań a romantyzmem. To wówczas pisarze szczególnie zafascynowali się duchami, starymi legendami, wierzeniami ludowymi, co zaowocowało powstaniem powieści gotyckiej i frenetycznej. Autorzy tacy jak Horace Walpole, Ann Radcliffe czy Matthew G. Lewis wytyczyli ścieżkę rozwoju gatunku, stając się twórcami pierwszych utworów grozy na świecie, choć wkrótce ich nazwiska zostały przyćmione przez dokonania literackie Poego czy Lovecrafta. Przyjmuje się, że do świata filmu natomiast horror zawitał w roku 1896 , kiedy to Georges Melies nakręcił Diabelski Zamek.

Mimo że zarówno możliwość odczuwania strachu, jak i zdolność czynienia zła, należą do potencjału każdej istoty ludzkiej, gustowanie w horrorach powszechnie uważa się za coś niewłaściwego, spaczonego, a co najmniej wstydliwego. Naukowcy nie są zgodni co do efektów, jakie wywiera na umyśle oglądanie strasznych oraz okrutnych scen. Obwinianie brutalnych filmów czy gier za przestępstwa popełniane zwłaszcza przez młodzież jest na porządku dziennym, tak jakby były to jedyne czynniki oddziałujące na człowieka. Psychologowie zwracają także uwagę na warunki, w jakich człowiek styka się z grozą na ekranie. Zazwyczaj następuje to w bezpiecznym, ciepłym otoczeniu, np. na własnej dobrze znanej kanapie, do tego z torbą chipsów pod ręką, w towarzystwie lubianych osób. Wszystko to dostarcza bodźców pozytywnych i może doprowadzić do niebezpiecznego skojarzenia okropności na ekranie z przyjemnością.

Są jednak teorie wskazujące na dość dobroczynne działanie horrorów. Według tychże stykanie się z fikcyjną grozą uwalnia od złych emocji, karmi „wewnętrzną bestię”, która dzięki temu nie będzie zmuszona wyjść na łowy w rzeczywistości. Horror umożliwia oglądającemu przeżycie katharsis – takiego samego, jakiego doznawali widzowie tragedii starożytnych. Wielu pisarzy horroru mówi, że tworzenie strasznych historii działa na nich terapeutycznie.

Jedna z teorii wiąże na poziomie chemicznym skłonność do horrorów z fizjologią ludzką. Komórki człowieka wydzielają enzym zwany w skrócie MAO (monoaminooksydaza), którego działanie ma wpływ na poziom innych substancji w organizmie, m. in. serotoniny i dopaminy.  Jeśli z jakiegoś powodu tej substancji jest zbyt mało, człowiek zaczyna szukać silnych emocji. Poprawnie zsocjalizowani ludzie oglądają wówczas horror i zupełnie im to wystarcza, natomiast człowiek źle wychowany czy też emocjonalnie upośledzony, krzywdzi inną żywą istotę, by zrekompensować sobie niedobór MAO. To tylko jedna z wielu teorii, jednak dotyka ona niezwykle istotnej kwestii w odbiorze grozy – literackiej czy filmowej – odpowiedniego wychowania.

Człowiek, któremu od najmłodszych lat rodzice wskazywali różnicę między dobrem a złem i uwrażliwiali go na potrzeby innych, z byle powodu nie złapie siekiery i nie pobiegnie w miasto mordować. Podobnie granica między fikcją a rzeczywistością jest dla niego jasna i wyraźna, a wpojone zasady nie pozwalają krzywdzić nikogo dla zabawy. Natomiast młody umysł pozostawiony samemu sobie, pozbawiony rodzicielskiego „filtra”, może być zdolny dosłownie do wszystkiego.

Horror jest gatunkiem głęboko ludzkim, gdyż ukazując człowieka w sytuacjach ekstremalnych, pozwala snuć refleksje nad kondycją człowieczeństwa. To gatunek zróżnicowany wewnętrznie, mimo istnienia koniecznych schematów fabularnych. Tak jak inne konwencje miewa swoje wzloty i upadki, okresy wzrostu i spadku popularności powiązane ze zwiększoną eksploatacją konkretnych motywów. Zapraszam do zgłębiania tematu grozy ze mną w najnowszym dziale Szuflady o nazwie Okolice Grozy.

Karolina „Mangusta” Kaczkowska

About the author
(poprzednio Górska), współpracowniczka Szuflady, związana także z portalami enklawanetwork.pl i arenahorror.pl, pasjonatka czytania, pisania i oglądania horrorów, tancerka i zbieraczka lalek. Wieloletnia członkini Gdańskiego Klubu Fantastyki. Z wyboru mieszka we Wrocławiu z mężem i zwierzakami.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *