Disney w wersji retro – recenzja komiksu „Myszka Miki. Kawa Zombo”

0

Przed lekturą Kawy „Zombo” powinniście zapomnieć o wszystkim, co wiecie na temat studia Disneya, ponieważ te informacje, zwłaszcza opierane na podstawie współczesnych produkcji, okażą się tu nieprawdziwe. Począwszy od amerykańskiego pochodzenia Myszki Miki i ferajny – tu bowiem mamy album wydany oryginalnie przez francuskie wydawnictwo Glénat, które w ubiegłym roku postanowiło wypuścić własną serię disnejowskich komiksów, tworzonych przez rodzimych twórców. Frankofońscy scenarzyści i rysownicy zabrali się za amerykańską ikonę popkultury, a Kawa „Zombo” Régisa Loisela jest pierwszym wynikiem tego projektu na polskim rynku.

MM_Zombo

Loisel zabiera nas w historyczną podróż do Ameryki lat 30. To podróż wielowymiarowa – po pierwsze lądujemy w czasach wielkiego kryzysu, który jest wyraźnie zarysowany jako tło rozgrywających się wydarzeń, po drugie widzimy to w warstwie wizualnej, bo rysunki Loisela nawiązują do dawnego sposobu obrazowania Mikiego, Donalda i reszty, a poziomy układ plansz pozwala tworzyć paski wzorowane na dawnych komiksach. Po trzecie wreszcie: czuć ducha dawnych komiksów, które – nawet jeśli dalekie od realizmu – były często zaangażowane społecznie. Nie ma tu więc nic z wymuskanych trójwymiarowych, piskliwych i bezsensownych kreskówek dla dzieci, w jakie ostatnimi czasy poszedł Disney.

MM_Zombo_p14

Głównymi bohaterami opowiadanej przez Loisela historii są Myszka Miki i Horacy, którzy w warunkach wielkiego kryzysu ekonomicznego bezskutecznie próbują znaleźć pracę. Okazuje się, że ich kłopotliwa sytuacja to nie tylko wynik słabej koniunktury, ale także element szerszego planu lokalnego bankstera, który wykupuje domy w całej zachodniej dzielnicy, by zmienić ją w pole golfowe dla bogaczy. Miki i Horacy buntują się przeciwko pazernemu posiadaczowi, lecz by przyjrzeć się sprawie z bliska, udają pracowników na jego budowie.

Jest tu wiele wątków komplikujących sytuację. Niektóre z nich są zasadne i składają się na mocno antykapitalistyczny obraz – od intryg prowadzących do wysiedlenia mieszkańców przez próbę uzależnienia ich od tytułowej zaprawianej kawy, zmieniającej robotników w bezmyślne, ale posłuszne zombie, i oferowanie przepłaconej i niezdrowej żywności oraz niszczenie środowiska naturalnego aż po szowinistyczne traktowanie kobiet (które odpłacają się pięknym za nadobne). Z dzisiejszej perspektywy dyskurs Kawy „Zombo” można by nazwać „lewicowym”, choć w kontekście lat 30. nazwano by go pewnie po prostu „przyzwoitym”.

MM_Zombo_p35

Znajdziemy też wątki bardzo luźno powiązane z główną osią fabuły, które praktycznie nic nie wnoszą do historii, może poza pojawieniem się kolejnych bohaterów, jak choćby wakacyjne odwiedziny Mikiego u Kaczora Donalda. Spotkanie tych postaci jest rzadkością w świecie Disneya, tym większa szkoda, że było ono pozbawione sensu.

Kawa „Zombo” to ciekawa, nieco nostalgiczna i społecznie zaangażowana propozycja, która odświeża dla nas Disneya. Oczywiście jest to odświeżenie w stylu retro, ale dzięki temu łatwiej odciąć się od infantylnego bagażu późniejszej Myszki Miki. Nie jest to lektura dla najmłodszych, nie przypadnie też do gustu młodzieży, w każdym razie nie grupie żelaznego-jeszcze-nie-elektorartu JKM, jednak dojrzali czytelnicy powinni być bardzo zadowoleni.

Aleksander Krukowski

Scenariusz: Regis Loisel
Rysunki: Regis Loisel
Wydanie: I
Data wydania: 25 Październik 2017
Tytuł oryginału: Café „Zombo”
Rok wydania oryginału: 2016
Wydawca oryginału: Glénat
Druk: kolor
Oprawa: twarda
Format: 305×195 mm
Stron: 80
Cena: 79,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328127418

Podziel się

O autorze

Aleksander Krukowski

Literaturoznawca, krytyk literacki i tłumacz. Wytrwały recenzent książek i komiksów, publikujący w różnych zakątkach internetu. Fan Granta Morrisona, Alana Moore'a, Warrena Ellisa i Neila Gaimana, chętnie sięgający po komiksy spoza swojej strefy komfortu.

Odpowiedz