Cosmopolis – opowieść o tym, dlaczego ludzie wyszli z kina w trakcie seansu

Reżyseria: David Cronenberg

Filmowi „Cosmopolis” zarzuca się płytkość.

Mną też kierowały płytkie pobudki, kiedy siadałam w kinowym fotelu, ponieważ głównym moim pragnieniem było oglądanie na ekranie Roberta Pattinsonas przez całe sto minut. Jak się okazało, było to najdziwniejsze sto minut jakie spędziłam w kinie i zdecydowanie był to jedyny film z Pattinsonem, gdzie w trakcie trwania seansu, fanki aktora kierowały się do wyjścia, a ludzie szemrali i nerwowo zmieniali pozycje w fotelach.

Dlaczego tak się stało?

Nie czytałam powieści Dona DeLillo o tym samym tytule, ale znawcy twierdzą, że reżyser filmu, David Kronenberg, nawiązuje do niej tylko w niewielkim stopniu. Może dlatego, że nie czytałam – nie przeszkadzało mi to. Nie przeszkadzały mi też nadmiernie rozbudowane dialogi, które chwilami zdawały się szydzić z widza i wystawiały go na gigantyczną próbę cierpliwości.

Kronenberg powiedział w jednym z wywiadów, że najbardziej interesują go w filmie dialogi i dlatego dopuścił do produkcji scenę, w której kluczowe postacie rozmawiają non stop przez dwadzieścia minut (!) Jednak właśnie dzięki temu zabiegowi ma się złudzenie, że filmująca bohaterów kamera znika, znika też wrażenie sali kinowej i nagle znajdujemy się w teatrze, gdzie dwoje świetnych aktorów odgrywa przed nami role swojego życia.

„Cosmopolios” to właściwie nie opowieść a odyseja, która rozpoczyna się wraz z początkiem podróży przez miasto młodego i zdawałoby się, zblazowanego milionera, Ericka Packera. Niczego nie wiemy o tym mieście poza tym, że znajduje się ono w niedalekiej przyszłości i przybywa do niego prezydent („Jaki prezydent?” – dziwi się Eric, odsłaniając swoje oderwanie od rzeczywistości). Niczego też nie wiemy o młodym człowieku, który w pierwszych scenach bardziej przypomina jakiegoś robota niż żywą istotę. Jesteśmy tylko poinformowani, że to milioner, że zajmuje się analizą danych i posiada kilka identycznych limuzyn, które są całkowicie skomputeryzowane, w których może przyjmować gości, uprawiać seks a także poddawać się badaniom lekarskim.

Robert Pattinson jest główną gwiazdą filmu i chociaż u jego boku pokazują się tak znani aktorzy jak Juliette Binoche czy Paul Giamati, to on przykuwa uwagę i pokazuje się w każdej scenie. Reżyser wyjaśnił, że zdecydował się na Roberta właśnie dlatego, że uważał iż będzie on dość interesujący ale również dlatego, że potrzebował do filmu gwiazdy. I wybrał doskonale, ponieważ „gwiazda” udźwignęła ciężar postaci bohatera i stworzyła jej skomplikowany portret. Zadziwiające jest to, jak Pattinson nas zwodzi i uwodzi, odsłaniając dziwactwa swojej postaci oraz odkrywając jej słabości i pragnienia. A największym pragnieniem Ericka jest przeżycie czegoś ważnego, wielkiego, pełnego emocji, czegoś, co wyrwie go ze schematu i stagnacji. Tym czymś może być samookaleczenie, zbliżenie się do swojego oprawcy a nawet dokonanie morderstwa.

Śledząc przemianę głównego bohatera, widz w pewnym momencie zaczyna odczuwać strach. Bo jak daleko można się posunąć by poczuć się żywym? Przez cały film czuć atmosferę czegoś złego, co hibernuje przyczajone i czeka na swój moment. I to się w końcu zdarza, wgniata widza w fotel i zabiera mu oddech.

Według mnie „Cosmopolis” jest świetny! Jest inteligentny, niepokojący, doskonale zagrany i nowatorski. Zawiedzie jednak każdego, kto oczekuje komercji i łatwych rozwiązań. To jeden z tych filmów, które zmuszają do myślenia i o których myśleć będziemy jeszcze długo po zakończeniu. Dziennikarze piszą o nim jako o „kinie ekstremalnym”. I według mnie to słowo określa film idealnie. On jest ekstremalny w każdym względzie i pewnie dlatego tak wielu ludziom nie będzie się podobać, a innych zachwyci.

Małgorzata Warda

Ocena: 5/5

Tytuł oryginalny: Cosmopolis

Rok produkcji: 2012

Dystrybutor: Monolith Film

Występują: Robert Pattison, Juliette Binoche, Paul Giamatti, Samantha Morton, Sarah Gadon, Kevin Durand

About the author
Małgorzata Warda
gdyńska pisarka, rzeźbiarka, malarka, autorka kilku powieści, między innymi "Nikt nie widział nikt nie słyszał", "Środek lata" "Dziewczynka, która widziała zbyt wiele". Jej teksty znajdziecie także na jej blogu: www.warda.com.pl

2 komentarze

  1. To nie dla Pattisona poszłam na ten film do kina. Jak dla mnie to jego uroda wcale nie jest taka zachwycająca. Film wydawał mi się interesujący od samego początku. I wcale się nie pomyliłam. Film naprawdę daje do myślenia. Nie jest nudny, jak określają go niektórzy. Po prostu wymaga dużo więcej uwagi niż amerykańskie komedie. Ci, którzy w połowie przerwali seans lub z trudem wysiedzieli do końca chyba nie byli gotowi na poważne kino.

  2. Frank,mam dokładnie te same odczucia, ten film nie jest nudny chociaż podczas oglądania go ma się w tym względzie mieszane uczucia. Ale zdecydowanie jest to poważne kino chociaż zrobione tak, że kilka razy śmiałam się do łez.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *