Życie to życie. Ma swoje dobre i złe chwile – Goli Taraghi. Spojrzenie na twórczość pisarki (1)

0

images7P218ALBJak twierdzi Ali Dehbaszi, współautor „Krytyki i analizy dzieł Goli Taraghi” – publikacji poświęconej twórczości tej pisarki, Goli Taraghi zalicza się do wybitnych autorów współczesnej nowelistyki perskiej. Trudno nie przyznać mu racji. Goli Taraghi przyszła na świat 9 października 1939 roku w Teheranie jako trzecie dziecko wykształconej, należącej do ówczesnej inteligencji rodziny Taraghich. Ojciec Goli, Lotfallah, był prawnikiem, a także założycielem pisma „Postęp” i pisarzem (głównie literatury popularnej). Pisarka wielokrotnie przyznawała, że osoba ojca, zakorzenionego w tradycji i jednocześnie otwartego na postęp, wywarła wpływ na jej decyzję o rozpoczęciu pisania. Będąc jeszcze w szkole średniej, Goli wyjechała do Stanów Zjednoczonych, gdzie kontynuowała naukę i uzyskała licencjat z filozofii. Po sześciu latach pobytu w Ameryce wróciła do Iranu. Z początku nie zamierzała zajmować się pisarstwem, choć już w Stanach, w studenckim czasopiśmie opublikowała swoje pierwsze opowiadanie Obietnica, a o pisaniu marzyła od dzieciństwa. W Iranie postanowiła kontynuować edukację, podejmując studia na Wydziale Filozofii Islamskiej Uniwersytetu Teherańskiego, zaniechała ich jednak. Jeszcze przed wybuchem rewolucji na prośbę Bahrama Bejzajiego przeprowadziła na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Teherańskiego cykl wykładów poświęconych teorii archetypów Junga. Wyszła za mąż za reżysera i znanego krytyka literackiego Hażira Dariusza, z którym ma dwójkę dzieci.

Dzięki mężowi poznała środowisko literackie tamtych czasów i oraz poetkę Foruq Farrochzad, która – będąc pierwszą czytelniczką Taraghi – nie tylko zachęciła ją do pisania, ale i pomogła w wydaniu wspomnianej już wcześniej Obietnicy. Poetka wywarła wpływ na literacki język i styl Taraghi, co można zauważyć m. in. w opowiadaniach Wielka Pani mojej duszy czy fragmentach Wspomnień rozproszonych. Niedługo potem ukazał się pierwszy zbiór opowiadań pisarki, zatytułowany Ja też jestem Che Guevarą, wydany w roku 1968. W jej dorobku pisarskim znajduje się tylko jedna powieść, co autorka sama tłumaczy następującymi słowami:

Napisanie kilkutomowej powieści przekracza moje fizyczne i psychiczne możliwości. Moja proza jest zwięzła, a zarazem poetycka, dlatego idealną dla mnie formą jest opowiadanie[1].

Wraz z wybuchem rewolucji islamskiej w 1979 r. pisarka wraz z dziećmi wyjechała do Francji:

Postanowiłam zabrać dzieci i wyjechać do Paryża na rok. Podróż, przemieszczanie się w inne miejsce… to było coś, czego pragnęłam. Opanowanie języka francuskiego stanowiło jedno z moich marzeń, które zrealizowane przydałoby mi się także w pracy. A potem z jednego roku zrobiły się dwa, potem trzy… później zaś wybuchła wojna i tak upłynęło osiem lat. Powrót do Iranu wiązałby się dla dzieci z różnego rodzaju trudnościami. A więc zostałam w zawieszeniu pomiędzy „tu” i „tam”. Każdego roku powracałam jednak do Iranu, niekiedy nawet dwa razy do roku, nie wyłączając okresu wojny. Mój kontakt z ojczyzną nigdy się nie urwał. Poza tym miałam mocne postanowienie wydawania swoich opowiadań w Iranie i tak właśnie zrobiłam[2].

Goli Taraghi – poza kilkoma zbiorami opowiadań – jest także autorką scenariusza do krótkometrażowego filmu Hażira Dariusza Bita, nakręcony zaś przez Dariusza Mehrdżujego film Grusza jest adaptacją jej opowiadania o takim samym tytule. Stosunkowo niewielką objętościowo liczbę opublikowanych opowiadań autorka tłumaczy następującymi słowami:

Muszę przyznać, że jestem pisarką, która pisze niewiele, zwracając ogromną uwagę na szczegóły. Jestem bardzo krytyczna i wymagająca, w stosunku do tego, co piszę. Ciągle się waham. Nieustannie mam jakieś wątpliwości. Sto razy zmieniam wersję tego, co napisałam, szukając lepszych i bardziej odpowiednich słów[3].

Większość opowiadań pisarki ma charakter wspomnieniowy i autobiograficzny. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, iż pozostaje ona bez przerwy pod wrażeniem piękna swojego ojczystego języka:

Język perski jest niczym ogromne morze śpiące u moich stóp, w którego głębię chcę wypłynąć jak najdalej[4].

Czytając po raz pierwszy utwory Taraghi, można odnieść wrażenie, iż są one niezwykle proste. Lekkie, subtelne zdania kryją w sobie przesłanie ujawniające się czasem dopiero podczas powtórnej lektury. Pisarka buduje swoje opowieści z krótkich, chciałoby się rzec: wartkich zdań, świadomie używając ironii. Posługując się nią, pozwala czytelnikowi spojrzeć z dystansem na otaczającą go rzeczywistość, a jednocześnie dać mu do myślenia. Taraghi wykorzystuje ironię, aby pokazać całą głębię tragedii swoich bohaterów i uwalniając czytelnika od ciężaru tejże, jednocześnie przekazać prawdę, którą ona z sobą niesie (np. kończąc nowelę Sen zimowy zdaniem: Na wszystko jest sposób, trzeba tylko być cierpliwym i wytrwałym; w końcu to do nas należy zwycięstwo i zestawiając je z życiem bohatera, które jest całkowitym zaprzeczeniem tych słów)[5].

W swoich pierwszych opowiadaniach Goli Taraghi przedstawia jednostki zrezygnowane, pozbawione nadziei na przyszłość, odizolowane od społeczeństwa i żyjące w strachu przez zmianą. Następnie skłania się ku tematyce emigracji, poświęcając wiele miejsca na analizę relacji międzyludzkich i balansując między tym, co minione, a tym, co obecne. Tematyka opowiadań pisarki, pomimo tła historycznego obejmującego okres panowania Mohammada Rezy Pahlawiego (1941 – 1979) aż do dziś, odsuwa się od wydarzeń historycznych i wielkich ideologii, które pisarka uważa za tymczasowe, przemijające i z biegiem czasu nieprzydatne do niczego. Interesują ją otaczająca rzeczywistość i ponadczasowe wartości:

Rzeczywistość jest moim polem działania. Potrzebuję jej, aby pokazać, jak bardzo tymczasowe i nic nie znaczące, i ograniczone są zachcianki wielkich przywódców, rewolucyjne hasła i obawy chwiejnych, niepewnych ludzi (…) Prawda, miłość, piękno i dobro – to są podstawowe i absolutne wartości. One są nieśmiertelne. Pytanie o śmierć, prawdę, bycie i stawanie się; a także pytania o sens, niebyt i doskonałość – to są kwestie zasadnicze i nieprzemijające (…). Ja chcę wślizgnąć się pomiędzy fragmenty rzeczywistości i życia społecznego, dyskretnie i ukradkiem przedstawiając swoje filozoficzne kwestie[6].

Zdaniem pisarki na kanwie literatury powinny zostać zadane pytania pozwalające określić czytelnikowi jego własny światopogląd. Bohaterowie wszystkich utworów Taraghi, zawieszeni między przeszłością, teraźniejszością i przyszłością, wędrują w poszukiwaniu innego, lepszego miejsca. Wolni od ograniczeń określonej przestrzeni szukają swoich korzeni pierwotnych. Podróżują od ja obecnego do ja prawdziwego. W ten sposób emigracja i wiążące się z nią poczucie wyobcowania w opowiadaniach Goli Taraghi nabiera nowego, duchowego znaczenia. Pisarka podkreśla, że interesuje ją to, w jakiej sytuacji człowiek uświadamia sobie własne istnienie i doświadcza go całym sobą, a także kiedy i pod wpływem jakich wydarzeń uwalnia się cały jego potencjał.

Charakterystyczny rys twórczości pisarki odzwierciedla zdanie padające na ostatnich stronach opowiadania Inne miejsce: „Wujaszek przeczytał gdzieś, że wszystkie wydarzenia świata są ze sobą powiązane”. I tak wszystkie utwory autorki korespondują ze sobą, przedstawiając często te same zagadnienia i kwestie, wyrażane przez różnych bohaterów w rozmaity sposób. Poglądy pisarki na życie także znajdują odzwierciedlenie w jej twórczości:

Życie to życie. Ma swoje dobre i złe chwile. Ja staram się odnajdywać jego dobre, choćby najkrótsze chwile, podkreślając ich znaczenie i nadając im sens[7].

Nakreślony w niektórych utworach obraz perskiej inteligencji i Teheranu lat 50. XX wieku (na który to okres przypadło dzieciństwo i wczesna młodość pisarki) podnosi wartość kulturową utworów. Goli Taraghi, wykształcona w Ameryce i Iranie, mająca za sobą doświadczenie emigracji do Francji (gdzie mieszka do dziś), odwołująca się do swych wschodnich korzeni, ale jednocześnie dostrzegająca konieczność adaptacji przez Iran kultury zachodniej, świadoma, ale też zdystansowana i patrząca krytycznym okiem na świat, bez wątpienia może zostać zaliczona do najbardziej wartościowych współczesnych autorów irańskich.

***

Pierwszy zbiór opowiadań Goli Taraghi Ja też jestem Che Guevarą wydany został w 1968 r. Drugie wydanie tomiku ukazało się nakładem teherańskiego wydawnictwa Nilufar w roku 2002. Przez 32 lata, które minęły od pierwszego wydania, tomik był niedostępny na rynku wydawniczym, z którego to stanu rzeczy pisarka jest zadowolona:

Nie przepadam za nimi. (…) Mam dość dominującego w tych utworach nastroju smutku i filozoficznej beznadziei. (…) Kiedy czytam je kolejny raz, ogarnia mnie złość i przygnębienie[8].

Podkreślając zaś dystans, jaki dzieli ją od tych opowiadań, dodaje:

Dziś patrzę na świat zupełnie inaczej. (…) Bezpośredniość w przekazie rzeczywistości zajęła miejsce nihilizmu i przekonania o wiecznej pustce[9].

Treść opowiadań tłumaczy młodością – okresem buntu, poszukiwań oraz pytań o śmierć, sens i byt. Przyznaje, że gdyby nie namowa przyjaciół, nie zgodziłaby się na wznowienie tomiku, na co jednak przystała, gdyż:

Dobrze jest wiedzieć, od czego się zaczęło i dokąd się doszło[10].

Bohaterką pierwszego opowiadania ze zbioru Obietnica jest młoda kobieta, znudzona otaczającymi ją ludźmi i ich sprawami, które wydają jej się błahe, gdyż sama siebie uważa za wyjątkową pisarkę, choć nie napisała jeszcze ani linijki, czekając wciąż na stosowny moment. Świadoma przemijania (nadchodząca śmierć babci, którą pamięta pełną życia i energii, jak również rozpad długoletniego związku przyjaciółki) pragnie uciec od rzeczywistości i poprzez stworzenie wybitnego dzieła zapewnić sobie nieśmiertelność. Uciekając od codzienności, zatacza jednak krąg, powracając w miejsce, z którego chciała uciec:

Za każdym razem, gdy te drzwi się zamykają, oddycham z ulgą, dziękując Bogu, i mówię sobie, że to był już ostatni raz. Jednak dwa dni później znowu siedzę w tym pokoju, z siostrą na kolanach, filiżanką herbaty w ręku, przy matce, która obojętnie pyta mnie, jak się miewam[11].

Opiekując się sparaliżowaną babcią, zaczyna doświadczać codzienności. Towarzyszy jej jednak nieustanne oczekiwanie na dzień, w którym zmieni się wszystko, dzień nierozerwalnie związany z czekającą ją karierą pisarską. Niezdolność do realizacji swoich zamierzeń i odkładanie ich z dnia na dzień kończą się zdumieniem wobec czasu, który zbyt szybko upłynął i choroby, która zabiera wszystko:

Pewnego dnia, w mgnieniu oka człowiek uświadamia sobie, że został oszukany i cały czas przebywał w jakimś śnie, choć nic o tym nie wiedział. (…) Ja chyba spałam. Chyba naprawdę spałam. A może dalej śpię? Bo czy śpiąc, człowiek też nie zabiera powietrza, nie będąc tego świadomym? (…) Czy człowiek może, ot tak sobie, nagle umrzeć? Zachorować na raka bez żadnego powodu? Ale babcia… czym ona zawiniła? Ze strachem odrywam dłonie od szyi – moja skóra podobna jest do skóry babci: wiotka, brązowawa, jak gdyby się rozkładała. (…) Rozmyślam o swojej powieści. Rozmyślam o guli poniżej gardła… nie, wcale o niej nie myślę! Żeby umrzeć, trzeba najpierw przyjść na świat, a ja się jeszcze nie narodziłam. Jeszcze nie zaczęłam swojego życia[12].

Pan Hejdari, bohater tytułowego opowiadania zbioru Ja też jestem Che Guevarą, w dniu swoich czterdziestych urodzin, stojąc w korku spowodowanym przez święto uliczne, wspomina rozgoryczony swoje nudne życie, które nie przyniosło mu żadnej satysfakcji. Przypomina sobie młodość, pełną planów i wzniosłych idei, i dziwi się, że wszystko potoczyło się w zupełnie innym kierunku, niż tego sobie życzył:

Jak to jest możliwe? Jak to się mogło stać? Czy to w powietrzu było coś dziwnego, co bezgłośnie i cichaczem, zanim zdążyłem się zorientować, związało mi ręce i nogi? (…) W jego głowie coś zataczało kręgi i odpływało, niczym kółka na wodzie. Pomyślał, że być może zaszła pomyłka, może stracił rachubę czasu. Bo czy można nagle otworzyć oczy i zorientować się, że minęło pół życia? (…) Przypomniało mu się, że przed czterdziestką miało się wydarzyć tyle rzeczy, tysiące zadziwiających spraw, wyborów i decyzji. (…) Przypomniały mu się dni, w których z uporem stawiał kroki naprzód, pragnąc zadowolić cały świat, (…) gdy z życzliwością zwracając się do siebie i innych, mówił: Nie przyszliśmy po to, aby z zamkniętymi oczami i uszami siedzieć w miejscu i przytakiwać: Tak… zgadza się… oczywiście”. (…) Zapytał sam siebie: „Mój drogi, pamiętasz tamte czasy? Tamte słowa? Jak to możliwe? Co takiego się wydarzyło? Czyż nie byłeś przekonany, że każdy jest panem swojego losu? Że każdy jest wolny i wystarczy tylko, żeby podjął decyzję i dokonał wyboru?[13].

Hejdari wiezie swoim dzieciom do szkoły menażkę z jedzeniem, która co chwilę zsuwa się z siedzenia. Menażka symbolizuje tutaj monotonię życia, wciąż dającą o sobie znać. Tak jak uwaga Hejdariego cały czas skupiona jest na tym, aby garnek nie spadł, tak całe życie pilnuje on, aby nie wychylić się poza ustalone normy społeczne. W końcu hałas ulicy i nienaturalna radość świętującego tłumu wyzwala w nim sprzeciw. Przypomina sobie postać rewolucjonisty kubańskiego, Che Guevary, który odważył się dokonać własnego wyboru i podążyć własną ścieżką, nie patrząc na to, jakie wybór ten przyniesie konsekwencje. Hejdari, przybierając zdecydowany ton, postanawia zmienić swoje życie:

Zadzwonię stąd do żony i wszystko jej wytłumaczę. Tak będzie lepiej. Łatwiej. Powiem jej, że mam w życiu coś do zrobienia i że chcę wreszcie dokonać własnego wyboru[14].

W tej samej chwili postanawia wyrzucić przez okno znienawidzony garnek i robi to, ale po chwili podnosi go z ziemi i umieszcza z powrotem w samochodzie, tak jakby kolejny raz godził się ze swoim życiem i wbrew postanowieniom sprzed kilku chwil wrócił do tego, co sam uważa za zmarnowane. W opowiadaniu tym równie istotna jest symbolika tła: zepsute światła uliczne, zablokowana droga, samochody stojące w korku bez możliwości wycofania się czy ruszenia naprzód i wrzeszczący na siebie nawzajem kierowcy, próbujący się wydostać, skręcając na chybił trafił w pierwszą lukę. Wszystkie te elementy odzwierciedlają życie Hejdariego i wielu innych jednostek opisywanych przez Goli Taraghi, m.in. w zbiorach: Ja też jestem Che Guevarą, Sen zimowy czy Inne miejsce, poddających się temu, co przyniesie los i kręcących wokół zmarnowanego życia.

Z ujętą w ramy ironii, odwróconą do góry nogami rzeczywistością spotykamy się w opowiadaniu Szczęście. Przedstawia ono jedno popołudnie z życia pewnego małżeństwa, dwóch osób niszczących siebie nawzajem, a jednocześnie uzależnionych od wspólnego życia. Żadne z nich nie ma odwagi przerwać tej sytuacji i rozpocząć życia po swojemu. Bohaterowie są głęboko nieszczęśliwi i osamotnieni, gdyż odrzucenie społeczeństwa oraz wyparcie się siebie i własnych marzeń nie może prowadzić do niczego innego:

Tak jakby to miejsce było oddzielone od reszty świata i zapomniane przez wszystkich. (…) Ach, gdyby ktoś nas odwiedził[15].

Główna bohaterka wmawia sobie szczęście jak mantrę, której znaczenia nie rozumie, jednak ponieważ zostało jej ono wmówione przez męża, Mahmuda, przyjmuje je za oczywistość. Sam Mahmud, przekonany o swojej wyższości i przynależności do lepszego świata, większość czasu spędza na kontemplowaniu własnej wspaniałości, podczas gdy jego jedynym osiągnięciem jest stłumienie osobowości żony, która po siedmiu latach małżeństwa wstydzi się, że wciąż jeszcze nie nauczyła się tłumić swoich myśli i tęsknoty za bliskimi:

Pytam: „Wiesz co się stało?” Właśnie nad czymś rozmyśla. Nie powinnam się odzywać. Nie powinnam mu przeszkadzać. Jestem tylko roztrzepaną kobietą i kompletnym beztalenciem. (…) Jeszcze po siedmiu latach nie nauczyłam się, co mam robić, a czego nie. Jeszcze po siedmiu latach nie dotarło do mnie, że nie powinnam zadawać pytań ani niczego oczekiwać. (…) Tęsknię za nimi, choć oczywiście, między nami nie ma już żadnej więzi. Mahmud uczynił ze mnie zupełnie nowego człowieka[16].

Przekonana o tym, że nie poznałaby smaku prawdziwego życia bez Mahmuda, jest pełna podziwu i wdzięczności dla niego, choć ten, poniżając ją i wyszydzając członków jej rodziny, stopniowo uczy ją takiej samej pogardy:

Mahmud powiada: ”Wszyscy chcieliby być na Twoim miejscu”. Ale jacy wszyscy? Przecież my się z nimi nie widujemy i nigdzie nie wychodzimy. Fakt, my nikogo nie potrzebujemy. Mahmud powiada: ”Tylko my jesteśmy ważni, ja i ty. To znaczy ja ważny, a ty tylko jesteś”. Jednak ja jestem zadowolona choćby i z tego „bycia” i cieszę się, że nie zmarnowałam życia tak, jak moje siostry. Matka powtarza: ”Spotkało cię wielkie nieszczęście! Ten, za którego wyszłaś za mąż, to Azrail!”. W głębi serca naśmiewam się z prostactwa matki i mam ochotę całować Mahmuda po rękach i nogach z wdzięczności za to, że wyrwał mnie ze szponów zwykłych ludzi[17].

Bliscy prawdziwemu szczęściu są ludzie uważani przez bohaterów za zwyczajnych i zajętych mało znaczącymi sprawami. Bohaterowie Szczęścia natomiast przesypiają swoje życie, nie wiedząc, co zrobić z czasem:

Za długo spałam, kręci mi się w głowie, całe popołudnie przeleżałam tu bez ruchu, (…) po co jednak miałabym wstać? Przecież nikt i nic na mnie nie czeka[18].

W miarę upływu czasu bohaterka czuje, że tak żyć dalej niepodobna i że trzeba coś zrobić z tym „szczęściem”. Tłumiona tożsamość po latach dochodzi do głosu:

To już siedem lat, odkąd zostałam pozbawiona życia (…). Jestem już zmęczona, puchnie mi głowa. (…) Chciałabym tańczyć wkoło pokoju, wykrzykując te wszystkie słowa, które tłumię w sobie od siedmiu lat[19].

Zaczyna rozumieć, że nigdy nie kochała Mahmuda, a prawdziwe życie i szczęście znajduje się gdzie indziej, być może wśród „zwykłych” ludzi:

Ile razy mam jeszcze zasypiać z myślą, że jutro zapomnę? Każdego wieczora kładłam się z myślą, że kolejny dzień przyniesie zapomnienie, że w końcu przyjdzie mój dzień i mój czas, (…) ale teraz już wiem, że „ten czas” nigdy nie odnajdzie mnie w tym pokoju (…) Prawdziwe życie było cały czas po tamtej stronie, ale ja nic o tym nie wiedziałam[20].

Bohaterka próbuje opuścić miejsce, w którym mieszka z Mahmudem i rozpocząć nowe, własne życie. Lęk przez nieznanym paraliżuje ją jednak, determinując powrót do znienawidzonego, choć znanego miejsca:

Przystaję. Moje nogi nagle stały się duże i ciężkie, tak jakby skóra zespoliła się nagle ze ścianą i drzwiami, a ręce zapuściły korzenie aż po głębię ziemi. (…) Przerażona pytam sama siebie: „Dokąd ja pójdę? Skąd mam pewność, że odnajdę bliskich, a poza tym pokojem jest dla mnie jakieś miejsce?”[21].

Strach zwycięża po raz kolejny i bohaterka wraca do pokoju, gdzie patrząc na śpiącego Mahmuda, z satysfakcją dochodzi do wniosku, że i ona na swój sposób pozbawiła go wolności, odizolowując od reszty świata.

Opowiadanie Narodziny rozpostarte jest między współistniejącymi życiem i śmiercią, których łączniczkami są akuszerki, najpierw przychodzące z pomocą rodzącej kobiecie, potem zaś odchodzące bezszelestnie niczym anioły:

Pielęgniarki żegnają się i na czubkach palców przechodzą przez podwórze. Ich postacie w cieniu drzew wydają się olbrzymie, jakby przyszły z innego świata i przynależały do innego czasu. Ich spowite w ciemne rękawy przylgnęły do ciemności nocy, a kroki, które stawiają na kamienistej drodze są bezszelestne, jakby stopy były oderwane od ziemi i unosił je ze sobą wiatr[22].

W opowiadaniu Narodziny życie ukazuje się człowiekowi pełne komizmu, tragizmu i chaosu, podkreślonych dodatkowo przez różnorodne dźwięki i głosy. Wydawać by się mogło, iż opowiadanie to można bardziej usłyszeć niż przeczytać. Widzimy tu cierpiącego na brak sensu życia studenta filozofii (narrator), służącego, zmęczonego posłuszeństwem komuś, kto nim pogardza, starszą panią jednocześnie wzywającą na pomoc imamów i złorzeczącą światu oraz ojca przyszłego dziecka, pułkownika, który stopniowo dochodzi do wniosku, że ani religia, ani filozofia nie dają odpowiedzi na dręczące ludzkość pytania.

Pośród gwaru towarzyszącego przygotowaniom weselnym rozgrywa się dramat pana młodego, głównego bohatera kolejnego opowiadania, zatytułowanego Przyjęcie. Bohater przeczuwa nadchodzącą śmierć:

Nikt nie wie, że w ciągu najbliższych dni odejdę z tego świata. Być może najbliższej nocy lub dzisiejszego popołudnia, w samym środku przyjęcia lub w nowym ubraniu, które kupiłem na podróż; podczas kolacji i przełykając smaczny kąsek albo właśnie teraz, w tej chwili, zanim zdążę przemyśleć, zrozumieć i zakończyć wypowiadane zdanie. Wyobrażanie sobie śmierci czy nicości wydaje mi się głupie. Nie wierzę w rzeczy, które można sobie wyobrazić. Mimo to, gdzieś w głębi serca, wiem, że tego niewidzialnego, nie dającego się wyobrazić „czegoś” nie można zanegować lub stając z nim twarzą w twarz idiotycznie się roześmiać, udając, że niczego się nie rozumie[23].

Bohater chciałby podzielić się z kimś swoimi odczuciami, nie robi tego jednak, gdyż wie, że spotkać go może jedynie niezrozumienie:

Jak można z kimś, kto oczekuje jutra, rozmawiać o tym, że jutra nie ma. (…) Chciałbym im to wszystko teraz powiedzieć, jednak boję się, że śmiertelnie przerażeni zaczną szukać jakiegoś wyjścia i nie przyjmą tego do wiadomości. Boję się, że będą chcieli walczyć, udowadniać i bronić swoich argumentów. Żal mi ich. Nie chcę, aby jeszcze bardziej dawali się oszukiwać[24].

Bohater sądzi, że dla kogoś, kto uświadomił sobie brak porządku świata, nie pozostaje nic poza poczuciem wyobcowania, izolacji i zawieszenia:

Ale my już nie rozumiemy się nawzajem. Ja jestem teraz czymś „pomiędzy”- czymś zagubionym i niepewnym, zawieszonym między bytem i niebytem, między „tu” i „tam”[25].

Otaczający narratora bliscy mają złe przeczucia. Wszyscy z wyjątkiem Maniże, przyszłej panny młodej. Ta, jako rozwódka z przeszłością, planuje swoje szczęście i przyszłość:

Wszyscy myśleli, że żartuję, że wygaduję bzdury, że oszalałam. Mówili, że to niemożliwe, aby Maniże zostawiła męża, dziecko i odeszła. Dlaczego miałabym tego nie zrobić? Czemu miałabym słuchać tego, co mówią? Czyje szczęście jest ważniejsze?[26]

Tymczasem śmierć bohatera powoli nadchodzi:

Mam wrażenie, jakby wzywano mnie z bardzo daleka, z odległego i nieznanego miejsca. Jakby oczekiwano mnie od bardzo dawna[27].

Bohater zamyka się w pokoju, choć burzące spokój niespodziewane przybycie byłego męża Maniże zmusza go do konfrontacji z rzeczywistością. Kiedy ponownie wymyka się do łazienki, aby tam odpowiedzieć na wezwanie śmierci, Maniże przybiega i chcąc obwieścić, że jej były mąż opuścił wesele, mówi: Już nic nie stanie nam na przeszkodzie, zwycięstwo należy do nas[28]. Na „zwycięstwo” jednak jest już za późno. W opowiadaniu tym Goli Taraghi wskazuje na bezcelowość działań podejmowanych przez człowieka: wszystko kończy się niepowodzeniem lub śmiercią, niezależnie od tego, czy – tak jak zrobiła to Maniże – walczymy o swoje życie, czy przyjmujemy życie takim, jakie jest, poddając się bez walki. Warto zwrócić uwagę na obecność jeszcze dwóch bohaterek:

Ciotki płaczą i szepcą sobie do ucha coś niezrozumiałego. Biorą matkę za rękę i próbują ją pocieszyć[29].

Gdy pojawiają się na początku opowiadania, można odnieść wrażenie, że ich głównym zadaniem jest pocieszenie matki, której trudno pogodzić się z ożenkiem i odejściem z domu ukochanego syna, jednak w kontekście samobójstwa bohatera mogą być też rozumiane jako żałobnice zawczasu przekazujące sobie straszną wieść. Dostrzegamy je również pod koniec opowiadania, gdy bohater wymyka się z przyjęcia, by skończyć swoje wypełnione beznadzieją życie:

Ciotki pośpiesznie mówią mi ciepłe słowa, ostrożnie dotykając moich pleców i ramion. Mają zapuchnięte powieki i wyglądają tak, jakby bardzo długo płakały[30].

W istocie zatem tytułowe Przyjęcie nie jest uroczystością weselną, lecz pogrzebową stypą.

Niezwykle ciekawe jest powstałe w 1967 roku opowiadanie Podróż, przedstawiające psychiczną transformację bohatera – czekającego na amputację nogi wykładowcy filozofii – kończącą się powrotem do samego siebie. Tekst podzielony jest na trzy etapy: w pierwszym bohater opisuje swoją bieżącą sytuację, czyli przygotowania do operacji, z punktu widzenia obojętnego obserwatora. W tej części beznamiętnie opisuje to, co dzieje się wokół niego: dobiegający z przeciwległego pokoju płacz, krzątającą się wokół łóżka żonę, lekarzy i pielęgniarki przygotowujące go do zabiegu. Wszyscy oni posiadają nieprzyjemny wygląd, współgrający ze stanem psychicznym bohatera. On zaś jest daleki sobie samemu. Patrzy na siebie jak na coś skończonego. Jego twarz oblazły muchy, wciskając się pod powieki i usta, z nogi natomiast wydziela się zapach zgnilizny. Bohater jest martwy, gdyż pozwolił umrzeć swoim planom i marzeniom, nie będąc w stanie wziąć swego życia we własne ręce. Jest także daleki od swojej rodziny, która, gromadząc się wokół szpitalnego łóżka, spogląda nań nieruchomymi oczami, jak na dziwowisko:

Cała rodzina przyszła mnie zobaczyć. Ze zdumieniem i zmęczeniem odmalowanymi na twarzach przypatrują się mojej spuchniętej nodze, która pod kawałkiem bandaża zwisa z mojego boku niczym złamany pień drzewa. Przypatrują się i nie wiedzą, co powiedzieć[31].

Bohater jest zmęczony życiem i jego monotonią:

Jakie to ma znaczenie, czy będę żył, czy nie? Zastanawiam się, jaką może stanowić różnicę, czy będę miał jedną nogę, czy dwie (…) i jakie to może mieć dla mnie znaczenie, czy to miasto i ten świat będzie nadał istniał[32].

Droga na salę operacyjną rozpoczyna drugi etap opowiadania. Schody prowadzące w dół, ciemny i słabo oświetlony korytarz, zmarły wynoszony na noszach przez pielęgniarzy czy mijani po drodze pacjenci „z rozgorączkowanymi oczyma, w których nie ma nadziei nawet na śmierć” – wszystko to wzbudza w bohaterze uczucie strachu i samotności absolutnej. Gdy zostaje poddany narkozie, doznaje eksplozji uczuć – od prób zabicia strachu i paniki przez radość, że oto już nikt nie będzie od niego niczego chciał, aż po negację własnego ja, przejawiającą się w porównaniu do kraba, którego miejsce jest na samym dnie wód. Jednak gdy narkoza zaczyna działać, ogarniają go duszności i odnosi wrażenie, że oto pogrąża się w wodzie, umiera i tonie. Wtedy właśnie zdaje sobie sprawę, że nie chce umierać. Bezskutecznie próbuje się ratować:

Próbuję poruszać rękami i nogami, staram się wypłynąć na powierzchnię wody, ale nie jestem w stanie. (…) Mam wrażenie, jakbym dotarł do głębin ciemności, do bezkresu nocy i jakby pochłonęła mnie absolutna ciemność[33].

Tak kończy się drugi etap opowiadania. Odzyskujący przytomność po udanej operacji bohater tak naprawdę budzi się do nowego życia. Wydaje mu się, że narodził się ponownie:

Nie chce mi się wierzyć, że przyszedłem na świat po raz drugi (…) muszę zacząć od początku, wszystko od samego początku[34].

W tej części opowiadania w tle słychać odgłosy rozmów, nie płaczu. Bohater zaczyna snuć plany, co odzwierciedla się nawet w konstrukcji zdań zaczynających się od: bajad – trzeba, muszę. Podróż do siebie zakończyła się sukcesem i teraz należy rozpocząć walkę o nową rzeczywistość[35]. Warto zwrócić uwagę, że opowiadanie to przypomina rytuał inicjacyjny, podzielony na trzy etapy: separacji, marginalny (ten, w którym dokonuje się przemiana) i powrotu, symbolizującego śmierć i powtórne narodziny, będące tak naprawdę narodzinami do rzeczywistości[36].

Zbiorek Ja też jestem Che Guevarą kończą dwa opowiadania: Drzewo i Jeden dzień.

Drzewo to kolejna wariacja na temat przemijania. Gdy bohater uświadamia sobie bezcelowość podejmowanych przez człowieka działań, rezygnuje z pracy, przestaje pisać, większość czasu spędzając w pościeli: leżąc, jedząc, pijąc i trwając. Nie może się pogodzić z chorobą matki, kiedyś silnej i pełna wigoru jak dąb, teraz powoli żegnającej się ze światem:

Wspominam dni, gdy matka nosiła mnie po pokoju na barana, gdy była silna jak pień drzewa, a ja wierzyłem, że jej siła jest trwała. (…) Sama była jak drzewo, potężne i wieczne, jak dąb, w środku którego można zamieszkać. (…) Nie mogę uwierzyć, że moje wieczne drzewo tak jak wszystkie inne rzeczy niszczeje, stając się pustką[37].

Stopniowo jednak obojętnieje i na jej śmierć:

Żona obwieszcza: „Jest w złym stanie, od rana boli ją serce”. Próbuję jej wytłumaczyć, że ta kobieta prędzej czy później odejdzie, że nie jest jeszcze jednym ubraniem na zimę, które można zabezpieczyć naftaliną[38].

Pomiędzy bohaterem a pozostałymi członkami rodziny powstaje przepaść: on myśli o śmierci, a oni o życiu. Warto jednak dodać, że i reszta rodziny nie umie i nie przeżywa teraźniejszości, wciąż przygotowując się na przyszłość:

W tym domu wszyscy przez całą dobę zajęci są udoskonalaniem i zmienianiem na lepsze: myją, prasują, polerują i pastują, całymi dniami przygotowując się na nadejście nowych, lepszych dni[39].

Moja żona od rana do wieczora zajęta jest liczeniem, planowaniem i wyczekiwaniem na lepsze jutro. Przypatruję się jej spracowanym, szczupłym dłoniom i prostym, brązowym włosom. Ta kobieta chce wziąć życie w posiadanie: zaszczepiła się na tyfus, dyfteryt, ospę i tężec, wykupiła polisę ubezpieczeniową i jest przekonana, że chcieć to móc. (…) Ujmuję w dłonie jej twarz i pokazuję w lustrze, żeby zobaczyła na własne oczy, że i ona, pomimo przestrzegania tych wszystkich zasad higieny, niszczeje i zaczyna się rozkładać[40].

Jedynym opowiadaniem zbioru przynoszącym czytelnikowi nadzieję jest Jeden dzień. Główna bohaterka spotyka pana Hejdariego, który „należy do świata żywych”. Ten jest przekonany:

Moje życie jest w moich rękach, jestem dumny z krwi, która płynie w moich żyłach, mam świadomość mijających dni, żyję[41].

Hejdari próbuje przekonać kobietę, że los człowieka zależy od niego samego, nie zaś od innych:

Są czy ich nie ma – jakie to ma znaczenie? (…) Do diabła z nimi! Każdy żyje dla siebie samego[42].

Mimo to bohaterka wyczekuje tego jednego, specjalnego dnia, w którym wszystko się zmieni i w którym nie będzie już miejsca na samotność. Temu oczekiwaniu podporządkowuje całe swoje życie. Gdy ten dzień nadchodzi (po kilku latach rozłąki dzieci przyjeżdżają do niej w odwiedziny), z początku wydaje jej się, że Hejdari się myli, gdyż:

Wystarczy tylko, że uchylę drzwi i zbiegnę po schodach – tylko jedna chwila dzieli mnie od szczęścia, jakie to proste. (…) Od dziś będę mieszkać razem z dziećmi, przesiadywać z nimi na balkonie i z daleka machać sąsiadom na dzień dobry. Nie, panie Hejdari, myli się pan. Ich obecność zmieni wszystko. (…) Już nie będę się niczego bać, one są kontynuacją mojego życia[43].

Stopniowo odkrywa jednak przepaść dzielącą ją i dzieci. Ostatecznie przyznaje Hejdariemu rację: dzieci nie zwracają na nią uwagi i jest wszystkim obojętna, zaczyna więc myśleć o jutrze i dniu, w którym wszystko się zmieni.

 

[1] Goli Taraghi: Moje opowiadania są moim wewnętrznym życiorysem. Wywiad z autorką przeprowadzony w roku 2001 przez M. Azarma i M. Afszang. Dostępny na stronie BBC Persian pod linkiem: http://www.bbc.com/persian/arts/011002_ms-taraghi-aa.shtml

[2] Wywiad z Goli Taraghi, magazyn Buchara, nr 11, 1991, s. 31 – 54. Wywiad przeprowadzony został przez A. Dehbaszi i K. Fani., dostępny w genialnym opracowaniu całości twórczości pisarki: A. Dehbaszi, M. Karimi, Goli Taraghi. Analiza i krytyka twórczości, 2003, Teheran, s. 223 – 240.

[3] Goli Taraghi: Moje opowiadania są moim wewnętrznym życiorysem (…)

[4] Tamże.

[5] Goli Taraghi, Sen zimowy, Teheran, 2003, s. 137.

[6] Spotkanie z Goli Taraghi. Przeprowadzony w 2003 roku wywiad z pisarką: http://www.bbc.com/persian/arts/030812_la-cy-golitaraghi.shtml

[7] Tamże.

[8] Goli Taraghi, Wprowadzenie [w:] Ja też jestem Che Guevarą, Teheran 2001, s. 7.

[9] Tamże.

[10] Tamże.

[11] Goli Taraghi, Obietnica [w:] Ja też jestem Che Guevarą, Teheran 2001, s. 140.

[12] Tamże, str. 133, 148 i 149.

[13] Goli Taraghi Ja też jestem Che Guevarą [w:] Ja też jestem Che Guevarą, Teheran 2001, s. 18 – 20.

[14] Tamże, s. 24 – 25.

[15] Goli Taraghi, Szczęście [w:] Ja też jestem Che Guevarą, Teheran 2001, s. 37.

[16] Tamże, s. 34 – 35

[17] Tamże, s. 35.

[18] Tamże, s. 31.

[19] Tamże, s. 42.

[20] Tamże, s. 40 – 41.

[21] Tamże, s. 43.

[22] Goli Taraghi, Narodziny [w:] Ja też jestem Che Guevarą, Teheran 2001, s. 83.

[23] Opowiadanie Przyjęcie z tego samego zbioru, s. 119.

[24] Tamże, s. 119, 121.

[25] Tamże, s. 122.

[26] Tamże, s. 124.

[27] Tamże, s. 126.

[28] Tamże, s. 130.

[29] Tamże, s. 121.

[30] Tamże, s. 129.

[31] Goli Taraghi, Podróż [w:] Ja też jestem Che Guevarą, Teheran 2001, s. 51.

[32] Tamże, s. 49-51.

[33] Tamże, s. 54.

[34] Tamże, s. 55.

[35] Opowiadanie Podróż jest kolejnym przykładem nawiązania pisarki w twórczości do własnego życia. Amputacja nogi jej ojca, Lotfallaha Taraghi, została dokładnie opisana również w innym opowiadaniu – Ojciec: Choroba niczym niechciany gość, wstrętny, napastliwy i bezwzględny (…) obwieszcza nam, że zjawiła się, mając niecne zamiary. Na cel bierze sobie nogę ojca. Cała tragedia ma swój początek w tej małej, złośliwej rance i postępując, dociera aż do kolana. Gangrena! (…) Ojciec nie może znieść szpitala. (…) Nie zwraca uwagi ani na swoją spuchniętą nogę, ani na nasze drżące ręce i przerażone spojrzenia. Myśli o przyszłości, snując plany z dziesięcioletnim wyprzedzeniem. Zupełnie jakby noga nie była mu do niczego potrzebna. Swoją pracę będzie kontynuować choćby z jedną nogą, jednym okiem czy ręką. (…) Śmierć milknie na jakiś czas (…) i ojciec zadowolony i zdrowy wraca do domu. Z jedną tylko nogą. Po amputacji nogi porusza się jeszcze energiczniej, prowadzi samochód i wcale się nie męczy.

[36] Mircea Eliade, Tematy inicjacyjne w wielkich religiach [w:] ZNAK, nr 11 – 12 (360 – 361), Kraków 1984.

[37] Goli Taraghi, Drzewo [w:] Ja też jestem Che Guevarą, Teheran 2001, s. 110, 113 – 114.

[38] Tamże, s. 106.

[39] Tamże, s. 105

[40] Tamże, s. 105.

[41] Goli Taraghi, Jeden dzień [w:] Ja też jestem Che Guevarą, Teheran 2001, s. 85.

[42] Tamże, s. 85, 88.

[43] Tamże, s. 89 – 90.

Podziel się

O autorze

Dorota Słapa

Dorota Słapa. Rocznik 1984. Iranistka z wykształcenia i zamiłowania. Absolwentka Wydziału Orientalistycznego UJ. Doktorantka historii Iranu na Uniwersytecie Teherańskim. Tłumaczka języka perskiego. Skoncentrowana przede wszystkim na współczesnej literaturze perskiej, którą pragnie przybliżać polskiemu czytelnikowi. Jej przekłady ukazały się m.in. w „Biuletynie Iranistycznym” (nr.1/2010) oraz na stronach: www.literaturaperska.com i www.artpapier.com Artykuły poświęcone twórczości irańskich pisarek, takich jak: Zoja Pirzad, Fariba Vafi i Goli Taraghi publikowała m.in. na perskojęzycznej stronie: www.antropology.ir oraz w „Oriencie” nr.1(13)2013. Obecnie pracuje nad przekładem zbioru opowiadań "My jesteśmy tutaj” autorstwa kurdyjskiego pisarza, Beroża Akreji. Pisze poezje po persku i po polsku.

Odpowiedz