Zeus Gromowładny

Jeśli mówi się o greckiej mitologii, nie należy zapominać o tak zwanym ojcu bogów, czyli Zeusie. Dlaczego „tak zwanym”? Dlatego, że ściśle rzecz biorąc, ojcem bogów był Uranos, zamordowany przez jednego ze swych synów, Kronosa. Pomagali mu zbuntowani cyklopi oraz Sturęcy, jedni z pierworodnych dzieci Gei. Następnie Kronos zesłał do Tartaru pomocników, którzy mogli mu później zaszkodzić, poślubił swą siostrę Reę i ogłosił się Panem Nieba i Ziemi. Wściekła na niego Matka Gea przepowiedziała, że jeden z jego synów pozbawi uzurpatora tronu. Kronos postanowił się zabezpieczyć – mianowicie połykał każde swe nowonarodzone dziecko. Miły był z niego tatuś, nie ma co. Pewnie stąd wzięło się powiedzenie „Tak cię kocham, że bym cię zjadł.”

Kronos i Rea

Rea w końcu miała dość. Urodziwszy Zeusa podała mężowi owinięty w pieluchy kamień, a niemowlę umieściła w złotej kołysce, zabrała na Kretę i oddała pod opiekę dwóm siostrom-nimfom, Adrastei oraz Io. Kronos po jakimś czasie dowiedział się o oszustwie, ale Zeus umknął mu, zamieniając siebie w węża, a swoje opiekunki w niedźwiedzice. Trudno się dziwić, że wyrósłszy wśród takich okoliczności myślał jedynie o tym, jak zemścić się na wyrodnym ojcu. Gdy dorósł, postanowił wcielić swe zamysły w czyn. Szukając wsparcia trafił do jednej z tytanid, Metydy,a ta poradziła mu, by odszukał matkę i postąpił tak, jak ona mu każe. Rea chętnie pomogła synowi, dostarczając silnego emetyku, który ten podstępnie podał Kronosowi. Wypiwszy miód z domieszką owego środka Kronos zwymiotował całe połknięte w swoim czasie rodzeństwo Zeusa – Hestię, Demeter, Herę, Hadesa i Posejdona. Łatwo sobie wyobrazić jego wściekłość, jednak uwolnione dzieci – już zresztą dorosłe – zdołały mu zbiec.

Tytanomachia

Siostry i bracia zaproponowali Zeusowi, żeby przewodził im w wojnie z tytanami, na których czele stanął Atlas. Kronos był już podobno za stary na wojnę – mamy tu pewną niekonsekwencję, ponieważ, jak wiemy, bogowie się nie starzeli. Wojna trwała dziesięć lat i nie wiadomo, jak by się skończyła, gdyby Zeus nie uwolnił zamkniętych w Tartarze cyklopów oraz Sturamiennych. Cyklopi z wdzięczności podarowali Zeusowi piorun, który stał się jego bronią na wieki. Hadesowi podarowali hełm niewidzialności, zaś Posejdonowi trójząb. Te dary pomogły młodym bogom w zwycięstwie. Tytani zostali pokonani i zesłani do Tartaru, gdzie ich strażnikami stali się Sturamienni. Tytanki Zeus oszczędził ze względu na te, które mu pomagały. Bratu Hadesowi przydzielił władzę nad światem podziemnym, zaś Posejdonowi – morza i oceany, do tej pory zarządzane przez tytana Okeanosa. Sam zasiadł na tronie Olimpu, poślubiwszy swą siostrę Herę – jak głosi odpowiedni mit, wręcz zmusił ją do tego ślubu przemocą. Rea była przeciwna temu małżeństwu, ale syn nie tylko nic sobie z tego nie robił, ale w dodatku posunął się do tego, że w gniewie zgwałcił własną matkę, po czym i tak zrobił swoje. Nie stanowili z Herą modelowego małżeństwa i nie byli sobie wierni, ale mimo to ich związek trwał. Hera z czasem zaczęła przejawiać zazdrość wobec swego małżonka, co jemu nie przeszkadzało w rozlicznych romansach, natomiast sprowadzało nieszczęścia na jego kochanki.

Zeus z kochanką

Mając takiego ojca, Zeus nie mógł być zbyt sympatyczny. Prawie natychmiast po wstąpieniu na tron pokazał, na co go stać. Ponieważ tytanka Metyda bardzo mu się spodobała, zmusił ją do uległości, ale gdy zaszła w ciążę, postąpił jak Kronos: po prostu ją połknął. Stało się tak, gdyż przepowiedziano mu, że chłopiec narodzony z Metydy stałby się jego zabójcą. Jakiś czas później Zeus zaczął uskarżać się na potworny ból głowy. Nasilał się on tak, że w końcu Zeus nie mógł wytrzymać. Hermes sprowadził wtedy Hefajstosa, który zrobił przy pomocy klina i młotka otwór w czaszce ojca. Wyszła stamtąd Atena, cała i zdrowa i ponoć nawet w pełnej zbroi. Stąd wzięły się takie przysłowia jak „wybić sobie coś z głowy” i „klin klinem”.

Narodziny Ateny

Atena nie była jedynym dzieckiem Zeusa narodzonym w niekonwencjonalny sposób. Kiedyś ten nad miarę jurny bóg wdał się w miłostkę z Semele, córką króla Kadmosa z Teb. Gdy była ona w szóstym miesiącu ciąży, Hera przebrana za starą wróżbiarkę namówiła ją, by zażądała od tajemniczego kochanka ujawnienia swej tożsamości. Dziewczyna zrobiła tak, a gdy Zeus odmówił, nie dopuściła go do swego łoża. Zeus rozgniewał się tak bardzo, że poraził ją piorunem. Hermesowi udało się jednak uratować dziecko królewny, które wszył następnie w udo Zeusa. Po upływie dalszych trzech miesięcy narodził się Dionizos.

Narodziny Dionizosa – malowidło na amforze

Rozpustny jak mało kto król bogów miał zresztą dzieci z kim popadło. Zaczął od własnego podwórka – z Temidą spłodził Cztery Pory Roku i Trzy Mojry, Z Eurynome Charyty (boginki miłosierdzia), z Mnemozyną Muzy. Z tytanką Mają miał Hermesa, z Leto Apollina i Artemidę. Zagreusa urodziła mu Kora jeszcze zanim jako Persefona została żoną Hadesa. Następnie zaczął dobierać się do co ładniejszych śmiertelniczek. Semele, o której już była mowa, jest tylko jedną z wielu. Po niej były: Danae, uwiedziona pod postacią złotego deszczu, Leda (z łabędziem), Europa, którą porwał jako byk, Alkmena – matka Heraklesa – i wiele innych. Jeśli nie dostał dobrowolnie tego, co chciał, brał siłą i mało przejmował się jakimikolwiek normami moralnymi. Mało tego – żeby życie miało smaczek… Syn króla Trosa, Ganimedes, był podobno młodzieńcem tak pięknym, że Zeus zakochał się w nim i, przybrawszy postać orła, porwał nieszczęsnego chłopaka na Olimp, gdzie ten został podczaszym bogów i czym tam jeszcze. Hera strasznie się rozgniewała, gdyż do tej pory funkcję podczaszego spełniała jej córka, Hebe, jednak Zeus wcale się nie przejął gniewem małżonki i umieścił nawet wizerunek Ganimedesa wśród gwiazd jako Wodnika.

Porwanie Ganimedesa

Te jego wyskoki przeszkadzały tylko Herze, ale inne złe cechy Zeusa dawały się we znaki wszystkim bogom. Był małostkowy, pyszny i dokuczliwy tak, że w końcu pozostali Olimpijczycy mieli go dość. Postanowili dać mu nauczkę lub, jak utrzymują niektórzy mitografowie, w ogóle się go pozbyć. Pewnego dnia, gdy spał, otoczyli go i związali w jego łożu tak, że nie mógł się ruszyć. Może nawet by im się udało gdyby nie to, że momentalnie zaczęli kłócić się między sobą, kto ma zastąpić Zeusa na tronie. Zawiadomiona przez Hestię nereida Tetyda doszła do wniosku, że jak tak dalej pójdzie, to światu grozi nowa wojna bogów. Poprosiła więc jednego ze Sturękich, Briareusa, by uwolnił króla bogów. Skoro ten odzyskał wolność, powiesił Herę jako przywódczynię spisku za ręce, a Posejdona i Apollina zesłał na Ziemię, by odkupili swoją winę budując Troję. Reszcie bogów darował i w końcu uwolnił też swą małżonkę po tym, jak przysięgła już nigdy nie spiskować przeciw niemu.

Hera

Matka Gea również miała dość wybryków wnuka, który nie szanował niczego ani nikogo. Żeby przywołać go do porządku urodziła Tyfona, straszliwego potwora, tak mocarnego i przerażającego z wyglądu, że gdy zjawił się na Olimpie, prawie wszyscy bogowie przed nim uciekli, a Zeus pierwszy. Jedynie Atena nie okazała strachu i tak długo obrzucała ojca obelgami z powodu jego tchórzostwa, aż ten uniósł się honorem i podjął walkę. Poraził Tyfona piorunem, a następnie rzucił się na niego z sierpem. Tyfon oplótł go swymi wężowymi splotami, odebrał mu sierp, a następnie odciął nim mięśnie rąk i nóg Zeusa, unieruchomiając go. Hermes postanowił odzyskać mięśnie ojca. Pomógł mu w tym bożek Pan, który przestraszył swym donośnym krzykiem siostrę Tyfona, pilnującą owych części ciała. Odzyskawszy zdolność ruchu Zeus ponownie podjął walkę i ostatecznie wygrał ją, przywalając potwora górą Etną.

Walka Zeusa z Tyfonem – malowidło na wazie

Chociaż jako król bogów Zeus miał sprawować pieczę nad ludźmi, nie miał dla nich wiele uczuć (poza swymi kochankami). Najpierw usiłował wytępić ich, zsyłając potop (skąd my to znamy?), a następnie postanowił nie dopuścić do rozwoju ludzkości, odmawiając jej władzy nad ogniem. Była to zemsta za to, że Prometeusz swą przemyślnością doprowadził do zawarcia układu, na mocy którego częścią ofiarną zwierzęcia, składaną ku czci bogom, był jedynie tłuszcz i kości. Prometeusz jednak podarował ludziom ogień, za co Zeus przykuł go do skały w górach Kaukazu i wydał na żer sępom, a jego brata Epimeteusza zmusił do poślubienia Pandory, kobiety stworzonej tylko w tym celu, by była skaraniem boskim. Zapomniał przy tym, że jedynie ci dwaj spośród wszystkich tytanów stanęli po jego stronie podczas tytanomachii – ot, wdzięczność królewska. Jak wszyscy wiemy, Pandora narobiła problemów całej ludzkości, zaś biednego Prometeusza uwolnił dopiero Herakles.

Kara Prometeusza

Ponieważ w swej pierwszej wielkiej bitwie Zeus użył pioruna, podarowanego mu przez cyklopów, zakazał innym bogom posługiwania się tą bronią, a cyklopów mianował swoimi płatnerzami. Wykuwali dla niego pioruny, póki nie pozabijał ich Apollo, by zemścić się na ojcu za śmierć swego ulubieńca, Asklepiosa. Prawdopodobnie ten los spotkał tylko część z nich, skoro po tym przykrym incydencie Zeus nadal posługiwał się piorunami, trudno się jednak dziwić, że Apollo z trudem uszedł przed jego karzącym ramieniem. Będąc nieubłaganym w karaniu tych, którzy w czymś mu przewinili, sam pozostawał oczywiście bezkarny, co by nie zrobił. Jedyne, co mogło mu zagrażać, to awantury z Herą, których starał się unikać, jak tylko mógł, bo jak każdy mężczyzna nie lubił spierać się z małżonką. Jak widać z tego pobieżnego szkicu, Zeus był bogiem bardzo podobnym do człowieka, może nawet za bardzo. Nic więc dziwnego, że bardzo się spodobal starożytnym Rzymianom, którzy „pożyczyli” go sobie razem z całym arsenałem i zaprezentowali światu pod imieniem Jowisza (Iove). Na zakończenie jako ciekawostkę warto wspomnieć, że slynne polskie przysłowie „Co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie”, kiedyś chętnie używane, jest polską przeróbką łacińskiego „Quod licet Iovi, non licet bovi” czyli „Co wolno Jowiszowi, nie wolno wołowi”. W jednym i w drugim odbija się przekonanie, że wysokie stanowisko daje większe prawa – dziś z tym polemizujemy, ale niestety gołe fakty pokazują, że taki stan rzeczy nadal istnieje i ma się dobrze.

Luiza „Eviva” Dobrzyńska

About the author
Technik MD, czyli maniakalno-depresyjny. Histeryczna miłośniczka kotów, Star Treka i książek. Na co dzień pracuje z dziećmi, nic więc dziwnego, że zamiast starzeć się z godnością dziecinnieje coraz bardziej. Główna wada: pisze. Główna zaleta: może pisać na dowolny temat...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *