Zbrodnie (nie)doskonałe

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego ludzie, którzy są w stanie wymyślić i popełnić nawet najgenialniejszą zbrodnię, wpadają?

Jedna z przyczyn, o dziwo stosunkowo często będącą przyczyną przymusowego odwyku od wolności jest typowy dla gatunku homo sapiens, a zwłaszcza dla jego męskiej części, syndrom macho.  Nie jest sztuką bowiem wymyślić oryginalną zbrodnię, nie jest niekiedy sztuką jej bezbłędnie dokonać, ale już nie móc o tym nikomu opowiedzieć? To przerasta możliwości większości facetów (choć to ponoć kobiety są największymi plotkarami).

To zadziwiające, że można dokonać przestępstwa tak, by nikt o tym się nie dowiedział, ale z drugiej strony ulec nieprzepartej chęci pochwalenia się tym faktem. Pół biedy, jeśli przestępca robi to w gronie znajomych (z których i tak często jeden okazuje się tym „życzliwym”, dzięki któremu statystyki wykrywalności przestępstw w Polsce rosną). Gorzej, jeśli nasz pyszałek zamierza obwieścić swą zbrodnię całemu światu.

Wydaje się to niemożliwe, by ktoś do tego stopnia igrał ze swoim życiem. A jednak w 2007 roku na dwadzieścia pięć lat więzienia został skazany  niejaki Krzysztof B. Pisarz, dość przeciętny zresztą, ale jego książka „Amok” okazała się być zapisem zbrodni, która dokonała się w rzeczywistości. Szczegóły przestępstwa, opisane przez pisarza, były tak bardzo zbieżne z niewyjaśnionym dotychczas zabójstwem Dariusza J., że natychmiast zaczęto go podejrzewać o tę zbrodnię. Napisana w 2003 roku powieść zawiodła Krzysztofa B. przed oblicze Temidy, a ta okazała się być bezlitosna, skazując pisarza na ćwierć wieku za kratkami.

Co kieruje takimi ludźmi? Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego planując jakieś przestępstwo i starając się jak najdokładniej zatrzeć ślady, przestępcy popełniają tak oczywiste błędy? Dlaczego łatwiej im zabić kogoś niż trzymać język za zębami? To jakiś zbrodniczy ekshibicjonizm, coś, co tłumi normalną dla człowieka intymność i gna przestępców do obnażenia się przed wszystkimi i krzykiem „Halo! To ja to zrobiłem!”. A kiedy ktoś się tym zainteresuje, nagle następuje szok i niedowierzanie, że autor najdoskonalszej (w swoim mniemaniu) zbrodni wpada przez okoliczność tak oczywistą, że aż żenującą. Zwłaszcza dla autora potencjalnej „zbrodni doskonałej”.

A przecież takie wątki można odnaleźć w wielu książkach. Na przykład Waldemar Łysiak bez oporów przyznaje, że był najemnikiem i walczył w Afryce (i nie tylko). Wystarczy zresztą poczytać choćby „Konkwistę”, by przekonać się, że kilkakrotnie otarł się  o śmierć, choć akurat w tym przypadku byłby ofiarą, nie agresorem. Z drugiej jednak strony – czy najemnik, zabijający ludzi za pieniądze, nie jest przestępcą? Jak dla mnie to typowy przykład zabójcy, który ma gdzieś idee, za które walczy, bo ważniejsze jest wszak to, kto wypłaca kasę i czy robi to regularnie.

Zastanawiam się również, czy rzeczywiście wszystkie powieści Agaty Christie są tylko fikcją literacką? Oczywiście nic nie zarzucam pisarce, jednakże niektóre z wątków, które powtarza w swych powieściach, w połączeniu z zagadkowymi faktami z jej życia nasuwają czasem na myśl pewne skojarzenia.

Albo na przykład taki Poe. Autor jednego z najlepszych wierszy, jakich czytałem („Raven”), niesamowicie klimatycznie piszący twórca. Tu akurat wątpliwości wzbudza jedno opowiadanie –  „Tajemnica Marii Roget”. Jest to jedno z trzech opowiadań Poe’go, których bohaterem jest detektyw Dupin. Poe drobiazgowo opisał zabójstwo Marii Roget (a tak naprawdę Mary Rogers). Problem polega jednak na tym, iż Poe przedstawia i analizuje zabójstwo Mary Rogers bardzo szczegółowo. Zbyt szczegółowo jak na osobę tylko interesującą się tą zbrodnią (która wydarzyła się naprawdę). Można odnieść nieodparte wrażenie, iż autor zna tę zbrodnię znacznie lepiej, niż wynikałoby to tylko z jego opowiadania.

Jeśli jeszcze dodać do tego to, iż ta realna Mary Rogers zniknęła  wcześniej na jakiś czas, a świadkowie podawali, że towarzyszył jej wtedy mężczyzna o dość podobnym wyglądzie do Poe’go, to w połączeniu z doskonałą, perfekcyjną wręcz znajomością okoliczności zbrodni przez pisarza, można dojść do ciekawych wniosków.

Choć z drugiej strony, może to tylko nadinterpretacja faktów?

Robert Rusik

About the author
Robert Rusik
Urodził się w 1973 roku w Olkuszu. Obecnie mieszkaniec Słupcy, gdzie osiedlił się w 2003 roku. Pisze od stosunkowo niedawna, jego teksty publikowały „PKPzin”, "Kozirynek", "Cegła", "Szafa", „Szortal”. Ma na koncie kilka zwycięstw oraz wyróżnień zdobytych w różnych konkurach literackich (organizowanych m.in. przez portale Fantazyzone, Erynie, Weryfikatorium, Apeironmag, Szortal i inne), w tym prestiżową statuetkę „Pióro Roku 2009” przyznaną przez Słupeckie Towarzystwo Kulturalne. Przeważnie pisze fantastykę, choć zdarza mu się uciec w inne rejony literatury. Od 2010 roku felietonista Magazynu Kulturalnego „Apeiron”, od lipca 2011 także „Szuflady”. W 2012 roku ukazał się jego ebook „Isabelle”. Prywatnie szczęśliwy mąż oraz ojciec urodzonego w 2006 roku Michałka i urodzonej w 2012 roku Oleńki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *