Zagrożenia ze strony mediów – Grażyna Penkowska (red.)

0

1Wszelkie nowinki niosą ze sobą potencjalne zagrożenia. Dostrzeżenie ich, zanim zostaną zaabsorbowane na dobre, jest kluczowe dla odpowiedniego rozwoju najbardziej podatnych na potencjalne problemy. Mowa tu o ludziach młodych, którzy, dorastając wraz z pewnymi udogodnieniami, nie rozumieją już świata bez nich. Chociażby dla innej perspektywy warto przedstawić, jak się sprawy miały, nim dane nowości wprowadzono. Jednakże, używając nietrafionych argumentów i zbytnio krytykując, ryzykuje się utratę uwagi tych, którym pierwotnie chciało się pomóc. Niestety, niektóre artykuły z tej kolekcji wpisują się w tę drugą kategorię tekstów krytycznych.

Nie zaliczam się już do ludzi młodych, nigdy nie korzystałem z Tindera, Pinteresta czy Instagramu. Jednak nawet dla mnie teksty w drugiej części książki – chociaż nie wszystkie – były bardzo trudne w odbiorze, zbyt „dorosłe” i w jakiś sposób karcące. Nie będę wymieniał nazwisk autorów, bo nie o to tutaj chodzi, zacytuję tylko niektóre argumenty przy odpowiednim nakreśleniu kontekstu. Zanim jednak do tego przejdę, chciałbym wskazać na zalety tego zbioru. Podstawową jest zwrócenie uwagi na samą problematykę – zalew fake news i wprowadzone stosunkowo niedawno narzędzia porządkujące treści bardziej- i mniej właściwe wskazują na to, że sprawa jest poważna i warto o niej mówić. Ludzie ślepo akceptujący wszystko, co przeczytają w Internecie, na pewno nie poradzą sobie we współczesnym społeczeństwie.

Demokratyczność Internetu to miecz obosieczny. Z jednej strony każdy może być twórcą i autorem, z drugiej – nikt nie weryfikuje pojawiających się tam treści, przez co mogą się ukazać teksty obraźliwe, niewłaściwe i po prostu głupie. Nigdzie nie jest to bardziej widoczne niż w blogosferze, którą w fantastyczny sposób analizuje Michalina Rutka. Przedstawiając teoretycznie niezwiązanych ze sobą niczym więcej poza zamieszczaniem treści w Internecie ludzi, Rutka nadaje im podmiotowość i znaczenie, przy okazji wskazuje też na rozłam we wspomnianej społeczności.

Jest tu sporo trafnych spostrzeżeń dotyczących tego, jak traktowane są osoby nieodnajdujące się w wirtualnym świecie. Mowa tu o „cyfrowych emigrantach”, którzy w przeciwieństwie do „cyfrowych tubylców” – obydwa terminy zaczerpnięte z artykułu Marca Prensky’ego, wielokrotnie przytaczane w książce – są wykluczeni z ogólnego dyskursu z racji braku umiejętności odsiewania i rozumienia treści pojawiających się w sieci. Zaliczają się do nich studenci. którzy nie potrafią korzystać z wirtualnych źródeł. W recenzowanej przeze mnie niedawno książce Ladislaua Dowbora autor – brazylijski ekonomista wzywał do jak najszerszego dzielenia się treściami. Jeśli nośnik nie jest już potrzebny, idee powinny trafiać do odbiorców w sposób o wiele swobodniejszy niż teraz.

Jak pokazuje ta książka, nośnik nie gwarantuje jakości. Weźmy chociażby eksperyment, w ramach którego dwójka autorów artykułu przez tydzień ograniczyła swoją obecność w wirtualnym świecie do godziny dziennie. Ich konkluzja – każdy powinien tego spróbować, żeby zobaczyć, czy jest uzależniony od nowych mediów – jest równie odkrywcza, jak i samo założenie artykułu. Ten eksperyment nazywa się „wakacje z rodziną” i większość ludzi przeprowadza go co najmniej raz w roku, choć nie zawsze z własnej woli.

Inny tekst traktuje o niebezpieczeństwach związanych z przyswajaniem różnorakich treści przez dzieci. Pozbawione kontroli, oglądają pełne przemocy bajki, przez co mogą próbować imitować zastane tam zachowania. Problematyczne są również powstałe w Internecie kluby samobójców, z których młodzi ludzie mogą czerpać inspirację do zabicia się. Dlaczego od razu nie zakazać czytania Sylvii Plath, komiksów patriotycznych – tyle tam śmierci, ciągle ktoś umiera – czy oglądania wiadomości?! Idąc tokiem rozumowania autorki artykułu, można np. wysnuć wniosek, że dziesięciolatek mający na sobie koszulkę z popularnego serialu „Pora na przygodę!” jest w równym stopniu ofiarą propagandy jak ten, którego widziałem wczoraj – w koszulce z żołnierzami wyklętymi.

Konkludując: nie uważam, że „Zagrożenia…” są zbiorem złym czy niepotrzebnym. Jeśli już, są, pomimo 207 stron, za długie. Część tekstów jest wyjątkowo słaba lub zbyt przesadnie traktuje wspomniane zagrożenia. Bije od nich nieuzasadniona nostalgia za czasami, kiedy wszystko było prostsze.

Tytuł: Zagrożenia ze strony mediów

Redakcja: Grażyna Penkowska

Liczba stron: 207

Rok wydania: 2017

Wydawca: Wydawnictwo Naukowe Katedra

Podziel się

O autorze

Łukasz Muniowski

Doktorant w Instytucie Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Autor artykułów i prezentacji naukowych o literaturze, sporcie i grach video. Pisze również dla WhatCulture i Hong Kong Review of Books. Scenarzysta komiksowy. Opiekun psów.

Odpowiedz