Z „Sirene” przez galaktykę – Rafał Dębski „Kraniec nadziei”

RI-223x348Od pewnego czasu w polskiej literaturze fantastycznej można było zauważyć przewagę fantasy. Jednak sytuacja powoli zdaje się ulegać zmianie. Przykładem może być najnowsza książka Rafała Dębskiego „Kraniec nadziei”, pierwszy tom planowanej trylogii „Rubieże imperium”. Autor, który kojarzy mi się przede wszystkim z przyprawionymi domieszką różnych mitologii opowiadaniami ze zbioru „Pasterz upiorów” czy osadzoną w czasach pierwszych Piastów powieścią „Kiedy Bóg zasypia”, już jakiś czas temu skręcił ostro w stronę SF. Nie inaczej jest w jego najnowszej powieści.

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce…

walczyły ze sobą siły Republiki i Imperium. Brzmi znajomo? „Gwiezdne wojny” znamy wszyscy. Nawet ten, kto nie oglądał, musiał coś o nich słyszeć. Podobną konstrukcję świata stworzył R. Dębski. W odległej przyszłości ludzkość ruszyła w kosmos. Podbijała i terraformowała kolejne planety. Jednak wkrótce doszło do konfliktu i Hegemonia Ziemi rozpadła się na Cesarstwo i Republikę, toczące ze sobą permanentną wojnę. Dodatkowe zamieszanie w kosmosie sieją piraci – wolni, pozbawieni zasad, a w efekcie zwalczani przez obie strony konfliktu.

Głównym bohaterem powieści jest Aidan Samuels, kapitan niszczyciela „Sirene”, pozostający w służbie Jego Cesarskiej Wysokości. Choć jest to określenie nieco na wyrost, gdyż buntowniczy z natury i niemający żadnego poszanowania dla regulaminów i przełożonych Samuels co i rusz pakuje się w kłopoty. Stąd, mimo że wykazuje się nadprzeciętnymi zdolnościami i jest jednym z najlepszych kapitanów w cesarskiej flocie, oficjalnie ma status niewolnika.
„Sirene” zostaje wysłana w tajemniczą, pełną niedopowiedzeń misję. Dopiero na miejscu, w odległym zakątku kosmosu okazuje się, że Samuels i jego załoga muszą zmierzyć się z zagadką, która prawdopodobnie na zawsze zmieni wszechświat i ludzkość. Przy niej wojna z Republiką może okazać się najmniejszym problemem Cesarstwa.

Autor wrzuca czytelnika w świat przyszłości o którym (przynajmniej na początku) wiadomo bardzo niewiele. Kolejne informacje pojawiają się stopniowo, w miarę zagłębiania się w lekturę. Wraz z Samuelsem czytelnik próbuje dociec, co kryje się za kolejnymi rozkazami z góry. Lwią część powieści wypełniają dynamiczne opisy kosmicznych bitew, napisane ze sporym epickim zacięciem. Miłośnicy strategii i niekonwencjonalnych rozwiązań znajdą tu coś dla siebie.

Aidan Samuels to kolejny bohater ze skazą. Mimo swych niewątpliwych osiągnięć nie doczekał się awansu ani uznania. I biorąc pod uwagę jego charakter i niezdrowy nawyk mówienia prawdy prosto w oczy, nigdy tego nie osiągnie. Ale to Aidan uosabia w świecie przyszłości tak atawistyczne wydawałoby się wartości jak honor i poświęcenie. On jeden hołduje zasadzie, że nie zostawia się towarzyszy na polu walki, nawet jeżeli ich ratowanie wiąże się z ogromnym ryzykiem.
Kontrapunktem dla jego postaci jest inkwizytor Sebastian Lerma. Opanowany, zimny i inteligentny pies na usługach cesarza, który decyduje o życiu i śmierci innych. Polega tylko na sobie, dlatego nie waha się zjawić w miejscu największego zagrożenia.

Z uwagi na niewielką i rozproszoną ilość informacji o świecie, w którym toczy się akcja powieści R. Dębskiego, wciąż wiele istotnych pytań pozostaje bez odpowiedzi. Ale być może zagadki wyjaśnią się w następnych tomach. Mnie interesuje na przykład, dlaczego tradycja hiszpańska zdołała osiągnąć dominującą pozycję w Cesarstwie i co sprawiło, że inkwizytorzy tak bardzo urośli w siłę?

Autor sprawnie posługuje się naukowym żargonem, niezbędnym przecież dla SF. Zachowuje przy tym równowagę, tak że przeciętny czytelnik nie ma problemów ze zrozumieniem tekstu. Plus za zaakcentowanie ograniczeń technicznych. Tu nie ma deus ex machina. Jeżeli dowódcy statków chcą ze sobą rozmawiać, muszą pojawić się opóźnienia w transmisji i koniec. Praw fizyki nie da się zmienić.
Tak jak i natury ludzkiej i chęci władzy. Rządzący nadal stosują te same metody podporządkowywania sobie społeczeństw, z tym że na większą, kosmiczną skalę. Areną działań nie jest już Ziemia, a wszechświat. Ani Cesarstwo, ani Republika nie reprezentują jasnej strony mocy. Nie ma zatem mowy o dualistycznym podziale świata. Jedni i drudzy sprawnie posługują się dezinformacją i propagandą. Nie rozpowszechniają wynalazków, które mogłyby zaszkodzić ich żywotnym interesom.

„Kraniec nadziei” R. Dębskiego to solidna, choć nieporywająca SF, w której centrum znajduje się to, co powinno być solą tego gatunku – zetknięcie z nieznanym. Nie przesłaniają tego nawet wszechobecne bitwy kosmiczne. Opowieść o świecie przyszłości ma mocny rys antyutopijny, ale i wiarę w to, że dopóki istnieć będzie ludzkość, takie wartości jak honor i poświęcenie nie zostaną zapomniane.
A zatem – zapnijcie pasy i zatkajcie uszy – kapitan Samuels zaprasza na pokład.

Barbara Augustyn

Autor: Rafał Dębski
Tytuł: „Kraniec nadziei”
Cykl: Rubieże Imperium
Wydawnictwo: Drageus Publishing House
Liczba stron: 400
Data wydania: 2015

About the author
Barbara Augustyn
Redaktor działu mitologii. Interesuje się mitami ze wszystkich stron świata, baśniami, legendami, folklorem i historią średniowiecza. Fascynują ją opowieści. Zaczytuje się w literaturze historycznej i fantastycznej. Mimowolnie (acz obsesyjnie) tropi nawiązania do mitów i baśni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *