Wywiad z Magdaleną Pioruńską, redaktor naczelną Szuflady

1

13782145_1138169189554629_1838644155283613986_nMagdalena Pioruńska: twórca i redaktor naczelna Szuflady, ostatnio również redaktor działu kreatywnego pisania i prezes Fundacji Szuflada, na co dzień zajmuje się rozwijaniem swoich wielu pasji, pośród których pisanie jest tą największą. 😉 Koordynatorka paru literackich projektów w Opolu w tym Festiwalu Natchnienia – antologia opowiadań fantasy z Opolem w tle, odpowiadała za blok literacki przy festiwalu Dni Fantastyki we Wrocławiu. Ukończyła politologię ze specjalizacją dziennikarską, filologię angielską oraz Studium Literacko- Artystyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Wydała książkę poświęconą rozpadowi Jugosławii oraz e-book fantasy „Opowieści z Zoa”, a także jej opowiadania pojawiły się w antologii fantasy: „Dziedzictwo gwiazd” i antologii „Festiwal Natchnienia”. W życiu wyznaje dwie proste prawdy: „Nikt ani nic poza Tobą samym nie może sprawić byś był szczęśliwy albo nieszczęśliwy.” oraz „Wolność to stan umysłu.”

1. Co sprawiło, że założyłaś Szufladę?

Szuflada powstała na gruzach magazynu Apeiron, w którym wcześniej przez jakiś czas również byłam redaktorką naczelną. Nie byłam właścicielką tamtego portalu, po prostu współpracowałam z jego wydawcą. Już wtedy miałam dużo energii i serca do tej pracy, dlatego udało mi się wprowadzić Apeiron na nową ścieżkę rozwoju. Kiedy jednak zauważyłam, że moja współpracownica właściwie nie ma ochoty dalej inwestować w ten portal, postanowiłam że pora założyć własny.

Jak widzisz, nie byłam wtedy zupełną amatorką. Apeiron dużo mnie nauczył – przede wszystkim tego, jak postępować z ludźmi, ale też – jak z nimi nie postępować. Szuflada jest inna, ponieważ ja jestem inna. Mam swoją własną filozofię i system wartości, chociaż powiem szczerze, że to ten magazyn i ludzie, których dzięki niemu poznałam, pomogły mi stworzyć i wyklarować moją ostateczną wizję wartościowego pisania.

Drugim ważnym powodem założenia przeze mnie Szuflady było moje poczucie bezsensu. Tak, właśnie bezsensu. Zaraz po studiach wpadłam w odrętwiającą depresję, związaną z konfrontacją moich wyobrażeń o świecie z tym, jak ten świat wygląda naprawdę. Męczyło mnie dostosowywanie się do kolejnych reguł, walka o pracę, poszukiwanie kolejnych rozwiązań, które nie do końca spełniały moje oczekiwania. Jestem aktywna, poza tym od najmłodszych lat wykazywałam irytującą przekorę i dociekliwość wobec świata. Mówi się, że pisarze są indywidualistami – i ja nie odbiegam od tego stereotypu. Mam parę wymarzonych cech bezkompromisowego szefa. Bo wiesz, nie mogłabym tylko siedzieć i pisać, całkowicie odcięta od świata. Potrzebuję ludzi wokół siebie, ale takich ludzi, którzy będą mnie inspirować – swoją pasją, odwagą i intelektem wspierać moje działania i pokazywać mi, że to, co robię, ma sens.

2. Czy po… ilu to latach? możesz powiedzieć, że odczuwasz satysfakcję?

Piątego sierpnia Szuflada kończy pięć lat. Przechodziła ze mną różne okresy w moim życiu, ale nawet na chwilę nie zwalniała tempa. Na Szufladzie współpracowałam z różnymi autorami i redaktorami, co utwierdziło mnie w pewnym przekonaniu. A mianowicie, że słowa to tylko słowa. Liczą się czyny, mało tego: liczy się praca. Sam talent naprawdę nie wystarczy. Kiedy byłam młodsza, myślałam odwrotnie. Myślałam: mam talent, jestem świetna, wierzę w swój potencjał, w moje książki i odmienną wizję świata – to wystarczy. Nie, to nie wystarczy. Jeśli mówisz, że wierzysz, ale w twoje słowa wkrada się życie – rezygnujesz z czegoś, wykręcając się jednak brakiem czasu, czy innymi sprawami związanymi z dniem codziennym – to po prostu znaczy, że twoje marzenia pozostaną marzeniami. Pisanie, czy też prowadzenie takiego portalu jak Szuflada, wymaga wytrwałości. Mówi się, że im dalej w las, tym więcej drzew. Czasem po prostu rutynowe obowiązki są nudne albo wymagają większego skupienia, niż z początku zakładamy. To budzi frustrację, irytację, zmęczenie… Do tego dochodzą jeszcze różne sprawy życia codziennego, związane chociażby z prozaicznym funkcjonowaniem w społeczeństwie (tak, pisarz też czasami „musi”, nawet jeśli tego bardzo nie lubi!), drugą pracą – zawodową – czy innymi pomysłami, które mam ochotę zrealizować, bo po prostu nie cierpię siedzieć bezczynnie jak żaba na dnie zamulonego stawu.

13219930_905510879559961_5925916_n

W takich momentach znowu wracamy do naszej prawdziwej motywacji. Dlaczego coś robię, a dlaczego czegoś nie robię. Po prostu – nie prowadziłabym Szuflady, gdyby nie sprawiało mi to satysfakcji. W chwilach zmęczenia myślę o tym, czego już udało nam się dokonać, jaką cieszymy się opinią, jak daleko zaszliśmy. Myślę też o moich redaktorach i o tym, że oni dzielą się swoją pasją z naszymi czytelnikami. Dlatego napisałam ostatnio, że pisanie wymaga poświęceń, czyli dokonywania wyboru, szacowania życiowych wartości. Tak, odczuwam satysfakcję, bo świadomie wybieram pewien model życia, oparty na realizacji marzeń, czyli innymi słowy, zamienianiu ich w cele. Pewne działania przynoszą skutki dopiero po jakimś czasie. To też ważna prawda, o której słuszności przekonałam się dzięki Szufladzie. Myślę, że to chyba mój największy sukces, zważywszy na to, jak niecierpliwą i energiczną osobą jestem.

Poza tym tak zwyczajnie, po ludzku: lubię być naczelną, lubię pisać, lubię współpracować z wartościowymi ludźmi.

3. Jakie jest twoje największe marzenie związane z Szufladą?

Chciałabym, żebyśmy zaczęli wydawać się papierowo i żebyśmy mogli zarabiać na naszej pracy i akcjach marketingowych, związanych z promowaniem dobrej, inteligentnej literatury i kultury. Chciałabym również, żeby nasza fundacja zaczęła się świetnie rozwijać i żebyśmy realizowali ciekawe projekty związane z innymi inicjatywami, którym przyświecają podobne cele jak nasze. Marzy mi się też rozwój działu kreatywnego pisania.

4. A jakie jest twoje największe autorskie, tzn. literackie marzenie?

Och, chyba takie jak wszystkich utalentowanych literacko ludzi – regularnie wydawać książki w dobrym wydawnictwie, mieć rzeszę oddanych czytelników i utrzymywać się tylko z pisania. Jesienią wydaję książkę, która jest owocem mojej pracy nad warsztatem w Krakowskim Studium Literacko-Artystycznym dzięki środkom pozyskanym od Urzędu Miasta Krakowa. „Twierdza Kimerydu” to opowieść o alternatywnym świecie z inną historią. Skupiłam się na narracji pierwszosobowej czwórki głównych bohaterów, starałam się też nieco poszarpać fabułę, tak aby prosta historia potrafiła czytelnika wciągnąć i zaintrygować dzięki odmiennej konstrukcji narracyjnej. Przekonamy się, jaki będzie ostateczny efekt.

5. Często wyjeżdżasz na łono natury – czy lepiej ci się pisze w takim otoczeniu?

Zdecydowanie tak. Chociaż chyba chodzi o coś zupełnie innego. Więcej piszę jednak w pomieszczeniach, a bliski kontakt z przyrodą po prostu pomaga mi uporządkować myśli. Pozostawia konkretne obrazy w mojej wyobraźni, która jest taką nieco malarską wyobraźnią. Nie mam talentu rysowniczego ani tym bardziej malarskiego, ale moja wyobraźnia sprawia, że ciągnie mnie do grafików, naprawdę bezkrytycznie podziwiam ich pracę.

13620051_1139527779418770_3592155500567624887_n

Lubię ostre kolory, ciekawe kontrasty, lubię poszukiwać elementów fantastycznych światów w rzeczywistości. Czasem pewien szczegół krajobrazu tak się odróżnia od reszty, że aż dziwię się, iż nikt inny poza mną tego nie zauważył. Dlatego uważnie przyglądam się światu. Niektórzy mówią, że się tak natrętnie gapię, bo to przenosi się na obserwowanie ludzi. Jeśli mi się ktoś z jakiegoś powodu spodoba, bo np. dostrzegę w nim pewną niespójność, nierealność, bajkowość, zaczynam ścigać go wzrokiem, odkrywać coraz to ciekawsze szczegóły bądź też tracę tą osobą zainteresowanie, ponieważ ta bajkowość może się po prostu wyczerpać. Dziwna motywacja przy zawieraniu znajomości, nie sądzisz? Cześć, chcę cię poznać, bo jesteś bajkowy/bajkowa. Masz świetną cytrynową koszulę w kratę (śmiech).

Wracając do tematu – lubię podziwiać przyrodę, bo odnajduję w niej porządek, harmonię i nieprzeciętne piękno. Podobają mi się wszelkie odcienie błękitu i zieleni, więc jestem ogromną wielbicielką morza, ale również nieba, które bezustannie się zmienia i mimo to nie przestaje być fascynujące. Uwielbiam też pola, lasy i zwyczajne trawniki. Zielony to zdecydowanie mój ulubiony kolor. Innych barw poszukuję zaś w kwiatach, co jest przyczyną mojego zainteresowania ogrodnictwem – jeśli nie w praktyce, to przynajmniej w teorii. Nie przepadam za białym kolorem, lecz mimo to uwielbiam białe kwiaty – mają dużo uroku.

13813659_1141715609199987_3567306408797459254_n

6. Jakie książki należą do twoich ulubionych, co czytasz najchętniej?

Wychowałam się na literaturze historycznej z mocno zarysowanym bohaterem awanturniczym, indywidualistą stawiającym czoło społeczeństwu w imię własnych przekonań i ideałów. W moim przypadku trudno jest nie znać historii, bo mój ojciec jest jej wielkim pasjonatem. Dlatego może się powtórzę, kiedy przypomnę, że pierwsze książki, po które sięgałam w wieku 5 – 6 lat były opasłymi tomami o skomplikowanych fabułach, które wyszły spod pióra Aleksandra Dumasa albo Henryka Sienkiewicza. Do tej pory zdecydowanie sympatyzuję z powieścią „Trzej Muszkieterowie”, chociaż teraz zupełnie inaczej ją czytam. Te powieści w większości miały męskiego głównego bohatera, kobiety były słabe albo podporządkowane mężczyznom. Nigdy nie chciałam siebie takiej widzieć. Nie kocham się więc w D’Artagnanie, raczej staram się nim być.

Teraz sięgam właściwie po każdą dobrą literaturę. Miałam taki okres w życiu, kiedy czytałam dużo fantastyki. Nie stronię już jednak od kryminału, obyczajówek czy nawet poradników i literatury popularnonaukowej. Nadal lubię niektóre postacie historyczne i konkretne okresy historyczne w dziejach świata, np. starożytny Egipt, Francję Ludwików, historię byłej Jugosławii, trudny okres rozliczeń z nazistami po drugiej wojnie światowej. Wróciłam również do komiksów. Latem mam wzmożony okres czytania opowiadań po angielsku na moim czytniku, zdarza mi się też sięgnąć po jakąś powieść w oryginale. Duże wrażenie wywarł na mnie William Blake, o którym pisałam pracę magisterską na wydziale filologii angielskiej. Pociąga mnie również literatura rosyjska i – co ciekawe – współczesna poezja amerykańska. Czytam wszystko, interesuje mnie wszystko, tak długo jak to „wszystko” ma coś wartościowego do przekazania i przede wszystkim potrafi mnie uwieść bohaterami. Dopiero potem skupiam się na świecie przedstawionym i towarzyszących mu realiach.

DSC01438

7. Co sprawiło, że zaczęłaś pisać wiersze?

Szczerze powiem, że chyba do tej pory nie umiem się oswoić z tą myślą. Piszę wiersze. Nigdy nie interesowałam się poezją. Wstyd się przyznać, ale miałam chyba takie powszechne, stereotypowe podejście do pisania wierszy. Zostawił mnie, to sobie popłaczę i o nim popiszę. Nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie chce, więc to z siebie wyrzucę. Moją percepcję zmieniły studia kreatywnego pisania w Krakowie. Tak się złożyło, że warsztaty poetyckie miałam z naprawdę profesjonalnymi i bezkompromisowym nauczycielami, którzy zwyczajnie mnie tym zainteresowali. W mojej grupie było też parę osób piszących świetną poezję. Zapaliłam się do tego pomysłu i zaczęłam pisać dosłownie o wszystkim. Pomogła mi wyobraźnia prostą linią wywodząca się z fantastyki. Lubię myśleć, że piszę wiersze fantastyczne. Dosłownie i w przenośni. Ale nie wiem, czy nazwałabym siebie poetką. Pisarką tak, poetką może jeszcze nie.

8. W jakim gatunku literatury odnajdujesz się najbardziej, jeśli chodzi o pisanie? A może jest to publicystyka?

Zdecydowanie fantastyka i powieści przygodowe. Zdarzają mi się też jakieś teksty obyczajowe, ale bardziej na zlecenia bądź jako zadania domowe na studiach kreatywnego pisania. Lubię komplikować moje światy, mnożyć tajemnice i zmieniać motywacje moich bohaterów. Np. uwielbiam mitologię egipską, fabularnie jest totalnie odjechana i obfituje w świetnie zarysowane portrety postaci o ambiwalentych motywacjach i celach. Nie stronię też od tematów tabu czy wątków genderowych. Moi bohaterowie nigdy nie będą po prostu zwyczajni, przeciętni. Nie lubię się nudzić, to chyba główny napęd całego mojego życia. Jestem spragniona przygód, niebezpieczeństw, adrenaliny – i gdzieś podświadomie ich szukam. Szczególnie we własnej twórczości. Jestem też fanką antybohaterów, buntowników i w niektórych przypadkach również antagonistów.

Publicystyka? Cóż, na Szufladzie zaczęłam ostatnio prowadzić dział kreatywnego pisania, pomyślałam, że podzielę się z ludźmi moim doświadczeniem, zarówno płynącym z własnej pracy pisarskiej, jak i tym, które wyniosłam ze studiów, i zorganizuję też kilka konkursów warsztatowych. Gdzieś z tyłu głowy zadźwięczała chyba praca w szkole, gdzie, notabene, uczę angielskiego. Zobaczymy, co z tego wyniknie, bo dopiero zaczynam na poważnie zajmować się tym działem.

Poza tym regularnie piszę artykuły do działu Mitologie – przerobiłam cały Egipt, mitologię Blake’a, Azteków i teraz zaczęłam Hindusów. Wrzucam też teksty do działu felietonów i recenzji książek, i ostatnio – komiksów. Aha – i publikowałam wiersze. Mówiłam ci, że lubię wszystko? (śmiech)

13876593_1140658425972372_4717266569287121358_n

9. Jak oceniasz zespół, który razem z tobą tworzy Szufladę?

Bardzo, bardzo pozytywnie. Myślę, że po tylu latach udało mi się stworzyć zespół ludzi, którzy są ekspertami w swoich dziedzinach. Zresztą udowodniły to ostatnie z nimi wywiady. Każdy z nich jest inny, ma swoją historię, swoje życie, ale myślę też, że łączy nas jednak wspólna, literacka, pasja. Są wytrwali i mają poczucie tego, że budują coś naprawdę niezwykłego, unikatowego. Każdy z nich w pewien sposób odnalazł się też na Szufladzie. Lubię myśleć, że ten magazyn może być też dla kogoś domem. Dla mnie jest na pewno.

10. Jakie są najbliższe widoki na przyszłość, jeśli chodzi o Szufladę? Jakieś najnowsze pomysły?

No cóż, lecimy z tym koksem! (śmiech) Na pewno szykujemy wkrótce kolejny konkurs graficzny na większą skalę, powiązany tym razem z działem komiksowym, myślę też o powiększeniu redakcji i pozyskaniu nowych autorów, a także o napisaniu kolejnych wniosków dla naszej fundacji. Jedyne, czego możemy być pewni w życiu, to tylko to, że ono się zmienia. Szuflada też się zmienia, choć równocześnie pozostaje sobą. W naszym wypadku iść do przodu oznacza po prostu robić to, co się kocha.

Rozmawiała Magdalena Sułek-Jabłońska

Podziel się

O autorze

Magdalena Sułek-Jabłońska

korektorka Szuflady, wielbicielka i strażniczka poprawnej polszczyzny. Na co dzień pracuje jako realizatorka dźwięku i sound designer, obdarzona słuchem absolutnym. Uwielbia wino i chodzenie po Tatrach, kocha filmy, książki, sztukę i podróże. A także ma wielką słabość do zespołu Incubus.

1 komentarz

  1. Pingback: Twierdza Kimerydu – fragment powieści z projektu Młoda Proza Krakowska

Odpowiedz