Wywiad z Magdaleną Knedler: Pisanie wybiera nas. To taka miłość, która często bywa trudna.

0

image1Magdalena Knedler: Recenzentka i felietonistka, a także autorka krótkich form literackich. Współpracuje z portalami Oblicza Kultury, Czytajmy Polskich Autorów i Miasto Kultury. Jej opowiadania ukazały się m.in. w zbiorach Kryminalny Olsztyn. Koszary; Po drugiej stronie. Weird fiction po polsku; Literacka podróż po Gdańsku. Laureatka kilku festiwali i konkursów literackich. Członkini Wrocławskiego Oddziału Stowarzyszenia Autorów Polskich. Z zawodu logopeda medialny i nauczyciel wymowy scenicznej. Prowadzi zajęcia i warsztaty dla aktorów, lektorów, dziennikarzy i młodzieży teatralnej, a także spotkania literackie i imprezy artystyczne. Mieszka i pracuje we Wrocławiu. Codziennie wstaje o 5:11, uruchamia ekspres do kawy i zadaje sobie samej pytanie: „Magda, why?”. Nad odpowiedzią woli się nie zastanawiać. Uwielbia swoją szaloną rodzinę, książki, malarstwo, kino i dobre seriale. I morze. Zwłaszcza kiedy jest zimno i wieje wiatr.

1. Opowiedz nam o drugiej stronie twojej pracy twórczej. Jesteś nauczycielem wymowy scenicznej. W swojej pracy masz pewnie do czynienia z wieloma ciekawymi ludźmi. Co daje Ci ta praca jako pisarzowi?

Jestem nie tylko nauczycielem wymowy scenicznej, ale też terapeutą mowy. W mojej pracy spotykam wielu ciekawych ludzi, a kiedy komuś mówię o tym, że pracuję również z lektorami i aktorami – prawie nikt nie wierzy. A to dlatego, że sama mówię zawsze za szybko [uśmiech]. I nie cierpię czytać swoich własnych tekstów, ale zdarzało mi się męczyć nimi osoby trzecie. To na pewno jest ten rodzaj pracy, który pozwala obserwować ludzi, ludzkie zachowania, emocje, wysiłek towarzyszący ciężkiej pracy i mozolnemu dochodzeniu do celu. Często nie zdajemy sobie sprawy, jak ważna jest mowa i ile wiąże się z nią problemów. Zdarzało mi się pracować z osobami cierpiącymi na logofobię (lęk przed mówieniem), jąkającymi się czy nawet takimi, które zdecydowały się na operację zmiany płci. Mowa to podstawowe narzędzie komunikacji – jeśli coś tu szwankuje, mamy kłopot. Nieustannie towarzyszy mi przekonanie, że już teraz przeżyłam tak naprawdę kilka żyć. Chyba musiałam prędzej czy później zacząć pisać. Skończyłam też studia polonistyczne i miłość do książek nigdy we mnie nie umarła.

2. Jaka była twoja droga do debiutu?

Beletrystykę i dłuższe formy zaczęłam pisać dość późno, bo tuż przed trzydziestką. Wcześniej miałam na swoim koncie publicystykę i krótkie formy. A moja debiutancka powieść – „Pan Darcy nie żyje” – dojrzewała długo. Na studiach polonistycznych pisałam pracę magisterską o filmowych adaptacjach powieści Jane Austen i wtedy wpadł mi do głowy pomysł na książkę, której akcja toczyłaby się na planie filmowym właśnie takiej ekranizacji. Pomysł ten zrealizowałam kilka lat później. „Pan Darcy nie żyje” to taka gatunkowa hybryda, trochę komedia, trochę kryminał, trochę romans. Cieszę się, że szybko znalazła wydawcę i większości czytelników przypadła do gustu.

image1

3. Co najbardziej lubisz w pisaniu książek? Liczy się sam proces powstawania książki czy też ważniejsza jest dla Ciebie sama promocja?

Promocja jest teraz konieczna, by książka się sprzedała. Innej drogi nie ma. A zatem jest to oczywiście nieodłączny element procesu twórczego. Każdy autor chce przecież, by książka trafiła do jak najszerszego grona odbiorców. Ale oczywiście najważniejsze jest pisanie. I nie zawsze jest to proces przyjemny. Bywa, że wręcz przeciwnie – doprowadza autora do szału i skrajnej nerwicy, nie daje mu spać. Ale z pisaniem jest tak, że się go raczej nie wybiera. Pisanie wybiera nas. To taka miłość, która często bywa trudna.

k8

4. Kryminały z Anną Lindholm zabierają czytelnika do świata szczególnego kryminału. Co sprawiło, że osadziłaś akcję poza granicami Polski?

Zrobiłam to, ponieważ… chciałam [uśmiech]. Uważam, że polscy autorzy wcale nie muszą umieszczać akcji swoich książek za granicą. Przecież zagraniczni autorzy nie zawsze ograniczają się tematycznie tylko do własnego podwórka. W tej kwestii mamy wolność wyboru. Świat jest wielki i nieograniczony. Bardzo lubię podróżować i szukam w nim swoich ulubionych miejsc.

5. Myślałaś kiedyś o zamianie kryminału na inny gatunek literacki? Co Cię najbardziej pociąga w kryminale?

Ale przecież ja nie tylko kryminały piszę. Można właściwie uznać, że moja twórczość to takie pół na pół. Dwa kryminały, dwie powieści obyczajowe i coś pośrodku, czyli „Pan Darcy nie żyje” [uśmiech]. W kryminałach zawsze najbardziej lubię zagadkę i psychologiczne gierki między bohaterami. Stąd moje uwielbienie dla klasyki gatunku, gdzie większą wagę przywiązywało się właśnie do odkrywania tajemnic i punktowania ludzkich słabości niż wartkiej akcji.

image4

6. Czy twoje dotychczasowe doświadczenie recenzenckie pomogło Ci przy pisaniu książki, czy też wręcz odwrotnie?

Myślę, że trochę pomogło. Ale studia polonistyczne to już nie wiem… Potrafię nazwać wszystkie techniki narracyjne, mam obsesję na punkcie intertekstualności, ogromną wagę przywiązuję do kwestii trzymania perspektywy narracyjnej i lubię stylistyczno-techniczne smaczki. Myślę, że bez tego bagażu łatwiej by mi się pisało. Mniej myślałabym nad strukturą, więcej nad akcją i wprowadzaniem dynamiki. Bywa też tak, że świadomie decyduję się na jakiś zabieg i wiem, że inni recenzenci mogą mi to wypunktować jako wadę. Takie życie.

7. Skąd wzięło się u Ciebie zamiłowanie do snucia intryg? Jakie książki najbardziej zainspirowały cię do pisania?

Powieści dziewiętnastowieczne i klasyczne kryminały. I chyba nic więcej nie trzeba dodawać.

image3

8. Twoja najnowsza powieść jest powieścią obyczajową, nawet określaną jako romans. Jak czujesz się w tej tematyce? Co natchnęło Cię do napisania tej książki?

Chciałam napisać romans, taki prawdziwy, z ochem i achem, z happy endem i w ogóle. Ale nie do końca mi to wyszło. „Klamki i dzwonki” to opowieść o miłości, ale niekoniecznie romans. I ma wymowę słodko-gorzką, bo nie dla każdego bohatera finał będzie dobry. Czuję się w tej tematyce całkiem nieźle. Powieść obyczajowa na wiele pozwala. To nie jest gatunek poddany ścisłym schematom, tylko bardzo pojemny. „Klamki i dzwonki” napisałam w momencie, kiedy czułam się zmęczona pisaniem kryminału. Chciałam większej formalnej swobody, możliwości skupienia się na emocjach, marzyłam o tym, by drobiazgowo poobserwować świat oczami bohaterów.

image2

9. Czego nauczyło Cię egzystowanie na rynku wydawniczym? Co chciałabyś jeszcze napisać?

Sama nie wiem. Mam nadzieję, że pomysły i tematy nigdy mi się nie skończą. A na rynku wydawniczym jestem właściwie od niedawna, więc jeszcze wiele przede mną.

10. Czego możemy Ci życzyć w przyszłości?

Zdrowia!

Rozmawiała: Magdalena Pioruńska

Podziel się

O autorze

Magdalena Pioruńska

twórca i redaktor naczelna Szuflady, prezes Fundacji Szuflada. Koordynatorka paru literackich projektów w Opolu w tym Festiwalu Natchnienia, antologii magicznych opowiadań o Opolu, odpowiadała za blok literacki przy festiwalu Dni Fantastyki we Wrocławiu. Z wykształcenia politolog, dziennikarka, anglistka i literaturoznawczyni. Absolwentka Studium Literacko- Artystycznego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Sama też próbuje swoich sił w roli nauczyciela kreatywnego pisania. Dotąd wydała książkę poświęconą rozpadowi Jugosławii, zbiór opowiadań fantasy "Opowieści z Zoa", a także jej tekst pojawił się w antologii fantasy: "Dziedzictwo gwiazd". Już niedługo wydaje następną powieść "Twierdza Kimerydu". W życiu wyznaje dwie proste prawdy: "Nikt ani nic poza Tobą samym nie może sprawić byś był szczęśliwy albo nieszczęśliwy" oraz "Wolność to stan umysłu."

Odpowiedz