Wywiad z Joanną Kocik autorką powieści „Basen”: Sieć jest jak hydra – odetniesz jedną głowę, a na jej miejscu wyrasta kolejna.

Joanna Kocik jest redaktorem, dziennikarzem i wydawcą współpracującym z czołowymi polskimi mediami. Jej reportaże ukazywały się w Magazynie TVN24 i Magazynie WP. Ma w portfolio dwa tomiki poetyckie: „Wypatruję samej siebie” i „Kocie skórki”. Jest współautorką tomu opowiadań „5 minut”, zgłoszonego do Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus . W 2014 roku została finalistką Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania we Wrocławiu. Prowadzi podróżniczego bloga jedziemydo.wordpress.com. Dużo biega i chodzi po górach. Premiera powieści „Basen” jej autorstwa zaplanowana jest na 29 stycznia 2020 r. Książka będzie dostępna w księgarniach internetowych oraz stacjonarnych w całej Polsce. Wydawnictwo Harde i Joanna Kocik zapraszają do lektury.

M.P.: Z zawodu jesteś dziennikarką. Pracowałaś w dużych polskich redakcjach. Czy twoje doświadczenia z pracy miały wpływ na to, jak piszesz i o czym?

J.K.: Pracuję w mediach od ponad dziesięciu lat. Codziennie przerabiam gigatony informacji i wierz mi, to nie jest normalne zajęcie (uśmiech). Mam więc pewnego rodzaju skrzywienie zawodowe, ale jednocześnie głęboką świadomość, że świat przedstawiony w mediach, dziś głównie w Internecie, to nie jest prawdziwy świat. Żyjemy w erze idealnych zdjęć, fake newsów i sprzedawania prywatności. Na pewno miało to wpływ i na temat powieści, i jej styl. Ale przyznam, że w większości tego, co piszę, staram się uciekać od mediów i zalewu informacji. Kiedy wyjeżdżam, staram się odkładać komórkę, nie sprawdzam wiadomości i nie dokumentuję każdej minuty w relacji na Facebooku.

Bywały okresy w moim życiu, kiedy telefon niemal przyrastał mi do ręki. Byłam uzależniona – najpierw od TVN24, potem od Twittera, jeszcze później od Instagrama. Chciałam odrobinę pokazać mechanizm brnięcia w nieprawdziwe życie, jakie prowadzimy w sieci, i nieustanne myślenie „co powiedzą inni”. I niech pierwszy odezwie się ten, kto nigdy z niecierpliwością nie czekał na lajki pod własnym postem.

Z drugiej strony, nie będę oszukiwać, że w sieci największą popularnością cieszą się tragedie, dramaty i wypadki. Gdyby historia z książki zdarzyła się w prawdziwym życiu, biłaby rekordy klików.

M.P.: Skąd wzięło się Twoje zamiłowanie do poezji? Które ze swoich wierszy uważasz za najbardziej wartościowe? Czy któryś zacytujesz?

J.K.: Ale mnie zaskoczyłaś! Wiersze piszę od jakichś 25 lat, czyli od drugiej klasy podstawówki. Nie mam pojęcia, skąd się to wzięło. Piszę do dzisiaj. Cytować może nie będę, ale zachęcam do przeczytania mojego tomiku „Kocie skórki”.

M.P.: Dlaczego tak dużo podróżujesz? Czego konkretnie szukasz?

J.K.: Gdybym wiedziała… (śmiech) Mogłabym powiedzieć, że przez lata szukałam po prostu szczęścia. Uczucia, że nic nie muszę, że wystarczy mi do życia to, co mam w plecaku. A potem spędziłam w podróży półtora roku bez przerwy i… byłam zmęczona. Chciałam wracać do domu. „Teraz już nie będę nigdzie jeździć”, mówiłam sobie. Ale prawda jest taka, że mnie nosi. Nie potrafię usiedzieć w miejscu. I nie chodzi mi o kolekcjonowanie miejsc czy zaliczanie atrakcji. Liczą się doświadczenia. Poza tym ja naprawdę świetnie funkcjonuję w podróży, mając do dyspozycji tylko zawartość własnego plecaka. Lubię też pisać w podróży. Część „Basenu” pisałam na przykład na Sri Lance.

M.P.: Opowiedz nam o swoim dotychczasowym dorobku prozatorskim.

J.K.: To może od końca. W 2018 roku wraz z Karoliną Deling-Jóźwik wydałyśmy tom opowiadań „5 minut, czyli 23 opowiadania dla zabieganych”. Wspólne wydanie książki jest w Polsce dość nietypowe, ale stwierdziłyśmy, że nasze teksty doskonale się uzupełniają, są tak jakby swoim odbiciem. Każde z nich można przeczytać w maksymalnie pięć minut. Naszą ideą było, by ludzie czytali je w tramwaju, w podróży, między przystankiem a przystankiem.

Wcześniej też pisałam opowiadania – niektóre wygrywały jakiś konkurs albo ukazywały się drukiem w różnych antologiach.

Teraz wydaje mi się, że przeszłam dość naturalną drogę, od mniejszej formy po większą. Ochotę na powieść miałam od dawna, brakowało mi w zasadzie tylko czasu i wolnej głowy, by ją napisać.

M.P.: Czy w „Basenie” znajdziemy elementy twojej autobiografii?

J.K.: Wiele razy czytałam, że pisarz w sumie zawsze pisze o sobie. Oczywiście, nie wprost – historia z „Basenu” nie wydarzyła się naprawdę, ale pewne jej elementy przefiltrowane są przez moje własne doświadczenia. U mnie często szczegóły z rzeczywistości – broszka na czyjejś bluzce, menu restauracji, usłyszane gdzieś zdanie – stają się punktem, wokół którego buduję scenę czy dialog.

Od razu mówię: „Basen” to fikcja, nie jestem żadną z bohaterek i żadna nie jest mną. Ale na pewno łączą mnie z nimi niektóre emocje…

M.P.: „Basen” to głównie powieść o kobiecej przyjaźni. Czy jest to ważny temat w twoim życiu?

J.K.: Zdecydowanie. Relacje to dla mnie najważniejsza rzecz w życiu. Dbam o to, by były dobre, poświęcam im dużo czasu. Pielęgnuję. Znasz jednak coś takiego jak toksyczna przyjaźń? Też mnie to spotkało. Czasem trzeba taką osobę od siebie odciąć i nie jest to łatwe ani przyjemne.

Oczywiście to nie jest tak, że istnieje prosty podział na „dobre” i „złe” relacje, bo one często są skomplikowane. Bezinteresowna przyjaźń to jedna z najlepszych, najpiękniejszych rzeczy w życiu, ale wiele relacji, w których jesteśmy lub byliśmy, jest skomplikowanych i trudno je jednoznacznie ocenić. Przyznaję bez ogródek, że temat relacji mnie fascynuje. Mogę o nich rozmawiać bez końca.

M.P.: Czy uważasz, że social media mają teraz duży wpływ na rzeczywistość? W jaki sposób były obecne w życiu twoich bohaterek?

J.K.: Ogromny. Tak jak wspomniałam wcześniej, żyjemy w bańce, otoczeni przez lajki i serduszka. W jednej chwili można być uwielbianym, w drugiej – znienawidzonym. Pracuję na co dzień w dużym medium i muszę przyznać, że hejt, jaki wylewa się w sieci, dawno już przekroczył wszelkie granice. Wystarczy poczytać komentarze pod tekstami o dzieciach, zwierzętach, segregacji śmieci, uchodźcach, obcokrajowcach, właściwie o czymkolwiek. W komentarzach – szambo. A z drugiej strony mamy ten piękny, wystylizowany, wyidealizowany świat zbierający lajki na Instagramie.

W książce chciałam pokazać, że hejt może zniszczyć komuś życie, ale również, że można uzależnić się od serduszek i „łapek w górę”. Sieć jest jak hydra – odetniesz jedną głowę, a na jej miejscu wyrasta kolejna. Media nigdy nie będą miały dosyć, dopóki będzie się je karmić. Jedyny sposób, by przed nimi uciec, to milczenie. Ale dzisiaj nie ma już celebryty bez mediów i bez Instagrama. I tak błędne koło się zamyka.

W książce trochę tego jest. Nienawistnych komentarzy i brudu pod instagramowym filtrem. Bo przecież życie nie wygląda tak jak na tych przepełnionych słońcem zdjęciach… Ale kto by chciał pokazywać światu naczynia w zlewie, płaczące dzieci czy łazienkę z lat 90.? Dzisiaj pod Instagrama wybiera się hotele, wakacje, sale weselne… Na szczęście coraz bardziej ceniona jest naturalność – nadal jednak potrzeba dużej odwagi, by wrzucić do sieci choćby zdjęcie bez makijażu.

M.P.: Czy w twoim odczuciu „Basen” to bardziej powieść obyczajowa czy kryminalna? Jaki chciałaś uzyskać efekt?

J.K.: To nie jest kryminał. Zależało mi przede wszystkim na pokazaniu relacji między bohaterami i bohaterkami. Chciałam odmalować sytuację emocjonalnego uwikłania, otwierająca książkę śmierć jest tylko pretekstem. Jeśli miałabym więc zaliczyć ją do jakiegoś gatunku, to byłaby to powieść obyczajowa. Jednak nie jestem zwolenniczką ścisłego podziału gatunkowego – dla mnie te granice są płynne.

M.P.: Czujesz się już nową królową polskiej powieści?

J.K.: To zaszczytne miano i dziękuję za nie, ale pozwól, że na to pytanie odpowiedzą czytelnicy.

M.P.: Jakie masz plany literackie na przyszłość?

J.K.: Kończę kolejną powieść. Tym razem przeniesiemy się w późne lata 90., ale tematem przewodnim będzie radzenie sobie z traumą. Planuję też napisanie książki o… mojej mamie. To duży projekt, który będzie wymagał ode mnie m.in. kilkutygodniowej podróży do Afryki. Na razie gromadzę materiał, ale szczerze, to nie mogę się już doczekać pisania.

Rozmawiała: Magdalena Pioruńska

About the author
Magdalena Pioruńska
twórca i redaktor naczelna Szuflady, prezes Fundacji Szuflada. Koordynatorka paru literackich projektów w Opolu w tym Festiwalu Natchnienia, antologii magicznych opowiadań o Opolu, odpowiadała za blok literacki przy festiwalu Dni Fantastyki we Wrocławiu. Z wykształcenia politolog, dziennikarka, anglistka i literaturoznawczyni. Absolwentka Studium Literacko- Artystycznego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Dotąd wydała książkę poświęconą rozpadowi Jugosławii, zbiór opowiadań fantasy "Opowieści z Zoa", a także jej tekst pojawił się w antologii fantasy: "Dziedzictwo gwiazd". Autorka powieści "Twierdza Kimerydu". W życiu wyznaje dwie proste prawdy: "Nikt ani nic poza Tobą samym nie może sprawić byś był szczęśliwy albo nieszczęśliwy" oraz "Wolność to stan umysłu."

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *