Wywiad z Emilią Teofilą Nowak: Dla mnie po prostu najbardziej liczy się pisanie. Uwielbiam to.

Emilia Teofila Nowak: polska pisarka, blogerka, nauczycielka kreatywnego pisania i specjalistka ds. marketingu książki. Autorka prozy współczesnej.

fotografia: Klaudia Ekert

„Hotel Aurora” to twój triumfalny powrót na rynek wydawniczy. Opowiedz nam, jak zmieniło się Twoje pisarskie podejście od czasu, kiedy rozmawiałyśmy ostatni raz.

Myślę, że teraz jestem dużo bardziej świadoma trendów, na które rynek wydawniczy jest bardzo wrażliwy. Studia z marketingu pokazują mi, jak wiele zależności składa się na sukces jakiegoś produktu, a przecież książka, bez względu na jej wartość artystyczną, również jest produktem, jeśli chce się ją sprzedać. Choć więc dużo lepiej poruszam się po świecie wydawniczym, udaje mi się zachować równowagę artystyczną. Nie upieram się, jeśli wydawca proponuje w książce zmiany, jak to było kiedyś. Jednocześnie podchodzę do tematu tworzenia prozy b dużo bardziej duchowo. Szanuję moją twórczość jako owoc nie tylko własnej pracy, ale i historii, które chciały być opowiedziane i przyszły do mnie, bym urzeczywistniła je w naszym świecie. Nie wiem, czy już znalazłam metodę, którą można nazwać złotym środkiem pomiędzy tworzeniem a sprzedawaniem, ale o jednym jestem przekonana: tworzenie daje mi ogromną radość.

Czy uważasz, że pisarskie i edytorskie doświadczenie pomogło Ci przy wydawaniu nowej książki? Jeśli tak, opowiedz nam, dlaczego i jak to dokładnie wyglądało.

Na pewno dużo łatwiej było mi napisać drugą książkę, ponieważ dobrze poznałam struktury fabularne i wykorzystałam takie techniki konstruowania bohaterów, jakich sama uczę podczas warsztatów kreatywnego pisania. „Hotel Aurora” wyróżnia się zdecydowanie na tle innych książek z gatunku powieści obyczajowej wyrazistymi postaciami, o których nie da się zapomnieć (na szczęście nie tylko ja tak uważam, ale i sam wydawca). Mamy do czynienia z całą plejadą postaci: niepozbawioną wad protagonistką Antoniną, przewodniczką z zaświatów Maryną czy podróżnikiem Pędziwiatrem, który eksploruje nie tylko dzikie zakątki świata, ale i pokazuje głównej bohaterce, jak naprawdę wygląda życie. Studiowanie archetypów opisanych przez Junga, czy w ogóle psychologia, było dla mnie tak samo istotne jak doświadczenie edytorskie. Choć i to ostatnie oczywiście również jest bezcenne, dzięki temu mogłam poprawić moją redaktorkę w zakresie zapisu dialogów. Poza tym mogłam się też zachwycić solidną pracą, jaką wykonało wydawnictwo Szara Godzina w zakresie redagowania i przeprowadzenia w ogóle całego procesu publikacji. Gdybym sama się tym nie zajmowała zawodowo, pewnie nie wiedziałabym, jak trudna i drobiazgowa jest to praca.

Akcja Twojej nowej powieści toczy się w Sudetach. Dlaczego akurat tam ulokowałaś swoich bohaterów? Czy masz jakiś sentyment związany z tym miejscem?

Sudety to tak naprawdę pierwsze góry, z którymi miałam szczęście po raz pierwszy obcować. Spędziłam tam magiczne chwile podczas obozu wędrownego. Bywało bardzo ciężko, bo na plecach dźwigałam kilkunastokilogramowy plecak z ekwipunkiem i każdego dnia pokonywałam razem z przyjaciółmi kilkanaście, a czasem kilkadziesiąt kilometrów. Poznałam klimat schronisk i życia wysoko, tam, gdzie rządzi natura, a nie konsumpcja. Chciałam tę cudowną aurę i urodę przyrody przekazać ludziom, którzy nie doświadczają jej na co dzień. „Hotel Aurora” to hołd dla tamtych szczęśliwych chwil i przypomnienie dla mnie, że warto jest tak zorganizować życie, by cieszyć się jak najczęściej.

O czym dla Ciebie jest „Hotel Aurora”? Wyobraź sobie, że jesteś czytelnikiem tej książki, a nie jej autorką, i zdradź nam, jakie w Tobie emocje wzbudziłaby ta opowieść? Co by ci się w niej spodobało, a co zdecydowanie nie?

„Hotel Aurora” to książka skierowana przede wszystkim do młodych, odkrywających dopiero siebie kobiet, studentek oraz tych, które jak moja bohaterka podejmują pierwszą poważniejszą pracę w swojej zawodowej karierze. Wiem już, że części starszych czytelniczek nie podoba się lekkość, z jaką opisuję podejście Antoniny do spraw intymnych. Myślę, że momenty erotyczne w mojej powieści mogą pewnej grupie odbiorców wydać się frywolne lub nawet nieobyczajne, ale ja tak naprawdę… mówię, jak jest. Bez ubierania narządów płciowych w fatałaszki pieszczotliwych nazw, które bardziej mnie żenują niż bawią. Bez hołdu dla patriarchatu czy wzniosłych, wydumanych i nieadekwatnych do życia scen seksu. Mnie najbardziej podoba się to, że pisałam książkę dla zabawy i widać to w moim pisaniu. Dostaję mnóstwo sygnałów, że książkę czyta się jednym tchem, a zatem wykonałam dobrą robotę. Z pewnością moim ulubionym wątkiem jest relacja Antoniny z zaświatami. To, że odkrywa swoją kobiecą moc, przejawiającą się w intuicji oraz empatii, oraz uczy się ją wykorzystywać, by pomagać każdemu człowiekowi. Szkoda mi natomiast, że w „Hotelu Aurora” jest tak mało miejsca na opis relacji Antoniny z jej rodziną. Wszystko to jednak celowo, bo ten wątek rozwinęłam w „Grand Hotelu Granit”, kontynuacji.

Jak się czujesz ze swoimi bohaterkami – Antoniną i Grażyną? Do której z nich jest ci bliżej i dlaczego?

Uwielbiam obie. Obie potrafią zmęczyć człowieka. Antonina swoim optymizmem i naiwnością, a Grażyna niechęcią do życia i często nawet agresją. Ale mają w sobie wszystko to, co sprawia, że są po prostu ludźmi z iskrą. Kobietami, które mają cel i konsekwentnie dążą do jego realizacji. Mają sporo talentów, choć nie zdają sobie jeszcze z tego sprawy. Ich droga jest bardzo wyboista, lecz się nie poddają. Na koniec można pomyśleć, że ich ścieżki się rozchodzą, ale „Hotel Aurora” to przecież pierwsza część co najmniej trylogii. Co przyniesie przyszłość? Na pewno sporo zaskoczeń. Najbliżej czuję się związana z zupełnie inną postacią: bohaterką poboczną Aurelią. To kucharka w „Hotelu Aurora”, która jest niezwykle pyskata i trudno jej mówić o własnych uczuciach. Początkowo woli po prostu trzaskać drzwiami niż bronić swojego stanowiska. Ja też często palnę głupotę i nawet tego nie zauważę, a mówienie o emocjach przychodzi mi z wielkim trudem. Zdecydowanie wolę o nich pisać.

Czy lubisz tworzyć wątki miłosne? Jak pisało ci się romans w „Hotelu Aurora” i czy cały czas podążałaś za wyborami bohaterów, czy też czasami buntowałaś się przeciwko nim?

Oczywiście jestem rozkochana w miłości, więc i uwielbiam o niej pisać, choć z wiekiem staje się to coraz trudniejszym zadaniem. Związki to bardzo złożony temat. Tak naprawdę nie tylko partnerzy są w nie zaangażowani, lecz wszyscy przyjaciele, rodzina i całe najbliższe środowisko. Dlatego kiedy dwójka osób zaczyna się ze sobą spotykać i wywiązuje się między nimi więź, wytwarzają się dodatkowe zależności energetyczne w związku z innymi osobami. I przez to tak trudno ukryć romans, a to on jest jednym z filarów napięcia w „Hotelu Aurora”! Relacja Antoniny z Antonim jest kontrowersyjna. Widzimy młodą dziewczynę o czystym sercu, która od pierwszego wejrzenia zakochuje się w sporo starszym od niej mężczyźnie, uwikłanym w inny związek. Sami nie jesteśmy w stanie rozczytać jego intencji. Widzimy odbicia tego romansu w oczach innych bohaterów. Matka Antoniego jest przekonana o tym, że jej syn kocha Antoninę, ale Jeremi Pędziwiatr cały czas mówi przyjaciółce, by miała się na baczności. Do ostatniego momentu nie wiemy, jak potoczy się ten wątek. Chcemy, by skończył się happy endem, ale co to tak właściwie znaczy? Czy to, żeby bohaterowie byli razem, czy to, żeby byli szczęśliwi? Bo nagle okazuje się, że jedno wcale nie jest równoznaczne z drugim. Antonina i Antoni zrobili tak, jak zaplanowałam, ale to nie oznacza, że misja zakończyła się sukcesem. Nie, prawdziwe wyzwanie stoi dopiero przede mną. Ludzie bowiem się zmieniają, a związki ewoluują. Mało jest historii, które opisują relacje dwójki kochających się osób, większość opowieści kończy się w momencie, kiedy po pokonaniu trudności wreszcie mogą być ze sobą, biorą ślub, no i koniec. Ale życie nie kończy się na ślubie. Raz, że on nie jest do życia konieczny, a dwa, że tak naprawdę zaczyna wspólną drogę dwójki ludzi. To, co wydarzy się więc między tą dwójką dalej, jest na ten moment wielką niespodzianką.

„Hotel Aurora” to również powieść o relacjach międzyludzkich. Jak sądzisz, co sprawia, że budujemy toksyczne relacje i nie umiemy się z nich uwolnić? Użyjesz porównania z książki?

Niestety, po prostu nie wiemy o tym, że niektóre relacje są toksyczne. Trudno nam zauważyć pośród codziennego natłoku obowiązków, że część ludzi, którymi się otaczamy, wpływa na nas negatywnie. Wspiera nasze nawyki, zabiera energię życiową, przestrzeń na kreatywność czy nawet głos, bo coraz trudniej powiedzieć nam głośno, że czyjeś zachowanie nam się nie podoba. Dostrzeganie tego, jaki wpływ mają na nas inni ludzie, to nauka związana ze wzrostem poziomu naszej samoświadomości. Jeśli chcemy się rozwinąć jako ludzie, czyli stać się lepsi, szczęśliwsi i sami dla siebie bardziej wartościowi, ten temat nas na pewno czeka i będziemy musieli go przerobić. Ale w szkole tego nie uczą. To coś, za co musimy zabrać się sami, by skonstruować siebie na nowo i wyzwolić w pełni nasz życiowy potencjał. Antonina nie wie, że ktoś w jej pobliżu kopie pod nią dołki, bo niby dlaczego miałaby zakładać, że bliska jej osoba nie życzy jej dobrze? Ona chciałaby dla każdego najlepiej, więc w głowie jej się nie mieści, że ktoś, kogo kocha, pragnie jej cierpienia. To tak proste i tak trudne jednocześnie.

Czy możemy liczyć na kontynuację „Hotelu Aurora”? Uchylisz nam rąbka tajemnicy?

Naturalnie. „Grand Hotel Granit jest już napisany, ale to pierwszy draft. Dopiero siadam do redakcji. Jestem już po konsultacjach ze specjalistą, więc wiem, że objętość jest przytłaczająca i trzeba będzie pozbyć się kilku arkuszy tekstu. Czeka mnie więc mnóstwo wykreślania, ale to, co zostanie, na pewno będzie mięsiste. W drugiej części przygód Antoniny nasza bohaterka trafia do tytułowego Grand Hotelu Granit, mieszczącego się w pięknej nadmorskiej scenerii. Akcja toczy się przeważnie w Sopocie, ale hotel należy do korporacji, więc Antoninę czekają też pierwsze podróże służbowe. Głównym tematem książki będzie tym razem utrata. To dużo poważniejszy utwór niż „Hotel Aurora”. Kiedy podczas redakcji czytałam „Aurorę”, śmiałam się do rozpuku, natomiast podczas pisania niektórych scen „Granitu” zalewałam się łzami. Gwarantuję mnóstwo emocji, ciekawe charaktery i pogmatwane relacje rodzinne. To coś, w czym czuję się naprawdę dobrze. Za wcześnie jednak jeszcze, by mówić o premierze. Może będzie to dopiero początek 2022 roku? Zobaczymy.

Poza pisaniem własnych książek zajmujesz się również prowadzeniem zajęć kreatywnego pisania. Czy uczenie pisania wpływa na Twoje pisarskie ambicje i motywacje?

Zastanawiam się, czy ja w ogóle mam jakieś pisarskie ambicje. Chciałabym, żeby ludzie czytali moje książki dla rozrywki i szczypty wiedzy, no i bym mogła się z tego utrzymać, to przede wszystkim. Na warsztatach kreatywnego pisania wyzwalamy wspólnie naszą twórczą energię. Uczestnicy uczą się ode mnie, a ja uczę się od nich. Każda kolejna edycja warsztatów nieco różni się od poprzedniej, bo też z różnymi potrzebami przychodzą kursanci, a ja chciałabym wszystkich zadowolić. Zgłębiamy nie tylko tajniki pisania prozy, bo i tekstów użytkowych, pisania z emocjami czy… poezji. Ale jak do tej pory nie wpadłam na pomysł, by samej opublikować tomik wierszy, więc może wszystko dopiero przede mną.

Jakie masz plany na przyszłość? Czy czekają na nas kolejne książki Twojego autorstwa?

W 2021 roku przede wszystkim zajmuję się moim blogiem, Fabryką Dygresji, którą zaniedbałam w 2020 z powodu promocji „Hotelu Aurora” i wielu innych wydarzeń w życiu osobistym. Zapraszam więc wszystkich pasjonatów kreatywności i samorozwoju na bloga fabrykadygresji.pl, jeśli zaś chodzi o teksty, to nie byłabym pisarką, gdybym nie pisała, prawda? Właśnie siadam do pisania „Piromanek”, a w kolejce na redakcję prócz „Grand Hotelu Granit” czekają już „Trzy kobiety w czerwieni”. Wydawaniem własnych utworów na razie nie zaprzątam sobie głowy. Dla mnie po prostu najbardziej liczy się pisanie. Uwielbiam to.

Rozmawiała: Magdalena Pioruńska

About the author
Magdalena Pioruńska
twórca i redaktor naczelna Szuflady, prezes Fundacji Szuflada. Koordynatorka paru literackich projektów w Opolu w tym Festiwalu Natchnienia, antologii magicznych opowiadań o Opolu, odpowiadała za blok literacki przy festiwalu Dni Fantastyki we Wrocławiu. Z wykształcenia politolog, dziennikarka, anglistka i literaturoznawczyni. Absolwentka Studium Literacko- Artystycznego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Dotąd wydała książkę poświęconą rozpadowi Jugosławii, zbiór opowiadań fantasy "Opowieści z Zoa", a także jej tekst pojawił się w antologii fantasy: "Dziedzictwo gwiazd". Autorka powieści "Twierdza Kimerydu". W życiu wyznaje dwie proste prawdy: "Nikt ani nic poza Tobą samym nie może sprawić byś był szczęśliwy albo nieszczęśliwy" oraz "Wolność to stan umysłu."

komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *