Wywiad z Anną Jakubczak

28000747_1892844410744354_281386718_n

Anna Jakubczak vel RattyAdalan – szczecinianka z urodzenia. Poetka, prozatorka, publicystka, redaktor naczelna Magazynu Kulturalnego Horyzont oraz organizatorka spotkań autorskich w Książnicy Pomorskiej. Studentka dziennikarstwa i zarządzania mediami oraz studiów pisarskich na Uniwersytecie Szczecińskim.

Współpracuje ze szczecińskim oddziałem Związku Literatów Polskich, Inku Szczecińskim Inkubatorem Kultury, Kobietowo.pl Regionalnym Stowarzyszeniem Literacko-Artystycznym w Policach, portalem SilesiaYoung, Wydawnictwem Edgard oraz kilkoma polskimi i zagranicznymi organizacjami. Z zawodu dziennikarz oraz specjalista ds. wizerunku i mediów społecznościowych.

Swoją twórczość publikowała w wielu antologiach zarówno w Polsce i za granicą. Jest stałą autorką w cyklu poetyckim The Year of The Poet, wydawanym przez amerykańskie wydawnictwo Inner Child Press, kierowane przez Williama St. Petersa. Wyróżniona w II Ogólnopolskim Konkursie im. Jóżefa Bursewicza O Złotą Metaforę za wiersz Przypinka. Autorka tomu poetyckiego Ars Poetica (Londyn, 2013). W przygotowaniu kolejny tom Rozmowy nocą oraz powieść Wiatr nadziei.

Magdalena Pioruńska: Jesteś kobietą wielu talentów – piszesz wiersze, udzielasz się w mediach, angażujesz w organizację wydarzeń. Kim tak naprawdę jest Anna Jakubczak? Jak najbardziej lubisz siebie określać?

Anna Jakubczak: Muszę przyznać, że na sam początek zadałaś mi bardzo trudne pytanie. Odpowiem na nie nieco przekornie, że to zależy od maski, o której pisał Gombrowicz. Zawodowo wcielam się w rolę dziennikarki, redaktor naczelnej rozwijającego się internetowego pisma, dla przyjaciół jestem zwariowaną poetką, której wszędzie jest pełno i która ciągle rozrabia, tyle, że nie mogą przestać łapać się za głowę. Dla redakcyjnej rodziny Horyzontu jestem koalą (śmiech). Każdy odbiera mnie inaczej. Ale co najważniejsze, wchodząc w każdą z tych ról, zawsze jestem sobą. A jak lubię określać siebie? Zawsze adekwatnie i z przekorą.

M.P. : Jakbyś określiła sposób swojego pisania? O czym jest Twoja poezja?

A.J. : Odpowiadając na Twoje pytanie, nie byłabym obiektywna, dlatego tę kwestię pozostawię czytelnikom, zachęcając ich do lektury mojego tomu Ars Poetica oraz wierszy, które czasem umieszczam na swojej stronie. Ale chciałabym powiedzieć, że lubię i szanuję zarówno pozytywne opinie, jak i te negatywne, bo one pozwalają mi poznać perspektywę różnych czytelników i zobaczyć, co dla jednych jest walorem mojej poezji, a dla drugich wręcz odwrotnie. A co do tematyki moich wierszy – nie będę odkrywcza, jeśli powiem, że piszę praktycznie o wszystkim. Jednak zawsze w pisaniu staram się szukać czegoś nowego, bo mam trochę naturę takiego poszukiwacza. Nie lubię rutyny, tego, co już odkryte. Dużo eksperymentuję z poezją, bawię się nią, ale na swój sposób.

M.P.: Lubisz dostawać nagrody za swoją poezję? Jakie jest twoje nastawienie do nagród literackich? Sądzisz, że są potrzebne?

A.J.: Uważam, że konkursy są dobre dla debiutantów i właściwie są potrzebne. Bo w końcu to forma propagowania poezji, która, jak wiemy, niestety jest niszowa. Jednak kulisy wielu konkursów nie są do końca fair dla autorów. Bywa, że przegrywają dobre warsztatowo wiersze, bo albo nie przypada się do gustu tematyką komuś z jury, albo wygrywa się po znajomości. Zasada jak wszędzie, nie ucieknie się od tego. Oczywiście nie wrzucam wszystkich konkursów do jednego worka. Są konkursy, które naprawdę dają coś dobrego laureatom. Po wydaniu tomiku czasem wysyłałam swoje wiersze na konkursy, dwa razy udało mi się otrzymać wyróżnienie, zostało miłe wspomnienie w postaci dyplomów. Potem przestałam, wolałam skupić się na pracy nad warsztatem, pozwolić poezji dojrzewać i zachować ją raczej do wydania kolejnego tomiku niż przeznaczać na rzecz konkursów. Po namowie znajomych poetów wysłałam w tym roku pierwszy raz po trzech latach swój wiersz na drugą edycję ogólnopolskiego Konkursu im. Józefa Bursewicza O Złotą Metaforę, organizowanego przez Związek Literatów Polskich w Szczecinie w ramach II Zachodniopomorskiej Wiosny Poezji. Ku mojemu zdziwieniu otrzymałam IV miejsce i statuetkę, co było dla mnie czymś niezwykłym. Inicjatywę Zachodniopomorskiej Wiosny Poezji wyróżnia spośród innych inicjatyw również to, że nikt nie zostaje pominięty. Od dwóch lat na jej zakończenie organizowana jest trwająca miesiąc wystawa w Szczecińskim Parku Różanym „Różanka”, przedstawiająca twórczość poetów środowisk literackich Pomorza oraz laureatów konkursu O Złotą Metaforę.

28001169_1892844347411027_1058817027_n

M.P. : Przeprowadzasz ciekawe wywiady z ludźmi kultury, sceny i literatury. Który z tych wywiadów wspominasz najcieplej? Czego się dzięki nim nauczyłaś?

A.J.: Nie potrafię wskazać jednego. Każda z tych rozmów wniosła coś do mojego życia, w pewien sposób miała na mnie wpływ i każdą niezwykle miło wspominam. Jednak jeśli już naprawdę muszę wskazać, to na pierwszym miejscu będzie oczywiście wywiad z Mirosławem Zbrojewiczem, który nie tylko jest przemiłym, szczerym i otwartym człowiekiem, ale też naprawdę ciekawie się z nim rozmawia. Byłam pod wrażeniem nie tylko jego osoby, ale też tego, jakie ma spojrzenie na świat. Do dziś pamiętam to, co powiedział mi na koniec, że jeśli czegoś naprawdę chcemy, mamy możliwość to osiągnąć, nie ma, że się nie da, wszystko zależne jest od nas i naszej determinacji. I tego cały czas usilnie się trzymam. Ciekawym doświadczeniem było też spotkanie z Grzegorzem Pawlakiem, kiedy w Radio Cafe w Warszawie odbyliśmy ponad godzinną rozmowę przeplataną anegdotami i wtrąceniami cytatów z Pingwinów z Madagaskaru. To była naprawdę cudowna rozmowa w niesamowitej atmosferze i pełna śmiechu. Ewa Kasprzyk zrobiła na mnie również ogromne wrażenie. Jej przebojowość, bycie sobą i ta niezwykła otwartość na drugą osobę sprawiają, że ma się wrażenie, jakby znało się ją od lat. A czego nauczyły mnie powyższe wywiady? Tego, że zawsze można być lepszą wersją siebie.

M.P.: A były rozmowy, których nie udało Ci się przeprowadzić?

A.J.: Niestety, tak. W 2015 roku miałam przyjemność poznać Jarosława Boberka, w tamtym czasie nie prowadziłam jeszcze Horyzontu ani nie przeprowadzałam wywiadów na taką skalę. Był to też mój pierwszy udział w Festiwalu Czytania, bardziej jako zwykła uczestniczka niż dziennikarka. Jednak mam nadzieję, że kiedyś uda mi się ten wywiad nadrobić. Zawsze marzyłam też, aby spotkać Stanisława Barańczaka i móc dywagować z nim o poezji, ale niestety, takiej okazji już mieć nie będę.

M.P.: Czy zdarzyło Ci się, że ktoś odmówił Ci wywiadu?

A.J. : Tak, zdarzyła mi się bardzo zabawna sytuacja na tegorocznym Festiwalu Czytania. Po wywiadzie z Ewą Kasprzyk miałam spotkać się z Marianem Opanią i gdy tylko podeszłam do niego z prośbą o wywiad, pogonił mnie, myśląc, że jestem dziennikarką z jakiegoś brukowca (śmiech). Dopiero później wyjaśniliśmy sobie, że chodzi o regionalne szczecińskie pismo i wywiad będzie przeprowadzony również na rzecz Książnicy Pomorskiej, głównego organizatora festiwalu. Porozmawialiśmy chwilę, jednak nie zgodził się na wywiad, gdyż – jak wspomniał – po prostu przestał ich udzielać. Po naszej rozmowie pozostała mi przez jakiś czas zabawna wizja siebie pracującej dla jakiegoś Pudelka czy innego tabloidu, koczującej na drzewie czy gdzieś tam z ukrycia, pod hotelem, szukającej gorącego newsa (śmiech).

M.P.: Lepiej czujesz się za czy przed mikrofonem?

A.J.: Zwykle to ja wchodziłam w rolę pytającego. Świetnie się czułam, zarówno przygotowując wywiady dla Horyzontu, prowadząc w Akademickim Radiu Pomorze audycję „Let’s Rock!” z zaproszonymi gośćmi czy pracując dla TVP 3 Szczecin, gdzie zwłaszcza na początku przepełniała mnie duma, gdy latałam z mikrofonem od jednego wydarzenia do drugiego. A trzeba dodać, że to były całkiem inne formy wywiadów. Swój pierwszy wywiad, w którym to ja miałam grać główną rolę rozmówcy – i to jeszcze paradoksalnie dla niewielkiej telewizji – miałam w listopadzie zeszłego roku. I nie będę ukrywać, że zjadała mnie trema. Przed rozpoczęciem myślałam tylko, by nie popełnić żadnej gafy. Co było śmieszne, zwłaszcza że sama przeprowadzam wywiady. Jednak jest różnica między rolą przygotowanego i zadającego pytania kierującego rozmową a odpowiadaniem na nie, zwłaszcza na takie, które mogą być zaskakujące, a czasem nawet niewygodne. I mimo że ta adrenalina była dla mnie ciekawym doświadczeniem i jestem na co dzień straszną gadułą, to wolę jednak zadawać pytania, odkrywać swoich rozmówców i dociekać niż być odpytywaną. Znajomi śmieją się, że jestem takim łowcą. A ja po prostu lubię mądrze rozmawiać, a nie tylko mówić o sobie.

M.P. : Kto stanowi dla Ciebie największą inspirację? Po jaką literaturę najczęściej sięgasz?

A.J. : Bardzo lubię Michaiła Bułhakowa i jego Mistrza i Małgorzatę, na tyle, że zainspirowałam się tą książką w jednym z nowych cykli poetyckich, który być może umieszczę w tomiku, nad którym obecnie pracuję. Lubię różnorodną literaturę. Czasem mam ochotę sięgnąć po coś ambitnego, są też dni, kiedy czytam dla rozluźnienia kryminały czy thrillery, a nawet książki z elementami fantasy. Ostatnio staram się czytać więcej literatury branżowej z marketingu i zarządzania oraz psychologii. No i oczywiście poezja.

M.P. : Jesteś również naczelną Magazynu Kulturalnego Horyzont. Jaka jest główna koncepcja tego magazynu?

A.J. : Horyzont, czy Horcio, jak w redakcji nazywamy zdrobniale nasze pismo, miał przede wszystkim zachęcać do rozwoju, poszerzania tytułowych horyzontów. Tak jak horyzont jako zjawisko potrafi być szeroki, tak samo jest z tematyką naszego pisma. Mamy dział kulturalny dla miłośników literatury, sztuki, teatru czy muzyki, rozmowy przy kawie, czyli wywiady, kąciki dla mam, fotorelacje z podróży dookoła świata, znajdzie się coś dla zainteresowanych psychologią, a nawet, co jest nowością w magazynie, otworzył się dział dla fanów grozy. Mówiąc w skrócie: każdy znajdzie u nas coś dla siebie. Nie ograniczamy się do samego publikowania. Organizujemy też przeróżne wydarzenia, m.in. wieczory autorskie, wernisaże, koncerty, pokazy taneczne czy pierwsze w Szczecinie tematyczne slamy poetyckie połączone z performance’em.

M.P.: Działasz i tworzysz w Szczecinie. Co Ci się najbardziej podoba w pracy na lokalnym podwórku?

A.J. : Przede wszystkim to, że jest tutaj wiele do odkrycia. I dzięki temu można zrobić w Szczecinie projekty, których wcześniej nikt jeszcze nie robił. Może nie jesteśmy drugim Krakowem kojarzonym z artystami, Piwnicą Pod Baranami i całą tą kulturalną otoczką, ale w Szczecinie naprawdę też wiele się dzieje. Codziennie są organizowane przeróżne mniejsze lub większe wydarzenia. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to nieco słaba reklama i zbyt mała inwestycja naszych władz w kulturę naszego miasta. Ale to wciąż się zmienia.

27935646_1892844167411045_1466275641_n

M.P.: Czego możemy Ci życzyć w przyszłości? Wydajesz kolejny tomik poezji, a może tym razem spróbujesz swoich sił w prozie?

A.J. : Przede wszystkim, abym wytrwała w swoich postanowieniach i marzeniach. Reszta ułoży się sama. No i oczywiście tego, żebym skończyła wreszcie swoją książkę, która leży odłogiem już długi czas.

About the author
Magdalena Pioruńska
twórca i redaktor naczelna Szuflady, prezes Fundacji Szuflada. Koordynatorka paru literackich projektów w Opolu w tym Festiwalu Natchnienia, antologii magicznych opowiadań o Opolu, odpowiadała za blok literacki przy festiwalu Dni Fantastyki we Wrocławiu. Z wykształcenia politolog, dziennikarka, anglistka i literaturoznawczyni. Absolwentka Studium Literacko- Artystycznego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Sama też próbuje swoich sił w roli nauczyciela kreatywnego pisania. Dotąd wydała książkę poświęconą rozpadowi Jugosławii, zbiór opowiadań fantasy "Opowieści z Zoa", a także jej tekst pojawił się w antologii fantasy: "Dziedzictwo gwiazd". Autorka powieści "Twierdza Kimerydu". W życiu wyznaje dwie proste prawdy: "Nikt ani nic poza Tobą samym nie może sprawić byś był szczęśliwy albo nieszczęśliwy" oraz "Wolność to stan umysłu."

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *