Wywiad z Karoliną Michałowską: Człowiek, który za życia sprzedał jeden obraz byłby głęboko poruszony takim hołdem dla własnej twórczości.

tumblr_o3fp5hXXFy1tfr4rfo2_r1_1280

Karolina Michałowska: malarka w projekcie Loving Vincent, doktorantka UW („Artes Liberales”), absolwentka archeologii i historii sztuki. Jeśli akurat nie rysuje ani nie prowadzi badań naukowych, to najchętniej fotografuje odległe zakątki Europy.

1. Karolina, znamy się nie od dzisiaj, byłaś kiedyś jedną z czołowych graficzek Szuflady. Opowiedz nam, co się u ciebie zmieniło od tego czasu?

Oj, sporo! Zdążyłam skończyć studia i zabrać się za doktorat, zjechać kolejny kawałek Europy, trochę popracować na wykopaliskach, postudiować we Włoszech, popracować jako grafik w studiu animacji i postprodukcji filmowej, opublikować swoje badania naukowe… no i oczywiście dostać się do ekipy produkcyjnej filmu „Loving Vincent”!

2. „Loving Vincent” to niezwykły film, przedstawiający historię życia jednego z najsłynniejszych malarzy – Vincenta van Gogha. Opowiedz naszym czytelnikom, co sprawia, że ten film jest tak niezwykłą produkcją?

Film przedstawia nie tyle historię życia, ile historię śmierci Vincenta. Ale nie w tym oczywiście tkwi jego niezwykłość. Jest to pierwsza w historii kina pełnometrażowa animacja, która powstaje w technice olejnej – całkowicie ręcznie malowana, klatka po klatce, w tempie dwunastu klatek na sekundę. To w sumie około 62 tysięcy klatek, z których każda jest obrazem olejnym, inspirowanym dziełami van Gogha. Film ożywia łącznie 120 dzieł tego malarza.

3. Nie brakuje ci czasem cierpliwości?

Brakuje. Praca nad tym filmem przypomina życie średniowiecznych mnichów przepisujących manuskrypty. Nie dość, że wymaga ona podobnej cierpliwości i skupienia i równie niechętnie toleruje pomyłki, to jeszcze każdy z nas pracuje w swojej „celi”, przy swoim pulpicie, przez 10 godzin dziennie. Cierpliwość jest tutaj towarem nieustanie deficytowym.

13647047_10210115794961313_386705050_o

4. Nie boisz się, że duch van Gogha będzie cię prześladował w snach? (śmiech)

Prześladuje mnie, a i owszem, ale scena, którą animuję! Ale van Gogh? Myślę, że jeśli widzi nas z zaświatów, to codziennie płacze ze wzruszenia, jak w pamiętnym odcinku Doctora Who. Sądzę też, że człowiek, który za życia sprzedał jeden obraz (swojemu bratu!) byłby głęboko poruszony takim hołdem dla własnej twórczości.

5. Co teraz o nim myślisz? Jest ci bliższy, jak stary znajomy, czy wręcz przeciwnie?

Wszyscy na hali produkcyjnej mówimy o nim Vincent, bez nazwiska, to już jest nasz Vincent.

Zawsze ceniłam twórczość tego malarza, moja relacja z nim była dość bliska, odkąd pamiętam. Ale teraz, po namalowaniu kilkuset klatek animacji? Każde pociągnięcie pędzla na jego obrazach jest jak porozumiewawcze spojrzenie. Grubość farby, rozmach impastu, wibrujące zestawienia kolorów. To wiedza, którą mam już wyrytą pod powiekami i w opuszkach palców.

6. Na czym konkretnie polega twoja praca przy filmie?

Najpierw powstaje tak zwana pierwsza klatka, która stanowi bazę dla całego ujęcia. Następnie na tej samej desce muszę namalować farbami olejnymi kolejne klatki, czasem 60, czasem 130 – albo i więcej. Żeby to zrobić, należy zamalować lub zdrapać fragmenty, które będą się poruszać, i namalować je od nowa, dokładnie tak samo, przesunięte o kilka milimetrów. I tak kilkadziesiąt razy, aż do końca ujęcia.

13650639_10210115798961413_114805032_n

7. Co zrobisz, kiedy ten projekt się skończy? Nie będziesz tęsknić za Van Goghiem?

Prawdopodobnie wrócę do Warszawy, aby kontynuować studia doktoranckie. Chyba, że Hollywood tak zachwyci się naszym filmem, że z miejsca dostanę jakąś ciekawą propozycję pracy w animacji, kto wie! (śmiech). Myślę, że pożegnanie z Vincentem będzie słodko-gorzkie. Z jednej strony będę tęsknić, a z drugiej z pewnością odczuję sporą ulgę, że już nie muszę wciąż malować tego samego obrazu!

8. Życie artysty rzadko bywa usłane różami. Czego powinna nas nauczyć historia Vincenta? Co sprawia, że był tak niezwykłą osobowością?

Vincent jest przykładem tego, że nigdy nie jest za późno, by odkryć w sobie talent – zaczął malować dopiero w wieku 27 lat! Jednak mimo wielkiego talentu nie odniósł sukcesu, współcześni nie poznali się na jego geniuszu. Van Gogh uosabia mit artysty tragicznego, zmagającego się z biedą, prześladowaniami i własną obsesją. Dla mnie jego życie jest lekcją o determinacji, historią wielkiej pasji, która pozwala poświęcić się temu, co kochamy. I smutną lekcją o tym, że społeczeństwo jest czasem okrutną machiną, która boi się odmienności i odrzuca geniusz.

9. „Loving Vincent” to dzieło 95 malarzy. Jak oceniasz swój wkład w tę produkcję?

Dołączyłam do projektu bardzo późno, nie zdążę więc namalować tylu scen, ile wykonali ci, którzy pracują nad nim już od dwóch lat. Ale cieszy mnie, że na wielkim ekranie będę mogła zobaczyć choć kilka sekund, które są w całości dziełem moich dłoni. Jestem tylko małym trybikiem w ogromnym zespole niezwykłych ludzi, którzy powołali ten film do życia, ale na szczęście trybikiem na tyle istotnym, by obok pozostałych malarzy pojawić się w napisach końcowych.

13664768_10210115799321422_5511407_n

10. Jak ci się układa współpraca z zespołem? Czy jesteście ze sobą jakoś związani?

Pracuję w najmniejszym z czterech studiów, w których powstaje film (Wrocław, Gdańsk, Ateny i Londyn). Jest nas tu tylko dziesiątka i zdążyliśmy się już całkiem dobrze poznać. Atmosfera jest więc bardzo koleżeńska – dużo rozmawiamy, gdy wychodzimy razem na przerwy, żeby choć przez parę minut w ciągu dnia zobaczyć słońce i odetchnąć powietrzem, które nie pachnie terpentyną i olejem goździkowym. Jeśli spodziewasz się opowieści o artystycznej rywalizacji, to się zawiedziesz. Jest za to dużo wspólnego narzekania na trudne klatki i presję czasu.

11. Co jest dla ciebie najtrudniejsze w tej pracy?

Monotonia. Moment, kiedy zapominam, czy już przesuwałam ten mikroskopijny detal w tej klatce, czy jeszcze nie. Niesforne farby, które mieszają się ze sobą na desce, dając kolory, których nie powinno tam być. Stres, że nie zdążymy w terminie. Długie godziny na krześle w pomieszczeniu bez okien, w środku pięknego lata. To jest naprawdę ciężka praca, nie ma co się oszukiwać.

12. A co sprawia ci największą satysfakcję?

Sam fakt, że tam jestem i pracuję nad tak spektakularnym dziełem – wciąż nie wierzę, że naprawdę udało mi się przejść cały proces rekrutacji. A w samej pracy? Moment, kiedy po całym dniu pracy naciskam guzik na klawiaturze i moja animacja budzi się do życia, kiedy obraz olejny zaczyna się poruszać, zupełnie jak na obrazach ze świata Harry’ego Pottera! (śmiech)

13. Ponoć twórcy produkcji liczą na Oskara… Co o tym sądzisz? Jak się czujesz z ogromnym zainteresowaniem tym filmem?

Liczą, liczą. Robimy, co możemy, żeby zdążyć przed deadlinem nadsyłania zgłoszeń do Akademii. Producenci mówią o tym zupełnie poważnie. Nie chcę zapeszać, ale film ze względu na swoją innowacyjność i niespotykaną skalę przedsięwzięcia ma szansę przykuć uwagę komisji. Na razie zdecydowanie przykuł uwagę internautów i mediów, także zagranicznych, zainteresowanie jest naprawdę ogromne. Jak ja się z tym czuję? Nie dowierzam, że jestem częścią tego fenomenu! I może troszkę marzę o czerwonym dywanie… (śmiech).

14. Czego ci mamy życzyć poza tym, żebyś jeszcze coś dla nas narysowała i przyczyniła się do zdobycia tego Oskara?

Cierpliwości!

Rozmawiała: Magdalena Pioruńska

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na temat niezwykłej pracy malarzy, polecamy film po angielsku:

oraz po polsku:

About the author
Magdalena Pioruńska
twórca i redaktor naczelna Szuflady, prezes Fundacji Szuflada. Koordynatorka paru literackich projektów w Opolu w tym Festiwalu Natchnienia, antologii magicznych opowiadań o Opolu, odpowiadała za blok literacki przy festiwalu Dni Fantastyki we Wrocławiu. Z wykształcenia politolog, dziennikarka, anglistka i literaturoznawczyni. Absolwentka Studium Literacko- Artystycznego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Dotąd wydała książkę poświęconą rozpadowi Jugosławii, zbiór opowiadań fantasy "Opowieści z Zoa", a także jej tekst pojawił się w antologii fantasy: "Dziedzictwo gwiazd". Autorka powieści "Twierdza Kimerydu". W życiu wyznaje dwie proste prawdy: "Nikt ani nic poza Tobą samym nie może sprawić byś był szczęśliwy albo nieszczęśliwy" oraz "Wolność to stan umysłu."

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *