Wywiad dla Creative Writing: Małgorzata Warda

Warda1.szuflada.netMałgorzata Warda: pisarka, malarka, rzeźbiarka, absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Wydała kilka powieści m.in: „Ominąć Paryż”, „Środek lata”, „Nikt nie widział, nikt nie słyszał”. Dwa z jej opowiadań znalazły się w bestsellerowych zbiorach „Opowiadania letnie” oraz „Opowiadania szkolne”. Jest autorką kilku tekstów piosenek zespołu Farba. Wspólnie z malarzem, Marcinem Kędzierskim, współtworzy artystyczną „Grupę miejską”. Od urodzenia mieszka w Gdyni. To już jej trzeci wywiad na Szufladzie. Tym razem w dziale Creative Writing.

Prowadzi bloga: www.warda.bloog.pl

M.P.:  Małgosiu, „Miasto z lodu” to która to już twoja książka? Jak wspominasz swoje początki w literackiej branży i czego się od tamtej pory nauczyłaś?

Która? Straciłam rachubę. 🙂 A tak poważnie, dziewiąta. Początki nie były łatwe, trafiłam do wydawcy, który debiutował razem ze mną i nie miał możliwości promocyjnych. Pokrywałam koszty przejazdów nawet na wieczory autorskie, które organizował. Przyznam, że czułam się rozczarowana, szczególnie że powieści nie było w księgarniach i pewnie dlatego kolejny maszynopis postanowiłam złożyć w dużym wydawnictwie – w Prószyńskim. Nie oczekiwałam, że otrzymam odpowiedź, ale pewnego dnia zadzwonił do mnie redaktor, Janek Koźbiel, i powiedział, że mój Paryż (chodziło o powieść „Ominąć Paryż”) wszystkim się bardzo spodobał. Skakałam z radości. Szybko też się okazało, że wydawca jest odpowiedzialny za koszty finansowe związane z promocją, a dzięki Renacie Smolińskiej, która zajmowała się PR-em mojej powieści, trafiłam w niemal każde miejsce, gdzie można było zareklamować książkę.

Bycie pisarką nauczyło mnie przede wszystkim dystansu do własnego tekstu. Nigdy nie należałam do osób, które bronią książki jak twierdzy, ale mimo to czasem było mi ciężko pogodzić się z krytyką moich powieści. Nauczyłam się też, że trzeba trzeźwo oceniać to, co się napisało i nie przeceniać swoich możliwości. Ważna jest współpraca z innymi ludźmi, którzy zechcą pochylić się nad powieścią i konstruktywnie ją skrytykować, zanim trafi do rąk wydawcy. Generalnie mam bardzo dobre doświadczenie z wydawcami, redaktorzy zawsze mnie wspierali, nie potknęłam się na żadnej umowie wydawniczej. To jednak, co zachwyciło mnie w branży pisarskiej najbardziej, to kontakt z czytelnikami: listy od nich, ich opinie. I fantastyczny kontakt z innymi pisarzami, na których zawsze mogę liczyć i którzy mnie wspierają.

M.P.: To wywiad w dziale Creative Writing, dlatego chciałam Cię przede wszystkim zapytać o Twój sposób pisania. Co pojawia się najpierw? Pomysł, bohater, forma powieści, rodzaj narracji?

Najpierw szukam pomysłu, dopiero potem zaczynam go ubierać w rodzaj narracji. Pomysł musi być silny, poruszający, musi mnie też fascynować. Następnym etapem jest szukanie najciekawszych bohaterów. To ciężki etap, ponieważ często piszę sceny z bohaterami, a potem je kasuję, jednak dzięki temu, co zrobiłam, uczę się czegoś o nich. Czasem szukam zdjęć ludzi w Internecie, na których się opieram, a czasem szkicuję swoich bohaterów ołówkiem. Tysiące razy zmieniam fabułę, narrację, imiona, przeszłość bohaterów. Zauważyłam, że jeśli coś mnie w nich fascynuje, historia zaczyna sama płynąć i mam ochotę do niej wracać. Jeśli bohaterowie są nudni, nudzę się, pisząc, i prędzej czy później kończą w moim komputerowym koszu. Rodzaj narracji też jest bardzo ważny: uwielbiam narrację pierwszoosobową, ale ona zawęża obraz i mogę wówczas pokazać tylko to, co widzi lub czuje mój jeden bohater. Dlatego staram się wybierać kilka postaci i opowiadać również z ich perspektywy.

M.P.: Zwykle piszesz w pierwszej osobie, twoje narracje są też bardzo subiektywne – wręcz psychologicznie nastawione na rozwój bohatera. Czego możemy się spodziewać w „Mieście z lodu”?

W „Mieście z lodu” narratorką jest trzynastoletnia dziewczynka pogrążona w śpiączce. Mimo tego, że unieruchomiona pod respiratorem w szpitalu, widzi i słyszy wszystko, co dzieje się poza nią, może wejść w myśli innych bohaterów, a nawet obserwować np. niedźwiedzia wędrującego po górach. Ta narracja dała mi szerokie spojrzenie na historię, którą miałam do opowiedzenia. A powieść opowiada o miłości matki i córki. To trudna miłość, ponieważ kobieta cierpi na afektywną chorobę dwubiegunową i czasem nie potrafi się zająć sobą, a co dopiero dzieckiem. Właśnie ona na pewno będzie budziła wiele kontrowersji: jest piękna, wzbudza pożądanie w mężczyznach, pracowała jako modelka pism dla panów i jednocześnie jest bardzo, bardzo chora. Oczywiście, jak przy każdej mojej powieści w budowie postaci pomagała mi moja dyżurna pani psycholog, Ilona Poćwierz-Marciniak.

M.P.: Jesteś też agentką literacką początkujących pisarzy. Opowiedz nam o tym, jak Ci się pracuje z uzdolnionymi pisarzami przed debiutem.

Nie ma chyba większej radości dla pisarza niż po raz pierwszy wziąć do ręki swoją wydaną powieść. To moment, na który każdy z nas czeka, więc radość jest ogromna. Młodzi pisarze często chcą się zgodzić na byle jakie warunki umowy wydawniczej, byle tylko jak najszybciej trafić na rynek. To duży problem, uważam, że warto poczekać albo dopracować powieść pod okiem redaktora z dobrego wydawnictwa zamiast pójść tam, gdzie decyzja wydawnicza zapada najszybciej. Drugim problemem, na który trafiam, to niechęć do pracy nad książką: wielu pisarzy uważa za gwałt jakiekolwiek zmiany w ich tekście, a czasem bez tych zmian nie ma możliwości znalezienia wydawcy dla powieści. Jeśli jednak zdarza się pisarz zdolny i otwarty na pracę nad swoim warsztatem – wówczas jest sama radość.

Warda2.szuflada.net

M.P.:  Jako pisarka na pewno spotykasz się również z krytyką swojej twórczości. Jakie jest Twoje podejście do krytyki i recenzji Twoich książek?

Mam wiele szczęścia. Czytelnicy raczej życzliwie odnoszą się do moich powieści. Lubię krytykę konstruktywną, z której mogę się czegoś nauczyć. Przeraża mnie natomiast hejterstwo internetowe, wypowiedzi, w których jestem wdeptywana w ziemię, a jednocześnie nie ma to poparcia w argumentach. Zdumiewają mnie też recenzje, gdzie internauta czuje się rozczarowany powieścią, ponieważ „uważał”, że będzie całkiem inna, a ta, którą dostał do rąk, nie odpowiada jego wcześniejszym wyobrażeniom. Nie uda się sprostać oczekiwaniom wszystkich i sądzę, że nie jestem w stanie zadowolić każdego. Uwielbiam trafiać w gusta czytelników, ale muszę pogodzić się z tym, że nie zawsze się to udaje. Powtórzę za mądrą aktorką, Meryl Streep: „Straciłam wolę do zadowalania tych, którzy mnie nie lubią, do kochania tych, którzy mnie nie kochają i uśmiechania się do tych, którzy nie chcą uśmiechnąć się do mnie”.

M.P.: Na czym polega dobra redakcja książki? Na co powinien zdobyć się pisarz, żeby napisać dobrą książkę? Odciąć sobie rękę, wybić oko, złamać kręgosłup? 😉

Gdybym posiadła receptę na dobrą powieść, pewnie dzisiaj byłabym w zupełnie innym punkcie życia. Co mogę powiedzieć? Wydaje mi się, że dobra powieść to nie tylko pomysł albo ciekawy splot akcji. Nawet najlepsi bohaterowie polegną, jeśli nie włoży się w książkę dyscypliny. Trzeba ją dobrze skonstruować, popracować nad stylem, wyciąć to, co nadaje się do wycięcia, poprawić trywialne sceny, przebudować dialogi na mniej oczywiste i zastanowić się, czego jeszcze nie napisaliśmy, a co popchnęłoby akcję albo opisało bohatera. Kiedy już mamy to wszystko opisane, należy odłożyć tekst na 2, 3 tygodnie i do niego nie zaglądać. Po tym czasie, czytając nasz tekst, skupmy się na tym, co trzeba jeszcze poprawić. Włóżmy w powieść tyle pracy, żeby wiedzieć na pewno, że zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy. I wtedy dajmy ją do przeczytania komuś, kto nie jest naszym pochlebcą, żeby wskazał błędy, które przeoczyliśmy.

M.P.: Pisanie i malowanie to twoje jedyne zajęcia zarobkowe. Tym samym zadajesz kłam powszechnej opinii, że nie można się utrzymać z artystycznych zawodów… Jaka jest Twoja recepta na sukces?

Życie to mieszanina sukcesów i porażek. Moim największym sukcesem literackim są zadowoleni czytelnicy, listy od nich, które otrzymuję i świadomość, że moje powieści zwróciły uwagę ludzi na ważny dla mnie problem. Równie wielką radością jest wiadomość, że ktoś spędził przy moim tekście emocjonujący wieczór. Nie czuję, żebym osiągnęła sukces taki, o jakim mówisz w pytaniu. To prawda, że moim zawodem w tej chwili jest pisanie i malowanie. Zawsze chciałam tak żyć i cieszę się, że spełniły się moje marzenia.

Jednocześnie wymaga to ode mnie wiele dyscypliny. Czy jest na to recepta? Dla mnie receptą była praca, czasem bardzo ciężka. Pisałam to, co chciałam napisać, bez względu na modę czy oczekiwania wydawców. Mój mąż, Maciek, zawsze powtarza: „rób swoje”. Ma rację. Był taki moment w moim życiu, kiedy zastanawiałam się, czy pisać to, co czuję, czy poddać się i pisać to, co się sprzedaje na rynku wydawniczym. Zastanowiłam się i… jestem tutaj, z Wami. I bardzo cieszę się z powieści, które napisałam.

MiastoZLodu.szuflada.net

M.P.: Wiem, że pracujesz już nad kolejną książką, a niedługo ukaże się Twoja powieść spod szyldu fantasy. Jesteś niezwykle pracowitą i płodną pisarką. Skąd bierze się Twoja siła i pasja do pisania? Opowiesz nam coś więcej o Twoich nowych projektach?

Pisałam szybciej, niż nauczyłam się prosto stawiać litery. Pisanie jest dla mnie naturalne jak oddychanie. Ludzie często pytają, jak mogę pisać codziennie. Mogę i bardzo to lubię. Już od rana cieszę się na otworzenie pliku z książką i budowanie książkowego świata.
Najnowszy projekt, który mnie pochłania to powieść SF, skierowana dla młodzieży, ale myślę, że ma szansę spodobać się też ludziom dorosłym. Jest dla mnie ogromnym zaskoczeniem i napawa mnie radością to, że podpisałam na nią umowę z wydawnictwem Media Rodzina, które jest znane z tłumaczeń takich książek jak „Igrzyska śmierci” czy „Harry Potter”. Zawsze chciałam znaleźć się pod ich szyldem, więc spełniło się jedno z moich marzeń. Będzie to opowieść o grze komputerowej, stworzonej w najnowszej technologii, pozwalającej na odczuwanie sensoryczne: smaków, zapachów, dotknięcia, bólu. Również na przeżycie w grze własnej śmierci. W tę grę zagra bohaterka mojej książki – Mika, poproszona o to przez policję. Co znajdzie w świecie najgorętszego księżyca Jowisza Io, jak daleko uda się jej zajść w grze i kto przy niej będzie w wirtualnym świecie – tego czytelnicy dowiedzą się wiosną przyszłego roku, gdy powieść trafi do księgarń.

M.P.: „Miasto z lodu” traktuje o bardzo ważnym problemie manipulacji i o tym, jak krzywdząca i nieuczciwa bywa opinia publiczna. Dlaczego akurat wybrałaś taki temat? Co Cię w nim zainspirowało?

Było kilka inspiracji, ale główną stała się Amanda Todd, szesnastoletnia dziewczynka, która popełniła samobójstwo. Była ofiarą internetowego bullyingu, zniszczyli ją uczniowie hejterskimi komentarzami w Internecie. Inną inspiracją była Marylin Monroe, prześliczna aktorka, niepotrafiąca zaakceptować siebie, uzależniona od podziwu fanów. Najważniejszą jednak inspiracją była miłość pomiędzy chorą psychicznie matką a jej dzieckiem, o której chciałam napisać, ponieważ ten temat nurtował mnie od dawna.

M.P.: Jaki jest Twój kolejny cel, jako pisarki? Wiem, że studiowałeś na filmówce, czyżbyś zamierzała wejść w romans z filmem?

Niestety, film to trudny obiekt pożądania i ciężki do zdobycia. Faktycznie otrzymałam zaproszenie ze Szkoły Filmowej Bogusława Lindy i Macieja Ślesickiego do uczestnictwa w kursie adaptacji filmowej. Bardzo wiele się nauczyłam, przede wszystkim o konstrukcji scenariusza, konstrukcji bohaterów oraz o drodze, którą bohaterowie powinni przejść. Myślę, że wpływ nauczycieli scenarzystów można rozpoznać w „Mieście z lodu”, ogromną radość sprawiła mi aktorka Magda Kumorek, kiedy powiedziała, że to „dobry scenariusz filmowy.” Bardzo bym chciała zobaczyć którąś z moich powieści przełożoną na ekran. Czy się uda? Trzymajcie kciuki, proszę, to może kiedyś zaproszę Was do kina do obejrzenia filmu opartego na mojej powieści. Jeśli tak się stanie, uwierzcie, będzie to spełnienie jednego z moich największych marzeń.

Rozmawiała: Magdalena Pioruńska

About the author
Magdalena Pioruńska
twórca i redaktor naczelna Szuflady, prezes Fundacji Szuflada. Koordynatorka paru literackich projektów w Opolu w tym Festiwalu Natchnienia, antologii magicznych opowiadań o Opolu, odpowiadała za blok literacki przy festiwalu Dni Fantastyki we Wrocławiu. Z wykształcenia politolog, dziennikarka, anglistka i literaturoznawczyni. Absolwentka Studium Literacko- Artystycznego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Dotąd wydała książkę poświęconą rozpadowi Jugosławii, zbiór opowiadań fantasy "Opowieści z Zoa", a także jej tekst pojawił się w antologii fantasy: "Dziedzictwo gwiazd". Autorka powieści "Twierdza Kimerydu". W życiu wyznaje dwie proste prawdy: "Nikt ani nic poza Tobą samym nie może sprawić byś był szczęśliwy albo nieszczęśliwy" oraz "Wolność to stan umysłu."

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *