Wszyscy mężczyźni Weroniki

Reżyseria: Marcelo Gomes

Promienie słońca odbijające się od złocistego piasku i błękitnej wody, opalone, nagie ciała radosnych ludzi, wolność i beztroska roztaczające idylliczną atmosferę – tak wygląda marzenie. Rzeczywistość jest całkiem inna – praca, ramy społeczne, wymagania otoczenia, wewnętrzna presja i poczucie niespełnienia, czyli do ideału daleko.

 

Prawdopodobnie wiele współczesnych kobiet zna taką rzeczywistość z autopsji. Weronika, bohaterka filmu „Wszyscy mężczyźni Weroniki”, też ją zna. Właśnie skończyła studia i zaczęła pracę jako psychiatra, ma kochającego ojca i zakochanego w niej mężczyznę. Wydaje się więc, że ma wiele, ale ona czuje inaczej. Towarzyszy jej permanentny brak czegoś nieokreślonego, posiada niezaspokojone potrzeby i smutek, który nie chce zniknąć. Nie odczuwa satysfakcji zawodowej, a często wydaje się być równie zagubiona, jak jej pacjenci. Sama dla siebie jest jednocześnie pacjentką i terapeutką, więc postawienie diagnozy nie stanowi problemu.

Ale jaki pożytek jest z diagnozy, skoro nie ma lekarstwa? Weronika nie czuje miłości, bo przecież sympatia i pożądanie to za mało. Jest obdarzana uczuciem, którego nie odwzajemnia i nie umie lub nie chce przyjąć. Nie pasuje do schematu, jaki społeczeństwo przypisało kobiecie. Nie potrafi znaleźć kompromisu między powinnościami i potrzebami, nie potrafi odrzucić wszystkiego i odnaleźć siebie.

„Wszyscy mężczyźni Weroniki” to film będący uniwersalnym symbolem zagubienia współczesnych kobiet w momencie przejścia do dorosłego etapu życia. Zagmatwanie myśli, zatracanie się w seksie z przypadkowymi mężczyznami, czy niezdecydowanie wynikające z braku odwagi do życia według własnego scenariusza to tylko niektóre z konsekwencji nieprzemyślanych wyborów. W takich okolicznościach trudno znaleźć jest swoją prawdziwą tożsamość i rzeczywistość, które dadzą poczucie sensu i spełnienia, bo tego głównie brakuje Weronice.

Reżyser, Marceo Gomes, wykreował obraz egzystencjalnych rozterek w sposób, który wywołuje skrajnie różne reakcje. Z jednej strony spotyka się z zarzutami przegadania i zbytniej dosłowności przekazu, a z drugiej chwali się go za trafność spostrzeżeń i prawdziwość tematu. Podejrzewam, że film w większość znajdzie uznanie w oczach kobiet, bo opisuje ich psychikę, a nie od dziś wiadomo, że lubimy to, w czym się odnajdujemy. Moim zdaniem te dwie strony wyrównują całość na tyle, że staje się ona dość neutralna, a wrażenia po seansie bardzo szybko się zacierają i nie pozostają w pamięci widza.

Warto też wspomnieć o zdjęciach, które wykonał Mauro Pinheiro Jr. Udało mu się uchwycić niezwykłą zmysłowość postaci i niewiarygodny czar brazylijskich krajobrazów. Dzięki temu, mimo wcześniej wskazanych zastrzeżeń, film jako całość wiele zyskuje, staje się lżejszy i przyciągający.

Można odnieść wrażenie, że realizacja Gomesa to manifest wolności i ukazanie więzów, jakie ludzie sami sobie nałożyli, by usystematyzować i ujednolicić system, zapominając o tym, że nie wszyscy są tacy sami i nie wszystkich uszczęśliwią te same rzeczy. I to nieporadnie ukrywane rozmarzenie w oczach widzów po ostatniej scenie, przypominającej trochę raj, a trochę kadr z filmu o epoce hippisów mówi wszystko – w wielu z nas nadal jest ten rodzaj tęsknoty za rzuceniem cywilizowanego życia i ruszeniem, gdzie oczy i serce poniosą. Gomes trafił w sedno, choć zrobił to nieco pretensjonalnie.

Maja Sieńkowska

Tytuł oryginalny: Era uma vez eu, Verônica

Rok produkcji: 2012

Kraj produkcji: Brazylia, Francja

Występują: Hermila Guedes, Maeve Jinkings, João Miguel, W.J. Solha

8 Festiwal Filmy Świata Ale Kino +

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *