Wokół scenariusza komiksowego – rozmowa z Łukaszem Muniowskim

Recept na dobry scenariusz jest zapewne tyle, ilu scenarzystów. Chcemy sięgnąć po ich opinie i porady, aby ułatwić start młodym, zdolnym twórcom na początku ich ścieżki. W pierwszej takiej rozmowie na Szufladzie swój sposób na komiks przedstawi scenarzysta niezależny, Łukasz Muniowski.

14030940_1266605556707651_1327286897_n

Istnieje uniwersalna recepta na dobry scenariusz komiksowy?

Należałoby zacząć od tego, czy scenariusz komiksowy może być dobry sam w sobie, bez rysownika. Spójrz na takiego „Zbira”. Wątpię, żeby Powell szczególnie przejmował się fabułą, ale rysuje tak, że opada potoczna kopara i cały komiks świetnie wchodzi. Tu z kolei pojawia się kwestia potrzeby istnienia scenarzysty komiksowego – skoro rysunki są tak ważne, to po co on właściwie jest?

Wracając do twojego pytania – oczywiście nie ma recepty, bo jest tyle komiksów, tyle gatunków i tylu rysowników, że trudno o jeden dobry wzór. Chociaż są scenarzyści, którzy świetnie odnajdują się w różnych gatunkach. Żeby nie szukać daleko, weźmy takiego Łukasza Piotrkowicza, który robi fajne rzeczy cartoonowe, poważne czy komercyjne. Ja z kolei najlepiej czuję się w smutnych historiach o zwierzętach i jeśli już będę robić jakieś komiksy, to tylko takie. Wiem o tym, bo próbowałem się w innych stylach i wychodziło bardzo różnie. Czy znaczy to, że tamte scenariusze nie były dobre? Pewnie tak. Mogły być dobrze napisane, ale jeśli nie wygrały w konkursach albo leżą gdzieś zakurzone, znaczy to, że nie były dobrymi pomysłami na komiksy. A podstawą dobrego scenariusza/komiksu jest – moim zdaniem – dobry pomysł.leniuch02

Zatrzymajmy się chwilę przy roli scenarzysty, skoro już sam poruszyłeś ten problem. Po co jest rysownikowi potrzebny scenarzysta?

Bardzo trafne pytanie, zwłaszcza w odniesieniu do Polski, gdzie konkursy na scenariusze komiksowe zdarzają się raz na parę lat. W zeszłym roku brałem udział w konkursie na scenariusz komiksu o szkole lwowsko-warszawskiej. Zdobyłem wyróżnienie, prawdopodobnie dlatego, że byłem jedynym uczestnikiem… Organizatorom pewnie chodziło o to, żeby ocenić treść, stąd akurat taki pomysł na konkurs. W przypadku konkursu na komiks mogliby się zbytnio skupić na formie graficznej. To zrozumiałe, obecnie dominuje kultura wizualna i to, co widzimy, jest ważniejsze od tego, co czytamy.
Załóżmy, że nasza rozmowa pojawi się na stronie w Comic Sans. Mógłbym powiedzieć coś bardzo mądrego, ale kto by to zauważył? Komiksy są przede wszystkim dziełem osoby je rysującej. To ona poświęca im godziny, dni, miesiące. Ale scenarzysta często daje impuls do działania, plus porządkuje to, co robi rysownik. Często to właśnie scenarzysta jest tym „przepychającym” projekt dalej, piszącym do wydawnictw, przebojowym członkiem zespołu. Wielu rysowników nie potrzebuje scenarzystów i dobrze na tym wychodzi. Niektórzy potrzebują, bo rysują ładnie – nie bójmy się tego słowa – słabe historie, ale spróbuj im to wytłumaczyć. Inna sprawa, że scenarzysta nie ma do tego prawa. Na komiksach w Polsce raczej się nie zarobi, więc to, jak ktoś spędza wolny czas – na przykład rysując obrazkowe historie – to jego sprawa.

Jak to jest z tym impulsem? Wystarczy rzucić pomysł, a dobry rysownik będzie sam wiedział, co zrobić z resztą? A może scenarzysta musi dostosować się do rysownika i jednemu wysłać zwykły skrypt, a drugiemu pełny scenariusz z podziałem na kadry?

To drugie. Weźmy scenariusz do „Azylu Arkham” – nie ma tam podziału na kadry czy szczegółowych instrukcji, a to przecież genialny komiks! Niektórzy rysownicy domagają się, żeby było jak najwięcej detali – jeśli pokój, to jaki, jakie meble itp. W komiksach historycznych to szczególnie ważne, zwłaszcza jeśli nie chcemy dokładać rysownikowi obowiązków archiwisty. Najlepiej robić komiks z kimś znajomym, lepiej można wtedy wyczuć oczekiwania drugiej osoby.trabka2j

Jak w takim razie wygląda współpraca na linii scenarzysta – rysownik w przypadku pracy na podstawie skryptu czy ogólnego zarysu? Czy automatycznie oznacza to większą autonomię rysownika?

Zależy… niektórzy rysownicy biorą taki skrypt albo kompletny scenariusz i wracają po jakimś czasie z gotowym komiksem. Albo nie wracają, bo i tak bywa. Jeszcze inni stale się dopytują, konsultują. Osobiście wolę tych ostatnich, bo takie rozmowy są inspirujące dla obydwu stron i końcowym rezultatem jest zawsze lepszy komiks.

Zanim przejdziemy do kwestii kontaktów z rysownikiem i nanoszenia poprawek, przybliż proszę proces tworzenia scenariusza szczegółowego. Jak sprawić, żeby rysownik zobaczył to samo co wymyślił scenarzysta?

Najpierw trzeba pomyśleć, na ile kadrów przewidziany jest komiks, i później te kadry podzielić na strony. Od czterech do ośmiu kadrów na stronę, zależnie od tego, czy rysownik woli rysować duże czy małe kadry, czy kadry będą bardziej szczegółowe i tak dalej. Jeśli posiadamy chociaż cząstkę talentu rysowniczego, to najlepiej narysować tak, jak sami to widzimy – w ten sposób skończony komiks będzie najlepiej odpowiadać naszej wizji. My mniej uzdolnieni musimy używać słów. Najłatwiej będzie to pokazać na przykładzie:

STRONA 1
KADR 1 – SZEROKI NA CAŁĄ STRONĘ
Noc na farmie, księżyc w prawym górnym rogu. Budynki gospodarcze i dom, ogrodzenie, podwórko. Na podwórku dwa koty.
NARRACJA: (czyli kwestia na górze kadru, wprowadzająca nas w nastrój)
KADR 2
Zbliżenie na podwórko i dwa koty, rozmawiają. (Tu można podać szczegóły ich wyglądu, jak mają ułożone łapy, grzbiety itp.)
KOT 1: (czyli jaka kwestia pojawi się w dymku wychodzącym od tej postaci)
KOT 2: (a jaka w dymku od tej)

I tak dalej. Ważne jest, żeby dymki w kadrze były w odpowiedniej kolejności, a nie np., że KOT 2 odpowiada na kwestię KOTA 1, ale kwestia KOTA 2 jest wyżej lub bliżej lewej, przez co czytelnik potraktuje ją jako pierwszą. To sprawia, że komiks będzie się źle czytać. Chodzi o przejrzystość. Dlatego też kwestie nie mogą być za długie, żeby dymek nie zajął całego kadru. No i ważna jest konsekwencja. Przykładowo, jeśli KOT 1 w pierwszym kadrze trzyma w prawej dłoni sardynkę, to niech trzyma ją w tej samej dłoni w drugim kadrze. Chyba, że ją zje, wtedy warto pokazać to, jak ją zjada.uowca01_okl

Skoro mamy już gotowy scenariusz, zdradź, proszę, jak znaleźć odpowiedniego rysownika. Co zrobić, gdy jest się nowym i nie zna się nikogo w środowisku?

Digart, Deviantart, jest też grupa na Facebooku – tam możemy dać ogłoszenie i wrzucić nasz pomysł. Jeśli czytamy polskie komiksy, możemy po prostu… napisać do konkretnego rysownika. Oczywiście trzeba mierzyć siły na zamiary, ale jeśli nasz pomysł jest dobry, nie ma się czego obawiać. Brak odpowiedzi świadczy źle o tej drugiej stronie, nie o naszym pomyśle… chociaż lepiej wcześniej przedyskutować go z kilkoma osobami.
Przez długi czas sam robiłem tak, że próbowałem przygotować komiks pod rysownika – pisałem, że lubię jej/jego styl i może byśmy razem coś zrobili. Rysownikom zwykle chodziło o komiksy fantasy, horrory lub kryminały, a także gatunki, których pisać po prostu nie potrafię. Dopiero teraz wiem, że miałem złe podejście. Lepiej jest wymyślić coś, w co naprawdę wierzymy i szukać rysownika.

Zdarza się, że scenarzysta przygotowuje rysownikowi storyboard, o którym chwilę wcześniej wspomniałeś. Czy działa to też w druga stronę? Czy rysownik rozrysowuje wstępnie plansze do akceptacji przez scenarzystę?

Raczej nie. Osobiście spotkałem się z czymś takim chyba trzy razy, ale też nie jestem zawodowcem, więc pewnie dla niektórych jest to normą. Dla mnie jest fajnie jeśli ktoś w ogóle chce rysować moje pomysły, tak więc nie oczekuję tego typu praktyk. Na pewno są dobre, ale jak już mówiłem, komiks to hobby, wymaga od rysownika sporo pracy i czasu, a żyć trzeba…

Poruszmy teraz jedną z chyba bardziej drażliwych kwestii. Rysownik ma nieco odmienną wizję komiksu niż scenarzysta. Jak znaleźć złoty środek? Warto za wszelką cenę upierać się przy swoim?

Zależy, co masz na myśli, mówiąc o nieco odmiennej wizji. Jeśli mowa o jakichś drobnych kwestiach, takich jak inny podział kadrów – akurat na tym rysownik zna się lepiej i warto ustąpić – czy zmiana kwestii w dymkach, zawsze lepiej porozmawiać. Może te uwagi nie są takie bezzasadne. Natomiast w przypadku większych pretensji i powtarzających się tarć lepiej dać sobie spokój. Najważniejsze, żeby dogadywać się i rozmawiać. Warto rozmawiać! Kilka razy zdarzyło mi się, że rysownik wysłał mi skończony komiks i niektóre kwestie były zmienione, a kadry inne, niż się umawialiśmy. Strasznie mnie to denerwowało, ale pomyśl, jak bym się wkurzał, pracując nad profesjonalnym albumem. Zszedłbym na zawał, a i tak mam problemy z ciśnieniem. Pewnie na twoje pytania odpowiadałby ktoś mniej sfrustrowany swoją komiksową karierą. No, ale na przykładzie osoby, której się nie udało – cokolwiek to znaczy –można się nauczyć, czego nie robić. Nie jest to równoznaczne z tym, co robić, żeby być cenionym scenarzystą, ale trochę czasu i nerwów zawsze się zaoszczędzi.

Prace nad warstwą graficzną komiksu potrafią się przeciągnąć. Jak egzekwować terminowość rysowników?

Nie da się. Jeśli rysownikowi trafi się jakieś zlecenie, zrozumiałe jest, że komiks idzie w odstawkę. Życie. Poza tym prace zwykle się przeciągają. Pewien rysownik powiedział mi, że od tego jest deadline, żeby maksymalnie z niego skorzystać. I niestety, zwykle tak to wygląda.

Wspomniałeś wcześniej, że scenarzysta to ta bardziej przebojowa osoba w zespole. Co jeszcze należy do obowiązków scenarzysty?

Powiedziałem, że często tak bywa, ale nie jest to regułą. Nie wiem, czy możemy mówić tu o obowiązkach – narzucanie czegoś, w wypadku hobby, nie sprzyja kreatywności. Ale na przykład w wypadku crowdfundingu wypadałoby, żeby to scenarzysta wziął na siebie przygotowanie ogłoszenia. Co do komiksu – wszystko jest kwestią odpowiedniego podziału pracy.

Przyjmijmy jednak na potrzeby tej rozmowy, że na napisaniu historii rola scenarzysty się nie kończy. Może to być pomocne dla młodych twórców komiksowych. Jak wygląda kontakt z wydawnictwami? Warto rozmawiać o ewentualnym wydaniu juz na etapie prac  czy dopiero po narysowaniu całości?

Zawsze lepiej zapytać na początku, przygotować jakieś osiem stron i cały scenariusz. Problem polega na tym, że pozytywna reakcja i tak niczego nie gwarantuje. Polski wydawca podejmuje decyzję dopiero po przeczytaniu całości. Przynajmniej tych dwóch wydawców, z którymi miałem do czynienia. Ten brak gwarancji bardzo przeszkadza we współpracy.

A wydawanie niezależne? Crowdfunding? Tymczasowa moda czy nowe możliwości dla debiutantów?

To drugie, zdecydowanie. Crowdfunding to świetna sprawa – pozwala sprawdzić, ile osób jest naprawdę zainteresowanych tym, co robimy, ba, nawet jest gotowych zapłacić za nasz pomysł. Z tego, co kojarzę, „Nie przebaczaj” było w ten sposób finansowane, a potem znalazło się w pierwszej trójce najlepszych albumów roku. Bez wsparcia potencjalnych czytelników album pewnie by się nie ukazał. Trudno o lepszą rekomendację.
Co do wydawania niezależnego… nie wiem. Wydałem razem z Edytą Bystroń komiks o niewidomym psie i niby była nominacja do Złotych Kurczaków za najlepszy niezależny album, ale sam z ledwością sprzedałem dwadzieścia pięć egzemplarzy. Z tego, co pamiętam, nie było żadnej reklamy, pojedyncza zapowiedź na Alei Komiksu, i tyle. Trzeba się promować, mnie coś takiego średnio interesuje, dlatego niezależne wydawanie poleciłbym ludziom przebojowym. Edyta ciągle jeździ na festiwale, wystawia się – i tak trzeba robić, jeśli chcemy zbudować jakąś pozycję. W tym roku to jej album zgarnął „kurczaka”, tak że chyba warto. Ja wolę siedzieć w domu z psami i wychodzę na tym, jak widać, ale co pogłaszczę, to moje.tygrys_mfkig14_str4

Jakaś ostatnia rada dla początkujących scenarzystów?

Pani profesor na studiach powiedziała mi, że czytanie to pisanie, nigdy odwrotnie. I to prawda. Trzeba jak najwięcej czytać, niektóre zdania po kilka razy, podkreślać je, przepisywać, żeby pewne konstrukcje zapadły człowiekowi w pamięć. Komiks to medium wizualne, ważne jest więc też oglądanie – jak strona podzielona jest na kadry, jak bohaterowie umiejscowieni są w kadrze i tak dalej. Ale nie tylko komiksy… także filmy, seriale. Konkretne ujęcia, przejścia między nimi. Czasem myślę, że zbyt dużo ludzi chce być twórcami, a nikt nie chce być odbiorcą. Sam miałem straszne ciśnienie na robienie czegoś, robienie jak najwięcej, ale nie ma co wymuszać. Kiedy pomysł ma przyjść, to przyjdzie, w tym czasie lepiej przeglądać dobre rzeczy niż robić coś średniego.

czarna_zemsta_1

Bibliografia:

Wampir Zombie (2015) rys. Kamil Boettcher, w Biceps #7
Czarna zemsta (2015) rys. Łukasz Rydzewski, praca konkursowa na MFKiG z 2015 roku
Leniuch (2014) rys. Edyta Bystroń, wydanie niezależne
Moskwa-Moskwa (2014) rys. Edyta Bystroń, w Lisica i wilk. Komiksy inspirowane rosyjską literaturą
### (2014) rys. Edyta Bystroń w Mydło Zin #4
Zemsta doktora Dolittle (2014) rys. Łukasz Rydzewski, w Strefa Komiksu: Superhero
### (2014) rys. Krzysztof Małecki, w Strefa Komiksu: Superhero
Tygrys (2014) rys. Agata Nawrot, praca konkursowa na MFKiG z 2014 roku
Uowca #1 (2013) rys. Anna Helena Szymborska, wyd. ATY
Potwory za drzwiami (2009) rys. Jakub Rebelka, praca konkursowa „Mój Teleranek – 13 grudnia 1981” org. przez Narodowe Centrum Kultury i Stowarzyszenie Twórców „Contur”
Trąbka (2008) rys. Radosław Tabor, praca konkursowa na MFK z 2008 roku
Haters (2015) rys. Jaret Krick, w wydanym przez Weirdwolf Studio Tales from Another World (USA)
Baby J (2015) rys. Chuck Bowman, w wydanym przez Weirdwolf Studio Tales from Another World (USA)
Curse of the Werepeople (2015) rys. Chuck Bowman, w wydanym przez Weirdwolf Studio Tales from Another World (USA)

About the author
Karol Sus
Rocznik ‘88. Absolwent Uniwersytetu Warmińsko- Mazurskiego w Olsztynie. Wychowany na micie amerykańskiego snu. Wciąż jeszcze wierzy, że chcieć – to móc. Wolnościowiec. Kinomaniak, meloman, mól książkowy. Namiętnie czyta komiksy. Szczęśliwy mąż i ojciec.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *