WIERSZE: Mateusz Cioch

0

SZUFLADA poleca:

ja

z marginesu 1

 

jedna śmierć

to wiersz

milion

to spory tomik

kostnica z origami

wszystkiemu winne

dłonie

nikt nie jest niewinny

choć każdy jest kruchy

czym są podarte kartki?

tym czego nie ma?

duszą?

najwyższa forma abstrakcji

to ścierwo wyzute z poezji

żałuję, że nim nie jestem ‒

‒ byłbym za życia świętym

 

 

m. dla m.

 

znowu gryzę się w język

by nie powiedzieć: kocham

przecież nie wierzę w miłość

sens, dobro, postęp, Boga

nie wierzę w siebie

Ty mówisz, że czytam

niewłaściwe książki

ale ja czuję, że je napisałem

i że była wśród nich ta

której tytułu nie pamiętam

na jej kartach Zimowa Droga

i nasz wspólny brak koca

 

 

szpieg

Patrykowi Rajchembie

 

widziałam cię dziś rano

mówiła mi wieczorem

akurat dzisiaj rano

nie chciałem być widziany

porę wybrała odpowiednią

jak każdy, kto ma czelność

widzieć mnie, znać mnie wtedy

gdy ja nie chcę znać siebie

 

powiedz dla kogo pracujesz

kiedy podajesz mi rękę

kiedy się do mnie uśmiechasz

o czyje chodzi ci szczęście

taki z ciebie bohater

bo patrzysz na mnie i myślisz

tych co widzą i czują

na palcach ręki policzę

 

 

 

 

 

alternatywna wizja wszechświata

 

to nie wiersz, to historia

równie prawdziwa, co szczera

dwoje ludzi, których imion

nie znam, jedynie inicjały

którymi opatrzyli wspólną

pracę z zakresu fizyki

dedykowaną Hawkingowi

nigdy nie opublikowaną

 

gdy mieszkanie, w którym

teraz ja mieszkam

oczyszczane było z pozostałości

po poprzednich lokatorach

książka ta miała skończyć

na śmietniku, ale ja

nie mógłbym z tym żyć

zabrałem ją i chociaż

fizyka to dla mnie „?”

ustawiłem ją na półce

by tych dwoje trwało

przynajmniej metafizycznie

 

 

 

horror

Jaki koszmar wyśniony w nocy uczynił z nas o poranku zagorzałych wrogów słońca?

Emil Cioran Zarys rozkładu

 

to tylko sen – próbuję się oszukiwać

gdy w środku nocy budzę się nagle

przerażony do tego stopnia, że

nie jestem w stanie dalej leżeć

wstaję, zapalam światło i zapominam

przez jakieś pół godziny, czy dłużej

w końcu uspokajam się na tyle

by ponownie spróbować zasnąć

a przecież to zwykły horror klasy B

który w kinie nie zrobiłby na mnie

najmniejszego nawet wrażenia

leżę na łóżku w jakimś ponurym

szpitalu typu dom wariatów

i nagle jestem obezwładniany

przez pielęgniarzy, a jeden z nich

usypia mnie chloroformem

opieram się, wstrzymuję oddech

ale w pewnym momencie

zdaję sobie sprawę, że walczę

z tym, co przecież nieuniknione

i wówczas biorę głęboki wdech

budzę się?

Podziel się

O autorze

Kinga Młynarska

Mama dwójki urwisów na pełny etat, absolwentka filologii polskiej z pasją, miłośniczka szeroko pojętej kultury i sztuki. Stawia na rozwój. Zwykle uśmiechnięta. Uczy się życia...

Odpowiedz