WIERSZE: Anna Siudak – „cichy karnawał”

SZUFLADA poleca:

IMG_20171113_183937_796

 

‚Kolorowe ptaki’

wczoraj wydawało mi się że jestem brzydka
wszystko sobie ułożyłam

jasne włosy ciemna skóra
ograniczona widoczność
sztuczne rzęsy wplątane w sztuczne włosy
klej na paznokciach i glina między ustami
przytłumione jęki wstrzykiwane jednorazowo co kilka miesięcy

Słaba jakość. Rozmycie.
Ty mi powiedziałeś, że jestem piękna.
Świat, który się nie kończy i opinie jak gówno zjadane
każdego dnia
zatrute jak sztuczna opalenizna i jedzenie fabryczne.

 

‚Eyeliner’

Pomalowaną kreską wydrukuję kolejny dzień
obraz koloru ściany żeby za bardzo nie mógł się wyróżnić
cicho już cicho
przecież nie ma o co płakać
przecież powiedzieli nam że nie musimy się już o nic martwić
możesz być kim chcesz
tylko nie wychodź w tym na ulicę
cicho bardzo cicho podeszła do mnie pewna staruszka
opowiedziała mi wojnę
ja jej na to że nic z tego nie rozumiem
pomaluj kreską świat
cicho już

 

‚Rudowłosy kot’

Inne koty, dwudzieste.
Dwudzieste i pierwsze. Za krótkie.
Monodram.
Siła przekazu, która nie pozwala dotrwać do końca.
Walka i krzyk – tyle z nas pozostanie.
Rozwalmy to wszystko i pójdźmy za kraty sąsiedztwa!
Urodziłam się wczoraj.
Z tego co pamiętam, miałam rude włosy. Podobno.
Byłam ostatnią z osób, które mogłyby cię oskarżyć o rasizm.
Urodziłam się w zeszłym roku.
Nie uznawaj mojego grzechu za winę.
Chciałam odegrać swoją rolę.
Zostawiłam ślady.
Wielkie i nagie, które wystają gdzieś poza nami.
Zostawiłam ślad, bo przecież tak wypada.
Teraz jestem czysta.
Jak twoje rude włosy.
Których nie dotykam.

 

‚Widziałam’

Spustoszone czaszki od nadmiaru wrażeń.
Sprzedaż ciał za dwa funty na godzinę.
Wyparty bezduch codziennością duszną i śmierdzącą alkoholem.
Kalectwo spowodowane brakiem siebie.
Bezbożnego grzesznika co o rękę wołał. Prosił na chleb, mówiąc: Any spare change? Jak miałam mu dać, kiedy jestem dla niego faking polisz?
Widziałam.
Obdartych ze skóry.
Ludzkie mordy uwikłane w niezliczone procesy. Szemrane interesy załatwiane w trakcie niedzielnej mszy. Dorobek życia. Fałszywe uśmiechy w przeliczeniu na walutę. Wypruwane żyły dla cyferek na ścianie.
Widziałam.
Umysły, które po dwóch tygodniach zapomniały języka w gębie, nie pamiętając skąd przyszły. Rozkładające się małżeństwa i płacz dziecka.
Niedojrzałe dzieci, uciekające przed wojną. Podobno wojny nie ma.

Zbyt wiele, a może wystarczająco. Nie wlejesz mi kolejnej wody.

Polsko, dlaczego odwracasz ode mnie twarz?
Przypomnisz sobie przy kolejnych wyborach, albo na głosowaniu Eurowizji. Wtedy pamiętasz. Jak dbasz, jak chcesz, jak starasz się dla mnie. Wyłączam telewizor, a ty masz mnie w dupie, mówiąc że to szansa.
Podobno ten kraj jest twoim sojusznikiem. Trzeba liznąć.
Nie wiesz wiele. Tak naprawdę nic o mnie nie wiesz, Polsko. Gówno cię to obchodzi, że widziałam.
To przecież wykracza poza obszar twojego podwórka.

A ja widziałam. Moje pokolenie.

 

‚Znie-wolenie’

popatrz na ptaki
one wiedzą jak to zrobić
unikają wojen lecą gdzie chcą budują gniazda zakładają rodziny
a my?
jednoznaczne przypadki rozdartych dusz umów o dzieło na zlecenie
on going
sekunda – tyle dokładnie trwa twoje spojrzenie
chcę twojego spojrzenia
jestem zachłanna

About the author
Kinga Młynarska
Mama dwójki urwisów na pełny etat, absolwentka filologii polskiej z pasją, miłośniczka szeroko pojętej kultury i sztuki. Stawia na rozwój. Zwykle uśmiechnięta. Uczy się życia...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *