Wakanda Forever! O kulturowym fenomenie „Czarnej Pantery” (2018)

0

tumblr_p4mjn82vKa1vfmsbyo2_500

Czarna Pantera sprawiła, że afrofuturyzm znalazł się na ustach wszystkich. Najwyższa pora, żebyśmy nadrobili kulturowe braki, bo koncepcja afrofuturyzmu nie jest tworem ostatnich lat, ale posiada długą, bogatą i ciekawą historię. Jako ruch literacko-filozoficzny może być datowany od końca XIX wieku, kiedy pojawiły się pierwsze powieści o alternatywnej historii Stanów Zjednoczonych, w których wyobrażano sobie autonomię afrykańskiej diaspory w Ameryce. Ciekawe opracowanie afrofuturyzmu jako filozofii historii i filozofii nauki, estetyki i etyki stworzyła Ytasha Womack w swojej pracy Afrofuturism. The World of Black Sci-Fi and Fantasy Culture z 2013 roku. Sam rdzeń afrofuturyzmu określić można jako przenoszenie przeszłości w przyszłość czy też odzyskiwanie utraconej (wydartej, wymazanej, odebranej) przeszłości poprzez snucie wizji przyszłości opartych na tradycji, której nie pozwolono kultywować.. Afrofuturyzm to intelektualny projekt zakorzeniony w akcie przemocy (fizycznej i kulturowej) i wynikającej z niego traumy, ale ma przy tym wyraźnie pozytywny charakter, służy celebracji, a nie budowaniu martyrologii. Do pisarzy z tego nurtu zaliczają się tak kultowi twórcy fantastyki jak Samuel R. Delaney i Octavia E. Butler oraz jedna z przodujących autorek naszego pokolenia – Nora K. Jemisin.  O afrofuturyzmie można też mówić w przypadku artystyczno-muzycznej twórczości Janelle Monáe.

Zasługą Czarnej Pantery jest przedstawienie afrofuturyzmu w doskonałym wydaniu w najbardziej głównonurtowym obiegu kulturowym, jakim są blockbusterowe produkcje filmowe. T’Challa (w tej roli Chadwick Boseman) po raz pierwszy pojawił się na wielkim ekranie w Kapitanie Ameryce: Wojnie bohaterów (2016) i był zdecydowanie najlepszym (jeśli nie jedynym dobrym) elementem tej produkcji. Jako jedyna postać w filmie zachowywał się jak dorosła i odpowiedzialna osoba. Jego wątek skupiał się na rozwoju emocjonalnym postaci, który obrazował moralne przesłanie filmu, czyli różnicę pomiędzy zemstą a sprawiedliwością. T’Challa stanowił dokładne przeciwieństwo antagonisty, ponieważ był w stanie przepracować doznaną krzywdę. T’Challa i Zemo wpisują się tym samym w schemat superbohatera przedstawiony przez Henry’ego Jenkinsa w The Wow Climax. Tracing the Emotional Impact of Popular Culture: superbohater i jego nemezis przechodzą przez analogiczne doznanie straty, przy czym bohater postanawia walczyć, aby nikogo więcej nie spotkała podobna tragedia, a złoczyńca chce, aby wszyscy cierpieli tak jak on. Można więc stwierdzić – biorąc pod uwagę strukturę fabuły – że T’Challa był prawdziwym bohaterem tego filmu, skontrastowanym ze zniszczoną wewnętrznym konfliktem drużyną Avengers.

Problem z Wojną bohaterów polega na tym, że przedstawiony w filmie konflikt nie był – jak w jego komiksowym pierwowzorze – ideologicznym starciem równoważnych racji, tylko zagrywką ze strony etatowego czarnego charakteru. Prawdziwy rozłam pomiędzy Avengers nie potrzebował złoczyńcy z zewnątrz. Komiksowa Wojna domowa miała na celu pokazanie, że dobrzy ludzie bywają zdolni do potwornych czynów, nawet kiedy ich intencje są szlachetne. Jeśli wprowadzenie postaci Zemo w filmie służyło zachowaniu pozytywnego wizerunku Avengers, nie spełniło swojej funkcji. Wojna bohaterów strąciła Avengers z piedestału, na którym postawiły ich poprzednie produkcje filmowe Marvela. T’Challa pojawił się więc jako ktoś, kim bohater powinien być: mądry, szlachetny i dojrzały, ktoś lepszy od nas, coś, do czego powinniśmy aspirować, wzór do naśladowania. W erze dekonstrukcji superbohaterów było to zadziwiająco świeże i pozbawione cynizmu ujęcie. T’Challa oferował to, czego nie można było doświadczyć w superbohaterskim kinie od czasu serii ekranizacji Supermana z Christopherem Reeve’em: nadzieję. Jednocześnie jego postać była dokładnie takim zdekonstruowanym obrazem bohaterstwa, jaki obecnie obowiązuje w komiksach: pełnym wad, błędów i wątpliwości. W przeciwieństwie do pozostałych postaci w filmie T’Challa nie pozwolił jednak, aby błędy go zdefiniowały. Zwieńczeniem jego wątku jest moment, w którym przyznaje się do pomyłki i podejmuje właściwą decyzję w celu naprawienia dotychczasowych błędów.

tumblr_p4mjn82vKa1vfmsbyo1_500

W tym kontekście nie może dziwić, że Czarnej Panterze stawiano wysokie wymagania. Przede wszystkim pojawiły się absurdalne nadzieje, że ten jeden film naprawi błędy scenariuszowe popełnione w ramach Marvel Cinematic Universe. Ale nie oszukujmy się, pod względem spójności fabularnej i charakterystyki postaci MCU jest już nie do odratowania. Nie oznacza to, że solowy film T’Challi w jakikolwiek sposób zawiódł. Wprost przeciwnie, jest tak dobry, że wykracza poza problemy samego MCU. Oglądając go, zapomniałam, że to film Marvela, chociaż przedstawia integralną i istotną część wykreowanego w ramach MCU świata. Jest dobry w zupełnie inny sposób niż pozostałe produkcje tego studia. Jego temat koresponduje ściśle z przesłaniem poprzedniego marvelowskiego tytułu, którym był Thor: Ragnarok (2017). Zasadniczo oba filmy przedstawiają tę samą historię, ale w całkowicie odmienny sposób. Czarna Pantera rezygnuje z większości sztampowych rozwiązań produkcji Marvela. Przede wszystkim nie pozwala, aby wszystkie momenty przepełnione szczerymi i trudnymi emocjami zostały podważone przez następujące natychmiast po nich (lub w ich trakcie) efekty komiczne. Jest to więc film w zupełnie innym tonie niż to, do czego nas Marvel przyzwyczaił, co zwiastuje ewolucję trochę już zużytej i wymagającej odświeżenia formuły kina superbohaterskiego.

Film obarczony jest też tym samym problemem co trzeci Thor, czyli queerwashingiem, wymazywaniem queerowości kobiecych postaci w postprodukcji. Ayo i Walkiria zostały pozbawione swoich miłosnych scen z innymi kobietami. Obrazuje to dokładnie, gdzie przebiegają granice progresywności studia. Czarna Pantera nie jest filmem bez wad, ponieważ takie nie istnieją, ale – podobnie jak Wonder Woman (2017) – w znaczący sposób redefiniuje współczesną kinematografię. Wyznacza nowy standard produkcji filmowej, pokazuje całkowicie odmienny sposób myślenia o filmie i to na poziomie popularnej rozrywki, a nie awangardowego eksperymentu. Można powiedzieć, że Czarna Pantera to świetna ekranizacja Króla lwa (1994) – co czyniłoby z tego filmu pierwszą udaną aktorską adaptację disnejowskiej klasyki – odnosząc się żartobliwie do fabuły, ale także do tego, że Król lew stanowił doniosły element pokoleniowego doświadczenia. Bo nie ulega wątpliwości, że tym właśnie będzie Czarna Pantera dla współczesnych odbiorców. Przy czym warto pamiętać, że modelowym odbiorcą tego filmu nie jestem ani ja, ani prawdopodobnie żaden z czytelników tego tekstu.

tumblr_p47qxjRF6Q1snteogo3_r4_500

Na czym właściwie polega fenomen Czarnej Pantery? Pomijając najbardziej oczywistą kwestię, czyli medialną reprezentację, można stwierdzić, że świat Wakandy to doskonałe oscylowanie pomiędzy całkowitym eskapizmem popkultury i aktualnym komentarzem społecznym. W filmie przedstawione są prawdziwe problemy i ich fantazmatyczne rozwiązanie. Scenariusz powraca więc do korzeni superbohaterskiego komiksu. Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz (2014) był blisko osiągnięcia tego samego efektu. Albo inaczej: osiągnąłby ten sam efekt, gdyby nie przebierał nazistów w kostium Hydry i gdybyśmy w 2014 roku zdawali sobie sprawę z tego, jak wielu zwolenników nazizmu znajduje się w strukturach władzy, co uświadomiły nam ostatnie dwa lata.

Czarna Pantera opowiada o rasizmie na wielu poziomach. Nawet w Wakandzie, kraju, którego nie dotknęła westernizacja i gdzie instytucjonalny rasizm nie obowiązuje, istnieje świadomość rasizmu. Film nie próbuje więc przedstawiać postrasowej utopii i nie ucieka od problemów współczesnego świata, ale czyni je swoim tematem. Oferuje cudowną fantazję o jedynym miejscu na świecie, które nie tylko nie zostało podbite, ale też nie podbijało. Wakanda to coś więcej niż kraj, który pozostał nieskolonizowany. To tylko połowa jej historii. Wakanda nigdy nie została zniewolona, ale też nigdy nie zniewoliła. Znajduje się całkowicie poza relacją pana i niewolnika i dopiero to jest prawdziwą wolnością. Kolonialne dziedzictwo nie jest problemem tylko krajów podbitych, ale też kolonizowanych, o czym dobitnie opowiedział Thor: Ragnarok.  Wakanda jest przeciwieństwem Asgardu, jego kontrapunktem, światem, który posiadał te same możliwości podboju, ale zaniechał ich użycia. Tak jak trzeci Thor był filmem o rozliczaniu się z własną kolonialną przeszłością, Czarna Pantera prezentuje przestrzeń całkowitej wolności, w której możemy podziwiać coś całkowicie wyjątkowego, coś, co nie istnieje nigdzie indziej na świecie. To czysty eskapizm, ale jego wyzwoleńcza funkcja wynika właśnie ze świadomości społecznych problemów.

tmp_VVmutN_f1c17a15745213f3_BlackPanther5a68e7526439f

Wakanda jest projektem zakorzenionym w kulturach Afryki, co widoczne jest w każdym jej szczególe, od religii i architektury po stroje i muzykę. Wizja reżyserska Ryana Cooglera jest niezwykle detaliczna i totalna. Wakanda wydaje się bardziej fantastyczna i oryginalna niż wszystkie obce światy i planety przedstawione do tej pory w Thorze czy Strażnikach Galaktyki. Różnica pomiędzy Wakandą i resztą świata jest bezwzględna i od razu wyczuwalna. Nie polega tylko na aspektach wizualnych filmu, ale przede wszystkim na postaciach. To, kim ci bohaterowie są, jak się zachowują, jakie prezentują postawy, ma swoje korzenie wyłącznie w kraju, z którego pochodzą. Są żywym wcieleniem swojej kultury z całym jej bogactwem. Kobiety takie jak Nakia, Ramonda, Shuri i Okoye mogą żyć wyłącznie w Wakandzie, mężczyźni tacy jak T’Challa mogą pochodzić tylko z Wakandy.

Czarna Pantera jest filmem o tożsamości, ale bardziej w jej zbiorowym niż indywidualnym wymiarze. Jest filmem bardziej o Wakandzie niż o T’Challi, chociaż opowiada nam o kraju poprzez doświadczenia jego władcy. W zasadzie można tu mówić o bohaterze zbiorowym, ponieważ T’Challa nie działa samotnie. Jego relacje z innymi są kluczowe. W ten sposób w filmie zaprezentowany został także nowy wzorzec czarnej męskości. T’Challa jest bohaterem w każdym calu, nie ustępuje pola takim postaciom jak Steve Rogers czy Tony Stark, ale jednocześnie stanowi zdrową przeciwwagę dla toksycznej męskości, której wzorzec powielany jest w popkulturze. Nie ma problemu z okazywaniem emocji i nie ucieka przed tym, co czuje, pozwala sobie na przeżywanie żałoby i rozczarowania, nie wstydzi się łez. Opłakuje śmierć ojca, z którym był blisko, ich relacja przepełniona była czułością. Przyznaje wprost, że potrzebuje bliskości swojej ukochanej w trudnych dla siebie momentach. T’Challa polega na innych, szczególnie na kobietach w swoim otoczeniu, ponieważ są kompetentne, silne i wspaniałe. Ufa, że Dora Milaje zapewnią mu bezpieczeństwo, a Shuri wprowadzi Wakandę w nowy wiek technologicznej rewolucji. Jego związki z innymi postaciami cechuje wzajemność: broni i jest chroniony, pomaga i pozwala, aby jemu pomagano. Nakia jest chyba pierwszą postacią kobiecą w filmie superbohaterskim, która w ramach związku nie musi wykonywać całej pracy emocjonalnej. Stanowi to odbicie sytuacji Wakandy, efekt wychowania w równościowej kulturze, w której nie dominuje relacja ja – Inny, podmiot – przedmiot, jaka strukturyzuje zachodnie myślenie w jego seksistowskim i rasistowskim wymiarze. To świat, w którym różnice mogą koegzystować we wzajemnym szacunku. Dlatego widzimy kultury czterech plemion, tradycję i nowoczesność, męskość i kobiecość w pełnym rozkwicie. Jednocześnie T’Challa wpisuje się, wraz z takimi postaciami jak Newt Scamander czy Dirk Gently, w postępujący proces prezentowania alternatywnych modeli męskości w popkulturze, co jest o tyle znaczące, że w przypadku T’Challi owa alternatywa pojawiła się w kinie superbohaterskim, którego rdzeń stanowi przecież hipermęska fantazja życzeniowa, bazująca właśnie na toksycznych wzorcach męskości.

The-Dora-Milaje-in-Black-Panther-Okoye-Nakia-and-Ayo

Jako film o tożsamości zbiorowej, Czarna Pantera proponuje trzy ujęcia. Izolacjonizm, dzięki któremu Wakanda przetrwała przez wieki, został skonfrontowany z postawą Nakii, która opowiada się za etyką troski i zaangażowania. Patrzenie z boku na rozlew krwi sprawia, że krew mamy na rękach, zwłaszcza jeżeli dysponujemy narzędziami interwencji. Tragedia Erika Killmongera stanowi jednocześnie przedstawienie postawy Nakii w krzywym zwierciadle, jak i argument na rzecz tego, że szpiegini ma rację. Killmonger to potwór, którego stworzyła polityka Wakandy, jej błąd i chodzący wyrzut sumienia. Motywacje Killmongera są słuszne, co stawia go w jednym rzędzie z charyzmatycznymi złoczyńcami, z którymi można sympatyzować, i czyni z niego najlepiej skonstruowany czarny charakter MCU. Jednak jego metody stanowią przeciwieństwo wszystkiego, co reprezentuje sobą Wakanda. T’Challa też ma rację, wykrzykując Erikowi w twarz, że ten został skolonizowany, stał się tym, czego nienawidził najbardziej. Gniew Killmongera to nieprzetworzony przez filmową fantazję fragment naszej rzeczywistości społecznej. Jest uzasadniony, zrozumiały i prawdziwy. Stanowi świadectwo rany na ciele zachodniego społeczeństwa. Erik jest człowiekiem ograbionym z tożsamości, wyrzuconym poza nawias wspólnoty, której powinien być częścią. Nauczył się nienawidzić tego, co go skrzywdziło, ale nigdy nie nauczył się kochać tego, co utracił. Jednym z najbardziej przejmujących momentów filmu jest ten, w którym Killmonger rozpoznaje to, czym się stał, i widzi Wakandę oczyma kogoś, kim nigdy nie miał okazji zostać. W pewnym sensie przyznaje rację T’Challi, postrzegając samego siebie jako abominację, dla której nie ma miejsca w świecie, o jaki walczy. Relacja T’Challi i Killmongera jest jedną z najbardziej przejmujących w ramach całego MCU, ponieważ pozostają wrogami, ale zmieniają siebie nawzajem, ostatecznie przyznają sobie wzajemnie rację. Są skrajnościami, pomiędzy którymi znajduje się postawa Nakii, którą cechuje miłość do Wakandy i do świata poza nią. Nakia nie chce porzucać Wakandy ani niczego narzucać światu, ale pragnie go zmieniać. Bo nie można uratować świata, nie zmieniając go.

tumblr_p47qxjRF6Q1snteogo7_r8_500

Killmonger pozbawia T’Challę złudzeń i niewinności, ale w zamian daje mu szerszą perspektywę, pozwala dostrzec świat poza Wakandą. Film zadaje fundamentalne pytanie z zakresu etyki – co jesteśmy winni sobie nawzajem? Co członkowie opresjonowanej grupy, którym udało się zająć pozycje władzy, są winni pozostałym? Czy mają cokolwiek wspólnego z ludźmi, których nigdy nie poznali, z którymi mogą się nie zgadzać albo nawet ich nie lubić z racji tej jednej wyróżniającej cechy: koloru skóry, orientacji lub tożsamości seksualnej, klasy społecznej, płci? Czy potwierdzenie istnienia relacji pomiędzy ludźmi tylko na podstawie cechy stanowiącej przyczynę opresji to afirmacja obowiązującej generalizacji? Czy też poczucie grupowej tożsamości uformowanej w doświadczeniu opresji ma silny polityczny i wywrotowy charakter? Nie wydaje mi się, że istnieje jednoznaczna odpowiedź na te pytania, ani nie sądzę, że powinna istnieć, ponieważ zagadnienie solidarności jest kwestią etyki, a więc wyzwaniem. Jest dla mnie oczywiste, że Nakia miała rację, nie tylko dlatego, że takie jest przesłanie filmu. Jesteśmy coś winni sobie nawzajem, bo tylko tak możemy funkcjonować jako społeczeństwo.

Zastanawiam się, czy Czarna Pantera zmieni Marvel Cinematic Universe, ale nie liczę na to specjalnie. Problemy ze spójnością świata przedstawionego MCU sugerują, że wydarzenia z finału filmu pozostaną bez konsekwencji. Także dlatego, że trudno wyobrazić sobie ogrom zmian, jaki musiałby nastąpić, gdyby wystąpienie T’Challi na forum ONZ miało mieć wpływ na kolejne produkcje. Nie wątpię jednak, że film ten zmieni współczesną kinematografię i kino superbohaterskie jako takie. Co najważniejsze, może zmienić sposób, w jaki ludzie o sobie myślą. Na lepsze.

Podziel się

O autorze

Aldona Kobus

(ur. 1988) – absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Autorka "Fandomu. Fanowskich modeli odbioru" (2018) i szeregu analiz poświęconych popkulturze. Pisze pracę doktorską na temat przemian autorstwa w kulturze zachodniej. Prowadzi badania z zakresu pornografii, kultury popularnej i fan studies. Entuzjastka, autorka i tłumaczka fanfiction.

Odpowiedz