„W naszych głowach równouprawnienie już się dokonało”. Wywiad z Olgą Chajdas i Kasią Adamik

0

Rozmowa z Olgą Chajdas (reżyser) i Kasią Adamik (montażystka) została przeprowadzona w związku z projekcją filmu Nina w Kinie Centrum w Toruniu. Nina to bezpretensjonalna, szczera i intymna historia o miłości, która wyzwala z ograniczeń społecznych ról i oczekiwań otoczenia, jakimi obwarowujemy naszą tożsamość do stopnia, gdzie zatracamy poczucie tego, kim jesteśmy. Poprzez pożądanie tytułowa bohaterka może na nowo zdefiniować siebie. Dla Chajdas jest to debiut pełnometrażowy i projekt, który długo nosiła pod sercem. Scenariusz powstał ze współpracy z Martą Konarzewską, działaczką na rzecz osób LGBTQA+. Kasia Adamik zajęła się montażem, muzykę skomponował Andrzej Smolik, a operatorem był Tomasz Naumiuk. W efekcie powstał film, który uwodzi od pierwszego kadru. Nina to prawdziwe doświadczenie i kinowa uczta.

IMG_3449

Bardzo często zwraca się uwagę na to, że Nina to projekt, nad którym pracowałaś w sumie dziesięć lat.

Olga Chajdas: To nie jest aż tak interesujące, bo to nie jedyny film w Polsce, który powstawał przez dziesięć lat. Nie znaczy to też, że przez ten czas nie robiliśmy nic innego. Cały czas pracowałam, a producent walczył o zamknięcie budżetu. Powstawanie filmu tyle trwa. Sama praca nad scenariuszem z Martą Konarzewską była bardzo ciekawa. Cieszę się, że scenariusz powstawał w dobrej, kreatywnej atmosferze i że miałyśmy czas skupić się nad tym, co piszemy, przemyśleć i rozpracować postaci. Problemem większości filmów jest to, że najtańsze elementy produkcji, czyli właśnie pisanie scenariusza i montaż, są niedoszacowane pod względem czasu i pieniędzy. A z tego powstaje film.

Kasia Adamik:Scenariusz to pierwsza wersja filmu, a montaż to pisanie scenariusza na nowo. Z tych samych elementów można stworzyć kilka filmów, każdy o innej wymowie. Ten proces wymaga czasu, także czasu na oderwanie się od niego, na chwilę oddechu. Film trzeba czasem odłożyć na miesiąc i wrócić ze świeżą głową. Oderwanie się od tej pracy dostarcza dystansu, a to podsuwa rozwiązania.

O.Ch.: Miałyśmy ten komfort czasu. To wyszło filmowi na dobre.

Pytania o proces twórczy biorą się z chyba chęci usłyszenia martyrologicznej historii o tym, jak trudno zrobić w Polsce, w obecnej sytuacji politycznej, film o lesbijkach.

O.Ch.: A jednak dostałyśmy pieniądze, dofinansowanie pojawiło się już na etapie pisania scenariusza, Polski Instytut Sztuki Filmowej dofinansował produkcję. Fakt, że trwało to bardzo długo, to kwestia proceduralna. Jeśli odbyły się zakulisowe rozmowy o temacie filmu, nic o tym nie wiemy. Nie jestem więc dobrym przykładem męczenniczki na barykadzie. Tak samo nie mam żadnej traumatycznej historii w związku ze swoją orientacją. Nie daję się wpisać w standardowe polskie narracje.

Co Nina znaczy dla ciebie jako debiut?

O.Ch.:Ten film bardzo długo we mnie tkwił i całe lata spędziłam z tymi bohaterami. Kiedy praca nad Niną dobiegła końca, odebrałam to jako bardzo abstrakcyjne doznanie. Kiedy tak długo na coś się czeka io to walczy, zdobycie tego wiążę się z pewnego rodzaju niedowierzaniem czy poczuciem nierealności całej tej sytuacji.Emocjonalnie jest to bardzo złożony proces. Jest to też ciekawe, bo przez te dziesięć lat miałam kilka możliwości zrobienia filmu pełnometrażowego, ale – z różnych powodów – nie wypaliły. W głębi siebie miałam zakodowane, że Nina będzie moim pierwszym filmem. Teraz mam poczucie, że wreszcie mogę ruszyć dalej.

A czym jest Nina dla ciebie jako film o miłości pomiędzy kobietami?

O.Ch.:Kiedy byłam młoda, jako lesbijka w Polsce (bez dostępu do Internetu takiego jak dzisiaj)szukałam filmów z bohaterkami nieheteronormatywnymi. Oglądało się wszystko tylko dlatego, że pojawiały się bohaterki homoseksualne. Wyobrażałam sobie wtedy, że chciałabym zrobić lesbijski film. Ale mijał czas, ja dojrzewałam, zbierałam doświadczenie i po czasie zrozumiałam, że Niny nie można zamykać w kinie lesbijskim, że wymyka się ograniczeniom płci, nawet czasom. Że to uniwersalna historia o miłości.

K.A.: Ciekawie jest także opowiadać o świecie, który jest światem, w którym żyjesz i funkcjonujesz. Który znamy i który jest nam bliski, ale szersza publiczność nic o nim nie wie. Zawsze jest pokusa, aby przybliżyć te realia.

O.Ch.: Ale też robienie filmu tylko o tym, co znamy, jest straszne nudne, bo nie poznajemy nowych rzeczy, nie dowiadujemy się niczego nowego. Nie wyobrażam sobie robienia filmów, przy których nie muszę się czegoś nauczyć, poznać. Film to podróż w nowy świat, a to że Nina opowiada częściowo o bliskich dla mnie realiach, nie zmienia mojego podejścia do emocji i psychologii bohaterów.

K.A.: Twoim pierwszym filmem jest taki, który opowiada o czymś ci bliskim i taki, który sama chciałaś kiedyś obejrzeć.

O.Ch.: Temat jest mi bliski, ale nie jest to osobista historia.

K.A.: Jest tam wiele detali z życia wziętych. Twojego i znajomych. Nie jest to autobiograficzne, ale autentyczne. Bo najlepszy sposób na robienie filmów szczerych i fajnych to kręcenie czegoś, co samemu chciałoby się obejrzeć.

Co z twojego życia rzeczywiście znalazło się w filmie?

O.Ch.:Sama miałam kiedyś Renault 5, takie, jakie pojawia się w filmie,nawet miałam podobny wypadek. Wiele osób mówi, że Eliza Rycembel wygląda w filmie jak ja, nosi się podobnie, naśladuje postawę i mowę ciała.

K.A.: To mogło wyjść nieświadomie, ale Eliza chyba cię podpatrywała. Bardzo chciała wypaść wiarygodnie w tej roli.

nina-photo

Doświadczenie tego kulturowego wygłodzenia lesbijek z naszego pokolenia jest obecne w filmie. W którymś momencie jedna dziewczyna opisuje drugą, mówiąc, że „ma oczy jak Shane”.

O.Ch.: Tak, film jest naszpikowany referencjami kulturowymi. Jest oczywiście ewidentne nawiązanie do Pogardy Godarda, ale jest też Shane z L Word, jest Literatura na świecie, wiele rzeczy, które są nam bliskie. Ale jeśli widz ich nie wyłapie, nie umniejsza to jego rozumienia filmu. To takie puszczanie oka do „wtajemniczonych”.

K.A.: Wiele osób zwracało uwagę na stereotypowe pokazanie lesbijek, bo pojawiają się chłopczyce i piłkarki. Ale przecież żyjemy w tym środowisku i wiemy, jak to wygląda. Drużyna w filmie jest prawdziwa, chodziłyśmy na ich mecze. W stereotypie kryje się szczypta prawdy, bo albo skądś się wziął, albo ludzie próbują się w niego wpisać.

Nina zawiera w sobie stereotypowe wyobrażenia, ale pokazuje je w przewrotny sposób.

O.Ch.: Magda jest taką chłopczyca, które pije, pali i uprawia przygodny seks. Gdyby była mężczyzną, wszystko byłoby w porządku. Takie zachowania są bardzo różnie odbierane w środowisku lesbijskim. Przede wszystkim widzę w niej głęboko skrywany smutek,jest autodestrukcyjna i właśnie z tego powodu jest dla mnie fascynująca.

K.A.: Dla mnie ciekawe jest to, dlaczego Magda podrywa same mężatki.

O.Ch.: Bo nic z tego nie wyjdzie.

K.A.: Bo te związki nie mają przyszłości. W ten sposób chroni samą siebie przed intymnością, przed emocjami. Stąd związek ze stewardessą, o której wiadomo, że odleci.

O.Ch.: Stąd też nawiązanie do Pogardy, filmu o małżeństwie i zdradzie. Uznałam, że ciekawie będzie uczynić tym punktem odniesienia coś, co nie tylko nie jest kultowym tekstem kina lesbijskiego, ale co jednocześnie ma kultowy status w kulturze.

K.A.: Poza tym bardzo lubisz filmy Nowej Fali, ich muzykę i kolorystykę, ich rytm.

Wojtek mówi w pewnym momencie do Niny: „to bardzo francuskie z twojej strony”.  Można to odnieść do samego filmu – Nina jest bardzo francuska, nawet bohaterowie naśladują w jakimś stopniu zachowania bohemy.

K.A.: To taka sztuczna, mieszczańska bohema, która lubuje się w ekscesach, jakich dopuszcza się we własnym domu, kiedy nikt nie widzi i nie ocenia. Tak naprawdę są bardzo konserwatywni.

O.Ch.: Bohema może być też mieszczańska.

K.A.: Ta prawdziwa nie powinna taka być.

O.Ch.: Nie powinna, ale to też film o klasowości, o łamaniu mieszczańskiego kodu zachowań. Bohaterowie zaczynają grę, której reguł nie znają.

K.A.: I się tym podniecają. Wojtek przeżywa wyraźny moment, kiedy gra wymyka mu się spod kontroli i zastanawia się, czy nie zakochałby się w Magdzie.

O.Ch.: Na końcu okazuje się, że dziecko i tak było tylko pretekstem i próbą zapełnienia pustki, jaką odczuwają bohaterowie. To też film o tym, że życzenia spełniają się inaczej,niż byśmy chcieli. Przede wszystkim Nina dostaje szansę na odkrycie siebie na nowo.

K.A.: Zyskuje wolność od narzuconych jej norm. To brzmi banalnie, ale jest ogromnie ważne. Większość z nas próbuje przez większość czasu uszczęśliwić kogoś innego kosztem własnego szczęścia. W końcu sami wierzymy, że to jest to, czego chcemy, nawet jeśli to nieprawda.

To fałszywe wyrwanie się z norm, ten fałsz wolności, jaką czujemy w odgrywaniu przez nich bohemy, ujawnia się, kiedy Wojtek pyta Ninę, co teraz zrobi – czy zabierze Magdę na obiad do rodziny, przedstawi ją w szkole. Odwołuje się do społecznych konwencji, a nie do uczuć, jakie dzielą.

 

O.Ch.: To jeden z niewielu momentów w filmie, w którym osadzamy akcję kulturowo i społecznie. Bardzo zależało mi na tym, aby nie sytuować filmu w konkretnej rzeczywistości politycznej. Nie chciałam, żeby szybko się zdezaktualizował.

K.A.: Tu chodzi o ograniczenia przede wszystkim wewnętrzne, a nie polityczne i społeczne. Rodzina Niny oczywiście nie przyjęłaby Magdy z otwartymi ramionami, środowisko rodzinne przedstawione w filmie jest bardzo konserwatywne.

Te straszne wizje pojawiają się w wypowiedziach postaci, natomiast na ekranie widzimy, że można żyć inaczej, pojawia się queerowa rodzina.

O.Ch.: Po to pokazujemy matki lesbijki, aby pokazać, że wszystko jest możliwe. Takie rodziny istnieją i żyją w naszej rzeczywistości.

Ciekawym zabiegiem w filmie jest wykorzystanie seksu. To, co Magda robi z kobietami, charakteryzuje ją jako postać.

O.Ch.: Każdy stosunek na ekranie ma coś wnosić, budować dramaturgię. W czasie seksu z Magdą Nina pierwszy raz dotyka siebie, pierwszy raz widzi swoje ciało w ciele drugiej kobiety.

K.A.: Jako montażystka też zauważyłam, że seks nie jest tam tylko po to, żeby był. On ma swoją funkcję, przedstawia relacje bohaterów. Podoba mi się bardzo, że pierwszy raz Magdy i Niny stanowi lustrzane odbicie ich pierwszego spotkania. Seks obrazuje przemianę ich związku i uczuć. Seks Niny i Wojtka też jest bardzo znaczący.

Bardzo znamienne jest dla postaci Magdy, że to ona zawsze dotyka innych, nikt nie dotyka jej, dopóki nie pojawia się Nina.

K.A.: Nina coś jej daje. Do tej pory to Magda zawsze dawała i nic nie chciała brać, bo to wiązało się z bezbronnością, przez którą ona się broni. Film jest pełen takich szczegółów. Olga i Marta świetnie to wymyśliły.

Dwuznaczne w filmie jest wszystko. Relacja Niny i Magdy jest namiętna, ale też opiekuńcza, niemal jak związek matki z córką. Nawet Magda z tego żartuje i nazywa Ninę „mamą”, kiedy ta się szarogęsi. Podobnie związek Wojtka i Niny, w którym on opiekuje się nią jak dzieckiem. To połączenie opieki i miłości jest bardzo znamienne dla filmu.

O.Ch.: Wyszłyśmy z założenia, że jest coś frapującego w różnicy wieku między Magdą a Niną. Na pierwszy rzut oka Magda nie stanowi dla głównej bohaterki partnera seksualnego, nie tyle ze względu na płeć, co na wiek właśnie. Jest taką potencjalną córką, a także kobietą, która może dać jej upragnione dziecko. Nina ma również zachwianą relację ze swoją matką, dla której pracuje. Film opowiada o tej pierwotnej więzi, która może być równie niszczycielska jak budująca. Dla Niny nie ma już nawet znaczenia, czy sama chciała tego dziecka, czy po prostu spodziewano się po niej, że zostanie matką. Te oczekiwania są tak silnie zakodowane, że bierzemy je za własne. Kiedy więc widzi młodą kobietę, która jest tak do niej podobna, że mogłaby być jej dzieckiem, buduje na tym ich relację, ale to dopiero początek ich historii. Nina bezpiecznego miejsca szuka w łonie, w instalacji Rodzisko, które symuluje wyobrażenia o życiu płodowym. Ale też przyprowadza tam potencjalną matkę swojego dziecka. Te relacje i znaczenia się nawarstwiają.

K.A.: Dla mnie to przede wszystkim film o maskach społecznych i o drodze, jaką przebywa Nina, zanim odważy się spojrzeć, co kryje się pod maskami, które zakłada. Nie chodzi o to, że zrzuca maskę przed innymi i się odsłania, ale że sama przed sobą jest gotowa przyznać, kim jest.

nina-olga-chajdas-2018-08-16-008

Wielu odbiorców jest zagubionych po tym filmie, jeśli oczekiwali prostej historii o lesbijkach.

O.Ch.: Marta Konarzewska powiedziała ostatnio, że widzowie mają określone oczekiwania i że jeśli te nie zostaną spełnione, film jest dla nich stracony. Nie pozwalają sobie doświadczyć tego, co odbierają.

K.A.:To jest problem wielu filmów i widowni. Idzie się nie na film, tylko na własne oczekiwanie wobec historii. Ludzie nie chodzą do kina w ciemno, otwarci na coś, co może im zaszkodzić. Dlatego powstaje wiele takich samych filmów. To nie jest podróż, lecz konsumpcja. Widz jest przede wszystkim konsumentem.

Nina nie chce przypinać sobie etykietek, chociaż siostra próbuje na niej wymusić klarowne wyrażenie nowej tożsamości.

O.Ch.: Chciałyśmy, aby ten film był poza etykietkami i nazwami, które się nieraz wymusza, kiedy próbujemy opisać swoje doświadczenia. Nina dojrzewa do tego, że nie musi się określać i weryfikować swojej nowej tożsamości. To nie jest film o tym, że Nina odkrywa swoją tożsamość seksualną.

A jednak Nina będzie traktowana jako sztandarowy film lesbijski w polskim kinie.

K.A.: Film jest pewnym odbiciem naszego społeczeństwa i naszych pragnień, tego, co chcemy widzieć, czym chcemy być, co chcemy przeżywać. Jasne, że trzeba reprezentować wszystkie części społeczeństwa. Myślę, że ważne jest to, co Olga zdołała osiągnąć, czyli  zrobienie filmu dla wszystkich o miłości lesbijskiej. Spotykamy się z bardzo emocjonalnymi reakcjami kobiet, często heteroseksualnych, które widzą siebie w Ninie i utożsamiają się z nią. Film jest też lustrem, w którym przyglądają się własnemu życiu. Poza tym nie można zrobić w 2018 roku wojującego kina queerowego sprzed trzydziestu lat. Nie możemy udawać, że historia kina się nie wydarzyła, nawet jeśli nie było jej w Polsce. Wszyscy znamy ważne queerowe filmy, stanowią część naszej historii. Nie wiem, czy jest sens zaczynać historię polskiego kina queerowego od kolebki, czy nie lepiej nadgonić do tego momentu, w którym znajduje się teraz kino światowe. Nie powinniśmy pogłębiać kulturowego zacofania. W naszych głowach żyjemy w świecie, w którym równouprawnienie już się dokonało. Tylko społeczeństwo za nami nie nadąża.

O.Ch.: Nie chodzi o to, żeby robić filmy o byciu gejem czy lesbijką, czy osobą nieheteronormatywną, ale o filmy, gdzie występują takie postaci, które poza tym coś jeszcze robią.

K.A.: Ten sam problem mamy z kobiecymi rolami. Też nie chcemy filmów, gdzie postać jest po prostu kobietą, ale takich, gdzie coś robi i ma znaczenie to, że role dla aktorek są ciekawe. Nie potrzebujemy już filmów martyrologicznych, tylko queerowych bohaterów.

Nad czym teraz pracujecie?

O.Ch.: 30 listopada na Netfliksie pojawi się serial, nad którym razem pracowałyśmy: 1983. Zabieram się też za nowy film, postpunkowy dramat psychologiczny o macierzyństwie i trudnej więzi z matką.

K.A.: Do końca roku pracuję nad serialem za granicą. Za rok biorę się za zimowy projekt, będzie to adaptacja nowelki Olgi Tokarczuk Profesor Andrews w Warszawie. To opowieść o tygodniu brytyjskiego profesora w Warszawie w samym środku stanu wojennego.

Nina wyświetlana jest aktualnie w kinach studyjnych.

Podziel się

O autorze

Aldona Kobus

(ur. 1988) – absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, doktorka literaturoznawstwa. Autorka "Fandomu. Fanowskich modeli odbioru" (2018) i szeregu analiz poświęconych popkulturze. Prowadzi badania z zakresu kultury popularnej i fan studies. Entuzjastka, autorka i tłumaczka fanfiction.

Odpowiedz