W cyklu Osobistości z osobowością: Mrożek obfitości

1

„Pisze, rysuje, nie brak mu twórczości.
Można by go nazwać MROŻKIEM OBFITOŚCI”.
(Magdalena Samozwaniec)

Osobistości4 kopiaTrudny do uczłowieczenia niedźwiedź, twór osobliwy, wędrowiec, wygnaniec kochający swoje wygnanie, Rejent Milczek, skryty marzyciel, kobieciarz – ale dyskretny, okropne dziwadło, patologiczny skąpiec. Można by te wymyślne tytuły mnożyć i mnożyć. W trudnej do zdefiniowania i nieprzeniknionej postaci Mrożka kluczowe jednak jest chyba milczenie.

W wydanej niedawno przez Wydawnictwo Literackie książce „Mrożek w odsłonach. 39 opowieści z różnych miejsc i czasów” odnajdziemy szereg różnych, nie rzadko wykluczających się, opinii na jego temat. Przykładowo Anna Ciećkiewicz-Godzicka pisze: „Sławek był zawsze lubiany. Wyróżniał się dowcipem, był bardzo zajmujący i wcale nie milczący; po jego śmierci ze zdumieniem usłyszałam opowieści o jego mrukowatości”.
Kto by pomyślał, że ten długi i chudy jak patyk gość, który (wydawałoby się) przez całe życie chodził w ciemnym prochowcu i z czarnym parasolem w ręce, był tak różnie odbierany przez kolejne spotykane na swojej drodze osoby. Wychodzi na to, że z tegmrozek _plewo Mrożka to była hybryda, jakieś wielowarstwowe zjawisko.

Jego postać można sobie rozpatrywać, biorąc pod uwagę różnorakie kategoryzacje: ze względu na gatunki literackie (dramaturg, prozaik, felietonista), sztuki, które uprawiał (rysownik, pisarz, nawet aktor!), w końcu – poszczególne etapy życia i miejsca zamieszkania (rodzinny Borzęcin, Dom Literatów przy Krupniczej 22 w Krakowie, Warszawa, Chiavari w północnych Włoszech, Montmartre w Paryżu, ranczo w Meksyku, ponownie Kraków i na końcu Nicea). Bo jak się okazuje, m.in. ze wspomnień szkolnych kolegów, w zależności od tego, kiedy i gdzie Mrożka się spotkało, można było poznać zupełnie inną osobę.

W Domu Literatów na przykład mieszkał Mrożek – mruk i outsider. Nie znosił ponoć tej Krupniczej. Jej atmosfery, nadętego balonu, który był nadmuchiwany wielkimi aspiracjami wyniosłych talentów zamieszkujących pod tym adresem. Taka chyba mniej więcej była jego opinia, ale kto go tam wie, skoro sam o tym wiele nie mówił. Domyślać się można z anegdot, przytaczanych m.in. przez Bronisława Maja, który miał przyjemność zamieszkiwać lokal „po Mrożku”. Był to niewielki pokój, utrzymany w nieskazitelnej czystości, gdyż jego lokator tylko w nim spał oraz godzinami pisał. Gdy ktoś przychodził w odwiedziny, nigdy nie otwierał, przerywał pisanie, żeby nie było słychać stukania maszyny, i czekał, aż jego współlokator – Stanisław Czycz otworzy drzwi i poinformuje przybyłego, że Sławomira nie ma w domu. „A gdy będzie ktoś z jakąś ważną sprawą?” – pytał go ponoć Czycz, na co Mrożek odpowiadał: „Czyja ważna? O moich ważnych sprawach wiem najlepiej ja sam. Nie będzie mi podtykał byle kto innych ważnych”.

pod domofonemZ końcem lat czterdziestych Mrożek został studentem architektury, z której szybko zrezygnował, miał jednak regularny kontakt z kolegami architektami, m.in. z Bohdanem Paczowskim – „Wpadał nieraz tam, gdzie rysowałem, przesiadywał obok stołu, czasem w milczeniu, czasem rozmawiając o wszystkim, przeważnie o tym, co go drażniło, a w otaczającym świecie drażniło go wiele, łącznie ze spojrzeniem na samego siebie. Wolał słuchać, radzić się, niż mówić, bo to, co mógłby powiedzieć, już wiedział”. Całkiem przebiegła była to z jego strony taktyka, mistrzowska oszczędność i ekonomia słowa. Dobra organizacja czasu cechowała wciąż Mrożka, gdy kilkanaście lat później postanowił opuścić kraj i wraz z żoną, Marią Obrembą, osiedlił się na włoskiej Riwierze. W cichej i spokojnej miejscowości Chiavari spędzał całe dnie na pracy nad sobą (ucząc się języków) i nad swoimi tekstami. Był podobno wtedy mocno refleksyjny. „Jakkolwiek potoczyłaby się nasza przyszłość, to miejsce i ten czas pozostaną w nas na zawsze” mówił do Paczowskiego, spacerując po wybrzeżu.

W Paryżu natomiast mieszkał Mrożek – doceniony i spełniony artysta, pogodny człowiek sukcesu. Tak go zapamiętał reżyser Janusz Majewski, który spotkał się z nim na początku lat osiemdziesiątych przy okazji festiwalu filmów polskich: „Zdziwił mnie wtedy zupełną przemianą. Z dziwaka, odludka, który nie potrafił się obracać w świecie, nagle zmienił się w człowieka otwartego i nowoczesnego, można powiedzieć: światowego. Przyjechał po mnie swoim samochodem, nawet nieźle prowadził, co mnie bardzo zdziwiło (…) był zupełnie inny niż kiedyś w Krakowie, towarzyski, elokwentny, pełen werwy”. Po wieloletnim pobycie we Francji, a potem w Meksyku, powrócił Mrożek do Krakowa i był to Mrożek – zgorzkniały i odcinający się od dawnych znajomości samotnik. Tak przynajmniej odbierali go przyjaciele, szukający w nim kolegi sprzed wielu lat. Wtedy też, mimo iż wydawało się to mało prawdopodobne, milczał więcej niż dotychczas.

mrozek_zpodpisemZ ciekawostek różnorakich – pisał z Januszem Majewskim krótkie, żartobliwe kartki, opatrzone rysunkami, w których zwracali się do siebie per „Drogi Starcze”. Ponoć kontynuowali tę praktykę, dopóki rzeczywiście się nie zestarzeli, kiedy to (zdaniem Majewskiego) nie wypadało już tak pisać. Dwa miesiące przed maturą Mrożek popadł w hazardowy nałóg i zamiast nauce oddawał się grze w pokera. Ze swym przyjacielem Leszkiem Herdegenem udawał monstrualne ptaki na dachu jednej z krakowskich kamienic, co zostało uwiecznione na dość zabawnych fotografiach. Koszmarnie wstydził się swojego pochodzenia. „Jak ja tego wszystkiego, co chłopskie, nienawidzę!” – miał kiedyś wykrzyczeć do Wojciecha Plewińskiego, który z lekkim cynizmem wspominał te słowa kilkadziesiąt lat później, robiąc zdjęcia podczas hucznego 60–lecia Mrożka urządzanego nie gdzie indziej, a właśnie w rodzinnym Borzęcinie. Posadzono ponoć jubilata na tronie i śpiewano mu pieśni ludowe oraz wygłaszano hołdy. „Tak na nich plułeś, a oni cię wielbią” – komentował sam do siebie Plewiński. Stosunek Mrożka do ojczyzny i w ogóle do całego społeczeństwa polskiego był z pewnością mocno kr
ytyczny, ale nie brak w nim zaangażowania. Była to chyba jednak miłość, choć burzliwa i trudna. W 1968 roku, mieszkając w Paryżu, opublikował w „Le Monde” protest przeciwko zbrojnej agresji wobec Czechosłowacji i zwrócił władzom swój polski paszport. Ponadto Mrożek był wielbicielem Witolda Gombrowicza. Nic dziwnego, gdyż w tym okresie dla wielu młodych twórców autor ten stanowił niedościgniony wzór. Z jednej strony Mrożek chciał go poznać, nawet się z nim zaprzyjaźnić, z drugiej jednak – Gombrowicz był dla niego idolem, punktem odniesienia, do którego się porównywał i który za wszelką cenę chciał dogonić. Spotkali się kilka razy w Vence (ówczesnym miejscu zamieszkania Gombrowicza). Rita Gombrowicz z upodobaniem powtarza anegdotę, jak to pod jej nieobecność w domu Witold zapędził Mrożka i Kazimierza Głaza do gotowania obiadu, podczas gdy sam z perspektywy fotela jedynie nimi zarządzał, instruując, gdzie co jest schowane.

Najczęściej padającym w kontekście Mrożka pojęciem, jest zdecydowanie milczenie, odmieniane przez wszystkie przypadki w każdym chyba z 39 omawianych wspomnień. Znajdziemy w nich stwierdzenia, że milczał, ale życzliwie, milczał o ważnych sprawach oraz że był jedyną osobą, która tak dalece nic nie mówiła. Mrożek milczał, jedząc obiady w Genui z Jerzym Stuhrem, z Bronisławem Majem w „Guliwerze” na Brackiej, milczał nawet wtedy, gdy pił whisky z Samuelem Becketem! I słuszne wydaje się stwierdzenie Wojciecha Pszoniaka, że Mrożek był pisarzem, bo po prostu musiał.

ZJan Graczyński

Podziel się

O autorze

Agnieszka Świerczek

ur. w 1989 w Krakowie. Na socjologii nauczono ją opisywać rzeczywistość przy pomocy obiektywnych liczb. Na szczęście coś ją tknęło i skończyła też Studium Literacko-Artystyczne na UJ. Teraz opisuje świat za pomocą subiektywnych zdań. Zazwyczaj krótkich. Raz wydrukowali ją w Ha! Arcie (Zbiór opowiadań "Flash Fiction"), raz w pokonkursowej antologii KAFEL (Festiwal im. Jana Himilsbacha w Mińsku Mazowieckim), raz w języku rosyjskim (do dziś szuka swojego tekstu, bo nie zna bukw). "Zbiór tekstów współczesnych, znaczy krótkich" to jej debiut książkowy. Wszystkie publikacje pod panieńskim nazwiskiem Ślaska.

1 komentarz

  1. Pingback: Na ratunek momentom – prywatne podsumowanie literackie roku 2014

Odpowiedz